Mam ostatnio dylemat i chętnie usłyszę co wy o tym myślicie. Pracuję w biurze w dość dużej firmie, relacje z niektórymi współpracownikami są... powiedzmy, skomplikowane. Zaczęłam się zastanawiać nad noszeniem run do pracy albo postawieniem gdzieś kamienia z runą na biurku. Tylko nie wiem czy to ma sens w takim środowisku, czy raczej lepiej zostawić runy w domu gdzie jest spokój i nie ma tylu obcych energii. Ktoś z was miał podobny dylemat?
Ja nosiłam przez jakiś czas Algiz na zawieszce do pracy i szczerze powiem, że czułam różnicę. Nie wiem czy to psychologiczne czy coś więcej, ale jakoś spokojniej mi było w tych trudnych momentach. Chociaż mam koleżankę, która twierdzi, że praca to złe miejsce na runy, bo tam jest za dużo chaosu i mogą się "zagłuszyć".
To ciekawe co piszesz o "zagłuszeniu". Skąd ta koleżanka wzięła taki pomysł? Bo z tego co ja rozumiem energię run, to właśnie w chaotycznych miejscach mogą działać stabilizująco, a nie odwrotnie. Chyba że chodzi o ochronę samej runy przed obcymi energiami, ale to już inna rozmowa.
A jakiego rodzaju runy bierzesz pod uwagę? Bo to trochę zmienia postać rzeczy. Inna sprawa to np. Tiwaz jeśli chcesz zachować sprawiedliwość w jakimś konflikcie, a inna Berkanan jeśli potrzebujesz spokoju. Pytam bo "runy do pracy" to dość szerokie pojęcie.
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale jak w ogóle wygląda takie noszenie run? Macie medaliony, kamienie w kieszeni, tatuaże? Bo wyobrażam sobie że w biurze z kamieniem runowym to można dostać dziwne spojrzenia od kolegów 🙂
A ja słyszałem że w ogóle nie powinno się run nosić blisko ciała bo mogą "wchłaniać" negatywne energie z otoczenia i potem to z powrotem wydzielają. Ale szczerze nie wiem skąd to słyszałem, może jakiś artykuł w necie. Czy to w ogóle ma sens?
Miałem sytuację z Hagalaz, którą wziąłem przez przypadek na jakieś negocjacje. Wiem, głupie, ale nie sprawdziłem dokładnie które kamienie spakowane w woreczku. Tamte negocjacje się posypały w naprawdę spektakularny sposób. Oczywiście nie przypisuję temu bezpośrednio, ale od tamtego czasu sprawdzam co noszę zanim wyjdę.
Czekaj, czyli wy aktywujecie runy pod konkretne cele? Myślałam że runy po prostu "są" i mają swoje znaczenie bez względu na intencję noszącego. Najwyraźniej za mało o tym czytałam...
A co z miejscem, gdzie się kładzie runę w biurze? Słyszałem że kierunki świata mają znaczenie. Że np. coś na północ od wejścia do sali albo w rogu przy swoim stanowisku. Czy to w przypadku run też ma jakieś znaczenie czy to bardziej feng shui?
Ja bym się bała mieć cokolwiek takiego na biurku. U mnie w firmie to raczej konserwatywne środowisko i nie chcę być tą "dziwną". Ale wasze doświadczenia trochę mnie przekonują że może po prostu coś dyskretnego, co będzie tylko dla mnie. Tylko skąd zacząć wybór, która runa dla kogoś kto ma ciężkie relacje w pracy, ale nie jest ekspertem?
Dobre pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Dla mnie osobiście kamienie mają inną jakość niż kupiony medalionek, bo masz z nimi kontakt fizyczny podczas układania, ciągnięcia itd. Ale jeśli mówisz o pierwszym kontakcie z runami w środowisku zawodowym, to zaczęłabym od jednej runy, nie zestawu. Wybierz konkretnie pod swój cel.
Sowilo. I co śmieszne, ten okres w pracy faktycznie był dla mnie dość przełomowy, dostałam awans. Więc może ta losowość nie była taka zła 🙂
A może runy działają właśnie przez to placebo? Czyli nosisz Sowilo, podświadomie zaczynasz zachowywać się bardziej pewnie i ambitnie, i awans jest tego skutkiem? I to nie jest żadna magia tylko psychologia? Pytam bo nie wiem, nie ironicznie.
chyba spokój i skupienie przede wszystkim. Mam dużo rozpraszaczy i atmosfera bywa napięta. Nie potrzebuję awansu, potrzebuję żeby te osiem godzin w miarę mnie nie wyczerpywało.
...więc przy runach dotyczących emocji wolę bliżej serca, przy tych związanych z myśleniem i koncentracją bardziej kieszeń przy udzie albo kieszeń marynarki. Ale to nie jest żaden dogmat, to wynika z mojego własnego odczuwania. Habba, wróćmy do ciebie, bo zgubiliśmy wątek. Ehwaz albo Wunjo. Ehwaz daje płynność w relacjach i pewien rodzaj współpracy z otoczeniem, Wunjo to spokój i harmonia bez zamrożenia. Która brzmi bliżej tego czego szukasz?
Wskoczę tu bo mnie ta dyskusja o kontakcie z ciałem kontra przestrzeń wciągnęła. Są dwie różne logiki pracy z runą, jedna zakłada że runa wzmacnia energię noszącego, więc kontakt fizyczny ma znaczenie. Druga że runa zmienia pole przestrzeni w której przebywasz. Obie mają swoje uzasadnienie w różnych tradycjach, tylko nie mieszajcie ich, bo zacznie się jazda.
Okej, po tej całej rozmowie chyba wiem co zrobię. Wunjo, szuflada na początek bo będę czuła że mam kontrolę i nikt tego nie zobaczy, i może z czasem przejdę na noszenie jak się z tym oswoję. Dzięki wszystkim, naprawdę. Chociaż mam jeszcze jedno głupie pytanie, czy muszę jakoś aktywować tę runę na początku czy po prostu ją kupuję i tyle?
Okej, głupie pytanie: czy oczyszczanie runy przed pierwszym użyciem w nowym miejscu jest konieczne? Bo Wunjo którą mam jest nowa, kupiona, nikt jej nie używał. Czy to w ogóle robi różnicę?
online, więc była gdzieś w magazynie, potem kurierem. Nie wiem, może trochę paranoicznie to brzmi, ale teraz jak to powiedziałaś...
Z historycznego punktu widzenia runy były wytwarzane przez tę samą osobę, która miała ich używać, albo przez kogoś bliskiego z konkretną intencją. Kupowanie gotowych run to w ogóle inny kontekst i dlatego to wprowadzenie własnej intencji, cokolwiek kto przez to rozumie, ma sens. Oczyszczanie to właśnie jeden ze sposobów na przejęcie tego obiektu jako swojego.
Ale to brzmi jak argument za noszeniem na ciele, nie za szufladą. Bo jak nosisz, przynajmniej masz jakiś kontakt. W szufladzie możesz po prostu zapomnieć i nie wiesz czy "działa" czy po prostu leży.
W bucie? Serio? To nie przeszkadza? Pytam bo sama chodziłam z runą w portfelu i po jakimś czasie przeniosłam do pióra w kieszeni marynarki i poczułam wyraźną różnicę w tym że po prostu częściej na nią trafiałam. Ale but to już inna historia.
Czyli jednak psychologia, tak? To co opisujesz to po prostu efekt bodźca, dotykasz czegoś, zatrzymujesz się na chwilę, resetujesz myśli. Tego samego można by osiągnąć gumką recepturką na nadgarstku.
To ważne pytanie i cieszę się że je zadajesz. Dla mnie zawsze miało znaczenie to pierwsze ułożenie, tzn. czy kładę runę z myślą o tym czego dotyczy. Nie mówię że to konieczne, ale jak zaczynałam pracę z runami w miejscu pracy, to ten moment wkładania do szuflady był dla mnie rodzajem ustalenia intencji. Nie ceremonia, po prostu świadoma chwila.
A czy jest różnica między tym, że kładziesz z intencją raz, a potem zostawiasz, a tym że odnawiasz tę intencję za każdym razem gdy zamykasz szufladę? Bo wydaje mi się że jedno ustawienie i zapomnienie to inny model niż regularne przypominanie sobie.
