Wracając do pytań o Hartmanna i Curry oddzielnie — czy jest jakaś ustalona kolejność, którą najpierw odpytujemy? Bo logicznie myśląc, jeśli sieci się nakładają, to odpytując Hartmanna mogę jednocześnie stać na linii Curry i nie wiem czy to coś psuje.
Ja nigdy nie robiłam tego metodycznie, zawsze pytałam ogólnie i teraz widzę że to był błąd. Ale mam inne pytanie do tej kwestii siatek nakładających się — skoro węzeł Curry to miejsce gdzie przecinają się dwie linie pod kątem, a węzeł Hartmanna to inne przecięcie, to co dzieje się w miejscu gdzie mam oba węzły jednocześnie? Czy wahadło w ogóle daje radę to rozróżnić?
A jak mapownaie krokami wygląda w praktyce? Chodzi o chodzenie z wahadłem i obserwowanie gdzie zaczyna reajgować? Bo słyszałem też o różdżkach L do tego i nie wiem który sposób jest dokładniejszy.
Oba mają swoje zastosowania. Różdżki L moim zdaniem dają szybszą odpowiedź kierunkową — krzyżują się lub rozkładają wyraźnie w momencie przekroczenia linii. Wahadło wymaga chwili skupienia. Do pierwszego rozpoznania terenu wiele osób używa właśnie prętów, a wahadło zostawia do potwierdzenia i dopytania o szczegóły. Ale tu wracamy do pytania Jadzi — czy ktoś faktycznie odróżniał prętem Hartmanna od Curry?
Próbowałam i powiem szczerze — nie byłam pewna czy odróżniam sieć od kierunku przebiegu. Pręty reagują na samą obecność linii, ale nie mówią ci której sieci. Do tego potrzebujesz pytania, czyli jednak wraca temat wahadła i precyzji pytania.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Pręty L informują że 'jest tu coś', ale bez pytania nie wiesz co. Wahadło z pytaniem precyzuje. Czy to znaczy że bez wahadła nie jesteś w stanie w ogóle rozróżnić tych dwóch siatek w terenie?
To trochę jak z węchem — doświadczony sommelier rozpoznaje wino bez etykiety, ale żeby nauczyć kogoś tego samego, potrzebujesz konkretnych kroków. Może to jest właśnie ten rodzaj wiedzy który przychodzi z czasem i nie da się go skrócić?
Rozumiem ideę, ale zastanawiam się czy ta 'fizyczna jakość' promieniowania którą opisuje Celestynka jest czymś co można w ogóle ćwiczyć świadomie, czy to raczej kwestia wrażliwości z którą się albo jest albo jej nie ma? Pytam bo próbowałam ćwiczyć wrażliwość przy pracy z czakrami i tam przynajmniej mam jakiś punkt odniesienia, a tutaj nie wiem od czego zacząć.
To trochę jak z runami — najpierw uczysz się pojedynczych znaków w izolacji, potem widzisz je w kontekście całego rzutu. Nie wiem czy to trafne porównanie dla radiestezji, ale zasada stopniowania od prostego do złożonego chyba jest podobna. Celestynko, czy tak wyglądało twoje uczenie się?
Mam pytanie które bezpośrednio wraca do tematu — jest jedna różnica między tymi sieciami której jeszcze nie omówiłyśmy, przynajmniej nie widziałam tego wyraźnie. Czy sieci są stałe w czasie czy mogą się sezonowo przemieszczać? Bo słyszałam że Hartmann może się nieznacznie przesuwać, ale nie wiem czy to samo dotyczy Curry.
Właśnie to mnie interesuje. Bo jeśli sieci są dynamiczne, to cała idea neutralizacji odpromiennikiem postawionym w konkretnym punkcie staje się pytaniem o to, czy odpromiennik 'podąża' za linią czy działa na stałe miejsce. I wracamy do pytania o mechanizm, od którego uciekamy od początku tego wątku.
Właśnie to pytanie o odpromiennik mnie od dawna uwiera. Jeśli linia Curry przesuwa się choćby o kilkanaście centymetrów sezonowo, to odpromiennik postawiony na styku dwóch sieci działa na co konkretnie? Na energię miejsca, na linię, na węzeł? Bo to są zupełnie inne rzeczy.
Tu jest sedno problemu z całą tą dyskusją — mieszamy dwa modele. Jeden zakłada że odpromiennik działa punktowo na linię, drugi że działa na przestrzeń wokół siebie. I żaden z nas nie sprawdził wahadłem który model jest bliższy temu co faktycznie zachodzi w konkretnym miejscu.
Czyli zanim w ogóle kupi się odpromiennik, powinno się najpierw zrozumieć co się chce neutralizować — samą linię czy skumulowany węzeł? Bo to chyba zmienia wybór samego przedmiotu, nie? Słyszałam że spirale miedzialne działają inaczej niż płytki żywiczne.
Wracając do mojego pytania o sezonowość — nikt nie odpowiedział mi wprost czy to potwierdzone praktyką, czy tylko teoria. Swiatowid pisał że autorzy się różnią, ale czy ktoś z was robił pomiary tego samego miejsca w różnych porach roku i widział różnicę?
Pół metra to dużo czy mało jeśli chodzi o te sieci? Bo nie znam dobrze odstępów między liniami — przy Hartmannie to chyba około dwóch metrów, a przy Curry trochę więcej? To pół metra mogłoby oznaczać że leżysz na linii zamiast obok.
Skoro juz mówimy o miejscu snu — jaka jest praktyczna różnica w odczuwaniu gdy śpisz na linii Hartmanna a gdy na linii Curry? Czytałam że to może wpływać na sen, ale czy te dwie sieci dają inne objawy? Bo jeśli tak, to można by próbować rozróżniać je po skutkach, bez pomiaru.
Właśnie to nakładanie się mnie niepokoi. W poprzednich postach padło że węzeł Curry jest miejscem gdzie obie linie Curry się przecinają, a węzeł Hartmanna to inne przecięcie. Ale czy może być tak że linia Hartmanna przecina linię Curry — nie w ich własnych węzłach, ale gdzieś pośrodku? Wtedy mielibyśmy cztery możliwe rodzaje punktów, nie dwa.
To zupełnie zmienia mapowanie. Jeśli szukasz tylko węzłów Hartmanna i węzłów Curry, możesz przeoczyć te punkty kombinowane. Jak się je w ogóle wykrywa? Czy wahadło reaguje inaczej w takim miejscu?
Według mojego doświadczenia wahadło w takim miejscu robi ruch niejednoznaczny — jakby chciało jednocześnie kręcić się i wahadłować. Moja nauczycielka opisywała to jako 'pomieszane sygnały' i właśnie wtedy zalecała zadanie precyzyjnego pytania zamiast czytania ruchu ogólnego. Ale to tylko jeden sposób pracy — Swiatowid, ty robiłeś kiedyś mapowanie takich punktów kombinowanych?
Robiłem raz dla znajomego przy okazji badania całej działki. Ale nie szukałem aktywnie punktów kombinowanych — wyszły same jako miejsca gdzie wahadło dawało odpowiedź 'obciążone' przy pytaniu ogólnym, a potem dopytywanie pokazywało obie sieci jednocześnie. Nie mam metody na ich celowe szukanie, to wyszło przypadkiem.
Może to jest właśnie argument za tym, żeby nigdy nie robić pomiaru tylko jednej sieci. Jeśli odpytasz wyłącznie Hartmanna i znajdziesz czysty obraz, to nie wiesz nic o Curry ani o punktach kombinowanych. Pełne badanie musiałoby obejmować wszystko naraz albo wielokrotne przejścia z różnymi pytaniami.
Ale jeśli robimy wielokrotne przejścia z różnymi pytaniami, to jak długo trwa rzetelne zbadanie jednego pokoju? Bo zaczynam mieć wrażenie że to jest projekt na cały dzień, a nie kwadrans z wahadłem.
Godzina na pokój, kilka pokojów w mieszkaniu, plus kuchnia i łazienka... to sie robi projekt na cały weekend. Teraz trochę inaczej patrzę na tę całą robotę. Ale wróćmy do sedna — czy ktoś ma jasną odpowiedź na to czym różni się jakość odczuwania linii Curry od Hartmanna? To pytanie Aurelindi chyba zostało bez odpowiedzi.
Dobra, wróćmy do mojego pytania bo czuję że umknęło w tym mapowaniu. Chodzi mi o to czy linia Curry daje inne fizyczne odczucia niż Hartmanna — nie mówię o objawach po miesiącach spania, ale o tym co czujesz gdy przez nią przechodzisz. U mnie zawsze jak trafiam na coś podczas badania to mam albo lekkie mrowienie albo jakiś ucisk, ale nie umiem tego przypisać do konkretnej sieci.
Słucham tej dyskusji o odczuciach i mam pytanie w drugą stronę — czy ktoś próbował walidować te własne odczucia ciałem przez wcześniejsze zlokalizowanie linii wahadłem, a dopiero potem przechodzenie przez nie z zamkniętymi oczami? Bo jeśli wiesz gdzie jest linia zanim przez nią przejdziesz, to trudno oddzielić rzeczywiste odczucie od oczekiwania. Mówię to bez kwestionowania samej praktyki, ale jako kwestię metodyczną — bo jeśli Curry i Hartmann mają dawać różne sygnały ciałem, to by warto to sprawdzić w warunkach gdzie nie wiesz co na co trafisz.
