Mam taki problem z jednym pokojem — ciągłe zawilgocenie przy ścianie, a wahadło szaleje nad tym miejscem zupełnie inaczej niż w reszcie mieszkania. Zaczęłam się zastanawiać, czy to może być żyła wodna pod spodem, czy po prostu wilgoć tak zaburza odczyt. Słyszałam też o różdżkach widełkowych do szukania wody, ale nie mam pojęcia jak się je używa ani z czego powinny być. Czy ktoś potrafi powiedzieć, jak w ogóle odróżnić jedno od drugiego przy pomiarach?
To bardzo konkretne pytanie i dobrze, że je zadajesz, bo rzeczywiście te dwa źródła zakłóceń porafią wyglądać podobnie przy pierwszym kontakcie z różdżką albo wahadłem. Żyła wodna daje sygnał liniowy — ciągły, da się ją poprowadzić przez kilka pomieszczeń, a często nawet przez kilka pięter budynku. Wilgoć budowlana działa bardziej obszarowo, rozmyto, bez wyraźnej linii. Czy próbowałaś już chodzić z wahadłem po sąsiednich pomieszczeniach i sprawdzać, czy sygnał się powtarza?
Różdżka widełkowa to zupełnie inna praca niż wahadło, nie są zamienne w tym konkretnym zastosowaniu. Wahadło świetnie sprawdza się przy potwierdzaniu i precyzyjnym badaniu punktów, natomiast różdżka widełkowa — trzymana obiema rękami za ramiona litery Y — pozwala fizycznie chodzić i reaguje na przekroczenie żyły gwałtownym ruchem w dół lub w górę zależnie od techniki. Do mapowania przebiegu żyły zdecydowanie różdżka widełkowa jest wygodniejsza. Co do materiału: tradycyjnie robi się je z leszczyny lub wierzby, ale spotykam też metalowe z drutu miedzianego i one moim zdaniem dają bardziej stabilny sygnał. Leszczynowe mają swój urok, ale dość szybko schnąc tracą elastyczność.
Wtrącę się tutaj, bo to ważny szczegół — różdżka widełkowa trzymana poprawnie powinna być utrzymywana w lekkim napięciu wstępnym, tzn. ramiona Y delikatnie wyginasz na zewnątrz przy chwytaniu, co powoduje, że grot jest w pozycji poziomej lub lekko uniesionej. To napięcie sprawia, że każda minimalna zmiana nacisku mięśni dłoni przekłada się na wyraźny ruch grota. Jeśli trzymasz bez napięcia, różdżka faktycznie będzie po prostu opadać od ciężaru i żadnego sygnału nie odczytasz.
Wracając do pierwotnego pytania o odróżnienie żyły od wilgoci — próbowałam kiedyś zrobić to skalą Bovisa i okazało się, że miejsca z żyłą wodną ciągniętą przez dom miały wartości wyraźnie niższe niż reszta pomieszczeń, nawet poniżej 6500 jednostek. Miejsca z samą wilgocią budowlaną dawały co prawda obniżony wynik, ale inaczej rozłożony — bardziej wyrównany na całej powierzchni zawilgoconej ściany, nie punktowy. Czy ktoś miał podobne obserwacje przy pomiarach Bovisa?
Przy okazji tej dyskusji o odczytach — ważne jest żeby przed każdym badaniem pomieszczeń z podejrzeniem żyły sprawdzić, czy wahadło jest w ogóle odpowiednio skalibrowane do miejsca, w którym pracujesz. Sama miałam sytuację, gdzie w jednym budynku moje wahadło egipskie praktycznie nie reagowało, dopóki nie zrobiłam krótkiej pracy z oddechem i nie 'przypomniałam' mu odpowiedzi tak/nie w tym konkretnym miejscu. Wilgotne, chłodne pomieszczenia potrafią wprowadzać zakłócenia już na etapie kalibracji.
O, tego w ogóle nie wiedziałam że trzeba kalibrować w każdym miejscu na nowo! Myślałam, że raz ustalone 'tak' i 'nie' obowiązuje zawsze. Jak to dokładnie działa z tą kalibracją w nowym miejscu? Przepraszam jeśli to podstawowe pytanie, ale dla mnie to naprawdę nowe.
Nie ma za co przepraszać, to częste nieporozumienie. Kalibracja ustalona w spokoju domowym to punkt wyjścia, ale wchodząc w przestrzeń obciążoną energetycznie, szczególnie taką z żyłą lub strefą geopatyczną, możesz dostać zaburzony odczyt na poziomie bazowym. Dlatego polecam wejść do badanego pomieszczenia, zatrzymać się na chwilę, wyrównać oddech, potem zadać wahadłu pytanie testowe, na które znasz odpowiedź — coś banalnego, jak swoje imię — i sprawdzić, czy reaguje tak jak ustalono. Jeśli nie, trzeba chwilę zaczekać albo wyjść, oczyścić się energetycznie i wejść ponownie.
A jak to jest z tymi różdżkami widełkowymi — czy je też trzeba jakoś kalibrować, czy one po prostu reagują fizycznie i nie ma tu mowy o kalibracji? Pytam bo chciałabym spróbować czegoś prostszego niż wahadło, bo z wahadłem mi kompletnie nie wychodzi.
Moim zdaniem do badania żył wodnych w budynku najlepsza jest miedziana różdżka L, nie widełkowa. Widełkowa jest bardziej do terenu otwartego, szukania studni w ziemi i takich rzeczy. W pomieszczeniu L-ki dają zdecydowanie precyzyjniejszy odczyt, bo można je prowadzić niezależnie każdą ręką i obserwować, jak reagują osobno. Przy żyle wodnej rozchodzą się na zewnątrz albo krzyżują — zależy od szkoły — ale sygnał jest jednoznaczny.
Wchodzę w ten wątek o L-kach, bo sama ich używam od jakiegoś czasu w mieszkaniu i mam jedno konkretne doświadczenie związane z tematem. Miałam podobną sytuację jak osoba, która zaczęła temat — wilgoć przy ścianie i dziwne odczyty. Okazało się po badaniu L-kami, że sygnał biegł wyraźnie ukosem przez pokój, co nie pasowało do rozkładu wilgoci na ścianie. Poprosiłam znajomego, który ma więcej doświadczenia, żeby sprawdził za mną — potwierdził ten sam przebieg. Więc chyba naprawdę była to żyła, nie sama wilgoć.
Dokończę swoją myśl, bo urwało się w poprzednim poście — okazało się po badaniu L-kami, że żyła biegnie dokładnie wzdłuż tej zawilgoconej ściany, ale wilgoć była tylko po jednej stronie. Żyła szła przez całą długość, a mokra plama — tylko w jednym miejscu. To mi dało do myślenia, bo w tym miejscu był też węzeł Hartmanna. Czy ktoś miał podobne nakładanie się żyły i węzła?
Ten opis z krzyżem to ma sens. Przy siatce Hartmanna linie biegną w układzie N-S i E-W i węzeł jest punktowy. Przy dwóch żyłach wodnych przecinających się kąt przecięcia może być dowolny i sygnał faktycznie się rozkłada inaczej. Ale żeby to dobrze odczytać, trzeba wcześniej zaznaczyć przebieg każdej żyły osobno i dopiero potem sprawdzić punkt przecięcia. Gruszanka54, masz w tym obciążonym miejscu możliwość zaznaczenia przebiegu na podłodze taśmą?
O rany, Jarylo, jak tak piszesz to brzmi prawie jak wyznaczanie tras na mapie! Taśmą chyba mogę, chociaż mąż się będzie dziwił 🙂 Ale mam pytanie — najpierw muszę chyba ustalić, czy w ogóle mam żyłę, czy to tylko wilgoć. Od czego w ogóle zacząć w tej kolejności? Bo tu rozmawiacie o węzłach i przecięciach, a ja jeszcze nie wiem, co tam właściwie mam.
Dobra kolejność jest taka — najpierw wahadło do wstępnego skanowania całego pomieszczenia, bez pytania o szczegóły, tylko żeby poczuć, gdzie energia jest wyraźnie inna. Dopiero kiedy masz punkty podejrzane, wchodzisz z L-kami albo różdżką widełkową i próbujesz prześledzić przebieg. Skala Bovisa na koniec, żeby zmierzyć wartości w punktach. To nie jest tak, że jednym sposóbm zrobisz wszystko od razu.
Wtrącę się — drut z piwnicy może mieć jakieś energetyczne 'naleciałości' jak długo leżał w wilgotnym miejscu. Onyksowa06, czy L-ki przed pierwszym użyciem też się czyści tak jak wahadło, czy to tylko kwestia metali naturalnych?
Czytam ten wątek o L-kach i nasunęło mi się pytanie do Geranium — pisałaś wcześniej, że L-ki są lepsze do pomieszczeń od widełkowej. Ale jak dokładnie śledzisz żyłę wodną L-kami? Tzn. czy chodzisz i obserwujesz w którą stronę się obracają, czy to bardziej krzyżowanie się?
To jest właśnie to, o czym mówiłem przy kalibracji. Każdy radiesteta ustala swój kod reakcji indywidualnie, nie ma jednej obowiązującej wersji co oznacza otwarcie, a co zamknięcie. Ważne jest, żeby być konsekwentnym — jeśli dziś u ciebie zamknięcie to żyła, to jutro też musi być zamknięcie. Problem pojawia się, jak ktoś zaczyna wątpić i przekalibruje się nieświadomie w połowie badania.
Czyli rozumiem, że jak zacznę pracować z L-kami, to powinam najpierw sama ustalić, co u mnie oznacza otwarcie, a co zamknięcie? Ale jak to ustalić, skoro nie wiem, gdzie jest żyła? Jak się w ogóle kalibruje coś, co mam dopiero znaleźć? To trochę jak szukać czegoś, nie wiedząc jak wygląda.
To dobre pytanie i wcale nie jest takie proste do wytłumaczenia. Zazwyczaj robi się to na znanych żyłach — np. nad rurą wodociągową pod podłogą w kuchni, gdzie wiesz, że woda tam przepływa. Przechodzisz przez to miejsce i sprawdzasz, jaka jest twoja reakcja. To jest twój punkt odniesienia. Czy wiesz, gdzie w swoim mieszkaniu biegną rury wodne?
Przepraszam, że wchodzę, ale czytałam ten cały wątek i mam pytanie trochę z boku — czy kamienie, na przykład czarny turmalin albo obsydian, mogą zakłócać odczyt podczas badania L-kami? Pytam bo czasem chodzę z biżuterią i nie wiem, czy to przeszkadza.
Wtrącę się przy okazji pytania Ksiezycnej — czy to samo dotyczy wahadła? Bo słyszałam, że niektóre wahadła są zrobione z kamieni, np. ametystu albo kryształu górskiego, i zastanawiam się, czy materiał wahadła może wpływać na to, co wykrywa, szczególnie przy badaniu żył wodnych w zawilgoconym pomieszczeniu.
Czytam to o wahadłach i kryształach i trochę gubię wątek, bo wróciłam do początku — czy my w ogóle mówimy jeszcze o rozróżnieniu żyły od wilgoci? Bo miałam wrażenie, że to jest główne pytanie w tym wątku i jakoś nam odpłynęło. Irga pisała o kolejności działań, Jarylo o siatce Hartmanna, teraz wahadła z kryształów — czy to się wszystko jakoś łączy z moim pierwotnym pytaniem?
Masz rację, Gruszanka, wróćmy do sedna. Cały ten wątek o materiałach i kalibracji jest ważny, bo bez dobrze skalibrowanego narzędzia i tak nie odróżnisz żyły od wilgoci. Ale samo odróżnienie ma konkretną metodę — i o tym chyba nie powiedzieliśmy wszystkiego wprost. Czy ktoś próbował kiedyś zapytać wahadła wprost, z intencją na wilgoć, a potem osobno z intencją na wodę podziemną i porównać reakcje?
Właśnie o to mi chodziło od początku tego wątku — że przy zawilgoceniu odczyt może być podobny do odczytu przy żyle, jeśli ktoś nie ma wypracowanego własnego kodu. I że można się mylić. Czy jest jakiś sposób, żeby to zweryfikować bez czekania tygodniami na obserwacje? Np. przez L-ki, bo tam ruch jest może bardziej czytelny?
To znaczy, że jako kompletny początkujący nie mam szans odróżnić jednego od drugiego? Trochę mnie to martwi, bo przecież po to tu pytam, żeby wiedzieć, jak zacząć. Czy jest jakaś metoda, która jest bardziej przystępna dla kogoś bez doświadczenia?
O, to jest praktyczna wskazówka! Sama mam właśnie taki problem, bo moje mieszkanie jest w bloku z lat 70. i nie wiem nic o instalacji. Ale słyszenie przepływu to świetny pomysł — włączę wodę i pójdę z wahadłem wzdłuż ściany kuchni. Tylko mam pytanie do Irgi albo Jarylo — czy przepływ wody z kranu w rurach daje wyraźniejszy sygnał niż stojąca woda, czy to nie ma znaczenia?
