Hej, chciałem zapytać bo sytuacja dosyć osobista. Mój tata odszedł jakieś dwa miesiące temu i mama jest w bardzo złym stanie. Nie chce wychodzić z domu, mało je, nic jej nie cieszy. Normalnie nie interesuję się runami aż tak bardzo ale pomyślałem - może jakiś rzut run mógłby jej jakoś pomóc? Albo chociaż dać jej coś do przemyślenia? Nie wiem czy to w ogóle ma sens przy żałobie. Czy ktoś miał podobną sytuację?
To jest naprawdę ważne pytanie i cieszę się że je zadałeś, bo żałoba i runy to temat który rzadko się porusza a jest bardzo głęboki. Pamiętam jak sama straciłam bliską osobę i wtedy właśnie runy stały się dla mnie czymś w rodzaju rozmowy z samą sobą, rozumiesz? Nie przepowiadają że ból minie jutro, ale pokazują gdzie teraz jesteś energetycznie. I to już dużo.
Trzymam tu z Perzyną. Runy przy żałobie działają inaczej niż np. przy pytaniach o pracę czy związek. Tu nie chodzi o przyszłość tylko o zrozumienie co się dzieje w środku. Ale mam pytanie do autora tematu - mama wie że chcesz jej zrobić rzut run? Bo to ważne żeby osoba w żałobie sama chciała, a nie żebyśmy jej coś narzucali.
Zatrzymajmy się chwilę przy tym pytaniu bo to naprawdę istotna kwestia. Rzut run dla kogoś bez jego wiedzy jest możliwy i praktykowany, ale trzeba rozumieć co tak naprawdę robimy. To nie jest przepisywanie recepty na czyjąś psychikę - to bardziej sprawdzenie jakie energie są wokół tej osoby, żeby wiedzieć jak jej towarzyszyć. Nic tu nie przymuszasz, nic nie zmieniasz bez zgody. Po prostu patrzysz. Ale Klementynka ma rację - gdyby mama była otwarta, to bezpośredni kontakt z runami byłby dla niej cenniejszy.
Dodam tylko że w tradycji nordyckiej runy były używane właśnie w momenatch przejścia - śmierci, narodzin, wielkich zmian. Hagalaz, Isa, Nauthiz to runy które mają bezpośredni związek z cierpieniem i tym co nieuchronne. Nie mówię żeby je od razu rzucać, ale warto wiedzieć że to nie jest żadne nadużycie systemu - runy były stworzone też po to.
No ale zaraz zaraz. Mówicie o tym jakby runy miały moc leczenia żałoby a to trochę duże słowa. Żałoba to naturalny proces i żaden rzut kamieni tego nie przyspieszy ani nie uleczy. Nie chcę być niemądra ale boję się że ktoś zamiast wziąć mamę do psychologa albo po prostu z nią porozmawiać, będzie się karmił runami i odkładał prawdziwą pomoc.
hmm nie bardzo się znam na runach ale ciekawi mnie jedno - czy przy żałobie są jakieś runy których lepiej nie używać? Znaczy czy jakaś runa mogłaby komuś zaszkodzić albo dorzucić złej energii zamiast pomóc? Bo czytałem gdzieś że niektóre runy są bardzo mroczne
Dokładnie to co Nefrytka. Dodam że podział na 'złe' i 'dobre' runy to współczesna uproszczona wersja, która nie ma zbyt wiele wspólnego z tym jak runy były rozumiane historycznie. W Eddach mamy do czynienia z runami jako siłami natury, nie moralnymi kategoriami. Każda runa może być zarówno wyzwaniem jak i zasobem, zależy od układu i od pytającego.
A wracając do mamy - myślę że jeśli nie wiesz czy jest otwarta, to może zamiast od razu robić rzut, zacznij od czegoś prostszego? Porozmawiaj z nią ogólnie, może przy kawie, czy wierzy w jakieś znaki, w przeczucia. I wtedy zobaczysz. Robienie czegoś 'za kogoś' bez choćby cichego przyzwolenia to dla mnie zawsze trochę ryzykowne.
Ja mam inne pytanie - czy przy żałobie lepiej robić rzut z intencją za tę osobę czy pytać o energię ogólną sytuacji? Bo wydaje mi się że to może dać różne wyniki. Jak ktoś z was formułuje pytanie/intencję przed takim rzutem? Pytam bo sama próbowałam raz zrobić coś dla koleżanki i nie byłam pewna jak to ułożyć.
Runy przy żałobie - to mi się kojarzy z jedną sytuacją sprzed lat. Znajoma straciła dziecko i to była taka gruba, bezlitosna ciemność w jej życiu. Ktoś z naszej grupy zrobił jej mały rytuał z runami, nie żaden wielki spektakl, po prostu położyły razem kilka kamieni i siedziały przy tym w ciszy. Tamta kobieta powiedziała później że to był pierwszy moment od miesięcy kiedy poczuła że nie jest sama ze swoim bólem. Żadna runa jej 'nie wyleczyła' ale to wspólne skupienie coś dało.
O matko, to naprawdę piękna historia. I chyba o to mi chodzi - nie o to żeby mama przestała być smutna bo to niemożliwe, ale żeby miała jakiś punkt oparcia. Zaczynam rozumieć że może bardziej chodzi o energię wysiłku który w to wkładam niż o same runy jako takie?
To bardzo trafna obserwacja i chcę ją rozwinąć. W tradycji nordyckiej było coś takiego jak 'galdr' - śpiewanie/recytowanie run w intencji dla kogoś. To wymagało skupienia, czasu, energii osoby wykonującej rytuał. I właśnie ten wysiłek - że ktoś zainwestował swój czas i uwagę w twoje dobro - był częścią tego co działało. To nie jest tylko symbol, to jest akt troski.
No dobrze ale wróćmy na ziemię na chwilę. Czy ktoś z tu piszących faktycznie robił rzut run dla osoby w żałobie i może powiedzieć co konkretnie wypadło i jak to zinterpretował? Dużo tu teorii, trochę za mało praktyki. Jakie runy się pojawiają najczęściej przy takich sytuacjach i co z nimi robicie?
Isa w kontekście żałoby jest bardzo wymowna. To runa zatrzymania ale też ochrony przez bezruch - jakby organizm psychiczny sam wiedział że teraz trzeba stanąć w miejscu i nie pchać się na siłę do przodu. Widzę to jako komunikat że osoba w żałobie robi dobrze jeśli po prostu jest, nie musi jeszcze wracać do normalności. To pocieszające w swoim własnym, surowym sposobie.
Ok, to ja dorzucę konkretny przypadek bo też mi się coś przypomniało. Robiłem kiedyś rzut dla kolegi który stracił ojca, nie z jego prośby, po prostu sam poczułem że warto. Wypadły Nauthiz i Ehwaz. Nauthiz to potrzeba, przymus, wysiłek który jest konieczny żeby przejść przez coś trudnego - tu akurat idealnie. Ehwaz mnie zaskoczyło, bo to runa ruchu, podróży, przejścia. Zinterpretowałem to jako że ojciec przeszedł przez jakąś granicę, ale też że kolega będzie musiał się poruszyć, nie stać w miejscu. I tak się stało - po kilku miesiącach kolega zmienił pracę, wyprowadził się z miasta, zaczął nowe życie jakby. Nie wiem czy runy to przewidziały czy opisały coś co już było w nim. Ale zgadza się.
Ale właśnie to mnie ciekawi - czy Ehwaz przy żałobie to nie jest trochę za szybko? Znaczy, jeśli ktoś jest świeżo po stracie to ta runa ruchu może być odebrana jako presja, żeby już iść dalej, już się ruszyć. Nie wiem czy każdy by to dobrze przyjął. Jak to tłumaczysz komuś kto dopiero stracił bliską osobę?
Kurcze, ta kwestia tłumaczenia run osobie w żałobie to jest naprawdę delikatna sprawa. Ja raz próbowałam zrobić rzut razem z koleżanką po śmierci jej mamy i chyba zrobiłam to za wcześnie. Ona płakała przez całą interpretację. Nie dlatego że coś złego wypadło, wręcz przeciwnie, wypadła Laguz i Berkana, ale samo skupienie na tym co czuje wyzwoliło dużo emocji. Nie wiem czy to dobrze że tak się dzieje, czy raczej powinnam była poczekać?
O, to ciekawy wątek. Ja osobiście robiłam dla siebie serię rzutów co kilka tygodni kiedy byłam w żałobie po mamie. I to było niesamowite jak się zmieniały. Na początku same trudne runy, Isa, Hagalaz, Nauthiz. Po kilku miesiącach zaczęły się pojawiać Sowilo, Berkana. Jakby runy odzwierciedlały co się dzieje w środku. Trochę jak lustro które pokazuje gdzie jesteś, a nie gdzie powinieneś być. Więc ja mówię - zdecydowanie można wracać, ale z wyczuciem.
Hej no ja przepraszam ale muszę dopytać, bo siedzę tutaj i czytam i trochę mam mieszane uczucia. Rozumiem że to ma wartość dla wielu osób i nie chcę tego odbierać. Ale mam wrażenie że trochę za bardzo szukamy w runach czegoś co nam 'pasuje' do sytuacji. Jak wypadnie Ehwaz to mówimy że to ruch i podróż, jak wypadnie Isa to zatrzymanie - i oba pasują do żałoby. Prawie każda runa może pasować do żałoby jeśli się chce. Czy to nie jest tak że sami tworzymy te interpretacje pod z góry założony sens?
To nie musi być zastępnik albo jedno albo drugie. Serio. Kiedy moja znajoma straciła dziecko - o czym pisałam wcześniej - chodziła do psychologa i równolegle miała ten rytuał z runami. I mówiła że psycholog pomagał jej zrozumieć co myśli, a runy pomagały jej poczuć że jest jakaś struktura, jakiś porządek nawet w tym chaosie. Te dwie rzeczy dotykały ją na różnych poziomach. Nie rozumiem dlaczego mamy to przeciwstawiać.
Właśnie to co Kachna napisała to bardzo do mnie przemawia. Z mamą jest tak że ona ma swoje kółko w kościele, modli się, to jest jej kotwica. Ja nie chcę tego zastępować. Bardziej myślę o tym żeby zrobić coś ze swojej strony, po swojemu, jako że coś włożę w tą sytuację. I chyba coraz lepiej rozumiem że chodzi o ten wysiłek wkładany przeze mnie, nie o to żeby runy 'naprawiły' mamę.
Gucio, to jest bardzo dojrzałe podejście i myślę że dotknąłeś czegoś ważnego. W tradycji nordyckiej ten wysiłek rytualisty, jego skupienie, intencja, czas poświęcony na przygotowanie, to było integralną częścią mocy rytuału. Nie jest przypadkiem że galdr wymagał postu, skupienia, czasem wielogodzinnego przygotowania. Energia jaką wkładasz ty, jest częścią tego co posyłasz do osoby w intencji.
hej, trochę offtopic ale zainspirowany tą rozmową mam pytanie - skad wiecie jaką intencję formułować przed rzutem? znaczy czy to jest coś co czujecie intuicyjnie, czy macie jakiś stały schemat który powtarzacie? pytam bo sam mam problem z tym żeby sie skupić przed wróżbą, myśli uciekają i nie wiem czy to nie psuje całego rzutu
Ja do tej pory czytałam wątek i coś mi nie dawało spokoju - mówicie dużo o energii wysiłku i intencji, ale czy ktoś próbował połączyć runy z czymś fizycznym przy żałobie? Ja wiem że to nie czysto runowy temat, ale mam koleżankę która po śmierci teścia nosiła przy sobie kamień z wygrawerowaną runą Berkana. Mówiła że to jej pomagało dosłownie fizycznie trzymać coś w dłoni gdy było najgorzej. Nie wiem czy to magia czy psychologia ale czy to nie jest też forma tego 'wysiłku' o którym mówicie?
ok więc żeby się upewnić czy dobrze rozumiem - jest różnica między rzutem run jako wróżbą a runą jako amuletem fizycznym? Bo mi się to zawsze myliło. Myślałem że runa to runa, wyciągasz z worka i tyle
O, to mnie zatrzymało. Może zamiast rzutu powinienem zrobić coś dla mamy w tej formie? Jakąś runę wyciętą albo napisaną na czymś co mogłaby mieć przy sobie. Nie musząc jej tłumaczyć co to jest bo pewnie by zapytała i nie wiem jak to wytłumaczyć bez brzmienu dziwacznie. A tak to po prostu coś ode mnie.
