a właśnie, to jeszcze jeden aspekt przepisywania który chyba nie padł. czy ktoś przepisuje runy żeby je ZAPAMIĘTAĆ, tzn czysto mnemonicznie? bo ja na początku tak robiłam, pisałam każdą runę z jej znaczeniem wielokrotnie jak przy nauce słówek. i zastanawiam się teraz czy to też jest 'praca z runą' czy tylko nauka na pamięć.
no właśnie, Siedlisław to dobrze ujął z tym rytuałem. bo ja jak pisałam wielokrotnie te runy z ich znaczeniami, to w pewnym momencie przestało być mechaniczne i zaczęłam czuć każdy znak inaczej. nie wiem czy to efekt powtarzania czy coś więcej, ale różnica była wyraźna. pytanie czy to dotyczyło samej runy czy mnie jako osoby która pisze?
przepraszam że się wtrącam bo jestem tu raczej nowy w temacie run, ale chciałem zapytać - jak ktoś przepisuje interpretację to znaczy co dokładnie? że bierze książkę i przepisuje co tam jest napisane, czy pisze co sam myśli o tej runie po rzucie? bo to chyba dwa zupełnie różne rzeczy
Eleonorkaa masz racje że to ważne pytanie. ja mam podobnie, jak ćwiczyłem przez dłuzszy czas pisanie run ręcznie to w pewnym momencie palce same sie poruszaly jakby znak przychodził sam. to nie jest cos co da sie opisac racjonalnie ale sie dzieje, wiec cos w tym przepisywaniu jest na pewno
a mam pytanie trochę z boku, bo czytam Was od jakiegoś czasu i zastanawia mnie jedno. czy ktoś próbował przepisywać runy pisząc je od prawej do lewej albo w jakimś innym kierunku niż normalnie? bo czytałem że historycznie tak bywało i zastanawiam się czy to zmienia coś w tej 'energii zapisu'
wracając do pytania Eleonorki, bo ono jest naprawdę ciekawe. czy to zmienia przepisującego czy runę. ja bym powiedział że to fałszywa alternatywa. zmienia relację między nimi. runa jest symbolem, symbol żyje w relacji z umysłem który go postrzega. nie ma 'runy samej w sobie' oddzielonej od interpretacji. więc pytanie powinno brzmieć: co przepisywanie robi z tą relacją.
Dadzbog o, tak to jeszcze nie rozmawialiśmy o tym i mi sie podoba. bo jak sie mówi 'runa ma moc' to co sie właściwie ma na mysli? moc w kamieniu albo w drewnie? czy w głowie osoby która z nią pracuje? bo jak ta druga, to przepisywanie oczywiście zmienia bo zmienia głowę
właśnie, i tu jest pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku. czy zeszyt z runami to rodzaj rozszerzenia umysłu czy rozszerzenia samej runy? bo jak to pierwsze, to zeszyt jest jak szkicownik i można go spalić bez straty dla runy. jak drugie, to zeszyt staje się częścią systemu i jego zniszczenie coś psuje.
Filemon83 spalić to ekstremalne, ale rozumiem o czym mówisz. ja traktuję mój zeszyt jako rozszerzenie siebie, nie runy. jak go zgubię to tracę swoje notatki i swój proces myślenia, ale sama Fehu albo Uruz nie traci nic. to chyba zdroworozsądkowe podejście.
zeszyt nie jest ani rozszerzeniem umysłu ani runy. jest miejscem gdzie oba te żywioły zostawiają ślad. to różnica. ślad nie jest żywiołem, ale też nie jest niczym. ma własny status.
Blanka_D sorki ale co znaczy 'żywioł' w tym zdaniu? runy to żywioł? albo umysł to żywioł? bo to brzmi poetycko ale nie wiem co z tego wynika praktycznie dla pytania czy przepisywać czy nie
no właśnie, to mnie też zastanawia i mam wrażenie że ta rozmowa robi się coraz bardziej abstrakcyjna. może konkretnie: czy ktoś miał sytuację że przepisał interpretację z poprzedniego zeszytu do nowego i potem coś z tą interpretacją było inaczej niż oryginał? nie filozoficznie, tylko faktycznie co poczuł albo zauważył?
dodam jeszcze jedną rzecz bo mi umknęła w tej dyskusji. materiał zeszytu ma znaczenie. papier i atrament to co innego niż drukowany wydruk albo plik tekstowy. ręczne pisanie angażuje inne kanały niż klawiatura. jak ktoś pyta czy przepisywanie zmienia moc, to powinien też zapytać czym pisze i na czym. to nie są szczegóły bez znaczenia.
o, Romualda to mnie zaskoczyło szczerze. to znaczy że jak robię notatki w Wordzie na komputerze to to jest gorsze od zeszytu? serio pytam bo ja tak właśnie robię i teraz się zastanawiam czy nie tracę czegoś ważnego...
dobra, ale żeby wrócić do tego co pisała Mocarna, bo to mi siedzi w głowie - jak notatki komputerowe są 'inne' to w którą stronę inne? bo ja rozumiem że wolniejsze pisanie ręczne daje więcej czasu na skupienie, ok, to ma sens. ale czy to nie jest po prostu kwestia nawyku? bo ktoś kto od lat robi notatki w wordzie może mieć te same odruchy skupienia co ktoś z zeszytem, nie?
Profeta84 no ale właśnie tu jest haczyk. nawyk skupienia przy klawiaturze i nawyk skupienia przy piśmie ręcznym to są dwa różne rodzaje skupienia. przy klawiaturze możesz pisać i jednocześnie mieć muzę w tle i kawę i drugą kartę z fejsem otwartą. przy zeszycie to jakoś inaczej wychodzi. przynajmniej u mnie tak. nie mówię że niemożliwe, mówię że trudniejsze
a mi sie wydaje ze to rozróznienie które robi Brygidka jest troche sztuczne. znaczy rozumiem po co, ale jak pracujesz z runami to skupienie I energia to nie sa oddzielne kanały. skupienie to jest wejscie w stan w którym energetyczny kontakt jest mozliwy. wiec 'tylko skupienie' to juz jest energetyczne, rozumiecie?
Morion dokladnie to chcialem powiedziec tylko nie umialem tak ladnie 🙂 masz to. skupienie nie jest neutralne, to juz jest praca
okej, ale tu jest problem logiczny. jeśli każde skupienie jest energetyczne, to termin 'energetyczny' przestaje cokolwiek znaczyć, bo obejmuje wszystko. jak słowo znaczy wszystko to znaczy nic. pytam serio, nie złośliwie - co wyklucza twoja definicja skupienia-jako-energii?
to może wróćmy do samego przepisywania, bo to jest punkt wyjścia całego tematu. mamy dwa różne akty: jedno to przepisanie interpretacji którą ktoś inny napisał, drugie to zapisanie własnej świeżej interpretacji po rzucie. czy ktoś kwestionuje że to są fundamentalnie różne rzeczy?
no mnie to ciekawi bo teoretycznie ta sama ręka, ten sam zeszyt, ta sama runa. ale jedno to reprodukcja a drugie to tworzenie. czy to rozróżnienie ma tu jakieś znaczenie praktyczne czy tylko filozoficzne?
dla mnie ma znaczenie praktyczne. jak przepisuję czyjąś interpretację, nawet bardzo dobrą, to ja wiem że to nie moje słowa i jakoś inaczej do nich wracam. jak wracam do swoich własnych notatek z rzutu to jest zupełnie inne odczucie. bardziej osobiste
to trochę jak różnica między kserówką notatek od koleżanki z wykładu a własnymi notatkami. możesz mieć te same informacje, ale własne mają jakiś twój ślad myślenia. i jak wracasz po czasie to widzisz nie tylko treść ale też to jak wtedy myślałaś
a co jeśli ktoś ma bardzo nieczytelne własne notatki i przepisuje je do czytelniejszej wersji? to już jest to 'gorsze' bo nie jest pierwszym zapisem? bo mnie to spotyka często, piszę szybko po rzucie i potem nic nie rozumiem 😀
a to coś o czym nie myślałam wcześniej. ten chaoytczny pierwszy zapis ma swoją wartość? bo ja zwykle wyrzucam takie rzeczy albo zamazuję i piszę od nowa. może to jest błąd?
pierwszy zapis niesie emocję momentu. potem możesz to przepisać czyściej, ale emocja momentu jest w tych nieczytelnych słowach. nie powiedziałabym że to błąd wyrzucić, ale warto wiedzieć co się wyrzuca
hm ale papier w którym jest emocja to trochę poetycka metafora. co fizycznie jest w tym papierze inaczej? bo nie wydaje mi się żebyśmy potrafili zmierzyć emocję w materiale. mam na myśli że to jest raczej projekcja naszych wspomnień na przedmiot niż coś w samym przedmiocie
