Przepraszam, może głupie pytanie, ale co to znaczy "wzmocnienie czegoś czego nie chciałam"? Jak to może się zdarzyć przez siedzenie z kawałkiem drewna z narysowanym znakiem?
To brzmi podobnie do tego, co się mówi o pewnych archetypach w tarocie - jeśli obsesyjnie pracujesz z kartami destrukcji bez intencji transformacji, możesz po prostu naładować się ciężką energią bez żadnego konstruktywnego efektu. Czy w runach to działa tak samo, czy jest jakaś specyfika?
Zaraz, ale to co mówicie - że sama obecność fizyczna runy coś robi - to nie jest argument za tym, że do cznienia zawsze potrzeba kogoś z zewnątrz? Czy raczej że potrzeba większej świadomości tego co się robi, niezależnie czy jest się samemu czy z kimś?
Przepraszam że wchodzę, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Czy mówicie że runy działają zawsze, nawet jeśli ktoś ich świadomie nie aktywuje? Bo jeśli tak, to ja mam kilka run kupionych w sklepie i nigdy nic z nimi nie robiłam, tylko leżą w woreczku. Powinam się martwić?
Właśnie ta zbieżność interpretacji psychologicznej i energetycznej zawsze mnie zastanawia. Czy dla praktyki solo to ma znaczenie, którą przyjmujemy? Pytam serio, bo jeśli efekt jest podobny, to może nie ma znaczenia czy wierzysz w energie czy w psychikę?
A jak w ogóle się upewnia, że intencja jest czysta? Czy to jest coś, co się po prostu czuje, czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić przed cznieniem?
Ale jak odróżnić ten dyskomfort od zwykłego strachu przed cznieniem? Bo ja np. zawsze mam jakiś niepokój przed rytuałem i nie wiem, czy to sygnał ostrzegawczy, czy po prostu nerwy.
to jest dobre pytanie i myślę, że właśnie dlatego w tym wątku tyle razy wraca temat kogoś z zewnątrz. Nie dlatego że sama nie możesz czuć - ale że ta granica, o której mówisz, jest łatwiej widoczna z boku. Ktoś, kto cię nie zna i nie jest uwikłany w to co czujesz, może powiedzieć: ok, to jest wystarczające.
Ale chwila - czy nie jest tak, że im więcej rozmawiamy, tym bardziej dochodzimy do wniosku, że solo cznienie jest generalnie gorsze? Bo mam wrażenie, że zaczynaliśmy od pytania czy można samemu, a teraz powoli zjeżdżamy w stronę "zawsze lepiej z kimś". To nie jest to samo.
Nie rozumiem jednej rzeczy, może ktoś mi wytłumaczy. Mówicie o cznieniu solo i z kimś - ale co to dokładnie znaczy cznienie? Bo czytałam w tym wątku kilka razy i rozumiem mniej więcej, ale nie do końca. Czy to jest rytuał? Coś innego?
Tak to można opisać, choć "rzucanie zaklęcia" brzmi może zbyt filmowo. Chodzi raczej o to, że w przypadku wróżenia odczytujesz to co jest, a w przypadku cznienia próbujesz na coś wpłynąć. I to wpływanie na coś to jest właśnie ta różnica, która sprawia, że intencja ma takie znaczenie.
Ok, to teraz mam pytanie do całej dyskusji. Skoro cznienie to jest aktywne wpływanie na coś, a intencja musi być czysta i znana - to co jeśli ktoś chce pracować z runą żeby przyciągnąć coś dobrego, powiedzmy spokój albo stabilność? Czy to też wymaga kogoś z zewnątrz, czy to jest na tyle prosta intencja, że można spokojnie samemu?
To ja dopytam, bo zadałam to pytanie - czy chodzi o to, że musze wiedzieć jak wyglądałby efekt z góry? Bo to brzmi trochę jakbym miała z góry planować coś, co chcę żeby się wydarzyło naturalnie.
Ale czy to nie jest tak, że niektóre runy działają w sposób, którego nie przewidzisz i właśnie o to chodzi? Jak pracuję z Ingwaz to nie zawsze wiem co "zadziałanie" miałoby wyglądać, a jakoś czuję że to ma sens.
To jest ważna uwaga. Medytacja z runą i cznienie to nie to samo, choć granica bywa płynna. Cznienie ma intencję zmiany czegoś na zewnątrz ciebie albo w sobie w bardzo konkretnym kierunku. Medytacja to raczej słuchanie. I do medytacji nie potrzebujesz nikoś z zewnątrz prawie nigdy.
To mnie zaskoczyło. Bo ja też myślałam, że to co robię z Hagalaz to jest cznienie. A może to jest właśnie medytacja i stąd ta moja nieklarowność intencji, bo nawet nieświadomie nie mam zamiaru nic zmieniać, tylko... rozumieć?
Ale czy to znaczy, że jeśli nie jesteśmy pewni czy mamy intencję zmiany czy obserwacji, to też powinniśmy najpierw kogoś zapytać? Bo ja chyba nigdy nie jestem w pełni pewna co robię.
Próbowałam to zrobić ostatnio z Sowulo i kompletnie nie byłam w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale jakoś czułam, że to co robię jest ok. I teraz nie wiem czy ufać temu uczuciu, czy to właśnie jest ten moment, kiedy powinnam była kogoś zapytać.
Przepraszam że wchodzę, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czyli mówimy teraz o osobie trzeciej nie jako o kimś kto czni razem z nami, ale jako o kimś kto patrzy na to co robimy? To są dwie różne funkcje?
O właśnie, to mi dużo daje. Bo jak teraz myślę o tym dlaczego w ogóle zadałam to pytanie na początku, to chyba szukałam bardziej właśnie świadka niż kogoś kto czniłby razem ze mną. Chciałam żeby ktoś powiedział "tak, to co robisz ma sens".
Ale czy to nie jest trochę pułapka? Bo jeśli szukamy kogoś kto nam powie że robimy dobrze, to możemy łatwo trafić na kogoś kto po prostu nam przytaknie. I to chyba gorsze niż bycie solo.
A jak w ogóle znaleźć kogoś takiego? Bo z tego co czytam, to teoretycznie taka osoba powinna mieć doświadczenie, umieć słuchać i nie bać się powiedzieć trudnej rzeczy. To brzmi jak jednorożec.
Ale to trochę stwarza błędne koło. Żeby móc skorzystać z czyjejś pomocy, musisz już być na pewnym poziomie. A jak jesteś na tym poziomie, to może już i sama dasz radę?
No i to mnie trochę uspokaja, bo chyba właśnie to jest mój przypadek. Nie wiem dość o Hagalaz żeby czuć się pewnie solo, ale chyba jestem gotowa na rozmowę która mi powie coś nieprzyjemnego. Przynajmniej mam taką nadzieję.
To jest uczciwe pytanie i nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Chyba muszę to przemyśleć zanim w ogóle pójdę dalej z tym tematem.
Słuchajcie, ja trochę wracam do tego co mówiłam wcześniej o tym ciepłym uczuciu przy Sowulo. Teraz gdy czytam ten fragment o Hagalaz i o zmianach których się nie prosiło - zaczynam się zastanawiać czy właśnie to jest powód, dla którego nieświadomie wybrałam coś bezpieczniejszego. Może to nie był błąd?
