Chodzi mi po głowie leszczyna i nie umiem jej sobie ułożyć. Z jednej strony to drzewo silnie wróżebne - różdżki różdżkarzy są właśnie z leszczyny, w wielu tradycjach to wprost „drzewo wiedzy". Z drugiej, ja jej osobiście do run nie używam - mam wrażenie, że leszczyna ma swoje własne przeznaczenie i robienie z niej zestawu do czytania jakby się z nim mija. I tu się gryzę. Bo skoro to drzewo wróżebne par excellence, to czemu nie na runy, które też są wróżbą? Ciekawa jestem, jak Wy to rozstrzygacie.
To napięcie jest realne i dobrze, że je nazywasz. Leszczyna w przekazach to drzewo wiedzy i wróżby, owszem. Ale zwróć uwagę, do jakiej wróżby. Różdżka, szukanie wody, ukrytych rzeczy, wskazywanie kierunku. To wróżba „szukająca", aktywna, wskazująca palcem. Runy to wróżba „odbierająca", losowa, czytająca to, co przyszło. Leszczyna ciągnie do szukania, nie do losowania. Może dlatego ci się gryzie z runami.
Wtrącę się od strony źródeł. „Drzewo wiedzy" to leszczyna głównie w tradycji celtyckiej - łosoś wiedzy, dziewięć leszczyn nad studnią mądrości, to wszystko irlandzkie. W tradycji nordyckiej, z której wyrosły runy, leszczyna nie ma tej rangi. Mieszamy dwa kręgi. Robiąc runy, jesteśmy w nordyckim, a tam „drzewo wiedzy" to nie leszczyna. Argument „leszczyna równa się wiedza, więc na runy" stoi na celtyckim, nie nordyckim fundamencie.
W naszej rodzimej, słowiańskiej tradycji leszczyna to też drzewo o bardzo konkretnym charakterze, i znowu nie wróżebnym w sensie losowym. Leszczyna chroni przed piorunem, przed wężami, przed złem. Leszczynowe gałązki wkładano za obrazy, w węgły domu, święcono w kościele. To drzewo ochronne i odpędzające. U mnie leszczyna idzie w stronę ochrony, podobnie jak jarzębina, nie w stronę zestawu do czytania.
Wchodzę z pytaniem, bo trochę gubię się w tych kręgach. Skoro runy są nordyckie, to czemu w ogóle bierzemy pod uwagę celtyckie i słowiańskie znaczenie leszczyny? Czy przy ocenie drewna na runy nie powinniśmy się trzymać tylko nordyckiego, a resztę odłożyć?
Mam praktyczne pytanie, bo trochę odpłynęliśmy w teorię. Leszczyna jako drewno - jak się w ogóle sprawdza pod nóż? Bo jeśli ktoś mimo wszystko chciałby spróbować, to czy to drewno w ogóle dobrze się rytuje i trzyma barwnik? Czy oprócz sporu o przeznaczenie jest jeszcze kwestia, czy się nadaje warsztatowo?
A ja mam pytanie, którego jeszcze nikt nie postawił. Skoro leszczyna jest tak silnie ochronna i graniczna, to czy zestaw run z leszczyny nie byłby przypadkiem zestawem, który sam siebie „zamyka", broni przed odczytem? Czyli czy jej ochronna natura nie działałaby przeciw funkcji wróżebnej, blokując przepływ, który w wyroczni ma być otwarty?
Patrzę na to, co się tu wykluwa, i widzę, że mój pierwotny dylemat zaczyna się rozwiązywać. Leszczyna nie jest „za słaba" na runy. Jest „o czym innym" - grodzeniu, ochronie, wyznaczaniu, szukaniu aktywnym. A te funkcje stoją w poprzek wróżby losowej, która potrzebuje otwarcia, nie grodzenia. Więc to nie kwestia jakości, tylko kierunku. Leszczyna ciągnie w bok od tego, czego wróżba potrzebuje.
Czyli gdybym chciała leszczynę wykorzystać w pracy z wróżbą, to nie na runy, tylko na różdżkę albo coś szukającego. A na runy lepiej coś otwierającego, jak owocowe albo cis. Dobrze rozumiem podział, który się tu wyłonił?
Czuję, że mój dylemat się rozwiązał, i to lepiej, niż się spodziewałam. Leszczyna nie jest do odrzucenia ani do zmuszania na runy. Jest drzewem wróżby celowej, szukającej, ochrony i grodzenia - wszystkiego, co stoi w poprzek wróżby losowej, jaką są runy. Moja intuicja, żeby jej nie używać do zestawu, miała głębszy fundament, niż sama widziałam. Dziękuję, bo wchodząc tu, miałam tylko niejasny opór, a wychodzę z jego nazwaniem.
Skoro już prawie zgodnie umieściliśmy leszczynę poza runami, to zagram jeszcze raz pod prąd, bo to moja rola w takich rozmowach. Czy nie jest tak, że samo to, iż tylu z nas doszło do tej samej konkluzji, powinno nas zaniepokoić? Bo zgodność bywa znakiem, że powtarzamy nawzajem swoje założenia, a nie że trafiliśmy w prawdę. Może gdzieś jest ktoś, kto z leszczyny robi świetne zestawy do czytania i nasza zgodna teoria po prostu go pomija.
Czyli jakby ktoś chciał zestaw tylko do pytań o decyzje i wybory, to leszczyna byłaby wręcz lepsza niż owocowe? Bo zawężałaby odczyt dokładnie tam, gdzie ten ktoś chce? To by zmieniało leszczynę z „nie na runy" na „na bardzo konkretne runy".
Wracając do strony słowiańskiej, bo chcę ją jeszcze pogłębić. U nas leszczyna jest nie tylko ochronna, ale i graniczna w sensie czasu - leszczynę święcono, wkładano w pole na urodzaj, wiązano z płodnością ziemi i jednocześnie z odpędzaniem złego z tej ziemi. To drzewo „pilnujące progu" - chroni to, co dobre, odpędza to, co złe. Pilnowanie progu to znowu nie wróżba losowa, tylko strzeżenie granicy. Leszczyna stoi na progu, a nie otwiera drzwi.
Coraz mocniej widzę, że leszczyna to przypadek modelowy dla całej sprawy „drewno jako filtr i strażnik". Bo to drzewo o tak wyraźnym charakterze, że ten charakter widać w odczycie. Mniej wyraziste drewna, jak owocowe, nie narzucają się tak. Leszczyna jest jak silna przyprawa - czuć ją w każdym kęsie. Dlatego na niej tak dobrze widać, że drewno wpływa na to, co zestaw mówi.
Ten wątek dał mi znacznie więcej, niż liczyłam, gdy go zakładałam z jednym niejasnym oporem wobec leszczyny. Wyszło z tego rozumienie drewna jako filtra, jako strażnika progu, jako przyprawy o własnym smaku. Leszczyna okazała się przypadkiem modelowym - drzewem o tak silnym charakterze, że na nim najlepiej widać, jak drewno wpływa na zestaw. I że ma swoje przeznaczenie, tyle że nie wróżbę losową run, a wróżbę celową, ochronę, strzeżenie progu.
Dla mnie najcenniejsze jest to, że nauczyłam się patrzeć na drewno nie jako neutralne podłoże, tylko jako coś, co aktywnie wpływa na to, co zestaw powie. Wchodziłam z myśleniem „drewno to drewno, ważny jest znak". Wychodzę z myśleniem „drewno współtworzy odczyt". To zmienia wszystko w moim podejściu do robienia zestawu. Będę teraz dobierać drewno pod to, o czym chcę, żeby zestaw mówił.
Skoro już tak ładnie wszystko ułożyliśmy, dorzucę ostatni kamyk do ogródka, żeby nikt nie wyszedł z poczuciem, że temat jest zamknięty na cztery spusty. Cała nasza piękna konstrukcja - filtr, przyprawa, strażnik progu - opiera się na założeniu, że drewno realnie wpływa na odczyt. Jest spora grupa praktyków, dla których drewno to tylko nośnik, a cała moc jest w znaku i w czytającym. Dla nich nasza rozmowa to budowanie zamku na piasku. I ich pozycji nie da się tak łatwo zbić.
Wejdę jeszcze raz, bo naszła mnie myśl. Skoro są dwie szkoły, to może leszczyna jest właśnie tym drewnem, na którym można sprawdzić, w której się jest. Zrób zestaw z leszczyny i z gruszy, pracuj obydwoma. Jeśli czujesz różnicę w charakterze odczytu - jesteś w szkole „drewno wpływa". Jeśli nie czujesz żadnej - jesteś w szkole „nośnik". Leszczyna jako test własnego założenia, bo ma charakter na tyle silny, że jeśli gdzieś go poczujesz, to właśnie tu.
Też bym taki test zrobiła, choć mam mało wprawy. Ale może właśnie dlatego byłby u mnie czystszy - nie mam jeszcze silnych założeń, które by mi podpowiadały odpowiedź. Świeży praktyk może poczuć różnicę albo jej nie poczuć bez uprzedzeń. Doświadczony może podświadomie „czuć to, w co wierzy". Ciekawe, czy początkujący to lepszy, czy gorszy materiał na taki test.
Patrzę, jak mój wątek o jednym drzewie urósł do pomysłu na wspólny eksperyment forum, i jestem pod wrażeniem, jak daleko to zaszło. Od „czy robić runy z leszczyny" do „jak sprawdzić, czy drewno w ogóle wpływa na odczyt". Leszczyna okazała się drzwiami do znacznie głębszego pytania o samą naturę tego, co robimy. I to jest dla mnie najcenniejsze - nie odpowiedź o leszczynie, tylko pytanie, które ona otworzyła.
To mnie zachęca, żeby nie bać się tych trudnych, granicznych pytań, tylko ich szukać. Jako początkująca odruchowo trzymałam się „bezpiecznych" tematów, jasnych odpowiedzi. A wychodzi, że właśnie te niejasne, sporne uczą najwięcej. Może czas zacząć zaglądać do trudniejszych wątków, nawet jeśli z połowy nie rozumiem. Lepiej dorastać przy granicy niż drepać w środku.
A wracając jeszcze do samej leszczyny, bo nie chcę, żebyśmy ją zostawili tylko jako pretekst do rozważań o szkołach. Mam pytanie do tych, co znają tradycję ludową lepiej ode mnie. Czy leszczyna laskowa i leszczyna turecka, ta drzewiasta, mają w przekazach ten sam charakter, czy to rozróżniano? Bo to różne formy tego samego rodzaju, a może niosą co innego.
Mam dostęp do dzikiej leszczyny na miedzy za wsią dziadków, rośnie tam całe pasmo. Po tej rozmowie myślę, że spróbuję zrobić mały zestaw leszczynowy obok mojego głównego, właśnie jako test, o którym mówiła Kunia. Sprawdzę, czy czuję różnicę. Jako ktoś bez silnych założeń może akurat dam czysty wynik. A przy okazji nauczę się czegoś o sobie i o drewnie.
Robi się z tego ładny łuk - zaczęliśmy od teorii i dylematu Lady, a kończymy na tym, że ktoś realnie idzie sprawdzić. To więcej niż większość naszych wątków, które kończą się zgodą albo niezgodą bez weryfikacji. Tu pada konkretny eksperyment, który ktoś przeprowadzi. Niezależnie od wyniku, sam fakt, że schodzimy z teorii w praktykę, jest zdrowy. Za dużo tu deklaracji, za mało sprawdzania.
Ja chyba też zrobię swój test, równolegle do Leonory. Jako średnio wprawny będę gdzieś między nią a wami. Gdyby się dało zebrać relacje z różnych poziomów wprawy, to byłoby jeszcze ciekawsze. Może warto, żeby każdy, kto ma ochotę, zrobił parę leszczyna-grusza i kiedyś byśmy to zestawili. Choć rozumiem, że to potrwa miesiącami, bo zestawu się nie robi i nie sprawdza w tydzień.
Wracam jeszcze raz do tradycji, bo coś mi nie daje spokoju. Mówiliśmy dużo o tym, że leszczyna grodzi i chroni. Ale jest jeszcze jeden aspekt, którego nie ruszyliśmy - leszczyna jako drzewo płodności, urodzaju. Orzechy laskowe to symbol obfitości, a w obrzędach weselnych leszczyna pojawia się jako życzenie potomstwa. To dodaje leszczynie warstwy, która nie jest ani grodzeniem, ani wróżbą. Jak to się ma do reszty?
Czytam to i czuję, że dochodzimy do czegoś głębszego, niż się spodziewałam. Leszczyna jako wiedza zdobywana przez przełamanie kontra runy jako wiedza odbierana z losu. To nie tylko o drewnie, to o dwóch sposobach poznawania świata. Mój opór wobec leszczyny na runy okazuje się oporem wobec mieszania dwóch przeciwnych dróg do wiedzy - tej przez wysiłek i tej przez otwarcie na los. To znacznie więcej niż pytanie o gatunek drewna.
