wracając do pytania Dominiczki, bo to ważna kwestia. różnica 'nie w domu kontra coś specyficznego' jest do sprawdzenia, przynajmniej częściowo. jakby ktoś robił odczyty w różnych warunkach zewnętrznych i notował, to po czasie widać czy las i morze dają podobne efekty do siebie nawzajem, a inne niż dom. albo czy każde miejsce daje coś innego. ale wymaga to dużo cierpliwości i konsekwencji w notowaniu. Petronelka, ty z notatkami, nie miałaś przypadkiem danych z różnych miejsc?
to jest tak naprawdę sedno problemu z całą tą dyskusją. nie mamy danych. mamy anegdoty i wrażenia, które są cenne jako punkt wyjścia ale niczego nie dowodzą. i nie mówię tego złośliwie, sama mam całe stosy anegdot które coś znaczą dla mnie osobiście. tylko że kiedy próbuję z nich wyciągnąć wniosek który miałby działać poza moją własną głową, to się rozsypuje. więc pytanie do wszystkich: czy zależy wam na tym żeby wiedzieć 'jak jest naprawdę', czy żeby czuć że wasza praktyka ma sens? bo to są różne cele
Izar, to jest trochę fałszywa dychotomia. można chcieć obu rzeczy jednocześnie. i nie muszą być sprzeczne. to że nie mam twardych danych nie znaczy że mam rezygnować z próby rozumienia co się dzieje. notowanie i szukanie powtórzeń to jest właśnie próba dojścia bliżej 'jak jest naprawdę', nawet jeśli daleko nam do eksperymentu kontrolowanego
chcę się odnieść do pytania Dominiczki bo ona postawiła je bardzo konkretnie i trochę nam uciekło. 'nie w domu' kontra 'specyficzne żywioły' to można próbować rozdzielić w jeden prosty sposób. czytaj runy w miejscach neutralnych, czyli nie dom i nie żywioł, na przykład w biurze albo w kawiarni. jeśli tam jest tak samo jak w domu, to efekt jest specyficzny dla żywiołów. jeśli tam jest inaczej niż w domu, to efekt jest po prostu zmiany miejsca. to oczywiście nadal będzie subiektywne, ale przynajmniej jakiś podział
o, to jest naprawdę dobry pomysł. kawiarnia jako punkt odniesienia, nie myślałam o tym. i jest w miarę powtarzalna bo mogę chodzić do tej samej. spróbuję to zrobić, mam teraz trochę czasu żeby pobawić się metodą. czy ktoś ma doświadczenie z bardzo hałaśliwymi miejscami? bo kawiarnia to może być głośno i zastanawiam się czy hałas nie będzie kolejną zmienną
oj z hałasem to ciekawe pytanie. ja raz czytałam karty na dworcu, długa przerwa między pociągami, i hałas paradoksalnie mi nie przeszkadzał. wpadłam w taki rodzaj skupienia kiedy wszystko zewnętrzne odpływa. ale nie wiem czy to jest moje specyficzne coś czy mogłoby działać u innych. u mnie skupienie bywa zaskakujące, potrafię się wciągnąć w najtrudniejszych warunkach. za to kompletnie mi blokuje kiedy ktoś patrzy, co jest może dziwne
przepraszam że się wtrącę bo tu trochę poczytałem i mam pytanie może naiwne. te runy na statku to jak w ogóle fizycznie wyglada? tzn jak je ciągniecie kiedy statek się kołysze? z worka? bo wyobrażam sobie że trudno w ogóle utrzymać wszystko żeby nie pospadało
haha, to bardzo konkretne i praktyczne pytanie które wszyscy pominęli 😀 tak, z worka, i faktycznie trzeba kombinować. zazwyczaj siadam z workiem na kolanach albo na macie antypoślizgowej (takie co się kładzie pod deski na pokładzie) i jak jest spokojniej to kładę runy na tkaninie przed sobą ale blisko żeby nie sfrunęły. jak bardziej kołysze to zostaje przy worku i nie rozkładam niczego na zewnątrz. jedna wypadająca runa to klasyka jak już pisałam wcześniej. a do tego worka przywiązałam sznureczek żeby go zamknąć zanim skończy się odczyt 🙂
a ta mata antypoślizgowa to nie psuje jakoś całej 'magiczności'? pytam serio, bo wyobrażam sobie że to trochę śmieszne zestawienie, mata z marketu i runy. albo to bez znaczenia?
narzędzia mają służyć praktyce, nie odwrotnie. dawni wróżbici używali tego co mieli pod ręką. jeśli mata antypoślizgowa nie pozwala runom spaść do morza, to jest ona częścią rytuału tak samo jak tkanina. intencja jest ważniejsza od estetyki opakowania
ale co to znaczy że intencja jest ważniejsza? intencja to to co chcę żeby się stało czy to co myślę podczas ciągnięcia? bo nigdy nie rozumiałam tego słowa w takim kontekście
intencja w kontekście pracy z runami to świadome zaproszenie do odczytu. nie życzenie, nie oczekiwanie wyniku, ale zadanie konkretnego pytania albo otwarcie się na konkretny obszar. i tak, mata antypoślizgowa absolutnie nie wyklucza intencji. to tak jakby powiedzieć że krzesło z Ikei sprawia że medytacja nie liczy się jako medytacja
to mnie prowadzi do pytania które mam od jakiegoś czasu w tej dyskusji. jeśli intencja jest kluczowa i wszystko inne jest drugorzędne, to dlaczego w ogóle mówimy o wpływie morza? jeśli intencja działa, to morze nie ma znaczenia. a jeśli morze ma znaczenie, to intencja nie jest jedynym czynnikiem. te dwa założenia są trochę w sprzeczności, nie?
to mnie prowadzi do pytania które mam od jakiegoś czasu w tej dyskusji. jeśli intencja jest kluczowa i wszystko inne jest drugorzędne, to dlaczego w ogóle mówimy o wpływie morza? jeśli intencja działa, to morze nie ma znaczenia. a jeśli morze ma znaczenie, to intencja nie jest kluczowa - tylko jeden z czynników. nie można mieć obu naraz bez sprzeczności. to jest albo-albo, przynajmniej logicznie
ale Runiarka70 to jest trochę zbyt zgrabne tłumaczenie. bo jeśli środowisko 'może wzmacniać albo osłabiać', to jest to zdanie prawdziwe dla dosłownie każdego środowiska, w każdych warunkach. czyli nic z tego nie wynika. po co w ogóle mówić o morzu specyficznie? może po prostu liczy się to czy akurat mamy dobry dzień?
dobra, wejdę tu z innej strony bo ta dyskusja o intencji zaczyna kręcić się w kółko. Petronelka na początku pytała czy morze wpływa na WYNIK, nie na poczucie. i myślę że to rozróżnienie cały czas nam się miesza. bo mamy tu dwie osobne kwestie: czy fizyczne warunki wpływają na to jakie runy wyciągasz (losowość mechaniczna, kołysanie, cokolwiek), i czy wpływają na to jak te runy interpretujesz. to są zupełnie różne pytania i chyba nie powinniśmy wrzucać ich do jednego worka
