Wracając do świadka — czy ktoś tu kiedyś porównał wyniki tego samego badania teleradiestezyjnego raz ze świadkiem biologicznym a raz bez? Chodzi mi o to żeby zobaczyć praktycznie jak bardzo różnią się mapy.
Wracając do świadka — czy ktoś tu kiedyś porównał wyniki tego samego badania teleradiestezyjnego raz ze świadkiem biologicznym a raz bez? Chodzi mi o to żeby zobaczyć praktycznie jak bardzo różnią się mapy.
A jak technicznie wyglądało to porównanie? Robiłaś najpierw mapę bez świadka, zaznaczałaś węzły, a potem dokładałaś świadek i sprawdzałaś te same punkty? Czy jakoś inaczej to organizowałaś, żeby nie sugerować sobie wyniku?
To ciekawe co Gwiazdarka pisze o kolejności. Ja robiłam podobnie ale nauczyłam się że przerwa między oboma etapami powinna być dłuższa niż się wydaje. Jeśli przechodzisz od mapy obiektywnej do pracy ze świadkiem zbyt płynnie, trudno jest psychicznie wyzerować się z pierwszego odczytu. Dlatego część radiestetów woli żeby ktoś inny robił mapę obiektywną, a oni sami pracują wyłącznie ze świadkiem — bez wiedzy o tym co wyszło wcześniej.
Znam takie podejście i ma sens jako wstępna selekcja, ale jest w nim jedno ryzyko. Jeśli świadek jest słabej jakości — na przykład zdjęcie zamiast próbki biologicznej — to brak reakcji wahadła może oznaczać albo brak geopatii, albo po prostu że świadek nie nawiązał połączenia. I nie wiesz które. Dlatego przy takim skanie wstępnym lepiej mieć pewność że świadek jest dobry, zanim uznasz wynik negatywny za miarodajny.
A jak w ogole rozpoznac ze swiadek nawiazal polaczenie? Wahadlo jaos inaczej sie zachowuje jak sie dobrze prywiazuje do osoby czy to jest cos czego sie nie wida?
Czytam to wszystko i mam wrażenie że jeśli zdecyduję się na badanie teleradiestezyjne, to zanim dostanę jakiś wynik muszę podjąć dziesięć decyzji: jaki świadek, czy biologiczny czy nie, czy jedna sesja czy dwie, czy radiesteta ze świadkiem czy bez. Czy jest jakiś standard który polecacie jako punkt startowy dla kogoś kto po prostu chce sprawdzić sypialnię?
Spróbuję zebrać to w jedno. Dla kogoś w sytuacji Tosieczkaa proponowałabym: najpierw zlecić badanie teleradiestezyjne ze świadkiem biologicznym — najlepiej włos ze szczotki bo jest łatwy do zdobycia — i poprosić o mapę sypialni z zaznaczeniem węzłów geopatycznych oraz ich siły. Nie filozofować na tym etapie o metodologii, tylko zobaczyć czy jest wyraźna reakcja w miejscu gdzie się śpi. Jeśli tak, dopiero wtedy myśleć o neutralizacji. Czy coś pomijam?
A skala Bovisa — to jest coś co każdy radiesteta potrafi zmierzyć, czy to jest osobna specjalizacja? Pytam bo nie chciałbym trafić na kogoś kto robi tylko mapy linii i nie ogarnie tej części.
Dobra, ale wrócę do mojego praktycznego pytania bo nadal nie dostałem odpowiedzi — Tosieczkaa ma już wynik badania, wie że ma węzeł pod łóżkiem. I co? Przestawia łóżko? Kupuje jakiś odpromiennik? Ile to kosztuje i jak szybko działa?
Mam pytanie do Gwiazdarka — mówiłaś wcześniej że podatność może się zmieniać. Czy to znaczy że odpromiennik który działa teraz, za rok może już nie wystarczać? Albo odwrotnie — że ktoś kto dzisiaj potrzebuje neutralizacji, za jakiś czas może być na to odporny bez żadnej interwencji?
No dobra, Gwiazdarka mówiła że warto powtarzać pomiar — ale jak często? Co roku? Co pół roku? Bo jeśli za każdym razem trzeba płacić za badanie teleradiestezyjne, to się robi kosztowny abonament.
To nie jest tak że można podać jeden termin dla wszystkich. Ogólnie zalecam powtórkę po każdej większej zmianie — przeprowadzka, remont, poważna choroba w rodzinie, intensywny stres. Same linie Hartmanna są dość stabilne, ale ich oddziaływanie na konkretną osobę może się zmieniać właśnie przez stan układu energetycznego człowieka. Jeśli nic się nie zmienia i czujesz się dobrze — jeden pomiar rocznie wystarczy jako kontrolny.
Ale to znowu brzmi jak 'zależy od sytuacji'. Mnie interesuje konkrety — jeśli ktoś nie ma żadnych objawów, śpi dobrze, nie choruje, to po co w ogóle robić kontrolny pomiar? Czy geopatia może szkodzić bez żadnych zauważalnych sygnałów?
To co Brygida pisze mnie niepokoi, bo ja właśnie tak mam — nie ma jednego konkretnego objawu, ale od jakiegoś czasu rano wstaję bardziej zmęczona niż kładę się spać. I myślałam że to stres albo inne sprawy. Czy to jest typowy obraz geopatii czy raczej szukam związku tam gdzie go nie ma?
To jest bardzo konkretna wskazówka — zmiana miejsca łóżka i pojawienie się objawów. Właśnie dlatego przy badaniu teleradiestezyjnym zawsze pytam klienta o historię ustawień w sypialni, nie tylko o aktualny układ. Węzeł mógł być tam od zawsze, a wcześniejsze miejsce łóżka po prostu go omijało.
A czy jest jakaś szybka metoda do samodzielnego wstępnego sprawdzenia strefy łóżka? Rozumiem że pełne badanie to osobna sprawa, ale może jest coś co laik może zrobić samodzielnie wahadłem zanim zdecyduje się zlecać komuś pomiar?
Mam wahadełko od jakiegos czasu ale nie wiem czy moge nim sprawdzic wlasne mieszkanie — czytalam ze wlasna emocja zaklocaja wynik jak sie pyta o siebie. Czy to samo dotyczy wlasnej sypialni?
Ale zaraz — jeśli laik z wahadłem może chodzić po pokoju i wykrywać linie, to po co w ogóle radiesteta? Rozumiem że precyzja jest inna, ale czy sama zasada jest dostępna dla każdego czy jednak trzeba mieć jakiś wrodzony talent?
Moim zdaniem różnica polega też na tym że doświadczony radiesteta zna kalibrację swojego wahadła — wie dokładnie co oznaczają poszczególne ruchy i jak interpretować wahania graniczne. Amator zazwyczaj rozróżnia tylko 'tak' i 'nie', a tam gdzie odpowiedź jest słaba albo niejednoznaczna, po prostu nie wie co z tym zrobić. Właśnie w tych szarych strefach geopatycznych to się najbardziej liczy.
Czyli jeśli dobrze rozumiem — sama mapa powiedziałaby gdzie są linie, ale świadek biologiczny powiązałby je z tym co dzieje się z moim organizmem? To jest właśnie ta różnica między świadkiem biologicznym a zdjęciem albo adresem?
Dokładnie tak to rozumiem. Adres i zdjęcie mieszkania lokalizują przestrzeń. Świadek biologiczny dodaje do tego informację o konkretnym człowieku — i pozwala postawić pytanie nie tylko 'czy tu jest strefa geopatyczna' ale 'czy ta konkretna osoba na to reaguje i jak mocno'. To jest właśnie odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku — świadek biologiczny jest niezbędny zawsze gdy interesuje cię nie tylko diagnoza miejsca, ale diagnoza oddziaływania na człowieka. I wracając do Tosieczkaa — w jej sytuacji to nie do końca są dwa osobne badania, to są dwa pytania które warto zadać w jednej sesji.
To jest właśnie ta różnica między świadkiem biologicznym a zdjęciem albo adresem? Bo teraz myślę, że gdyby radiesteta zbadał tylko mieszkanie bez mojego świadka, mógłby powiedzieć 'tak, jest strefa', ale nie wiedziałby czy akurat moje ciało na to reaguje czy nie. Dobrze rozumiem?
Ale czy to nie jest trochę zbyt optymistyczne? Znaczy, rozumiem logikę, ale w praktyce radiesteta pracujący nad mapą ma przecież wahadło i własną wrażliwość jako filtr. Nie jest tak, że świadek biologiczny 'mówi' sam za siebie — to radiesteta interpretuje ruch wahadła. Czy ta interpretacja jest rzeczywiście bardziej precyzyjna ze świadkiem biologicznym, czy to może też kwestia doświadczenia konkretnej osoby badającej?
Ale czekaj — czy to znaczy, że dwie osoby śpiące w tym samym łóżku mogą inaczej reagować na tę samą strefę? Jedna będzie miała objawy, a druga nie?
A jak w ogole wyglada przekazanie swiadka biologicznego do badania na odleglosc? Czytalam ze to moze byc wlos ale czy trzeba go jakoś specjalnie zabezpieczyc czy wyslac zwykla koperta? Przepraszam za glupie pytanie ale nie do konca rozumiem ta czesc techniczna.
Mam pytanie troszkę z boku — czy zdjęcie jako świadek niebiologiczny w ogóle działa w takim samym mechanizmie? Bo rozumiem że adres to informacja przestrzenna, ale zdjęcie to chyba coś innego — zatrzymany obraz konkretnej chwili, energii w danym momencie? Czy to nie jest przypadkiem świadek pośredni, gdzieś między adresem a biologicznym?
