Zaczęło mnie to nurtować po tym, jak mój kot zaczął dziwnie się zachowywać - chował się, nie jadł normalnie, był jakiś nieobecny. Lecznica nic nie wykazała. Pomyślałem, żeby spróbować odczytać runy z intencją skierowaną na niego. Wyciągnąłem trzy runy i dostałem Hagalaz, Isa i Eihwaz. Interpretowałem to jako jakiś blok, zatrzymanie i konieczność przejścia przez coś trudnego. Ale nie jestem pewien, czy runy w ogóle da się kierować na zwierzę, czy to nie jest tak, że ja po prostu projektuję na nie swoje własne niepokoje o kota. Ktoś ma doświadczenie z takim odczytem?
To jest ciekawe pytanie, bo faktycznie rodzi się problem intencji. Kiedy czytasz dla siebie, pytanie wychodzi od ciebie i runy odpowiadają na twoją energię. Kiedy czytasz dla zwierzęcia - co jest źródłem pytania? Ty czy ono? Ja próbowałam kilka razy i zawsze miałam wrażenie, że runy odpowiadają bardziej na mój niepokój o zwierzę niż na jego własny stan. Choć może to dwa aspekty tego samego odczytu?
No właśnie, to jest chyba kluczowe - skąd wiesz, że to odczyt dla kota, a nie dla ciebie jako opiekuna? Bo te runy, które wymieniłeś, brzmią bardzo jak coś o tobie i twoim poczuciu bezradności wobec sytuacji. Nie mówię, że źle - ale warto to rozróżnić chyba.
Pracowałam z runami przy kilku sytuacjach dotyczących zwierząt i zawsze zaczynałam od tego, żeby bardzo konkretnie ustawić intencję jeszcze przed dotknięciem woreczka. Nie "co u Borysa" tylko "jakie energie otaczają Borysa w tej chwili i co wpływa na jego stan". To drobna różnica, ale wydaje mi się, że kieruje odczyt bardziej na zwierzę niż na moje emocje wobec niego. Choć nigdy nie mam pewności, czy to działa, bo efekty są trudne do sprawdzenia.
A czy zwierzę w ogóle powinno być obecne przy takim rzucie? Słyszałam, że przy odczytach dla innych ludzi też różnie to bywa - jedni mówią, że obecność jest ważna, inni że nie ma znaczenia. Ale z kotami czy psami to chyba jeszcze trudniej, bo one nie pytają o odczyt i nie wyrażają zgody.
Mam inne pytanie do całego wątku - czy ktoś sprawdzał potem, czy odczyt się potwierdził? Bo to jedyna miara, która mnie tu przekonuje albo nie. Interpretacje można dopasować do niemal każdej sytuacji po fakcie, ale czy ktoś miał sytuację, gdzie runy wskazały coś konkretnego, a potem to się sprawdziło w kontekście zdrowia lub zachowania zwierzęcia?
Wróćmy do techniki, bo chciałem zapytać o coś konkretnego. Kiedy losujecie dla zwierzęcia - używacie swojego standardowego zestawu run czy macie jakiś specjalny sposób przygotowania? Bo wyobrażam sobie, że ktoś mógłby np. trzymać rękę na zwierzęciu podczas losowania albo używać futerka czy innego fizycznego łącznika. Ktoś próbował czegoś takiego?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś innym - czy runy mogą w ogóle "dosięgnąć" istoty, która nie ma języka i pojęć? Bo runa to też symbol, a symbol funkcjonuje w jakimś systemie znaczeń. Zwierzę nie ma dostępu do tego systemu. To nie jest zarzut, naprawdę pytam, bo nie wiem jak to działa od tej strony.
Ja gdzieś czytałem, że w starszych tradycjach nordyckich runy były stosowane do ochrony zwierząt hodowlanych - wycinano znaki na obejściach, belkach stajni. Nie wiem na ile to prawda historyczna, ale jeśli tak, to odczyt dla zwierzęcia mieści się w tradycji chyba szerzej niż się wydaje.
No i właśnie - czy to nie jest tak, że magia działająca "na" zwierzę ma sens w tradycji, ale diagnostyczny odczyt "dla" zwierzęcia to już bardziej współczesna inwencja? Nie mówię, że zła, ale chciałabym wiedzieć, skąd pochodzi ta praktyka. Ktoś wie, czy to ma jakieś starsze korzenie, czy to jest coś, co rozwinęło się w nurcie New Age?
To mnie trochę uspokaja, bo zaczęłam się zastanawiać, czy robię coś nie tak, kiedy próbuję czytać dla mojej suczki. Teraz rozumiem, że nie ma tu jednej "właściwej" metody, bardziej pracujemy na własnym wyczuciu. Ale jak wy oceniacie, czy to co czujecie przy takim odczycie jest wystarczającym sygnałem, że idziecie w dobrym kierunku?
Wracając do mojego przypadku z kotem - po tej rozmowie mam wrażenie, że ta Isa którą wyciągnąłem to mógł być bardziej mój stan w tamtym momencie niż jego. Byłem zamrożony z bezradności. Ale Hagalaz i Eihwaz razem... to pasuje też do kota, który przechodził przez coś i wyszedł z tego. Może obydwa odczyty były prawdziwe jednocześnie - jego i mój?
Próbowałem coś podobnego, nie z runami, ale z kartami. Ja i znajoma czytaliśmy niezależnie dla jej kota chorującego na nerki. Wyszło nam kompletnie inaczej. Jej odczyt był bardzo spokojny, mój dramatyczny. Kot żył jeszcze długo. Nie wiem co z tym zrobić.
To jest niewesoły wniosek, jeśli jest prawdziwy. Chociaż z drugiej strony - jeśli opiekun jest emocjonalnie splątany ze zwierzęciem, to może jego stan to też rodzaj informacji o sytuacji? Tyle że wtedy to nie jest odczyt "dla zwierzęcia" tylko odczyt całego pola.
Mnie ta rozmowa dużo daje, ale zostałam z praktycznym problemem. Moja suczka jest teraz w dziwnym stanie - nie je tak jak zwykle, weterynarz nic nie znalazł. Próbowałam czytać i wyciągnęłam Pertho i Laguz. Laguz jakoś "pasuje" do wody, do emocji, ale Pertho to kompletna zagadka w tym kontekście. Czy ktoś ma jakiś pomysł jak podejść do Pertho przy odczycie dla zwierzęcia?
Pertho w starszych interpretacjach jest też powiązana z kostką do gry, z wyrokiem losu, z tym co poza kontrolą. Przy zwierzęciu które nie może samo powiedzieć co czuje, ta runa nabiera specyficznego sensu - dosłownie mamy do czynienia z czymś, czego nie możemy zapytać wprost. Nie wiem, to mi akurat brzmi całkiem adekwatnie w tym kontekście.
To dotyczy chyba run w ogóle, nie tylko przy zwierzętach. Ale przy zwierzętach nie ma żadnego elementu weryfikacji od strony "klienta" - zwierzę nie może powiedzieć "tak, to pasuje" albo "nie, to zupełnie nie o to chodzi". Przy człowieku przynajmniej masz tę informację zwrotną. To musi obniżać jakość odczytu, czy nie?
I to jest właśnie ten moment, który mnie zawsze zatrzymuje przy odczytach dla zwierząt. Czy jest w ogóle możliwe żeby opiekun czytał dla swojego zwierzęcia bez tego rodzaju zabarwienia? Nie mówię że to złe, po prostu - czy ktoś próbował to obejść jakimś protokołem?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku - czy wy w ogóle zakładacie że zwierzę ma jakąś subiektywność, do której można by "dotrzeć" przez runy? Bo chyba to jest fundament całej dyskusji i nikt tego wprost nie powiedział.
W tradycji z którą pracuję nie zakłada się że runy "wchodzą w umysł" ani człowieka ani zwierzęcia. Raczej mapują wzorce w tym co Pajeczyna nazywa polem. Więc subiektywność zwierzęcia byłaby składnikiem pola, ale nie jest bezpośrednim obiektem odczytu. To zmienia co właściwie sprawdzamy robiąc takie wróżenie.
Zgadzam się z tym rozróżnieniem. I z praktycznego punktu widzenia moje doświadczenie jest takie, że odczyt "dla relacji" daje mi znacznie bardziej użyteczne informacje niż próba "zajrzenia w umysł" zwierzęcia. Ale to pewnie wynika też z tego że wiem co z takim odczytem zrobić jako opiekun.
Przepraszam że się wtrącę bo śledzę tę rozmowę od jakiegoś czasu. Mam kota który bardzo boi się obcych i zastanawiałam się nad odczytem właśnie żeby lepiej zrozumieć skąd ten lęk. To byłoby to pierwsze czy drugie - diagnostyka czy relacja?
Słucham tej wymiany i mam wrażenie że gdzieś zgubiła się kwestia samego zwierzęcia jako uczestnika sytuacji. Czyli - nie mówię o telepatii ani o "wchodzeniu w umysł" - ale o tym że zwierzę swoją obecnością, zachowaniem, energią aktywnie kształtuje pole w chwili rzutu. Czy ktoś bierze to pod uwagę w praktyce?
Ale czy ta pułapka "każde zachowanie coś znaczy" nie dotyczy też odczytów dla ludzi? Bo jak robię odczyt dla siebie w trudnym momencie, też szukam potwierdzeń wszędzie. Może to nie jest specyfika zwierząt, tylko specyfika silnego zaangażowania emocjonalnego?
Szczerze? To jest dla mnie wystarczające przy założeniu że wiemy co robimy. Problem zaczyna się gdy ktoś traktuje ten wynik jako diagnozę zamiast jako pytanie. W przypadku sąsiadki powiedziałem wprost - "runy sugerują żebym zapytał o zmiany, nie że znają odpowiedź". To różnica, która moim zdaniem decyduje o tym czy taki odczyt jest pomocny czy szkodliwy.
To jest właśnie to czego szukam dla mojej sytuacji. Bo mój pies ma lęk separacyjny i ja nie wiem czy chcę rozumieć jego stan, czy naszą dynamikę jako taką. Może powinienem zacząć od postawienia tej intencji zanim w ogóle sięgnę po runy.
Ale czy to nie jest trochę jak z efektem placebo - że może działać, ale nie z powodów które myślisz? I czy to kogoś razi? Mnie osobiście nie, ale rozumiem że dla kogoś kto traktuje runy bardziej serio jako system, taka odpowiedź może być niewystarczająca.
