Dokładnie to jest pułapka. Pełnia kusi, bo czujesz że coś działa. A naprawdę uczysz się wtedy kiedy wahadło jest spokojniejsze i możesz zobaczyć subtelniejsze różnice.
A czy ta zasada dotyczy też prętów? Pytam bo moje ćwiczenia z prętami L idą jakoś powoli i zastanawiam się czy nie ćwiczę przypadkiem w złych momentach cyklu.
Wracając do mojego pytania — czyli te chaotyczne sesje przy pełni które opisywałam mogą być po prostu kwestią fazy, nie mojego błędu? Trochę ulga, bo myślałam że robię coś źle z intencją albo z przygotowaniem.
Zasadniczo tak. Silna, spokojna intencja działa jak filtr — redukuje szum tła. Ale nie oczekuj że to neutralizuje fazę całkowicie. Przy pełni będziesz pracować na wyższych obrotach nawet z idealnym skupieniem. To nie jest zarzut, to po prostu inny tryb pracy.
A co z oczyszczaniem wahadła przy pełni — wcześniej mówiliście że wtedy wchłania szybciej. Ale jeśli przy pełni mamy ten wyższy poziom energetyczny w otoczeniu, to czy czyste wahadło też szybciej się nasala? Czy to działa tylko w jedną stronę?
Czyli kryterium jest raczej temat i miejsce niż sama faza? To inaczej niż myślałam, bo miałam wrażenie że cały czas mówimy że faza jest decydująca.
To w końcu kiedy najlepiej zacząć ćwiczyć z wahadłem jeśli chcę szybko zobaczyć efekty? Nów, pełnia, a może to bez znaczenia i po prostu zaczynam kiedy mam czas?
To samo chciałem zapytać, bo ten wątek zaczął mi trochę gmatwać co kiedy robić. Mam działkę do zbadania i nie wiem już czy czekać na konkretną fazę czy po prostu wziąć pręty i iść.
Jaryla07, działka to konkretny cel praktyczny — nie czekaj na fazę. Przy badaniu terenu liczy się twoja gotowość i spokój, a nie księżyc. Faza ma znaczenie przy subtelnej pracy z wahadłem, ale pręty na działce to coś grubszego. Idź po prostu kiedy masz czas i dobre samopoczucie.
Ale skoro wracamy do działek — to jest w ogóle coś do zrobienia samodzielnie? Rozumiem że do wahadła można usiąść i ćwiczyć powoli, ale działka to jednak poważna sprawa. Nie lepiej kogoś doświadczonego zaprosić?
Wróćmy na chwilę do oczyszczania, bo to zostało trochę urwane. Felicjan99 pisał że przy pełni wahadło wchłania wszystko — i czyste i obciążone. Ale jak długo taki efekt utrzymuje się po sesji? Czy wahadło które leżało noc po pełni jest już znowu neutralne samo z siebie?
A co z wahadłem z drewna? Moje jest drewniane i zastanawiam się czy drewno inaczej trzyma energie niż kryształ. Słyszałam że jest bardziej neutralne, ale może to znaczy że oczyszcza się samo?
To ciekawe, bo gdzieś czytałam że kryształ jest lepszy bo mocniej łączy z energią. A tu wychodzi że dla kogoś kto zaczyna drewno jest bezpieczniejsze? Czyli popularny wybór kryształu to nie zawsze mądry wybór na start?
To wróćmy do sedna — jak często czyścić? Bo z tego co piszecie wynika że to zależy od materiału, fazy, tematu sesji i miejsca. Czy jest w ogóle jakaś prosta zasada dla kogoś kto dopiero zaczyna i nie ogarnia jeszcze wszystkich zmiennych?
Prosta zasada jest jedna: czyść po każdej sesji dopóki nie wiesz kiedy możesz tego nie robić. Kiedy nauczysz się czuć wahadło i rozróżniać jego stany, sam zaczniesz wyczuwać kiedy jest obciążone. Do tego czasu sól i słońce po każdym użyciu — i spokój głowy.
A jeśli mieszkam w miejscu gdzie nie mam dostępu do słońca przez długi czas? Teraz przez kilka tygodni było pochmurno i nie wystawiałam wahadła. Czy można czyścić inaczej — dymem albo dźwiękiem?
Dobra, a co z ładowaniem wahadła — nie tylko oczyszczanie, ale właśnie ładowanie. Słyszałam że przy pełni można ładować kryształy. Wahadło też? I czy to nie jest sprzeczne z tym co mówiliście że przy pełni wchłania za dużo?
Ja też miałam to pytanie. Bo jeśli pełnia wzmacnia wszystko, to może właśnie wtedy ładowanie jest najskuteczniejsze — pod warunkiem że wahadło jest wcześniej dobrze oczyszczone? Czyli kolejność ma znaczenie: najpierw czyste, potem ładowanie przy pełni?
Przyznam szczerze że trochę mi to wszystko wygląda jak skomplikowany rytuał przy którym łatwo coś pominąć. Czy naprawdę każdy z tych kroków ma znaczenie, czy to bardziej wskazówki których nie trzeba trzymać się co do minuty?
A czy to znaczy że zanim w ogóle zaczniesz sesję, powinieneś najpierw przetestować wahadło wahadłem? Bo to brzmi trochę jak błędne koło. Czym testujesz czystość narzędzia którym za chwilę masz mierzyć?
Ale u mnie to drewniane wahadło zawsze jest jakby lekkie, niezależnie od sesji. Zastanawiam się czy to znaczy że naprawdę jest cały czas czyste, czy że po prostu nie czuję różnicy. Jak odróżnić jedno od drugiego?
To ciekawy pomysł z tym testem, ale wrócę do pytania o księżyc, bo chyba trochę odpłynęłyśmy. Czy to znaczy że po sesji w czasie pełni wahadło drewniane wyczyści się szybciej niż kryształowe, bo szybciej oddaje energie? Czy faza księżyca też wpływa na tempo oczyszczania?
Czekaj, to teraz mam konkretny schemat w głowie: nów — oczyszczanie, pełnia — ładowanie. Ale co z tym co piszą niektórzy że wahadło po prostu leży na soli codziennie? Czy to podejście jest sprzeczne z tym rytmem księżycowym, czy po prostu mniej optymalne?
Codzienna sól to dobra praktyka higieniczna, nie rytm księżycowy. Te dwa podejścia się nie wykluczają — jedno to bieżące utrzymanie, drugie to głębsze cykle. Tak jak myjesz zęby codziennie, ale raz na jakiś czas idziesz do dentysty. Codzienne oczyszczanie zdejmuje bieżący nagar, rytm księżycowy pracuje głębiej.
Ja właśnie o to samo chciałam zapytać. Czy ładowanie przy pełni wymaga obecności, czy wystarczy zostawić wahadło na zewnątrz i tyle? Bo nie zawsze jest pełnia o wygodnej porze, czasem w środku nocy.
A ja mam pytanie z innej strony — u mnie okno jest od północy i praktycznie nigdy nie ma bezpośredniego światła księżyca. Czy to ma znaczenie czy wystarczy że jest noc pełni? Światło fizyczne jest potrzebne czy tylko sam czas?
Dobra, ale mam wrażenie że jak tak słucham tej rozmowy, to co post wychodzi że coś robi się 'słabiej' a nie że nie działa. Czy jest w ogóle coś co całkowicie uniemożliwia pracę z wahadłem? Jakaś faza, miejsce, stan, gdzie lepiej po prostu odłożyć i nie zaczynać?
