wracając do konkretów bo myślę że Auric tego potrzebuje równie mocno co tej rozmowy o emocjach - mówiłaś że ciągnęłabyś razem z ciotką. mam pytanie czysto techniczne. czy masz w swoim zestawie wszystkie 24 runy starszego futhark? bo jeśli ciotka ciągnie sama i wyciągnie na przykład Isa lub Hagalaz i zapyta co to jest, to musisz być gotowa odpowiedzieć spokojnie, bez drżenia głosu. czy to ćwiczyłaś?
chcę powiedzieć coś ważnego przy tej rozmowie o 'ciemnych' runach bo myślę że tu jest pewne zamieszanie które warto wyprostować. Hagalaz to nie jest runa śmierci. to jest runa radykalnej przemiany, gradu który pustoszy po to żeby było miejsce na nowe. w kontekście osoby umierającej można ją czytać jako: teraz trwa transformacja, to nie jest koniec energii ale zmiana jej formy. i nie jest to naciąganie znaczenia, to jest odczytanie w zgodzie z tradycją norweską
hej przepraszam że się wtrącam ale chyba nie rozumiem czegoś podstawowego. czy runy 'wiedzą' coś o tym czy ktoś przeżyje? czy to bardziej jak... lustro które pokazuje co ta osoba sama myśli? bo jeśli drugie to rozumiem że można to robić bez strachu, ale jeśli pierwsze to już nie wiem
jest tu coś co chcę powiedzieć a co może zostać źle odebrane, ale powiem. ta rozmowa jest bardzo skupiona na tym jak Auric ma się czuć podczas czytania i czy sobie emocjonalnie poradzi. a ciotka? ktoś zapytał co ona chce z tego wziąć? nie co Auric chce jej dać, nie co runy powiedzą, tylko co ciotka sama, w tej chwili swojego życia, chce z takiego spotkania wyciągnąć? bo może chce po prostu trzymać kamyki i milczeć razem z siostrzenicą
Symeon, to jest celne i trochę bolesne. powiem ci co. ona sama powiedziała 'pokaż mi te swoje kamyki'. nie 'zrób mi wróżbę', nie 'powiedz mi co będzie'. powiedziała 'pokaż'. i może właśnie to jest odpowiedź. nie czytanie, nie interpretacja, tylko pokazanie. siedzenie razem przy czymś pięknym i starym
to co napisała Auric o 'pokaż mi te swoje kamyki' to jest tak czyste i proste że aż mnie to zatrzymało. czasem człowiek prosi o obecność a nie o odpowiedź. runy mogą być po prostu formą obecności. przedmiotem który daje rękę czemuś co trudno uchwycić słowem
dobra ale zanim wszyscy zaczniemy płakać i pisać o pięknie - mam praktyczne pytanie do Auric. kiedy to ma być? bo widzę że cały czas piszesz w trybie 'czy i jak' a nie 'kiedy'. czy ciotka jest w takim stanie że to może być za tydzień albo za miesiąc? bo to ma znaczenie dla tego ile masz czasu żeby się do tego przygotować i czy w ogóle zdążysz przepracować to co tu piszesz
ta ostatnia linijka Auric to jest ważna. 'siedzę tu zamiast pojechać'. hej, może ten wątek jest po prostu sposobem żeby się nazbierać odwagi? i to jest ok. naprawdę ok. ale może już wiesz wystarczająco dużo żeby jechać. z runami albo bez nich
Felicytka ma rację. i chyba nikt z nas jej nie zastąpi. jedź. z tymi kamieniami które ona chce zobaczyć
jest jedno czego nie powiedział tu nikt, a co mnie siedzi od jakiegoś czasu w tej dyskusji. czy Auric po wszystkim, po tej wizycie, po tym co wypadnie albo nie wypadnie z run, będzie miała gdzie ponieść to co poczuje? bo to forum jest dobre na przed. ale potem to już inna historia
okej, Olaf zadał pytanie które mnie zatrzymało. gdzie poniosę to co poczuję potem. szczera odpowiedź? nie wiem. mam koleżankę która też ciągnie runy ale ona jest w innym mieście i nasze rozmowy są raczej... techniczne. o runach, nie o tym co z nimi przychodzi. tu na forum jest mi jakoś łatwiej pisać bo jesteście obcy i jednocześnie nie jesteście. rozumiecie co mam na myśli?
rozumiem co masz na myśli i myślę że rozumie to tu większość, bo po co by ktokolwiek przychodził na forum i pisał takie rzeczy do nieznajomych gdyby nie właśnie to. ale Olaf miał rację że to 'po' jest ważne. i chcę zapytać wprost, masz kogoś bliskiego z kim możesz po prostu posiedzieć bez gadania o runach, o znaczeniach, po prostu posiedzieć?
to pytanie Olafa jest z tych które zostają. i wiem że to forum jest dobre na 'przed', tak jak on napisał. ale jest jeszcze jedna rzecz której tu nie da się zrobić. fizyczna obecność przy kimś kto wraca z takiego miejsca. forum nie obejmie. to trochę smutne i trochę prawdziwe jednocześnie
zanim pójdziemy za daleko w stronę wsparcia emocjonalnego Auric, bo to ważne, ale, chcę wrócić do pytania Wiechliny które viselo bez odpowiedzi. ona pytała czy runy 'wiedzą' czy ktoś przeżyje. i ja jako ktoś kto bardziej się z tarotem niż runami zna, ale analogia jest podobna, powiem tak: to zależy kogo zapytasz. i tu jest realny problem bo te dwie odpowiedzi prowadzą do zupełnie innych praktyk
czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie odzywałam się, ale to pytanie Bernadetkii jest dokładnie tym co chciałam zapytać. bo sama jestem na etapie kiedy nie wiem czym są dla mnie runy i to mnie powstrzymuje od czytania dla innych. może właśnie dlatego tak długo siedzę i czytam ten wątek
chcę tu dorzucić coś co może być niepopularne. ta dyskusja cały czas zakłada że czytanie run dla osoby umierającej jest czymś co wymaga specjalnego przygotowania duchowego, emocjonalnego, filozoficznego. a ja zapytam inaczej, skad w ogóle bierze sie przekonanie ze runy sa do tego odpowiednie? historycznie runy nie były sposóbm sesji jeden na jeden z osobą chorą. to jest współczesna praktyka i nie ma za sobą żadnej tradycji którą można by się podeprzeć. nie mówię że to złe. mówię że warto to wiedzieć
ten spór między Symeonem a Kingusią jest ciekawy, bo mnie pyta co innego, czy Auric i ciotka w ogóle rozmawiały o tym co te runy mają robić na tej wizycie. bo 'pokaż mi te swoje kamyki' to jest zaproszenie do pokazania, nie do czytania. i może te dwie rzeczy nie muszą być tym samym
to jest dobre rozróżnienie Zygmunt. i Bernadetkaa pyta mnie czym są dla mnie runy. powiem wprost. nie wiem czy są psychologią czy czymś więcej. ciągnę je od trzech lat i czasem mam wrażenie że coś trafnie opisują sytuację, ale czy to dlatego że 'wiedzą' czy dlatego że zmuszają mnie do myślenia? naprawdę nie wiem. i może właśnie dlatego nie mogę się zdecydować. bo jeśli to tylko psychologia to mogę spokojnie pojechać. a jeśli coś więcej, to się boję
Auric, to co właśnie napisałaś to jest bardzo uczciwe. i myślę że ten strach przed 'czymś więcej' jest ważniejszy niż technikalia. bo jeśli siądziesz z ciotką z runami i w środku ciebie będzie ta wątpliwość, to ona to poczuje. ludzie umierający są bardzo wyczuleni na to co ktoś przy nich niesie
o matko, właśnie przeczytałam wszystko od początku i nie wiem czy pamiętam żeby kiedikolwiek tak siedziałam nad jakimś wątkiem. to jest rozmowa o czymś naprawdę trudnym i mam jedno pytanie bo sie nie znam ale jestem ciekawa - czy są runy które w ogóle nie powinny paść w takiej sesji? takie których sie nie ciagnie przy chorym?
Isa przy osobie umierającej to dla mnie 'zatrzymanie, bezruch, czas który się zatrzymuje'. to może być bardzo dobre. spokój. koniec ruchu. nie musi być złowróżbne. wszystko zależy od pytania i od tego co osoba sama w tym widzi. to tyle. nie rozbudowuję bo Bernadetkaa i tak to powie lepiej
słuchajcie, ja tu siedzę i czytam już od dłuższego czasu i chcę powiedzieć coś z zupełnie innej strony. moja mama była bardzo chora kilka lat temu i ja jej nigdy nie pokazałam swoich kart bo się bałam. i teraz żałuję. nie żałuję że ją chroniłam, żałuję że chroniłam siebie. bo ona chciała zobaczyć, dopytywała, a ja za każdym razem zmieniałam temat. Auric, jedź
Franka, to jest ważne. i dziękuję że to napisałaś
cieszę się że moje pytanie o 'po' zostało wzięte poważnie. i cieszę się że Auric odpowiedziała szczerze. to forum jako miejsce na rozładowanie po, to nie jest dobry plan, i nie dlatego że tu jesteśmy źli albo nie dbamy, ale dlatego że to nie wystarczy. tylko to chciałem powiedzieć i myślę że Auric to rozumie
rozumiem Olaf. i Franka to co napisałaś zostanie ze mną. zabieram to wszystko i jadę. z runami. pokażę jej 'te swoje kamyki' i zobaczymy co z tego wyniknie. dziękuję wam wszystkim, naprawdę. wróce i napiszę jak bylo, jesli bede mogla
no to Auric pojechała. trzymam kciuki naprawdę, bo ten wątek mnie jakoś tak bardzo wciągnął że sama zaczęłam inaczej myśleć o runach. i mam pytanie do reszty, bo coś mi się kręci w głowie - czy jak ktoś wraca po takiej wizycie i opisuje co się stało, to jak wy to czytacie? znaczy, czy to ma wartość dla waszej własnej praktyki czy to bardziej takie, no, emocjonalne?
to co Auric napisała przed wyjazdem zostanie ze mną długo. 'pokażę jej te swoje kamyki i zobaczymy co z tego wyniknie'. jest w tym coś bardzo pięknego, bo to nie jest postawa eksperta który idzie zbawić, to jest postawa kogoś kto niesie coś swojego i otwiera się na to co będzie. myślę że właśnie to jest właściwe nastawienie do takiej wizyty
