Mam działkę 1200 metrów kwadratowych i chcę ją porządnie zbadać przed budową. Słyszałem o teleradiestezji i mapowaniu nad mapą, ale nie wiem od czego zacząć. Czy lepiej najpierw wyjść fizycznie z różdżkami na teren, a potem weryfikować mapą, czy można odwrotnie — najpierw mapa, potem weryfikacja w terenie? I jak w ogóle nanosić to na papier? Jakaś siatka, punkty co metr, co pięć metrów? Szukam jakiegoś systemu, bo nie chcę chodzić losowo i nic z tego nie mieć.
Dobre pytanie o kolejność. W klasycznym podejściu robi się to dwuetapowo. Najpierw praca nad mapą — to daje ogólny obraz, gdzie są główne anomalie, żyły, krzyżowania. Potem wychodzisz w teren z prętami L i weryfikujesz, czy to się zgadza. Mapa działki w skali 1:100 lub 1:200, rozrysowana na kartce, wystarczy. Wahadełko prowadzisz powoli wzdłuż rzędów i kolumn, a miejsca reakcji zaznaczasz ołówkiem. Siatka co 2-3 metry to dobry kompromis między dokładnością a czasem pracy. Co do sieci Hartmanna — ona ma stały rytm około 2,5 metra w kierunku N-S i 2 metry E-W, więc możesz ją szybko zmapować wiedząc z góry czego szukasz.
Uzupełnię to co napisał Protazy — przy mapowaniu fizycznym w terenie wbijam w ziemię małe patyki co 2 metry i tworzę realną siatkę na działce. Potem idę wzdłuż każdego rzędu z prętami L. Miejsca gdzie pręty się krzyżują lub rozchylają zaznaczam małą chorągiewką. Na koniec wracam do domu, przenoszę to na papier milimetrowy i zaczyna się wyłaniać obraz. Żyły wodne widać od razu — tworzą ciągłe linie, a nie losowe punkty. Sieci geopatyczne to regularny wzór. Punkty losowe często to coś innego — zakłócenia miejscowe, szczeliny w gruncie. Czy masz już jakiekolwiek wstępne odczucia z tej działki? Często pierwsze wrażenie dużo mówi.
różnica jest wyraźna jak już masz wprawę. Przy żyle wodnej pręty reagują mocno i gwałtownie, a przy wyjściu z żyły masz reakcję powrotną. Żyła ma szerokość — możesz wyznaczyć jej oba brzegi. Linia Hartmanna jest węższa i bardziej delikatna, pręty reagują spokojniej. Przy żyle też często czuć coś w dłoniach — takie jakby ciepło lub mrowienie. Ten ciężar w rogu działki który opisujesz — to klasyczna wskazówka. Nie ignoruj pierwszych odczuć, one często prowadzą prosto do problemu.
Dorzucę coś z innej strony. Przy mapowaniu warto też sprawdzić skalę Bovisa w kilku punktach działki, nie tylko szukać żył. Mierzyłem kiedyś działkę sąsiada i miejsca nad żyłą pokazywały wyraźnie niższe wartości niż reszta terenu. To dodatkowe potwierdzenie. Jak masz wahadełko skalibrowane pod Bovisa, to możesz przejechać po mapie w siatce i od razu wyłapać anomalie energetyczne nawet bez wstępnego szukania żył.
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale co to właściwie jest ta skala Bovisa? Słyszałam tę nazwę już kilka razy, ale nie rozumiem co się nią mierzy. I jak wahadełko może pokazać liczby?
Ja robiłam mapowanie swojego ogrodu i jeden ważny szczegół — zanim zaczniesz cokolwiek mierzyć, uziemij się. Stań boso na ziemi przez chwilę, wyczyść myśli. Jak przychodzisz rozkojarzony albo po złym dniu, wyniki mogą być przekłamane. Nauczyłam się tego na własnych błędach. Robiłam kiedyś pomiary po awanturze z sąsiadem i wszystko mi wychodziło katastrofalnie, a potem powtórzyłam spokojnie i obraz był zupełnie inny. Nie wiem czy to klasyczna zasada radiestezji, ale dla mnie działa.
dobry punkt, nie pomyślałam o tym. U mnie to zawsze była praca w terenie. Może ktoś bardziej doświadczony w teleradiestezji się wypowie?
Przy teleradiestezji nad mapą uziemienie jest mentalne, a nie fizyczne. Chodzi o to żeby wejść w stan skupionego spokoju — coś w rodzaju płytkiej medytacji z zachowaną świadomością. Niektórzy używają oddechu, inni trzymają świadka materiałowego z działki — grudkę ziemi, kamyk. To pomaga ustanowić łączność. Mapę kładziesz na stole, trzymasz wahadełko nad kolejnymi punktami siatki i zadajesz konkretne pytania. Konkretność pytania to klucz — nie pytaj ogólnie czy tu jest źle, tylko czy w tym punkcie jest żyła wodna głębiej niż 5 metrów.
A ja się zastanawiam czy do pierwszego mapowania wystarczy wahadełko na nitce z guzika, bo czegoś takiego używałem do ćwiczeń z odpowiedziami tak/nie. Czy do mapowania działki to już za słabe i trzeba normalnego wahadełka?
Wracając do pytania Onufrego o kolejność pracy — mam swój sposób i nie do końca zgadzam się z klasycznym dwuetapem. Ja zawsze najpierw idę fizycznie na działkę z prętami, bez żadnej mapy i bez żadnych oczekiwań. Chodzę po całym terenie jakby w transie i zaznaczam miejsca pierwszej reakcji. Dopiero potem siadam do mapy i sprawdzam czy teleradiestezja to potwierdza. Dlaczego tak? Bo mapa może wpłynąć na twoje odczucia w terenie jeśli już coś na niej zaznaczysz. To coś jak efekt sugestii — widzisz zaznaczony punkt i nieświadomie możesz go potwierdzać. Lepiej mieć dwa niezależne odczyty.
Ile w ogóle zajmuje takie pełne mapowanie? Bo to brzmi jakby była to wielogodzinna robota i mnie trochę zniechęca. Czy nie można zrobić szybkiego skanu — po prostu przejść raz z prętami i mieć gotowe wyniki?
Mnie ten temat mapy i świadka bardzo ciekawi. Rozumiem że do teleradiestezji potrzebuję próbki z działki — ale co konkretnie? Wystarczy garść ziemi w woreczku, czy to musi być coś konkretniejszego? I czy przy pracy nad mapą trzymam ten świadek cały czas w ręce, czy kładę go na mapie w miejscu działki?
Wracając do pytania o świadka — garść ziemi z działki to dobry wybór, ale nie jedyny. Ważne żeby materiał był bezpośrednio z tego miejsca i żeby go dotknął sam teren, nie coś kupionego. Znam radiestetów którzy używają kamyka, kawałka kory z drzewa na działce, albo nawet suchej trawy. Chodzi o połączenie energetyczne z miejscem. Świadek trzymasz w niedominującej ręce — jeśli prawostronny, to w lewej — albo kładziesz pod mapą. Wahadło trzymasz w prawej i pytasz. Kontakt ze świadkiem nie musi być przez cały czas, ale na początku sesji warto go potrzymać chwilę zanim zaczniesz.
Czyli świadek pod mapą też działa? Ciekawe — myślałem że musi być fizyczny kontakt z ręką przez cały czas. A jak pytasz? Mam na myśli — czy zadajesz pytanie głośno, czy w myślach? Bo przy tarota pracuję z intencją wewnętrzną i zastanawiam się czy to jest podobne.
Przepraszam że wracam do podstaw, ale nie rozumiem jednego — jak wahadełko może reagować na coś co jest na mapie? Mapa to tylko papier z rysunkiem. Jak ono 'wie' że tu jest działka, a tu ulica?
Ja mam podobne pytanie co Heniek — ale jeszcze bardziej fundamentalne. Skoro mapa to tylko papier, to czy mogę wydrukować mapę z Google i na tym pracować? Czy musi być jakaś specjalna mapa, narysowana ręcznie albo w jakiej skali?
To w takim razie czy mogę zacząć od teleradiestezji nad mapą zanim w ogóle wyjdę na działkę? Bo jeśli wydruk z Google wystarczy, to mogłabym zrobić wstępny skan w domu i dopiero potem sprawdzić te miejsca w terenie. Zaoszczędziłoby to czas.
Mam pytanie do obu podejść — czy ktoś kiedyś porównał wyniki teleradiestezji nad mapą z późniejszym mapowaniem fizycznym i policzył ile procent pokrycia wyszło? Chodzi mi o konkretne liczby, nie ogólne wrażenie że 'mniej więcej się zgadza'.
Robiłem takie porównanie na działce którą znam dobrze. Wyniki teleradiestezji pokryły się z terenowymi mniej więcej w trzech czwartych przypadków. Ale uwaga — te rozbieżności były głównie w drobnych detalach, nie w głównych żyłach czy strefach geopatycznych. Duże anomalie wychodzą spójnie w obu metodach, małe różnią się lokalizacją o metr, dwa.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie praktyczne — jak zaznaczacie te strefy na mapie podczas pracy? Ołówkiem, pisakiem, naklejkami? I czy potem ta mapa z zaznaczeniami ma jakieś znaczenie energetyczne czy to czysto dokumentacyjnie?
A sieć Hartmanna to jest coś co biegnie wszędzie? Pytam bo wcześniej ktoś wspominał że jej linie są co 2,5 metra albo coś podobnego. To oznacza że na każdej działce mam dziesiątki tych linii?
Kilkaset punktów przecięcia na działce — to brzmi jakby każde miejsce było potencjalnie problemem. Jak to możliwe że w ogóle gdzieś jest dobrze? Czy to znaczy że samo przecięcie linii Hartmanna to jeszcze nie problem, problem zaczyna się dopiero przy węzłach wielokrotnych?
Dokładnie tak. Zwykłe przecięcie siatki Hartmanna to neutralna albo lekko pozytywna struktura energetyczna. Problem zaczyna się kiedy masz nakładające się systemy — Hartmann plus Curry to już mocniejszy węzeł, a jeśli do tego dochodzi żyła wodna pod spodem, wtedy masz prawdziwy punkt obciążenia. Mapowanie polega właśnie na szukaniu tych wielokrotnych nakładań, a nie na zaznaczaniu każdego przecięcia Hartmanna. To by było bez sensu praktycznie.
Okej, więc jeśli dobrze rozumiem — zaczynam od mapowania żył wodnych i dużych stref geopatycznych, bo to są największe anomalie. A Hartmann i Curry to dodatkowa warstwa którą sprawdzam osobno i szukam pokrycia z tym co już znalazłam? To ma sens jako kolejność działań.
Wróćmy do tego co powiedział Protazy o błędzie skali — jak dokładnie mam ustalić przesunięcie między mapą a terenem? Bo skoro milimetr na mapie to metr na działce, to moje zaznaczenia mogą być systematycznie przekłamane i nawet nie wiedziałabym o tym.
Ten pomysł z punktami referencyjnymi jest świetny, notuję. Ale mam pytanie do Protazego — co jeśli działka jest na terenie pagórkowatym albo ma nieregularny kształt? Mapa jest zawsze płaska, a teren nie. Czy to nie psuje jeszcze bardziej tej skali?
