Patrzę na to, dokąd zaszedł wątek o jednej leszczynie, i jestem naprawdę poruszona głębią, do której zeszliśmy. Od pytania o gatunek drewna, przez trzy kręgi kulturowe, dwie szkoły co do natury drewna, podział na magię zdobywającą i odbierającą, aż po paradoks, że żeby sprawdzić teorię, trzeba o niej zapomnieć. I do tego konkretny test, który ktoś przeprowadzi. Rzadko jeden wątek daje tak wiele.
To dla mnie może najważniejsza lekcja z całej rozmowy, ważniejsza nawet niż sama leszczyna. Że przeczucie to nie koniec, tylko początek - coś, co się rozpakowuje, a nie coś, czemu się ślepo ufa albo co się odrzuca. Jako początkująca miałam tendencję albo wierzyć przeczuciom bezkrytycznie, albo je lekceważyć. A wychodzi, że trzeba je traktować jak pytanie do rozwinięcia. To zmienia moje podejście do własnej intuicji.
Skoro już prawie domykamy, dorzucę jedną rzecz, żeby nie wyszło, że wszystko jest pięknie poukładane. Cała ta nadbudowa - magia zdobywająca i odbierająca, wiedza w skorupie, strażnik progu - jest piękna i spójna, ale dalej pozostaje konstrukcją intelektualną, której nie sprawdziliśmy. Leonora i Whisper sprawdzą fragment, ale reszta to ciągle nasza poezja. Niech nikt nie wyjdzie stąd przekonany, że odkryliśmy prawdę o leszczynie. Odkryliśmy spójny sposób myślenia o niej. To co innego niż prawda.
To dla mnie zdrowe domknięcie - że mamy spójną teorię, ale nie prawdę, i że osobiste wybory praktyków mogą się różnić w obrębie tego. Lady nie używa leszczyny i wie czemu. Ktoś inny używa i też może wiedzieć czemu. Obaj mają rację w swoich ramach. To chyba najdojrzalsze, co można powiedzieć w dziedzinie bez twardych dowodów. Spójność i uczciwość zamiast udawanej pewności.
Wątek o jednej leszczynie okazał się jednym z głębszych, w jakich brałam udział. I myślę, że to zasługa tego, jak Lady go postawiła - nie „czy leszczyna jest dobra", tylko „czy to drzewo wróżebne, czy o własnym przeznaczeniu". To pytanie z napięciem w środku, z pozorną sprzecznością. A pozorne sprzeczności to najlepsze paliwo dla rozmowy, bo zmuszają do rozplątywania, a nie do recytowania.
Jako ta najmniej wprawna w tej rozmowie, wynoszę z niej najwięcej chyba właśnie z obserwowania, jak się różnicie i jak z tych różnic coś powstaje. Bałam się sporów, myślałam, że to znak, że ktoś się myli. A widzę, że spór między osobami, które się szanują, buduje więcej niż zgoda. To zmienia moje podejście nie tylko do run, ale do uczenia się w ogóle. Będę szukać rozmów, gdzie ludzie się różnią, nie tych, gdzie wszyscy przytakują.
Czuję, że ten wątek powiedział mi nie tylko o leszczynie, ale o tym, jak w ogóle warto myśleć, pytać i rozmawiać. Mój dylemat się rozwiązał - nie używam leszczyny do zestawu, świadomie, w mojej szkole, z pełnym zrozumieniem czemu. A przy okazji dostałam coś znacznie większego niż odpowiedź. Dziękuję każdemu, kto dołożył swój kawałek. Wchodziłam z mgłą, wychodzę ze strukturą i z paroma lekcjami daleko wykraczającymi poza jedno drzewo.
Zostaję z tego wątku z dwoma zadaniami - zrobić kiedyś test leszczyna-grusza po przerwie, żeby był czysty, i pamiętać, że spór z szacunkiem buduje więcej niż zgoda. Plus z całą strukturą myślenia o drewnie, której wcześniej nie miałem. Niezły plon jak na rozmowę, na którą wszedłem, bo zaciekawił mnie tytuł. Czasem najlepsze rzeczy znajdują się tam, gdzie się ich nie szukało.
Zostawię na koniec jeden aspekt leszczyny, którego musnęliśmy, a który zasługuje może na osobne potraktowanie - orzech laskowy sam w sobie, nie drewno, tylko owoc. Bo orzech ma w tradycji własne, bogate znaczenie, oddzielne od drewna. Noszony jako amulet, używany we wróżbach noworocznych, w andrzejkowych. To może materiał na zupełnie inną rozmowę, bo to już nie drewno na runy, tylko owoc w magii. Ale skoro tyle mówiliśmy o orzechu jako symbolu, ktoś mógłby to kiedyś rozwinąć osobno.
Ten wątek pokazał, jak jedno drzewo otwiera całą sieć powiązanych tematów. Leszczyna na runy, którą tu omówiliśmy. Różdżka z leszczyny, którą tylko musnęliśmy. Orzech w magii ludowej, który Pajeczyna teraz zostawia. Magia zdobywająca kontra odbierająca jako temat sam w sobie. Drewno jako filtr. Każde z tego to osobna rozmowa. Dobry znak, że temat jest żywy i głęboki, a nie wyczerpany jednym wątkiem.
Dla mnie to był chyba najtrudniejszy, ale i najbogatszy wątek, jaki dotąd śledziłam. Połowy subtelności pewnie do końca nie ogarnęłam, ale wyniosłam z niego więcej niż z dziesięciu prostszych. Mam test do zrobienia, mam strukturę myślenia o drewnie, mam kilka lekcji o intuicji i o sporze. I mam świadomość, ile jeszcze przede mną. To ostatnie jest chyba najcenniejsze - widzieć, jak głęboka jest ta studnia, do której dopiero zaglądam.
Zostawiam ten wątek z jedną otwartą wątpliwością, którą celowo zachowuję, żeby nic tu nie wyglądało na zamknięte. Cała nasza teoria zakłada, że leszczyna ma jakiś stały, obiektywny charakter. A może jest tak, że to samo drzewo niesie różny charakter dla różnych ludzi, zależnie od ich własnej relacji z nim. Wtedy nie ma „leszczyny na runy" w ogóle, tylko „leszczyna dla mnie" i „leszczyna dla ciebie". To by wywróciło sporo z tego, co tu zbudowaliśmy. Ale to już temat na osobno.
Zostawiam ten wątek z pełną stroną notatek i z poczuciem, że dopiero zacząłem rozumieć, jak głęboko sięga coś, co wyglądało na proste pytanie o drewno. Wrócę tu pewnie nieraz, żeby przeczytać to jeszcze raz, bo za pierwszym razem na pewno nie złapałem wszystkiego. A jak zrobię swój test, dorzucę wynik. Do tego czasu zostaje mi przetrawić to, co tu padło, i znaleźć te lepsze pytania w sobie.
Zostawiam ten wątek otwarty dla każdego, kto trafi tu z własnym oporem czy ciekawością wobec leszczyny albo wobec tego, czy drewno w ogóle ma charakter. Niech znajdzie trzy kręgi, dwie szkoły, podział na magię zdobywającą i odbierającą, pomysł na test i otwarte pytanie Sauwaka o to, czy charakter drzewa jest obiektywny, czy relacyjny. A jeśli ktoś robi z leszczyny zestawy do czytania i jest z nich zadowolony, niech koniecznie się odezwie, bo jego głos z praktyki przeważy całą naszą teorię. Najbardziej brakuje nam tu właśnie kogoś, kto by powiedział „a u mnie leszczyna działa, i to tak".
