Zostawmy na chwilę energię miejsca bo to jest osobna dyskusja. Wróćmy do Raido i Hagalaz które wylosowała Felicytka, bo to jest konkretny materiał do rozmowy. Hagalaz i Raido razem przy pytaniu o wiosenne zmiany - to jest całkiem konkretna para, niezależnie od tego gdzie zostały wylosowane. Hagalaz to zakłócenie, coś co przychodzi z zewnątrz, Raido to podróż ale też w sensie życiowym, porządkowanie drogi. Razem to całkiem spójna odpowiedź na pytanie o zmiany.
O matko to teraz mam pytanie bo nie wiedziałem że Hagalaz to coś złego, myślałem że to po prostu zmiana jak każda inna? Bo jak czytałem o runach to różnie to było opisane i trochę się pogubiłem szczerze mówiąc. Czy to znaczy że ta wiosna będzie trudna?
No tak, to co mówi Runiarka o Hagalaz ma sens. Ja chyba po prostu za bardzo szłam w tę dosłowność przez to otoczenie. Ale mam kolejne pytanie - jak wy w ogóle wychodzicie z tej literalności przy losowaniu? Bo to chyba nie jest tylko problem pociągu, mi to się zdarza też w domu czasem.
O matko, Runiarka dzięki wielkie za to wytłumaczenie bo ja też myślałem że Hagalaz to coś złego jak kamień na drodze, a tu proszę, grad nawadnia - to jest takie piękne, szczerze. Jestem teraz ciekaw czy inne takie 'straszne' runy też mają to drugie dno? Bo jak zaczynam te runy to chyba idę za bardzo w to co przeczytam na pierwszej stronie w internecie a nie w głębsze znaczenie.
Felicytka, to pytanie o literalność jest naprawdę dobre. Ja miałem taki etap że każde losowanie czytałem bardzo dosłownie i potem się dziwiłem że 'nie pasuje'. No bo jak wyciągałem Berkano to szukałem dosłownie płodności albo narodzin w swoim życiu. A chodzi o coś szerszego - wzrost, nowe początki, coś co kiełkuje. Pociąg mógł ci po prostu zablokować ten krok wyjścia poza oczywistość.
To co Donat mówi o Berkano i tym kiełkowaniu przypomina mi jak sama zaczynałam i czytałam każdą runę jak słownikowe hasło. Totalnie nie działało. Dopiero jak zaczęłam patrzeć na runę jako na energię a nie definicję to coś zaczęło klikać. Felicytka, może właśnie dlatego pociąg ci to utrudnił - nie ma tam przestrzeni na to 'kliknięcie'?
Ale to 'kliknięcie' to jest coś co można jakoś opisać konkretniej? Bo jak słyszę że runa to 'energia a nie definicja' to brzmi ładnie ale nie wiem co z tym zrobić w praktyce. Jak odróżnić że coś kliknęło od tego że po prostu dopasowałam interpretację do sytuacji bo tak chciałam?
To jest właśnie pytanie o serce całej praktyki. I nie ma na nie prostej odpowiedzi - ale mogę powiedzieć z własnych obserwacji że kliknięcie ma inną jakość niż dopasowanie. Dopasowanie jest jakby ty szłaś ku runce, a kliknięcie jest jakby runka szła ku tobie. Brzmi mgliście wiem, ale jak się tego doświadczy parę razy to się zaczyna rozróżniać.
Kaja, przepraszam ale 'runa idzie ku tobie' to jest metafora która dla kogoś zaczynającego nic nie wyjaśnia. Jasnowidka ma rację że to brzmi ładnie ale jest puste. Czy jest jakiś bardziej konkretny opis tego co się wtedy dzieje - np. zaskoczenie, fizyczne odczucie, sprzeczność z tym czego się spodziewałaś?
Ja mam właśnie to zaskoczenie czasem i zawsze się zastanawiam czy to znaczy że runa 'zadziałała' czy po prostu że jestem zaskoczona bo czegoś nie rozumiem. Serio nie wiem jak to rozróżnić na początku. I to wróżenie w pociągu pewnie by mnie jeszcze bardziej zdezorientowało, bo i tak mam problem ze skupieniem.
Teodorka, no ale to zaskoczenie to chyba dobry znak? Jak coś zaskakuje to znaczy że wyszłaś poza swoje własne schematy, a o to właśnie chodzi w wróżeniu - żeby zobaczyć coś czego sama byś nie wymyśliła. Przynajmniej tak to u mnie działa.
To co piszecie o zaskoczeniu - chyba właśnie z Raido tego nie miałam w pociągu. Raido i pociąg to było za oczywiste, zero zaskoczenia, zero żeby się zatrzymać i pomyśleć. A może właśnie brak zaskoczenia to sygnał że nie wyszłam poza siebie?
Felicytka, dokładnie to. I to jest całkiem dobra intuicja na kogoś kto zaczyna. Jak interpretacja jest za łatwa i za oczywista to często znaczy że czytasz powierzchnię, nie runę. Raido to nie jest 'podróż autobusem', to jest pytanie o kierunek, o to czy w ogóle jesteś na właściwej drodze i czy idziesz świadomie. To jest o wiele szersze.
No tak ale jednak to środowisko w pociągu robiło swoje i nie można tego całkiem pominąć. Felicytka była zalana cudzą energią - to mogło sprawić że interpretacja szła najłatwiejszą ścieżką, bo nie było miejsca na głębszy odbiór. To nie jest tylko kwestia skupienia, to jest kwestia energetycznego tła.
Hm, ale jeśli rozproszenie i cudzą energię przyjmujemy jako jedno, to jak w ogóle je odróżnić? Bo jak zawsze można powiedzieć że 'cudzą energia powoduje rozproszenie' to ta hipoteza jest niefalsyfikowalna. Trochę jak mówienie że runa zawsze ma rację, tylko że my nie umiemy odczytać.
Brzozka, to jest dobra uwaga i ona właściwie dotyka sedna całej dyskusji o niezaangażowaniu. Jeśli praktykujemy z założeniem że wszystko co się dzieje jest 'runą' albo 'energią' to tracimy zdolność do oceny własnej praktyki. Zdrowe podejście to zakładać że interpretacja może być moja, może być kontekstu, może być czegoś innego - i siedzieć z tym pytaniem zamiast od razu przyklejać etykietkę.
No właśnie Jasnowidka, też się zastanawiam czy to co tu rozmawiamy przekłada się na jakieś konkretne wnioski dla mnie. Bo na razie wychodzi mi że: pociąg mógł mi przeszkodzić ale nie musiał, Raido wzięłam za dosłownie, Hagalaz może znaczyć zakłócenie które toruje drogę, i że nie wiem czy moje losowanie cokolwiek znaczy bo byłam rozkojarzona. To chyba całkiem nieźle jak na jedno losowanie w pendolino haha.
Felicytka, to co napisałaś na koniec to jest całkiem niezły skrót tego co tu gadamy od dłuższego czasu. I właśnie to jest dobry moment żeby zadać sobie pytanie - co z tym zrobisz? Bo wnioski są spoko, ale runy to nie jest system gdzie rozumiesz teoretycznie i już. Kluczowe jest co teraz, przy kolejnym losowaniu.
Mam pytanie do całej tej rozmowy o niezaangażowanie, bo kręcimy się wokół tego od jakiegoś czasu. Czy niezaangażowanie to znaczy że mam być obojętna na wynik losowania? Bo brzmi to trochę jak 'wróż sobie ale nie przejmuj się co wyciągniesz' - i nie wiem czy to ma sens.
I to chyba właśnie miałam w tym pociągu. Szłam do tego losowania z gotową odpowiedzią - podróż, Raido, pasuje. Nawet nie musiałam myśleć. Więc pytanie czy to był problem z miejscem czy problem z tym że w ogóle podchodziłam do tego losowania z założeniem?
To jest chyba ważniejsza konkluzja niż cała dyskusja o energii pociągu. Bo jeśli problem był w nastawieniu a nie w miejscu, to w tym samym pociągu z innym pytaniem - takim gdzie nie miałaś gotowej odpowiedzi - mogło wyjść inaczej.
Ja się tu trochę gubię, bo mam podobny problem do Felicytki - też często wiem z góry co chcę żeby wyszło i potem 'interpretuję' pod to. Tylko nie wiem jak to zatrzymać. Znaczy wiem że powinnam nie mieć oczekiwań, ale jak to zrobić w praktyce? Serio, jak?
Teodorka, to jest pytanie które mnie też długo męczyło. Jedno co mi pomogło - przed losowaniem pytam siebie głośno, dosłownie mówię: 'jakiej odpowiedzi się boję'. Nie jakiej chcę, ale jakiej się boję. To zwykle pokazuje gdzie jest moje zaangażowanie. I potem idę do runi z tym.
O, Kaja, to jest naprawdę ciekawy trick. Nigdy tak nie myślałam o tym lęku przed konkretnym wynikiem. Bo ja zazwyczaj idę do losowania z tym czego chcę, ale to czego się boję to jest chyba ważniejsze, prawda? Boję się = jestem zaangażowana.
To co Kaja opisuje to jedna z metod - ale żeby była jasność, to nie jest jakaś reguła runowego systemu. To jej własna technika pracy. Działa dla niej, może działać dla innych, może nie działać. Nie każdy ma potrzebę głośnego mówienia przed losowaniem i to jest ok.
Rozumiem tę frustrację Jasnowidka, sama ją mam. Ale chyba właśnie tego się uczę w tym wątku - że nie ma jednej instrukcji i że szukanie jej to już jest forma zaangażowania. Chcę żeby był schemat bo schemat daje poczucie że robię to dobrze.
Felicytka to napisałaś coś naprawdę dobrego i myślę że to jest właśnie sedno. Szukanie schematu jako forma zaangażowania - to jest w ogóle cała ezoteryka, nie tylko runy. Wszyscy chcemy się upewnić że 'robimy to dobrze' i to upewnianie się jest już przeszkodą.
