Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie wiem, jak wy to macie - ale ja ostatnio próbowałam robić rzut kiedy byłam naprawdę wkurzona na jedną osobę z pracy. No i wypadło mi Tiwaz i Hagalaz obok siebie i myślę sobie, czy to odczyt z tej sytuacji, czy może moje emocje tak bardzo zabarwiają to co ciągnę? Bo gniew to jednak mocna energia. Czy wy w ogóle wróżycie kiedy jesteście bardzo pobudzeni emocjonalnie, czy czekacie aż się uspokoi?
Szczerze? Uważam że czytanie run w gniewnym stanie to proszenie się o problemy z interpretacją. Nie dlatego że runy 'nie działają' tylko dlatego że ty jako czytający nie jesteś w stanie neutralnie odczytać przekazu. Wszystko przefiltruje przez tę złość i każda runa nagle będzie o konflikcie, walce, stratach. Hagalaz w spokoju to transformacja, w złości od razu katastrofa. To kwestia twojego umysłu, nie samych run.
No ale z drugiej strony - kiedy mam mocne emocje, to często właśnie wtedy ciągnie mnie do run. I nie raz wyciągnęłam wtedy coś co potem miało sens, nawet jeśli w danej chwili interpretowałam pod wpływem emocji. Raz byłam naprawdę zła na eks i wypadło mi Isa - i rzeczywiście, ta sytuacja była zamrożona, nic się nie mogło ruszyć. Czy to był mój gniew który 'zabarwił' odczyt? Nie wiem. Może gniew to też rodzaj energii który coś otwiera?
To jest bardzo stare pytanie i nie tylko runiczne. W każdej praktyce wróżebnej stan psychofizyczny osoby wróżącej ma znaczenie. Gniew to energia Marsa jeśli chcecie, bardzo kierunkowa, ostra. Jeśli wróżysz w takim stanie, ta energia wchodzi w odczyt. Nie oznacza to że odczyt jest bezwartościowy, oznacza że patrzysz na sytuację przez określony filtr. Warto sobie zadać pytanie zanim zaczniesz - czy chcę teraz widzieć prawdę, czy potwierdzenia?
A ja wam powiem jak to u mnie wygląda, bo miałam coś podobnego. Parę miesięcy temu pokłóciłam się z siostrą poważnie, o kwestię spadkową po mamie, i zaraz po awanturze sięgnęłam po runy. Ciągnęłam trzy - i wszystkie były najtrudniejsze jakie masz: Thurisaz, Hagalaz i Naudiz. I siedzę i myślę o matko co to jest. A potem po tygodniu spojrzałam na to znowu spokojna i nagle Naudiz mi powiedziała coś zupełnie innego, nie bieda i przymus, ale konieczność zmiany. Więc coś w tym jest co Elzbietkaa mówi.
Przepraszam że się wtrącę bo dopiero zaczynam z runami, ale właśnie to mnie zastanawia - czy jak ktoś jest doświadczony, to mu to mniej przeszkadza? Znaczy, czy z czasem nauczyliście się oddzielać swój nastrój od odczytu? Bo jak to czytam to wydaje mi się że każdy z nas będzie miał inne odczucia.
Powiem wprost - ten cały 'filtr emocji' to trochę wygodna wymówka. Albo wierzysz że runy dają niezależny od ciebie przekaz, albo nie. Jeśli twój nastrój całkowicie determinuje co widzisz, to po co wróżyć w ogóle - równie dobrze możesz poczytać własne myśli bez run. A jeśli jest jakiś zewnętrzny przekaz, to on jest taki jaki jest, niezależnie czy jesteś zła czy spokojna. Nie obrażam się, po prostu nie kupuję tego że 'emocje zniekształcają odczyt'.
Mam w notatkach ze swoich odczytów porównanie kilku rzutów robionych w różnych stanach emocjonalnych i mogę powiedzieć że jest różnica. Nie tyle w tym co wypadało, bo losowość jest losowością, ale w tym jak to interpretowałam. W spokoju szukałam niuansów, w złości wszystko było ostrzejsze i bardziej konfrontacyjne. Hania_W może masz rację że przekaz jest stały, ale ludzki umysł nie jest maszyną do obiektywnej analizy i chyba obie jesteśmy tego świadome 😉
To może warto w takim razie w ogóle nie interpretować od razu, tylko zapisać co wypadło i wrócić do tego później? Tak jak Dobrusia.2 powiedziała. Czy ktoś to praktykuje systematycznie?
Ja tak robię od dawna i bardzo polecam. Kiedy emocje są świeże, wypadające runy zapisuję tylko, bez interpretacji. Potem jak mam spokojną chwilę, siadam i patrzę. Czasem to co wyciągnęłam w złości nabiera sensu dopiero po czasie, kiedy sytuacja się rozwinęła. To jak z marzeniami sennymi - w połowie drzemki sens jest inny niż rano.
Hmm, nie jestem specjalistą od run ale trochę mi to przypomina to co czytałem o tarocie - że czytający wnosi swoje emocje w odczyt. I jakoś mnie to zawsze dziwiło, bo myślałem że chodzi o jakiś obiektywny przekaz. A jeśli tak bardzo zależy od nastroju to jak w ogóle ufać takiemu odczytowi?
To jest właśnie sedno. Zaufanie do odczytu robi imo szkoła i doświadczenie. Ktoś kto dopiero zaczyna i wróży w złości, może wyjść z fałszywym przekonaniem że wszystko się skończy katastrofą bo Hagalaz, Thurisaz i do kompletu Tiwaz. A ktoś doświadczony będzie wiedział że te same runy mogą mówić o koniecznym przebudzeniu. Nie chodzi o to żeby nie wróżyć w złości - chodzi o to żeby wiedzieć, że wymagać to będzie od ciebie podwójnego wysiłku interpretacyjnego.
Ale to trochę tak jakby powiedzieć że tylko zaawansowani mogą wróżyć kiedy im smutno albo kiedy się boją? Przecież wtedy właśnie człowiek najczęściej sięga po runy czy karty - jak coś trudnego się dzieje. To jakby zamknięte koło, nie?
Może to nie kwestia warunku wstępnego jakim jest spokój, ale intencji. Zanim ciągniemy runy warto zapytać siebie - czy szukam odpowiedzi, czy szukam potwierdzenia swojej złości? To robi różnicę. Gniew sam w sobie nie dyskwalifikuje, ale gniew skierowany na konkretną osobę i szukanie w runach 'kto ma rację' - to już ryzykowna praktyka.
No właśnie, bo ja znam taką sytuację gdzie koleżanka ciągała runy w kółko aż jej wypadło coś co chciała zobaczyć. Siedziała i ciągała i ciągała, za każdym razem jak nie pasowało to 'zaburzenie energii' i znowu. To już nie jest wróżenie, to jest szukanie potwierdzenia. I myślę że gniew bardzo do tego prowadzi, bo człowiek ma gotową odpowiedź w głowie i chce żeby runy mu powiedziały że ma rację.
To co opisuje Dziewanna64 to po prostu bias potwierdzenia i dotyczy każdej wróżby, nie tylko tej w złości. Znam osoby które robią to samo przy spokojnej meditacji i tarota. Problem nie jest w emocjach, problem jest w podejściu. Ale ok, przyznam że w złości łatwiej wpaść w tę pułapkę, tego nie kwestionuję.
A czy są jakieś konkretne runy, które według was są szczególnie 'podatne' na takie zniekształcenia przez emocje? Bo zastanawiam się czy np. Tiwaz akurat w złości zawsze będzie odczytywana wojowniczo, albo czy Sowulo będzie wtedy tylko o wygranej, nie o świetle?
No to może zacznę od konkretów bo naprawdę chcę zrozumieć. Tiwaz to runa walki, sprawiedliwości, tak? I jak ktoś jest wkurzony to może ją odczytać tylko przez ten pryzmat, ale ona ma tez inne znaczenia - poświęcenie, honor, właściwy kierunek. Czy to znaczy że te spokojniejsze znaczenia sa wtedy po prostu niewidoczne dla nas?
To zależy też od tego co runa ma do powiedzenia akurat tobie. W astrologii mamy podobną zasadę - jak Saturn stoi w złym aspekcie do twojego ascendentu to nie wykreślasz go z mapy, ale wiesz że patrzysz na niego przez pewien lens. Z runami podobnie. Gniew to jeden z 'soczewek'. Inną soczewką jest strach, inna nadzieja. Każda zmienia perspektywę.
Ale chwila, bo coś mnie tu gryzie. Mówimy o tym że w złości źle interpretujemy, ale czy samo to co wyciągniemy może być inne? Znaczy, czy nastrój wpływa też na fizyczny dobór runy, nie tylko na interpretację?
No właśnie Kornelka, i to jest rzetelne podejście - nie da się rozdzielić. Więc po co budować całą teorię o 'energii nastroju' która przyciąga runy? To byłoby nadinterpretowanie własnych danych. Możliwe że po prostu w złości częściej sięgasz po runy, więc statystycznie masz ich więcej ogółem i trafią się też trudniejsze.
Wracając do pytania Bogusi - te spokojniejsze znaczenia są wtedy 'niewidoczne' nie dlatego że ich nie ma, ale dlatego że nie szukasz ich aktywnie. Doświadczenie pomaga bo uczysz się pytać 'a co jeszcze ta runa może mi tu mówić?' nawet jak pierwsza interpretacja jest oczywista. To się robi trochę automatycznie po czasie.
Właśnie to mnie zastanawia - ten nawyk pytania 'a co jeszcze'. Czy wy macie jakieś konkretne sposoby żeby się do tego zmuszać kiedy emocje są silne? Bo ja w teorii wiem że mam szukać wielu warstw, a w praktyce w złości po prostu nie pamiętam żeby to robić.
Ja mam taki rytuał przed każdym rzutem - parę oddechów i jedno pytanie do siebie: 'czego naprawdę szukam'. Nie co chcę usłyszeć, ale czego szukam. To jakoś ustawia inaczej. Nie neutralizuje emocji, ale trochę poszerza perspektywę. W złości i tak mi się zdarza że widzę głównie to co chcę, ale przynajmniej mam ten moment refleksji.
a to ciekawe podejście. Próbowałam czegoś podobnego ale ze słowem-kluczem przed medytacją. Nie wiem czy to działa tak samo przy runach, ale logika podobna chyba
Ja zawsze myślałam ze ten spokój przed rzutem to kwestia oczyszczenia run, nie siebie. Moje babcia-runiczka (no trochę naciągam, ale bliskie osoby) zawsze mówiła że jak masz brudną energię to zabrudzasz runy i one potem mówią z tego miejsca a nie z właściwego. Może to przestarzałe myślenie ale jakoś mi siedzi w głowie.
Tutaj są po prostu dwa różne modele. Jeden zakłada że runy są nośnikiem energii i mogą ją absorbować. Drugi że są tylko systemem symbolicznym a całe 'działanie' jest w interpretującym człowieku. Oba modele da się stosować spójnie, po prostu prowadzą do różnych praktyk. Nie ma co z tym walczyć.
