Mam pytanie do bardziej doświadczonych — czy ktoś próbował pracować nad samą fotografią obiektu, bez mapy, bez planu, bez niczego? Mam na myśli sytuację, gdy jedynym łącznikiem jest zdjęcie budynku zrobione z zewnątrz, bez rzutu pomieszczeń. Ostatnio trafił do mnie taki przypadek — znajoma przesłała mi zdjęcie domu, który chce kupić, i zapytała czy jest w porządku energetycznie. Wzięłam wahadło, skupiłam się na fotografii i coś czułam, ale nie byłam pewna czy to realny odczyt, czy moja wyobraźnia. Jak wy to robicie? Czy samo zdjęcie wystarczy jako świadek?
Ciekawy temat. Sam zacząłem od map, bo jakoś łatwiej mi było wyobrazić sobie przestrzeń w rzucie poziomym. Ze zdjęciem miałem różne wyniki — raz odczyt był bardzo wyraźny, innym razem wahadło zachowywało się, jakby nie wiedziało, gdzie szukać. Zastanawiam się, czy zdjęcie z zewnątrz faktycznie daje dostęp do wnętrza budynku, czy też radiesteta musi jakoś mentalnie 'wejść' do środka. Bo to jednak dwie różne rzeczy — zbadać energię miejsca jako takiego kontra zbadać poszczególne strefy geopatyczne wewnątrz pomieszczeń.
Słucham tej rozmowy i trochę się gubię — czyli jak ktoś chce sprawdzić mieszkanie pod wynajem, to radiesteta potrzebuje zdjęcia i co jeszcze? Czy adres wystarczy, czy musi być koniecznie fotografia? Piszę bo mam dokładnie taką sytuację — oglądam mieszkanie przez internet i zastanawiam się czy warto prosić kogoś o sprawdzenie.
Adres moim zdaniem wystarczy, bo zawiera informację o lokalizacji, a dla doświadczonego radiestetę to powinno być dość. Zdjęcie to dodatkowy świadek, ale nie jedyny możliwy. Słyszałem też o pracy z imieniem właściciela lub z kawałkiem papieru, na którym jest napisany adres — tak jak przy teleradiestezji nad mapą, tylko zamiast mapy masz kartkę z adresem i wyobrażasz sobie miejsce.
Mówię na głos, przynajmniej gdy zaczynam. Potem w głowie, ale początkowo werbalizacja bardzo porządkuje skupienie. Co do różnicy między własnym stanem a odczytem — to jest właśnie to, czego nie da się wytłumaczyć, tylko wypracować przez praktykę. Ja robię to tak: zanim zacznę badanie, sprawdzam swój własny stan wahadłem. Kilka pytań kontrolnych, na które znam odpowiedź. Jeśli wahadło reaguje prawidłowo, to wiem, że jestem w dobrym stanie do pracy. Jeśli nie — odkładam na inny dzień.
Przepraszam że wchodzę — ale czy to w ogóle jest bezpieczne, badać cudze miejsce bez wiedzy właściciela? Mam na myśli energetycznie. Czy to nie jest jakieś wtargnięcie? Czytałam coś o tym, ale nie wiem czy to tylko przesąd.
Czytam i się zastanawiam — wspomniałaś na początku, że coś czułaś nad tym zdjęciem, ale nie byłaś pewna. Co dokładnie robiło wahadło? Bo ja ostatnio próbowałam podobnie i wahadło kręciło się w kółko bez przerwy, nie dawało żadnych wyraźnych reakcji. Nie wiem, czy to znaczy 'brak obciążeń' czy 'brak połączenia'.
A ja się zastanawiam nad czymś innym — co z odpromiennikamia? Jeśli w miejscu, które badacie, ktoś wcześniej założył jakiś neutralizator czy spiralę, to czy to wpływa na odczyt z fotografii? Czyli czy radiesteta 'widzi' stan rzeczywisty, czy stan po neutralizacji?
Hej, właściwie przyszłam tu zapytać właśnie o odpromienniki, bo mam inny problem — szukam czegoś konkretnego do pokoju dziecięcego. Czy te płytki szungitowe, które sprzedają w sklepach, to naprawdę działają na siatki Hartmanna? Widziałam w jednym sklepie coś nazywanego 'odpromiennik geopatyczny' i cena była kosmiczna, więc wątpię, ale może się mylę.
Właśnie, i dlatego wracamy do tematu — nie ma sensu kupować czegokolwiek do neutralizacji, jeśli najpierw nie zbadasz miejsca. I tu teleradiestezja ze zdjęciem może być pierwszym krokiem — żeby wiedzieć, czy w ogóle jest problem i mniej więcej gdzie. Potem i tak polecałbym badanie na żywo, bo ze zdjęcia ciężko precyzyjnie namierzyć krzyżowania Hartmanna w konkretnym pomieszczeniu.
A nie możnaby jakoś szybciej tego zrobić? Pytam serio — wysyłam zdjęcie, ktoś bada, mówi 'jest problem w sypialni' i co dalej? Jak długo czeka się na efekt po założeniu odpromiennika? Bo mam wrażenie, że to wszystko ciągnie się miesiącami.
Bardzo dziękuję za całą tę rozmowę, dużo się dowiedziałem! Chciałem tylko dopytać — wspomniałaś Malwinia o prętach miedzianych wbijanych w ziemię. To dotyczy domów z ogrodem, tak? A co z mieszkaniami na piętrze w bloku? Tam chyba nie ma opcji fizycznej ingerencji w grunt. Jakoś inaczej to się robi?
Dobra, ale wróćmy do mojego pytania o szungit, bo chyba nie do końca zostałam zrozumiana. Malwinia powiedziała, że szungit działa na promieniowanie elektromagnetyczne, nie na siatki. Ale widziałam w sklepie płytki opisane wprost jako 'neutralizator stref geopatycznych' i tam był szungit w składzie. Czy to po prostu zwykły chwyt marketingowy?
To jest właśnie ten moment, gdzie teleradiestezja ze zdjęciem mogłaby się przydać jako kontrola. Gdyby ktoś zbadał miejsce przed założeniem płytki szungitowej i po, miałby konkretny odczyt. Tylko pytanie, czy te odczyty byłyby wiarygodne, skoro sami tu mówimy, że trudno odróżnić własny stan od stanu miejsca.
Właśnie o to mi chodziło wcześniej z tym pytaniem o odpromienniki. Jeśli nie wiadomo co działa a co nie, to skąd radiesteta badający zdjęcie w ogóle wie, co 'widzi'? Może widzieć odpromiennik, który jest tam zamontowany, i brać go za naturalny stan miejsca?
Ale to zakłada, że odpromiennik naprawdę działa, a nie tylko 'siedzi' w miejscu bez efektu. Spotkałem się z opiniami, że wiele tanich neutralizatorów dostępnych w internecie to po prostu kamień lub plastik bez żadnej mocy, a klientom się wmawia, że coś robi. Dlatego uważam, że przed zakupem czegokolwiek trzeba zbadać miejsce z kimś, kto ma realne doświadczenie, a nie tylko certyfikat ze sklepu.
Też chciałabym wiedzieć. Mam w domu dwie takie spirale miedziane, ktoś mi je polecił, ale nie wiem czy w ogóle są dobrze rozmieszczone. Czy można to sprawdzić zdjęciem pokoju, tak jak Florka sprawdzała tamto mieszkanie?
Czy mogę dopytać — bo wróciłem do wątku z odpowiedzią dla mnie od Malwini — te spirale w rogach pomieszczeń to kupuje się gotowe, czy można samemu zrobić? I czy to musi być miedź, czy inny metal też działa? Przepraszam że pytam o szczegóły, ale naprawdę chcę to dobrze zrozumieć.
No właśnie, bo słyszę, że źle postawiona spirala może zaszkodzić? To jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Więc de facto bez radiestetę z wizytą i tak się nie obędzie, tak?
A wróćmy do mojej sytuacji z tym mieszkaniem pod wynajem, bo trochę przepadłam w tej rozmowie. Rozumiem że zdjęcie może być świadkiem. Ale mam zdjęcie z ogłoszenia — takie typowe, robione pod kątem, żeby mieszkanie wyglądało lepiej niż jest. Czy to w ogóle nadaje się do pracy?
To ciekawe co mówisz Florko o intencji przy robieniu zdjęcia. Nie myślałam, że to ma znaczenie. Czyli zdjęcie zrobione 'żeby ładnie wyglądało' jest niejako przefiltrowne przez intencję fotografa?
Nie wiem czy aż tak bardzo bym to komplikował. W końcu stare zdjęcia z archiwów rodzinnych też się używa w teleradiestezji i jakoś działają. Intencja fotografa przy odczytywaniu przestrzeni raczej nie powinna być aż tak istotna — miejscem pracy radiestetę jest samo miejsce, nie zdjęcie. Zdjęcie to tylko klucz do nawiązania połączenia.
To pytanie o sprzeczność między 'kluczem' a 'jakością świadka' naprawdę mnie drąży. Bo jeśli zdjęcie jest tylko wejściem do miejsca, to jego estetyka nie powinna mieć znaczenia. Ale jeśli ma znaczenie — to znaczy, że zdjęcie nie jest tylko kluczem, tylko czymś więcej. Ktoś to kiedyś próbował rozgryźć w praktyce? Porównać odczyty z różnych zdjęć tego samego miejsca?
Robiłam coś takiego raz — nie jako formalny eksperyment, ale z ciekawości. Miałam trzy zdjęcia tej samej sypialni: jedno własne nieobrobione, jedno z ogłoszenia i jedno robione przez kogoś innego. Odczyty wyszły podobne co do lokalizacji obciążenia, różniły się trochę intensywnością. Ale próbka jest za mała, żeby wyciągać wnioski. To raczej wskazówka do dalszego badania niż dowód.
No właśnie, i tu się z Malwinią zgadzam bardziej niż wcześniej. Ale to rodzi kolejne pytanie — po co w ogóle zdjęcie, skoro można pracować z samą nazwą miejsca albo adresem? Znam podejście, gdzie radiesteta bierze tylko adres i kartkę jako świadek. Czy ktoś tu tak pracuje?
Pracowałam z adresem raz, na prośbę znajomej. Szczerze — czułam, że kontakt był słabszy, trudniej mi było się 'złapać' miejsca. Może to kwestia mojego własnego sposobu pracy, bo wiem, że inni podobno robią to bez problemu. Zdjęcie daje mi jakiś punkt odniesienia, obraz przestrzeni. Bez niego pracuję trochę po omacku.
To wróćmy do mojego mieszkania z ogłoszenia, bo ciągle nie wiem co robić. Rozumiem, że zdjęcie z ogłoszenia jest nieidealne. Ale jeśli Malwinia miała podobne wyniki na zdjęciu 'ładnym' i własnym — to może jednak spróbować? Czy jest coś, co absolutnie dyskwalifikuje zdjęcie z ogłoszenia?
