Hej, chciałam się zapytać bo coś mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Mam kota, Mruczka, i ostatnio próbowałam ciągnąć dla niego runy żeby zobaczyć co mu dolega (bo był taki dziwnie osowiały). No i wyciągnęłam Hagalaz i Isa. Zastanawiam się jak to w ogóle działa energetycznie kiedy czytamy runy dla zwierzęcia, bo zwierzę przecież nie "zadaje pytania" tak jak człowiek. Czy ktos wogóle to robił? Czy runa odpowiada na pytaie moje o kota, czy jakoś wchodzi w kontakt z jego energią?
To akurat ciekawy temat i rzadko poruszany. Kiedy ciągniesz runy dla zwierzęcia, intencja wychodzi od ciebie ale energia odczytu może obejmować zarówno twoje postrzeganie sytuacji jak i stan samego zwierzęcia. Zwierzęta mają swoją energię, wyraźną i niefiltrowaną przez intelekt. To często sprawia, ze odczyt jest wyjątkowo czysty. Hagalaz i Isa dla chorego kota to niekoniecznie zła wróżba, raczej sygnał zastoju, przesilenia. ale powiedz mi, jak formulowałaś intencję przed ciągnięciem?
Dokładnie to pytanie jest kluczowe. Intencja przed rzutem ma ogromne znaczenie. jeśli pytałas o stan kota ogólnie, to runa odpowiada na twoje pytanie jako medium, a nie bezpośrednio na "wolę" zwierzęcia. Zwierzę nie jest pytającym w sensie tradycyjnym. Ale to nie znaczy, że odczyt jest mniej trafny.
Ale zaraz, to znaczy że de facto czytamy runy bardziej dla siebie niz dla zwierzecia? bo to my zadajemy pytanie i my mamy intencje? Troche mnie to myli, bo wydawało mi się że runy "sięgają" do osoby lub sytuacji której dotyczy pytanie...
Hmm. Troche sceptycznie podchodze do tego "pola energetycznego". Praktykuję runy od dobrych kilku lat i mam wrażenie że przy zwierzętach odczyt bardziej odzwierciedla stan właściciela niż samego zwierzaka. Bo kto jest zaniepokojony, kto ma emocje i kto tę sytuację przetwarza? My. Nie kot.
To akurat ważne rozróżnienie, mam podobne obserwacje w swoich notatkach. Przy odczycie dla zwierzęcia często trudno rozdzielić dwie warstwy: emocje opiekuna i fakktyczny stan zwierzęcia. Zwłaszcza gdy opiekun jest silnie związany ze zwierzęciem, te dwie energie się nakładają. Hagalaz to zakłócenie, przesilenie, Isa to zamrożenie, stagnacja. Moze to po prostu oba naraz.
No właśnie, i tu zaczyna się problem z falsyfikowalnością takich odczytów. Runa opisuje i stagnację opiekuna i chorobę kota, bo oba stany pasują do tych symboli. Skąd wiemy że runa trafiła w kota a nie w ciebie? Nie neguje że runy moga być pomocne, ale warto być szczerym wobec siebie co do tego co wlasciwie mierzymy.
Ojej, to ja mam pytanie bo jestem totalnie zielona w runach. Jak w ogóle wygląda takie czytanie dla zwierzęcia technicznie? Mam na myśli czy zwierzę powinno być obok kiedy ciągniesz runy, czy to nie ma znaczenia? Bo wyobrażam sobie że kot siedzący obok mógłby jakoś wpływać na odczyt... 🙂
Przy odczytach dla istot które nie moga same zadac pytania, wlasnie ta intencja opiekuna jest mostem. Podobnie działa przy małych dzieciach czy osobach nieprzytomnych. Czytelnik staje sie rodzajem tłumacza miedzy ich stanem a językiem symboli. To wymaga większej uwaznosci niż standardowy odczyt, bo wlasne emocje latwo sie wkradają. Hagalaz i Isa mogą oznaczac period of stillness, dosłownie że trzeba przeczekać. Przy chorobie to ma sens niezależnie od tego czy mówi o kocie czy o tobie jako opiekunie.
Ale czy to nie jest tak, że im bardziej ktoś jest ze zwierzęciem emocjonalnie związany, tym trudniej mu zrobić obiektywny odczyt? Wydaje mi się, że tak duże zaangażowanie emocjonalne mogłoby zaburzyć intencję albo że... no nie wiem jak to ująć... że runy odpowiedzą na twój strach a nie na realny stan zwierzaka? haha
Z drugiej strony ta emocjonalna więź z zwierzęciem może być właśnie tym co sprawia, że jesteś z nim na tej samej długości fali energetycznie. nie wiem czy chłodny dystans zawsze jest atutem przy runach. Mam to zanotowane jako otwartą kwestię u siebie, bo różni praktycy różnie do tego podchodzą.
chce tylko dorzucic cos do tej dyskusji bo kreci sie wokol jednej rzeczy ktoą warto nazwac wprrost. To co opisujecie to klasyczny problem projekcji w odczytach wrozebnych, znany dobrze w psychologii i opisywany m.in. przez badaczy zajmujacych sie cold readingiem. Runy (i karty, i inne systemy) są na tyle pojemne symbolicznie że pasuja do wielu sytuacji naraz. To nie znaczy ze sa bezuzyteczne, ale warto to miec z tylu głowy kiedy interpretujemy odczyt dla kogoś kto sam nie moze nam powiedziec czy trafilismy.
Bardzo wam dziękuję za tę dyskusję, naprawdę daje mi dużo do myślenia. Najbardziej chyba zostanę przy tym co powiedział Krodo69 i Zlata59, że odczyt obejmuje całą sytuację. I może faktycznie Hagalaz i Isa mówiły i o mnie i o Mruczku jednocześnie, bo obie byłyśmy wtedy w jakimś zastoju. on chorował, ja siedziałam i się martwiłam zamiast działać 🙂
No wlasnie, wracajac do tego co pisala Aurelinda - ta kwestia czy Mruczek był chory CZY ona była przerażona czy może oba na raz, to jest naprawde ciekawy problem. Bo jak ja ciągnęłam runy dla swojej papugi (miałam taką starą papugę, Fela na imię), to zawsze zastanawiałam się czy w ogóle mam jakiś kontakt z jej "stanem" czy tylko odzwierciedlam swoje obawy o nią. Ale nie wiedziałam jak to sprawdzić. Czy ktoś kiedyś próbował zrobić odczyt dla zwierzęcia kiedy sam był spokojny i bez emocji? Zeby zobaczyc czy wyniki są inne?
weeeź, właśnie to jest chyba trudne do osiągnięcia - stan spokoju i braku emocji wobec własnego zwierzęcia. Mam to zanotowane w kilku miejscach u siebie i za każdym razem kiedy próbowałam robić odczyt dla włassnego kota w momencie gdy byłam spokojna (nie chorował, nic złego się nie działo), to wyniki były dużo bardziej... płaskie? Przychodziły runy neutralne, spokojne. Nie wiem czy to znaczy że on był spokojny, czy że ja nie wnosiłam ładunku emocjonalnego. No i skąd wiezieć co jest czym
Okej, Krodo, ale to jest trochę takie wyjście tylnymi drzwiami, nie? Jak odczyt jest trafny, to runy sięgnęły do zwierzęcia. Jak nie jest trafny, to no cóż, właściciel był zbyt emocjonalny i zaburzył odczyt. Tak czy siak system jest nieomlyny. To mnie trochę niepokoi jako sposób myślenia.
Ja w sumie nie rozumiem czy ta dyskusja o niefalsyfikowalności jest w ogóle produktywna tutaj... bo jeśli ktoś przyszedł zapytac jak robić odczyty dla zwierzat, to chyba nie po to, żeby ktoś udowodnił że to nie ma sensu? Nie mówię że Trzmielina nie ma racji, bo może ma, ale... czy nie lepiej dyskutować o tym jak to robić możliwie najlepiej, zamiast czy to ma sens wogóle?
kurcze, o, to interesujące co pisze Sugilitka o tej "przejrzystości" zwierzęcia. Bo ja zawsze myślałam że z człowiekiem będzie łatwiej bo sam może powiedzieć jak się czuje,a ze zwierzęciem jest tajemnica. A tu odwrotnie? Czy dobrze rozumiem że zwierzę jest łatwiejszym obiektem odczytu właśnie dlatego że nie ma tej drugiej warstwy, tej, no, ludzkiej skomplikowaności?
Jest jeszcze coś o czym nie mówiliście. Zwierzęta żyją w teraźniejszości w sposób w jaki my prawie nie potrafimy. Nie maja wspomnień nawarstwionych nad bieżącą chwilą w taki sposób jak my. Kiedy pytasz runy o zwierzę, pytasz o istotę żyjącą w "teraz". To sprawia, że odczyt dla zwierzęcia jest zawsze odczytem obecnego stanu, nie tendencji ani przyszłości tak jak przy człowieku. Przynajmniej takie są moje obserwacje przez lata.
Oczywiście że się da zapytać o przyszłość. Ale Zlata ma rację że natura zwierzęcia jako bytu "teraźniejszego" wpływa na odczyt. runa wyciągnięta w kontekście przyszłości zwierzęcia często opisuje jego przyszły stan środowiskowy albo zmiany w jego otoczeniu, a nie wewnętrzną drogę jak przy człowieku. Eihwaz na przykład przy człowieku może mówić o transfomracji wewnętrznej. Przy kocie będzie raczej o zmianie otoczenia.
Czekajcie,to jest super cieakwe co Krodo pisze o tej różnicy interpretacji tej samej runy przy człowieku i zwierzęciu. Czyli ta sama runa INACZEJ się czyta zależnie od obiektu odczytu? Czy jest jakaś zasada kiedy się przesuwa znaczenie, a kiedy zostaje takie samo? Bo nigdzie o tym nie czytałam.
Basienka,tu jest dobra analogia z kartami. śmierć w tarocie przy człowieku może być transformacja psychiczną, ale jak ktoś pyta o sytuację zewnętrzną (np. firmę, projkt), to czytasz ją jako koniec etapu w sensie dosłownym. Obiekt odczytu zaweza pole interpretacji. Myślę że przy runach działa to tak samo, Krodo mógłby to lepiej potwierdzić bo ma większą wiedzę o runach.
ojej, nie wiedziałam że to jest aż tak skomplikowane! Myślałam że po prostu ciągniesz rune i czytasz co znaczy, a tu się okazuje że trzeba brać pod uwagę kto pyta, o kogo pyta, co jest obiektem, czy obiekt jest zwierzęciem czy człowiekiem... to jak wogóle zacząć się tego uczyć? mam na myśli,czy jest jakiś senowny punkt wyjścia do odczytów dla zwierząt dla kogoś kto runy ledwo zna?
Słyszę was i chyba teraz dopiero rozumiem dlaczego mój odczyt dla Mruczka był taki splątany. Nie miałam jeszcze tej umiejętności rozróżnienia co jest moje a co jego. To jak gdybym próbowała słuchać jego oddechu przez ścianę kiedy sama płakałam. Za duzo wlasnego hałasu zeby usłyszeć co kolwiek innego. Trochę smutne ale też jakoś daje mi to spokój bo teraz wiem na czym pracować 🙂
Bo próbowałam medytacji ogólnie i to jakoś nie wystarczało, zawsze mi uciekały myśli do tego co się dzieje z kotem. Czy jest coś bardziej konkretnego, jakiś rytuał wyciszeia PRZED sięgnięciem po runy? 🙂
to co Sugilitka opisuje z tym siedzeniem przy zwierzęciu bez intencji jest bardzo dobre. ja to nazywam "zerowanie się" i robię podobnie. chodzi o to żeby nie wchodzić do odczytu już naładowaną pytaniem. bo jak wchodzisz z bardzo konkretnym lękiem albo nadzieją to runy to biorą na siebie.
ojej, to ja przez cały czas myślałam że mój piesek musi leżeć obok jak ciągnę runy! raz próbowałam go trzymać na kolanach ale on się wiercil i uciekał więc się zastanawialam czy to znak że nie chce żeby go odczytywac haha. a tu okazuje się że wcale nie musi być przy mnie. to teraz pytanie: ten przedmiot "przyczepka" o którym Krodo pisze, to może być jego smycz? czy lepiej coś co faktycznie nosił na sobie albo dotykał?
