Siedzę ostatnio nad swoimi notatkami z pomiarów wahadłem i zastanawiam się nad czymś, co mnie od dłuższego czasu gryzie. Mierzę skalą Bovisa mieszkanie u siebie i u znajomych, ale coraz bardziej widzę, że moje wyniki nijak się mają do tego, co inne osoby uzyskują w tych samych miejscach. Jedna koleżanka zmierzyła u mnie salon na 7500 jB, ja dostałam 9200. To samo miejsce, ta sama pora dnia, różne wahadła, ale czy to wahadło robi aż taką różnicę? Albo może to kwestia operatora? I właśnie tu jest mój dylemat — czy w ogóle powinniśmy porównywać wyniki między sobą, skoro każdy z nas wnosi do pomiaru swoją własną energię? Czy skala Bovisa ma sens jako miara obiektywna, czy to zawsze będzie miara subiektywna, specyficzna dla danego radiestety?
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się, że ktoś je w końcu postawił wprost. Pracuję z wahadłem od wielu lat i moim zdaniem problem leży nie tyle w samym wahadle, co w tym, jak poszczególne osoby kalibrują swój układ odpowiedzi. Jeśli twoja koleżanka nigdy nie robiła głębokiej kalibracji i nie ustaliła swojego punktu neutralnego na skali, to jej 7500 i twoje 9200 mogą tak naprawdę opisywać tę samą rzeczywistość energetyczną, tylko tłumaczoną przez dwa różne 'odbiory'. Ale mam do ciebie pytanie — czy wy obie używałyście tego samego biometru czy każda swojego?
Mogę się tutaj wtrącić, bo to mnie dotyczy z zupełnie innej strony. Ja nie tylko mierzę wahadłem, ale też badam przedmioty i kamienie pod kątem Bovisa i wielokrotnie wysyłałam te same minerały do oceny różnym osobom. Rozrzut był naprawdę spory — czasem 2-3 tysiące jednostek różnicy. I tu jest właśnie sedno problemu, który Karinka.x podnosi. Skala Bovisa Andreégo Bovisa była opracowana jako próba obiektywizacji, ale jeśli operator wnosi coś własnego do pomiaru, to co tak naprawdę mierzymy? Energię miejsca czy siebie?
To, co mówi Dorotka, to moim zdaniem fundament tej całej dyskusji. Znam kilku doświadczonych radiestetów, którzy otwarcie mówią, że skala Bovisa bez kalibracji między operatorami jest jak termometr bez skali — każdy może go używać, ale nie możesz powiedzieć, że jeden zmierzył 37 stopni i drugi też zmierzył 37 stopni, bo nie wiesz, czy wasze termometry pokazują to samo. Pytanie do was, które mnie od dawna intryguje w tym temacie: czy ktokolwiek próbował robić sesje kalibracyjne z drugą osobą, czyli wspólnie mierzyć ten sam punkt i porównywać wyniki, żeby ustalić współczynnik korekty?
Słucham tej dyskusji i chcę dodać coś z boku. Pracuję z numerologią, ale mierzę też miejsca wahadłem i mam obserwację, która może być istotna. Zauważyłam, że moje wyniki na skali Bovisa są znacznie bardziej powtarzalne, kiedy mierzę to samo miejsce kilka razy tego samego dnia, niż kiedy mierzę rano i wieczorem. To sugeruje mi, że nie tylko operator zmienia wynik, ale też stan samego operatora. Zmęczenie, emocje, koncentracja — to wszystko musi wpływać. Jak wy radzicie sobie z tym, żeby wyniki były w ogóle powtarzalne u tej samej osoby?
Wchodzę tu z konkretną propozycją, bo ta dyskusja idzie w bardzo dobrym kierunku. To, co opisują Astaria_59 i Karinka.x, to w gruncie rzeczy problem z zerowaniem się operatora przed pomiarem. Można to robić przez uziemienie — stanie boso na ziemi przez chwilę, kilka głębokich oddechów z intencją 'jestem tylko odbiornikiem, nie wnoszę nic własnego'. Ale uwaga — to nie jest tak, że operator znika z równania. On zawsze będzie w pomiarze. Pytanie tylko, czy wnosi zakłócenia czy wnosi czystą percepcję.
Czytam i myślę sobie, że ta dyskusja ma praktyczny wymiar, bo właśnie szukam kogoś, kto zbada mi mieszkanie przed decyzją o zakupie. Jeśli różni radiesteci dają różne wyniki, to jak mam ocenić, czyje pomiary są rzetelne? Czy jest jakaś certyfikacja, szkoła radiestezji, która ustala standardy pomiarowe i sprawdza kalibrację operatorów?
Feniksa55, to bardzo ciekawy wątek poboczny, bo właśnie mats i spirale to coś, co mnie też interesuje. Ale wróćmy na chwilę do głównego pytania — bo zastanawiam się, czy ta nieporównywalność wyników między radiestetami to problem, który w ogóle da się rozwiązać systemowo, czy musimy go po prostu zaakceptować jako wbudowaną cechę tej metody.
Myślę, że Karinka.x dotknęła czegoś ważnego. Radiestezja nie jest metodą laboratoryjną i chyba nigdy nie będzie. Operator jest częścią instrumentu pomiarowego — nie da się go z niego wyłączyć. Ale to nie znaczy, że wyniki są bezużyteczne. Wyniki radiestety, który pracuje konsekwentnie tą samą metodą przez lata, są wewnętrznie spójne i jego własna skala mówi mu bardzo wiele. Problemem jest tylko wtedy, kiedy próbujemy zestawiać te skale między sobą jak zestawiamy centymetry. Może powinniśmy myśleć o Bovisie bardziej jak o skali smakowej sommeliera — każdy dobry sommelier opisuje wino precyzyjnie, ale nie możesz bezpośrednio porównać jego 'notatki degustacyjnej' z notatką innego sommeliera bez wspólnego kontekstu.
Przepraszam, że się wcinam, ale dopiero zaczynam z wahadłem i ta dyskusja jest dla mnie trochę przytłaczająca. Czy dobrze rozumiem, że nie ma sensu sprawdzać w internecie, jaka wartość Bovisa jest 'dobra' dla sypialni, bo i tak muszę wypracować własny punkt odniesienia? I jak w ogóle to zrobić na początku, skoro nie wiem co jest moim zerem?
Dobra, widzę że idziemy w dwie strony naraz — kalibracja dla początkujących i kwestia systemowej porównywalności między doświadczonymi radiestetami. Obie są ważne, ale może warto dokończyć główny wątek, bo tu jest naprawdę ciekawe pytanie, które Karinka.x postawiła. Właśnie chciałam zapytać — czy ktoś z was słyszał o próbach stworzenia czegoś w rodzaju 'referencyjnego obiektu kalibracyjnego'? Czyli przedmiotu albo miejsca o uznanej, ustalonej wartości Bovisa, do którego każdy operator mógłby się odnieść? Słyszałam o czymś takim, że niektórzy używają źródlanej wody albo kwarcu jako punktu startowego.
Wracając do tego, co mówiłem o punkcie referencyjnym — zastanawiam się, czy ktoś próbował użyć jako wzorca nie przedmiotu ani wody, tylko konkretnego miejsca geograficznego. Jakiegoś punktu, który jest dobrze opisany w literaturze radiestezyjnej i do którego można by się odwoływać teleradiestezyjnie. Czy to w ogóle ma sens, skoro sami mówimy, że energie miejsc się zmieniają?
To by tylko przesunęło problem. Jeśli miejsce ma zmienną energię, to nadal nie masz stałej, do której możesz się odwołać. Chyba że przyjmiesz, że wzorzec to nie miejsce, tylko konkretny zapis — np. fotografia albo mapa z datą. Ale wtedy teleradiestezja musi być naprawdę precyzyjna, bo mierzysz przeszłość, nie teraźniejszość.
To jest chyba najlepszy argument w tej dyskusji za tym, że porównywalność wyników wymaga nie tylko kalibracji operatora, ale przede wszystkim wspólnego protokołu przed pomiarem. Intencja czasowa, uziemienie, sposób zadawania pytania wahadłu — to wszystko musiałoby być ujednolicone. Inaczej porównujesz jabłka z pomarańczami.
No tak ale kto by miał ustalić ten protokół? I czy jak ktoś mierzy inaczej, to jego wynik jest 'nieprawidłowy'? Trochę mnie to niepokoi bo radiestezja zawsze była jednak indywidualną pracą i narzucanie jednego schematu może ludziom po prostu nie działać.
Przepraszam że znowu wchodzę, ale mam pytanie praktyczne nawiązując do tego co tu piszecie. Jeśli chcę zacząć mierzyć Bovisem w swoim domu, to powinnam najpierw opracować własny protokół i go powtarzać, zanim zacznę w ogóle patrzeć na liczby? Czy jest jakaś kolejność?
A wracając do mat i spiral neutralizujących, bo Feniksa55 to wcześniej wspomniała i mi to zostało w głowie — czy jak radiesteta zbada mieszkanie i wyznaczy strefę geopatyczną, to mata powinna leżeć dokładnie na tym punkcie, czy nieco obok? Bo czytałam, że niektóre maty działają przez pole, nie kontaktowo.
To akurat dobra strategia — wejść w temat przed badaniem, żeby umieć ocenić czy radiesteta pracuje rzetelnie. Przy okazji mat — zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro Bovis mierzy energię ogólnie, to czy mata neutralizująca strefę geopatyczną powinna zmienić wynik na skali Bovisa w tym miejscu po ułożeniu? Ktoś kiedyś to sprawdzał?
Sprawdzałem dokładnie to. Przed matą jeden punkt w mojej sypialni wychodził mi konsekwentnie poniżej 5000, po ułożeniu maty grafitowej przez kilka tygodni wzrósł do okolic 7200-7500. Ale uwaga — to jest obserwacja jednego operatora, więc nie wiemy, czy mat faktycznie zmieniła energię, czy ja jakoś nieświadomie 'spodziewałem się' poprawy.
Stożek to interesujące słowo — bo przy spiralach miedzianych właśnie o tym się mówi, że generują coś w rodzaju pola stożkowego w górę. Ale grafitowe maty działają na innej zasadzie, bardziej jak ekran. Halny77, jaki dokładnie typ maty?
A skąd w ogóle wiadomo, że mata działa na promieniowanie geopatyczne, a nie na cokolwiek innego? Bo jak to zmierzyć bez wcześniejszego potwierdzenia, że w tym miejscu faktycznie była strefa? Pytam szczerze, bo właśnie tego się uczę.
Czyli rozumiem, że kolejność powinna być — najpierw badanie i mapa stref, potem mata, potem ponowny pomiar? Czy to jest standardowe podejście czy zależy od radiestety?
Dokładnie i to nas wraca do tematu wątku — bo jeśli każdy radiesteta mierzy Bovisem inaczej i nie ma wspólnego protokołu, to ten pomiar 'po' nie ma wartości porównawczej nawet jeśli robi go ta sama osoba w różnych dniach. Chyba że ta sama osoba pracuje konsekwentnie swoim własnym protokołem od początku do końca.
No właśnie ale czy w praktyce ktokolwiek robi to tak porządnie? Mam wrażenie, że większość ludzi kładzie matę bo 'tak powiedzieli' albo bo się gdzieś wyczytało, i tyle. Nikt nie mierzy przed i po, bo po co, jak wiadomo że działa.
O, właśnie o to chciałam zapytać! Czy jeśli ktoś śpi lepiej po położeniu maty, to czy to nie jest właśnie dowód że działa? Skąd wiadomo że to nie mata?
Dobre samopoczucie jest dobre niezależnie od przyczyny, ale to nie jest to samo co neutralizacja promieniowania geopatycznego. To są dwie różne rzeczy i nie powinno się ich mieszać jeśli chcemy rozmawiać o pomiarach Bovisem. Subiektywne odczucie to dane jakościowe, Bovis to próba danych ilościowych.
I właśnie tu jest sedno pytania, które postawiłam na początku wątku — czy skala Bovisa w ogóle może być porównywalna między radiestetami, skoro jeden mierzy 'twarde' punkty przestrzeni, drugi mierzy jak się czuje w tym miejscu, a trzeci jest gdzieś pośrodku. To nie jest ten sam pomiar nawet jeśli wszyscy mówią 'Bovis'.
