Zaraz, czyli można zapytać wahadło o konkretny stan w czasie? Nigdy o tym nie słyszałam. Jak to praktycznie wygląda — mówisz głośno tę intencję, czy to jest tylko myśl?
Słuchajcie, ja się gubię. Skoro świadek może nieść różne warstwy, intencja jest kluczowa, a deszcz rozmywa sygnał w terenie — to co radiestezja mówi o pewności tych pomiarów? Czy jest coś, co daje pewność, czy to zawsze jest praca z przybliżeniami?
Nie wiem czy byłam tu kiedy rozmawialyscie o fotografii jako świadku, ale wróce do tego. Sylweria mówiła że zdjęcie daje inny obraz niż teren. Czy ktoś próbował używać zdjecia robionego specjalnie do telestezji — tzn. żeby byc świadomym w momencie robienia zdjecia ze to bedzie świadek?
Nie próbowałam tego świadomie, ale to ciekawy pomysł. Pytanie czy intencja przy robieniu zdjęcia cokolwiek zmienia w tym co ono 'niesie'. Normalnie robię zdjęcia bo chcę zapamiętać teren, nie z myślą o późniejszym badaniu. Może to ma znaczenie, może nie — nie wiem jak to sprawdzić.
A skoro jesteśmy przy pomiarach w terenie i różnych warunkach — to co z nocą? Słyszałam że niektórzy radiesteci wolą badać żyły wieczorem albo nocą, bo mniej zakłóceń. Czy to ma coś wspólnego z wilgotnością powietrza, rosą, czy chodzi o coś zupełnie innego?
Wracając do deszczu i wilgoci — bo myślę, że trochę odchodzimy od sedna — czy ktokolwiek z was zauważył, że w trakcie samego deszczu reakcja różdżki jest jakościowo inna, a nie tylko przesunięta? Tzn. nie tylko że wskazuje w inne miejsce, ale że sam ruch jest inny, bardziej gwałtowny, płytszy?
A ja mam zupełnie inne pytanie do całej tej dyskusji o deszczu. Czy w ogóle jest sens wychodzić w teren przy opadach, czy lepiej wtedy pracować nad mapą ze świadkiem? Bo skoro deszcz tak rozmywa sygnały, to może teleradiestezja w takich warunkach jest po prostu lepsza?
OK, ale to brzmi jakby jedynym kryterium poprawności był sam radiesteta i jego intencja. Jak ktoś z zewnątrz miałby ocenić, czy pomiar był dobry? To trochę niesprawdzalne.
Właśnie o to mi chodzi z moją działką. Nie mogę sobie pozwolić na wiercenie próbne w kilku miejscach żeby zweryfikować. Dlatego chcę mieć jak najpewniejszy pomiar przed jakąkolwiek decyzją. I stąd moje pytanie o te kilka wizyt w różnych warunkach — bo sama weryfikacja po fakcie to za późno.
Sylwerio, czy masz możlwość żeby zrobić jeszcze jedną wizytę kiedy będzie susza? Bo z tego co piszesz, dwa pomiary w różnych warunkach to w twoim przypadku nadal otwarte pytanie. Ja bym na twoim miejscu też zapytała kogoś doswiadczonego o pomiar nad mapą jako uzupełnienie — żeby porównać wyniki terenowe i teleradiestezyjne.
A wracając do świadka w kontekście takiego porównania — gdyby ktoś robił teleradiestezję równolegle z twoją wizytą terenową Sylwerio, to idealnie powinna mieć próbkę ziemi z tej działki pobrana niedawno, czy np. twoje zdjęcie z tamtego miejsca wystarczy?
Myślę że zdjęcie z jej obecnością na miejscu mogłoby być nawet silniejsze niż sama ziemia, bo łączy dwa elementy — przestrzeń i osobę pytającą. Radiesteta pracujący na odległość ma wtedy jakby podwójne zakotwiczenie. Ale nie jestem pewna, czy to przekonanie jest powszechne, czy to moja własna interpretacja.
To ciekawe co mówi Stefcia, bo sama nie myślałam o tym że zdjęcie ze mną na tle działki może 'pomieszać' kierunek pomiaru. Jeśli komuś dam próbkę ziemi i pytanie brzmi 'gdzie na tym terenie jest woda', to faktycznie moje zdjęcie tam nie ma nic do roboty. Ale jak mam zdobyć próbkę ziemi jeśli jestem teraz setki kilometrów od działki?
a czy nie masz żadnej formy fizycznej łączności z tamtym terenem? Cokolwiek co stamtąd przywiozłaś — dosłownie cokolwiek. Nawet kamień z drogi albo sucha trawa ze szpary w ogrodzeniu. Świadek nie musi być laboratoryjną próbką ziemi, ważne żeby był fizycznie z tego miejsca.
Czy kamień znaleziony na miejscu to dobry świadek, jeśli leżał tam gdzieś przy drodze i nie wiadomo skąd trafił? Pytam bo zastanawiam się czy świadek musi być 'natywny' dla danego terenu, czy wystarczy że fizycznie tam był.
Ale to znaczy że właściwie wszystko mogłoby być świadkiem? Każdy przedmiot który gdzieś leżał przez jakiś czas? Gdzie jest granica między dobrym a złym świadkiem w takim razie?
Dobrze, ale żeby się upewnić że dobrze rozumiem — świadek ma przechowywać 'energię miejsca' i radiesteta przez wahadło albo różdżkę tę informację odczytuje. Czy deszcz w miejscu skąd pochodzi świadek mógłby w jakiś sposób zmienić to co jest w świadku? Bo wróćmy do deszczu — to był oryginalny temat i trochę od niego odeszłyśmy.
To ważne rozróżnienie i właśnie to chciałam zrozumieć. Jeśli ktoś będzie robił pomiar nad mapą z moją próbką ziemi w trakcie ulewy w swoim mieście — to jej ulewa nie wpłynie na to co odczyta? Wpłynie tylko jej własna kondycja i skupienie, tak?
Tak jak Sylweria to ujęła — własna kondycja i skupienie to klucz. Choć dodałabym jedno: deszcz za oknem radiestetki może działać na dwa sposoby. Jeden to rozproszenie, fizyczny dyskomfort, napięcie. Drugi, o którym mówiłyśmy wcześniej, to że aktywna woda w środowisku może wzmacniać sygnały wodne w świadku. Jeśli próbka ziemi pochodzi z terenu gdzie są żyły wodne, wilgotna aura pomiaru może je uwydatnić. To czy to zakłóca czy pomaga zależy od tego czego szukasz.
Mnie to nie dziwi. W radiestezji rzadko mamy do czynienia z czymś bezwzględnie dobrym albo złym — kontekst i intencja decydują. Deszcz to po prostu inny stan środowiska, który wchodzi w interakcję z pomiarem. Pytanie zawsze brzmi: czy ten konkretny wpływ przeszkadza czy wspiera to czego szukasz w tej konkretnej chwili.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do całego tego wątku o świadka. Czy ktoś próbował porównać pomiar z próbką ziemi i pomiar tylko ze zdjęciem miejsca, dla tego samego terenu, u tego samego radiestety? Ciekawi mnie czy różnica jest na tyle wyraźna żeby ją odczuć.
Przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale przy pomiarze z próbką ziemi — czy tę próbkę trzyma się w dłoni podczas pracy z wahadłem, czy kładzie obok? I czy materiał pojemnika ma znaczenie, Jadea pisała o słoiku, ale może coś lepiej sprawdza się pod tym kątem?
Wróćmy jeszcze na chwilę do kwestii deszczu w terenie, bo chcę się upewnić że dobrze podsumowuję to co zostało powiedziane. Deszcz zmienia sygnał — przesuwa widoczne przebiegi żył, zmienia jakość reakcji różdżki, może działać na naszą kondycję. Teleradiestezja ze świadkiem jest na to mniej czuła, ale też nie jest od warunków pogodowych całkowicie odizolowana. Dwa pomiary w różnych warunkach to minimum żeby mieć jakąkolwiek pewność. Czy to właściwa synteza tego co mówiłyście?
Sylweria62 ładnie to zebrała, choć zastanawiam się czy słowo 'przesuwa' jest tu najlepsze. Czy żyły naprawdę się przesuwają podczas deszczu, czy raczej zmieniają się warunki ich detekcji? To dwa różne zjawiska i chyba warto to rozróżnić zanim zamkniemy temat.
Ale jak długo trwa ten 'bazowy sygnał' po tym jak deszcz przestanie? Czy wraca do normy od razu, po godzinie, po dniu? Bo jeśli muszę czekać do następnego dnia to trochę kłopotliwe w praktyce.
To ciekawe że Mistralka wspomina o notowaniu warunków sprzed pomiaru — sama zaczęłam prowadzić takie notatki, ale nigdy nie wpisywałam pogody z poprzednich godzin, tylko z momentu samej pracy. Czy to standard w jakiejś konkretnej szkole radiestezji czy osobista praktyka?
Szczerze? Widziałam to w kilku materiałach, ale trudno mi wskazać jedną szkołę. To bardziej podejście naukowe — czyli próba eliminowania zmiennych. Jak prowadzisz dziennik pomiarów i porównujesz wyniki z różnych dni, to warunki atmosferyczne stają się jedną z kolumn danych, nie wyjątkiem.
