to dobrze że jeden komplet, bo pamiętam że ktoś kiedyś na forum pisał że ma osobne runy do różnych pytań i nie wiedział czemu wyniki się tak rozjezdżają, a potem wyszło że po prostu jeden komplet był nierówno wyrzeźbiony i niektóre runy były cięższe. no i tyle z energii miejsca 😀
Joasieńka, właśnie takie rzeczy mam na myśli kiedy mówię o fizycznych przyczynach. ciężar, faktura, jak runy leżą w worku, jak ktoś miesza, to wszystko wpływa na to co wyciągnie. i to jest mierzalne, w przeciwieństwie do 'energii morza'.
Sylka, nikt tu chyba nie twierdzi że fizyczne czynniki nie istnieją. Ale można przyjąć oba poziomy jednocześnie, fizyczny i symboliczny, bez że jeden unieważnia drugi. Ja osobiście ważę runy zanim zacznę pracę z nowym kompletem, żeby wykluczyć nierówności. To nie przeczy pracy energetycznej, to ją uzupełnia.
o, tego nie wiedziałam i mam kamienne! muszę sprawdzić swoje. choć z drugiej strony, jeśli jakaś runa 'wyskakuje' częściej bo jest cięższa, to może to też jakiś znak, haha. żartuję, żartuję, wiem że to fizyka.
Czaromira, żart żartem ale jest taka interpretacja że runa która 'sama się pcha' w ręce ma coś ważnego do przekazania. tylko to działa raczej kiedy sama skacze z worka albo wypada, nie kiedy jest po prostu cięższa od reszty. inna kategoria.
a wracając na chwilę do tematu morza, bo zgubiłam wątek - Petronelka, masz jakieś przeczucie po tych kilku tygodniach dyskusji? tzn. nie dane, ale czysto intuicyjnie, co myślisz?
to jest chyba najbardziej uczciwa odpowiedź w tym wątku. 'jestem w innym trybie' to realna i wystarczająca przyczyna różnic w odczytach. i dobrze że to rozróżniasz, bo to robi z ciebie lepszego czytelnika bez względu na to gdzie siedzisz.
a ja mam jeszcze jedno pytanie bo sie nie orientuje - co to znaczy ze runa 'wyskakuje z worka'? to dosłownie wypada?
no ale dosłownie? tzn. runa spada na podłogę bo się worek przechyla czy jak?
Zuzanka, tak, dosłownie. Kiedy otwierasz worek albo trzymasz go w rękach i runa sama wylatuje, albo po położeniu run na stole jedna się przesuwa albo obraca. To dość rzadkie ale się zdarza. Część ludzi traktuje to jako ważny sygnał, część jako przypadek i kwestię tego jak woreczek trzymasz. Na statku pewnie zdarza się częściej bo sama kołysanina robi robotę, więc no, tu wracamy do tematu Petronelki, bo co wtedy? Runa 'chce coś powiedzieć' czy po prostu fale?
Betelgeza właśnie trafiła w sedno. mi się to zdarzyło dwa razy na morzu że runa wypadła zanim zaczęłam ciągnąć i za każdym razem to była Hagalaz. dwa razy. i wiesz, trudno mi to traktować wyłącznie jako fizykę, bo to akurat ta runa a nie losowa. ale rozumiem że ktoś sceptyczny powie że to dlatego że Hagalaz to u mnie jedna z cięższych i kołysanie robi swoje. nie wiem jak to rozróżnić.
Petronelka, to jest właśnie ten problem. Hagalaz jest u ciebie jedną z cięższych, więc statystycznie częściej wypada przy kołysaniu. Ale żeby to sprawdzić naprawdę, musiałabyś zważyć wszystkie runy i sprawdzić czy ta rzeczywiście jest najcięższa, a potem porównać ile razy wypada w spokojnej wodzie a ile przy falowaniu. Bez tego to trochę pętla: spodziewasz się znaku i dostrzegasz ten znak, nawet jeśli wypada trafem. Nie mówię że nic tam nie ma, mówię że nie wiesz.
Sylka ma rację co do pamieci ale jednocześnie czy nie tak samo działa cała wróżba? tzn czy tarot albo runy w ogóle mają sens jeśli nie dopuscimy ze 'przypadek' moze byc znaczacy? bo jak nie, to cała ta dyskusja jest bez sensu od początku i wszyscy tu marnujemy czas 😀
Druidka dotknęła czegoś ważnego. to jest fundamentalne pytanie i nie ma co go unikać. jeśli wszystko jest fizyczne i przypadkowe, to cała praktyka run jest ćwiczeniem z psychologii projekcji, nic więcej. jeśli dopuszczamy że przypadek może być znaczący, czyli coś w rodzaju synchroniczności, to wypadająca runa na statku ma taki sam status jak ciągnięta celowo. tylko trzeba wtedy przyznać, że morze które kołysze runami jest częścią odczytu, nie zakłóceniem.
no właśnie i to jest to co mnie tu od początku kręci w tej rozmowie. bo albo przyjmujemy że warunki fizyczne mogą być znaczące, i wtedy morze jest ok, albo mówimy że nie mają znaczenia, i wtedy po co w ogóle dbać o atmosferę, świece, ciszę, wszystko to co 'pomaga' w odczycie? trochę nie można mieć i tego i tamtego.
Kastor, to bardzo dobra obserwacja, ale ja bym to rozróżniła inaczej. Warunki które sami tworzymy, świece, cisza, intencja, służą skupieniu praktykującego, to sposób nastawienia umysłu. Warunki które nas zaskakują, kołysanie statku, wypadająca runa, mają inny charakter, są niezamierzone. I chyba o to chodzi, czy niezamierzony czynnik fizyczny może przenosić znaczenie. Szczerze? Nie wiem. Ale rozróżnienie warto zrobić, bo to inne pytanie niż 'czy świeczka pomaga'.
to trochę jak z wróżbą z fusów? bo chyba nikt nie układa fusów celowo tylko one wychodzą jak wychodzą
Zuzanka, fusy to dobry przykład! tam właśnie cały punkt jest w tym że wzór powstaje 'sam', nie jest kontrolowany. i jakoś nikomu nie przeszkadza że fizycznie to po prostu herbata. więc może wypadająca runa na statku to to samo? wzór który 'powstał sam' z kołysania?
hmm ale fusy to co innego bo tam nie wyciągasz niczego, tylko patrzysz na to co zostało. przy runach jest jednak element intencji kiedy sięgasz do worka. ta wypadająca to przypadek zanim intencja zadziała, więc może nie jest do końca porównywalne?
stare tradycje nordyckie nie znały pojęcia 'zakłócenia zewnętrznego'. wiatr, morze, dym, każdy żywioł był traktowany jako uczestnik a nie przeszkoda. wróżbita który rzucał runy na statku nie pytał czy morze mu 'psuje' wynik. pytał co morze mówi razem z runami. to inna filozofia odczytu, gdzie czytający jest pośrednikiem między pytającym a całym kontekstem w którym się znajdują. Petronelka na statku nie 'czyta run mimo morza', czyta runy-i-morze jednocześnie.
Herga, to jest pięknie powiedziane i intuicyjnie do mnie trafia. ale mam jedno ale, bo jestem z tych co lubią marudzić. 🙂 jeśli morze jest uczestnikiem odczytu, to jak rozróżniam kiedy morze mówi a kiedy ja projktuję na morze to co chcę usłyszeć? przy świeczce i ciszy wiem że atmosferę tworzę świadomie. na statku to przychodzi z zewnątrz i nie pytałam.
to jest najlepsze pytanie w tym wątku. serio. i nie mam na nie dobrej odpowiedzi, co rzadko mi się zdarza. może właśnie po to jest ta systematyczność którą planujesz, żeby chociaż zobaczyć co się powtarza, bo jeśli morze cię 'zagłusza' to powinnaś dostawać chaotyczne odczyty, a jeśli jest uczestnikiem to powinnaś dostawać spójne ale inne niż na lądzie.
dobra ale ktoś ma jeszcze praktyczne pytanie do Petronelki, bo zaczęłam się zastanawiać, czy na statku masz w ogóle stałe miejsce gdzie robisz odczyty? tzn czy to zawsze ta sama kajuta, ta sama pora, czy gdzieś na pokładzie, różnie? bo to też jest zmienna i to spora.
pokład przy dobrej pogodzie brzmi niesamowicie szczerze mówiąc. wiatr, woda, niebo. wyobrażam sobie że to musi robić coś z odczytem już samą atmosferą, bez żadnych dyskusji o fizyce. zazdrość czysto estetyczna z mojej strony 🙂
a mnie jeszcze zastanawia jedno, czy ktoś z was czytał runy w innych niestandardowych miejscach? nie morze, ale np. w lesie albo blisko rzeki, i czy tam też było coś innego? bo może to nie morze konkretnie tylko po prostu 'nie w domu'?
bo mnie właśnie to zastanawia najbardziej, czy to jest efekt 'nie w domu' czy coś specyficznego w żywiołach. bo wiem że ktoś tu pisał kiedyś o czytaniu w lesie i podobno energia była całkiem inna niż w mieszkaniu. ale może to po prostu brak ścian i inne bodźce sensoryczne które wpływają na koncentrację? pytam bo sama próbowałam robić odczyt przy rzece i coś było innego, nie umiem powiedzieć co dokładnie
o, ja czytałam runy w lesie! raz latem, sama, przy ognisku i to było niesamowite przeżycie. nie wiem czy wyniki były trafniejsze ale sama atmosfera powodowała że inaczej słyszałam to co runy mówiły, jakby ciszej ale wyraźniej? trudno to opisać. i przez chwile miałam wrażenie że las odpowiada razem z runami, tak jak Herga pisała o morzu jako uczestniku. może każdy żywioł robi to samo tylko inaczej
