Ściany nośne chyba znam ogólnie — mniej więcej wiem które są grubsze. W panelaku zazwyczaj ściany zewnętrzne i kilka wewnętrznych to konstrukcja. Ale szczegółów nie mam. Czy powinienem jakoś to oznaczyć na planie inaczej niż zwykłe ściany działowe?
Przy pracy nad planem warto rozróżniać ściany nośne od działowych właśnie dlatego, że w żelbetowym panelaku ściany nośne zawierają zbrojenie — a to jest element który potencjalnie tworzy tło energetyczne. Na planie wystarczy narysować je grubszą kreską. Dzięki temu kiedy pracujesz wahadłem nad mapą, masz od razu wizualną informację gdzie metal jest z dużą dozą pewności, a gdzie niekoniecznie. To pomaga interpretować reakcje wahadła w kontekście: czy reaguję na linię Hartmanna czy na zbrojenie ściany?
Dodam do tego co mówi Awenturynka — linia Hartmanna ma też pewną szerokość, rzędu dwudziestu kilku centymetrów, i jeśli przechodzisz przez nią powoli, możesz wyczuć 'wejście' i 'wyjście'. Zbrojenie tak nie działa, bo to jest punkt lub odcinek, nie pas energetyczny. Jeśli Kalikst będzie chodził naprawdę powoli i świadomie, ta różnica powinna być wyczuwalna.
Powoli to rozumiem, ale jak powoli? Mówicie o krokach co pół metra, co dwadzieścia centymetrów? Bo to brzmi jakby badanie jednego pokoju miało trwać godzinę.
A ta siatka krzyżowa — to znaczy że przechodzisz pokój raz wzdłuż a raz w poprzek? I szukasz miejsc gdzie obie trasy dają reakcję, bo tam jest skrzyżowanie linii?
Mam wahadło egipskie i jeden zestaw prętów L, dość podstawowych, kupionych jakiś czas temu. Z wahadłem pracuję częściej, z prętami mam mniejsze doświadczenie. Pomyślałem że do mapowania pomieszczeń pręty będą wygodniejsze bo można nimi chodzić, ale może się mylę.
Do chodzenia i szukania linii pręty L są faktycznie wygodniejsze, masz rację. Wahadło jest świetne do potwierdzania, do pracy nad mapą i do pytań tak/nie, ale trzymanie go podczas chodzenia jest mniej naturalne. Powiedziałabym: idź prętami, weryfikuj wahadłem w miejscach gdzie pręty zareagowały.
A to jest standard że się używa dwóch metod naraz przy jednym pomiarze? Myślałam że ludzie wybierają jedną i się jej trzymają.
To jest bardzo konkretna wskazówka i zapisuję ją do notatek. Kalikst, trzymasz się planu żeby zacząć od szkicu mieszkania i teleradiestezji, a dopiero potem fizycznie? Czy po tej dyskusji zmieniłeś coś w podejściu?
Dobra, to odpowiadam Karince — tak, plan zostaje, nie zmieniłem podejścia. Zacznę od szkicu, spróbuję teleradiestezji nad mapą, a dopiero potem wejdę z prętami fizycznie do pokoi. Mam jeden konkretny dylemat: czy zaczynać od sypialni bo tam spędzam najwięcej czasu, czy od przedpokoju bo to geometryczne centrum mieszkania?
Ja bym zaczęła od sypialni, bez dwóch zdań. Miejsce snu jest po prostu najważniejsze pod kątem wpływu geopatycznego na organizm. Przedpokój to raczej strefa przejściowa — nawet jeśli tam jest skrzyżowanie, to mniej istotne niż to co dzieje się w miejscu gdzie leżysz przez kilka godzin.
Ale po co w ogóle liczyć ile ich powinno być, skoro i tak się mierzy? Rozumiem że to jakiś punkt wyjścia, ale brzmi to jak prognozowanie wyniku przed eksperymentem.
Właśnie to jest chyba ważna uwaga do tematu tego wątku — jeśli w budynku z dużą ilością stali faktycznie dochodzi do zakłóceń sieci, to wynik może się rozjechać z oczekiwanym rozstawem. Kalikst po pomiarze będzie mógł sam ocenić czy to co zmierzył odpowiada mniej więcej temu wzorcowi czy drastycznie odbiega. I to chyba jest jeden ze sposobów na ocenę jakości wyniku w takim trudnym otoczeniu?
To dla mnie nowy kąt spojrzenia — że 'normalny' rozstaw jest też rodzajem narzędzia weryfikacyjnego a nie tylko ciekawostką. Mam pytanie do Dadzboga i Awenturynki: jeśli wynik drastycznie odbiega od wzorca, na przykład zamiast dwóch linii na cztery metry mam pięć — to co wtedy? Zakłócenie czy błąd pomiaru?
To zależy od wzorca tych pięciu linii. Jeśli są rozmieszczone mniej więcej równomiernie, to może sugerować lokalne zagęszczenie sieci — co w budynku żelbetowym jest możliwe. Jeśli są skupione wokół jednego miejsca, na przykład przy ścianie nośnej, to bardziej prawdopodobne że reagujesz na zbrojenie. Są też sytuacje gdzie siatka faktycznie jest gęstsza w pobliżu skrzyżowań dwóch większych formacji geologicznych, ale to raczej wyjątek. Co powiesz, Filomeno — miałaś kiedyś przypadek tak dużej gęstości w mieszkaniu?
Czekaj, to znaczy że wyniki mogą się różnić między sesjami nawet w tym samym miejscu? Jak wtedy w ogóle wiedzieć które są właściwe?
To bardzo przydatna zasada — stałość jako kryterium odróżnienia. Czyli Kalikst powinien zaplanować przynajmniej dwie sesje i porównać wyniki, a nie opierać się na jednym pomiarze?
Tak, to mogę zrobić. Zresztą teraz widzę że jednorazowy pomiar w takim miejscu jak moje byłby raczej metodologicznie słabą podstawą. Mam jeszcze jedno pytanie do całej grupy — czy jest jakiś sens żeby przy okazji drugiej sesji zmieniać kierunek skanowania, czyli na przykład raz iść z północy na południe, raz ze wschodu na zachód?
To jest wręcz zalecane, szczególnie w pierwszych pomiarach kiedy nie masz jeszcze pewności co do własnych odczytów w danym miejscu. Siatka krzyżowa o której rozmawialiście wcześniej ma sens właśnie z tego powodu — skanując tylko w jednym kierunku możesz przeoczyć linie biegnące równolegle do twojej trasy, bo po prostu przez nie nie przejdziesz. Podziel sobie każdą sesję na dwa przejścia i porównuj nie tylko między sesjami ale też między kierunkami.
Dobra, ale to zaczyna brzmieć jak bardzo rozbudowany protokół. Czy jest jakaś minimalna wersja tego wszystkiego, żeby Kalikst po prostu zaczął i miał sensowny wynik, nawet jeśli nie idealny? Bo obawiam się że jak się człowiek za bardzo skomplikuje podejście, to albo nie zacznie w ogóle albo zagubi się w metodologii.
To zaczyna być dla mnie naprawdę klarowne. Promyczko, ten uproszczony protokół bardzo mi pomaga — rysunek, siatka krzyżowa prętami, weryfikacja wahadłem w punktach reakcji. Mam pytanie do całej grupy: czy przy tej weryfikacji wahadłem powinienem trzymać się pytania 'czy tu jest linia Hartmanna' czy raczej bardziej otwartego 'czy tu jest coś znaczącego energetycznie'? Bo zastanawiam się czy pierwsze pytanie nie jest za wąskie i mogę przez to przeoczyć coś innego.
To ważne rozróżnienie i dobrze że pytasz zanim zaczniesz. Pytanie 'czy tu jest linia Hartmanna' ma tę zaletę że jest precyzyjne i nie otwiera cię na każdą reakcję środowiskową. Ale w budynku żelbetowym, gdzie masz potencjalnie nakładające się źródła — zbrojenie, cieki, rzeczywiste linie siatki — pytanie otwarte może być użyteczne w pierwszym przebiegu, a zawężające dopiero w weryfikacji. Jak to rozumiesz intuicyjnie?
Właśnie, i tu jest jeden haczyk z pytaniami do wahadła w ogóle — zbyt szerokie pytanie w miejscu energetycznie złożonym może dać odpowiedź 'tak' na wszystko, bo wahadło rzeczywiście coś wyczuwa, tylko nie zawsze to co pytasz. Ja stosuję sekwencję: najpierw szerokie, potem zawężam. Najpierw 'czy to miejsce jest energetycznie aktywne', potem 'czy aktywność pochodzi ze struktury budynku', potem dopiero 'czy to linia Hartmanna'. Trwa dłużej ale eliminuje niejednoznaczności.
Mogę zapytać o coś może podstawowego, ale właśnie o tym myślę czytając całą tę rozmowę — jak w ogóle wygląda ta neutralizacja intencji? Jak to się robi praktycznie?
Ja używam fizycznego ruchu — po każdym pytaniu opuszczam rękę i kilka sekund trzymam wahadło w dłoni, żeby wytłumić ruch. To mi pomaga bardziej niż mentalne 'kasuj', bo mam wrażenie że ciało też niesie inercję, nie tylko głowa.
Mam dwa — jedno drewniane, dość lekkie, i jedno mosiężne, cięższe. Do tej pory używałem głównie drewnianego bo szybciej reaguje. Ale czytałem że do pracy w pomieszczeniach z metalem lepiej jest unikać metalowych wahadieł właśnie żeby nie komplikować odczytu. Czy to ma sens?
Ma sens, choć podejście nie jest jednomyślne. Argument za unikaniem metalu jest taki że metalowe wahadło może samo 'wchodzić w interakcję' z polem magnetycznym zbrojenia. Kontrargument jest taki że mosiądz jest niemagnetyczny i właściwie obojętny. W praktyce większość osób które znam pracuje tym wahadłem z którym ma najlepszy kontakt, niezależnie od materiału. A które z twoich daje ci pewniejsze 'tak/nie'?
