Mam taki problem i nie wiem co o tym myśleć. Zgubiłam swój amulet runiczny który nosiłam od jakichś 2 lat, Fehu i Ansuz wyryte na kamieniu, sama go robiłam i ładowałam pod pełnią. Znalazłam go po tygodniu za szafką w sypialni. Leżał w kurzu i pajęczynach, i teraz mam pytanie - czy taki amulet w ogóle nadaje się do dalszego używania? Czy energia z niego gdzieś uciekła przez ten czas? Zastanawiam się czy nie powinnam go po prostu oczyścić i naładować od nowa, ale czy to wystarczy.
Ojej, za szafką, to znaczy że nie uciekł zbyt daleko przynajmniej 🙂 Ja miałam podobną sytuację z bransoletką z runami, ale tu chodzi o to że twój amulet nie był zgubiony na zewnątrz, tylko leżał w twoim domu, w twoim polu energetycznym. Moim zdaniem to całkiem inna sytuacja niż gdyby ktoś go znalazł na ulicy albo gdyby przeleżał u obcej osoby. Czy w tym tygodniu coś szczególnego się działo? Jakieś zmiany, napięcia?
Runy nie tracą mocy przez sam fakt leżenia w kurzu. To nie jest zegarek na baterie. Pytanie jest inne - czy w tym czasie coś wchłonęły, czego nie chcesz przy sobie trzymać. Tydzień w jednym miejscu w domu to nie jest długo, ale warto po odczyszczeniu posiedzieć chwilę w skupieniu i poczuć, czy amulet w ogóle 'wraca' do ciebie energetycznie. Samo oczyszczenie dymem z szałwii albo przez wodę (jeśli kamień to znosi) powinno wystarczyć na początek.
Powiem szczerze, bo tu warto być precyzyjnym. Z perspektywy historycznej i praktycznej - runy jako znaki mają znaczenie symboliczne i energetyczne niezależne od fizycznego stanu nośnika. Kamień się nie rozładowuje jak telefon. Natomiast rozumiem, że pytasz tu raczej o warstwę intencyjną, czyli czy twoja więź z amuletem po tej przerwie jest taka sama. I to już jest inne pytanie. Więź człowiek-przedmiot jest subiektywna, nie obiektywna, dlatego rytuał ponownego naładowania ma sens psychologiczny i intencyjny, nie dlatego że amulet 'stracił moc', ale dlatego że TY potrzebujesz na nowo tę więź ustanowić. Inna sprawa - co sprawiło że leżał tydzień za szafką i nie szukałaś go intensywniej? Bo to też może być sygnał.
Mam inne zdanie niz Swiatowid. Kamien jednak akumuluje energie otoczenia i przez tydzien lezac w tym miejscu moglby wciagnac co nieco z tego co bylo wokol. Nie mowic ze to zle, bo energetycznie kurz tez cos znaczy, ale pytalabym sie co tam pod szafka sie kumulowalo przez lata. Znam przypadki gdzie przedmioty znalezione po czasie trzeba bylo dosyc gleboko czysCic a nie tylko szalwia machnac. Dymienie to podstawa ale moze warto tez troche soli na noc?
Czytam i mi się coś przypomniało. Miałam taką sytuację że mój kamień (nie runa, ale kamień z intencją) przepadł na dobre dwa tygodnie, i kiedy go znalazłam to poczułam od razu że coś jest nie tak, jakby był 'pusty'. Ale moja znajoma mi wtedy powiedziała żebym nie sugerowała się pierwszym wrażeniem, tylko poczekała kilka dni po oczyszczeniu. I rzeczywiście po kilku dniach wróciło normalne odczucie przy nim. Więc może to kwestia czasu na 'rozruch' po oczyszczeniu? Nie wiem jak to jest z runami konkretnie.
Kamień to granit jeśli ktoś się zastanawia, więc sól odpada raczej w grę. Ale to co pisze Auric79 jest ciekawe bo ja też miałam takie pierwsze odczucie że jest jakoś inaczej niż zwykle, ale może faktycznie to tylko moje nastawienie po tym całym szukaniu i stresie. Ciężko mi teraz ocenić czy to obiektywny sygnał czy moje własne wmówienie sobie czegoś.
Przyznam że patrzę na to trochę inaczej. Nie wiem skąd bierze się to przekonanie że przedmioty 'tracą moc' albo 'wchłaniają energię' - nie mówię że to niemożliwe, mówię że warto się zastanowić skąd wiesz że tak jest, a nie że tak czujesz. Bo to są dwie różne rzeczy. Kasjopeja_O napisałaś że pierwsze odczucie że jest 'inaczej', ale sama zaraz dodałaś że mogłaś to sobie wmówić. To uczciwe podejście. Rytuał oczyszczenia ma sens jeśli ty go potrzebujesz, niekoniecznie dlatego że kamień jest 'zabrudzony energetycznie'.
Wcinam się nieśmiało bo jestem tu bardziej z obserwacji niż z wiedzy, ale mam pytanie - czy ten amulet mógłby wciągnąć jakąś energię z sypialni jeśli to prywatne miejsce? Czy miejsca mają znaczenie dla takiego przedmiotu? Bo czytałam gdzieś że sypialnia to specyficzne miejsce energetycznie. Nie wiem czy to ma związek z runami konkretnie.
Modrzewnica - sypialnia jest miejscem snów, regeneracji i odpoczynku, tak, w wielu tradycjach ma to znaczenie. Ale 'za szafką' to raczej miejsce zapomniane, poza aktywną przestrzenią. To bardziej miejsce w uśpieniu niż w jakimś silnym polu. Kasjopeja_O - zastanowiłaś się może nad tym co Swiatowid pisał, że to może być sygnał? To mi się wydaje warte przemyślenia niezależnie od kwestii energetycznej.
Czytam ten wątek i nie bardzo wiem czy dobrze rozumiem - czy ten amulet można w ogóle traktować jak nowy po takim oczyszczeniu? Znaczy czy trzeba go robić od zera, rzeźbić nowe runy i wszystko, czy to ta sama 'tożsamość' jeśli tak można powiedzieć? Pytam bo sama mam kilka przedmiotów z których byłam długo rozdzielona i nie wiem co z nimi teraz robić.
Wizja88 zadaje dobre pytanie. Krótka odpowiedź: nie musisz robić od nowa. Runy jako znaki są czymś istniejącym niezależnie od konkretnego kamienia, symbolika nie ginie razem z fizycznym stanem nośnika. Natomiast jeśli czujesz że amulet 'nie jest już twój' albo więź się urwała, to faktycznie głębszy rytuał rededykacji może mieć sens, coś więcej niż tylko dymienie. Są na to różne metody, od prostej medytacji z amuletem w dłoniach przez dłuższy czas, przez nocowanie pod pełnią, po bardziej rozbudowane rytuały nordyckie. Zależy od tradycji jaką praktykujesz i co dla ciebie osobiście znaczy ta więź. Kasjopeja_O - jaka jest twoja intuicja po tym jak go trzymałaś w rękach przez chwilę?
Przepraszam że pytam wprost ale skad wiadomo ze runa 'dziala' w ogole jak czlowiek jej nie ma przy sobie? Czy nie chodzi wlasnie o to ze ma byc noszona lub trzymana? Uczę się dopiero i takie pytania mam caly czas.
Bozenka - to zależy od koncepcji którą przyjmujesz. W jednym podejściu runa jest aktywna kiedy jest intencjonalnie obsługiwana przez człowieka. W innym - jest jak antena, działa w tle niezależnie od fizycznej obecności właściciela. Przy amuletach ochronnych często przyjmuje się że działają nawet bez stałego kontaktu, bo intencja jest wpisana w obiekt. Ale to są interpretacje, nie fakty objawione. Każda szkoła ma swoje zdanie. Polecam nie przyjmować jednej wersji za absolutną prawdę zwłaszcza na początku.
Ojej ale to ciekawa dyskusja! Ja mam pytanie bo nigdy nie robiłam własnego amuletu, tylko miałam kupiony z runami i nie wiedziałam że robiąc samemu jest ta więź mocniejsza. Skąd to wiadomo? Tzn jest jakaś logika za tym czy to bardziej takie odczucie wspólne wśród osób które pracują z runami? Bo wydaje mi się że to ma sens ale chciałabym zrozumieć dlaczego.
ojej przepraszam że się pytam ale nikt mi nie odpowiedział - skąd właściwie wiadomo że własnoręcznie zrobiony amulet ma mocniejszą więź? Bo czytałam to co Telimena napisała i Piolunka też coś o tym wspominała, ale nie rozumiem skąd to wiadomo, tzn. czy to jest gdzieś zapisane w jakiejś tradycji czy po prostu ludzie tak czują i tyle?
Sulislawa01 - to jest dobre pytanie i szczerze to nie ma na nie jednej odpowiedzi. W tradycji nordyckiej w ogóle nie ma czegoś takiego jak 'kupiony amulet z runą', bo runy wycinało się samemu albo zlecało komuś kto to robił z intencją dla ciebie. Więc ta logika pochodzi raczej z praktyki i z tego jak te systemy działały historycznie, nie z jakiegoś jednego tekstu który możesz sobie wyszukać.
Żeby doprecyzować to co Gorzyslawa napisała - w źródłach runiczych, np. w Hávamál, jest wyraźny akcent na własne wycinanie i poświęcanie run. To nie jest tylko 'takie poczucie wspólnoty', to ma konkretne zakorzenienie. Natomiast współcześnie większość ludzi kupuje gotowe kamienie i to jest okej, tylko trzeba rozumieć że intencja przy zakupie i ładowaniu jest wtedy ważniejsza, bo sam akt tworzenia wypadł z równania. Kasjopeja robiła sama, więc ten argument w jej przypadku jest silniejszy.
Właśnie, i to chyba tłumaczy dlaczego to pierwsze odczucie po znalezieniu było takie dziwne. Byłam przy tym od początku, wycinałam, ładowałam, nosiłam. Tydzień bez kontaktu to nie jest długo, ale jednak. Zastanawiam się teraz czy to co Swiatowid napisał o 'wypadnięciu z równania' nie działa też w drugą stronę, tzn. że tydzień bez tej intencjonalnej obsługi coś jednak zmienił, nawet jeśli kamień sam w sobie nie 'wyładował się'.
to jest ciekawe rozróżnienie. Kamień jest kamień, runy są runy, ale więź jest relacją, a relacje potrzebują kontaktu żeby żyć. Nie mówię że tydzień ją zerwał, ale może ją uśpił. I tu jest różnica między mocą run jako takich a energią waszego połączenia. Mogło słabnąć nie to pierwsze, ale to drugie.
no ale tu wlasnie jest problem bo Swiatowid mówi o intencji jako kluczowym czynniku a Telimena o relacji, a to są trochę inne rzeczy. bo intencja to coś co działasz aktywnie, a relacja to coś co po prostu jest, nawet jak śpisz. i pytanie czy ta relacja 'śpi' razem z amuletem który lezy za szafką czy działa niezaleznie od lokalizacji
przepraszam że znowu pytam, ale to co pisze Piolunka o inercji - czy to znaczy że im dłużej ktoś pracuje z amuletem tym trudniej tę więź przerwa? bo jak bym miała amulet od roku a nie od miesiąca to inaczej by to działało? szczerze to brzmi logicznie ale nie wiem czy to tak rzeczywiście jest
Modrzewnica - tak to rozumiem też z własnego doświadczenia. Mam kamień z którym pracuję chyba ze cztery lata i raz zostawiłam go w hotelu, odjechałam kilkaset kilometrów zanim się zorientowałam. Zadzwoniłam do hotelu, odesłali pocztą. Jak dostałam z powrotem to od razu był 'mój', bez żadnego oczyszczania ani ładowania. Ale miałam też drugi, nowszy, który po miesiącu zgubiłam i kiedy znalazłam to już jakoś nie był ten sam i w końcu go zwróciłam ziemi.
o Gorzyslawa to jest dokładnie to co czuję że miałam z moim kamieniem! mój był młodszy, niecały rok pracy razem i po tych dwóch tygodniach czuć było że coś się rozluźniło. moja znajoma mówiła mi żebym go przeprogramowała na nowo jak nowy, tzn. od intencji zacząć, i to chyba miało sens. ale nie wiedziałam wtedy że to ma jakieś historyczne uzasadnienie, myślałam że to ona wymyśla 🙂
okej ale zaraz - Gorzyslawa opisuje dwie różne sytuacje i wyciąga z nich wniosek że czas buduje więź. ale mogło być też tak że ten 'nowy' kamień po prostu był nią mniej, powiedzmy, lubiany z innych powodów, i znalazł sobie pretekst żeby go zwrócić. nie mówię że tak było, mówię że to też pasuje do tej historii i nie wiemy które wyjaśnienie jest właściwe
hmm ale jak inaczej można sprawdzić coś takiego jeśli nie przez odczucie? znaczy nie wyobrażam sobie żadnego innego sposobu żeby to zmierzyć. czy w tradycji runicznej jest jakiś sposób weryfikacji że amulet 'działa'?
czekajcie, bo chyba ktoś tu miesza dwie rzeczy. jedna to tradycja historyczna i co w niej było, druga to co ludzie robią dziś i jakie mają doświadczenia. Swiatowid pisze o historii, Gorzyslawa o swoim kamieniu, Astaria kwestionuje czy odczucia to dowód. to są trzy różne rozmowy i trochę się zagmatwało
