O siatce Benkera słyszałem, ale nie wiem dokładnie jak się ma do Hartmanna i Curry. To jest chyba kolejna siatka o innych wymiarach, gdzieś co 10 metrów? Jeśli tak, to jej węzły mogłyby potencjalnie trafić w ten sam punkt co węzły dwóch pozostałych. Choć prawdopodobieństwo byłoby już naprawdę bardzo małe.
Nie jestem ekspertem w tym temacie, ale im więcej czytam ten wątek tym bardziej mi wychodzi że to jest jak warstwy - każda siatka to jakby oddzielny poziom tej samej rzeczywistości energetycznej. Czy jest jakaś ustalona liczba takich siatek? Czy to jest otwarta lista i mogą być jeszcze inne, nieodkryte?
Wracam do kwestii zdrowotnej bo trochę zeszliśmy na czysto teoretyczne rozważania. Mam wrażenie że to co jest realnie ważne dla kogoś kto chce zbadać swoje mieszkanie, to nie teoria o czterech warstwach, ale odpowiedź na pytanie: przy jakim typie krzyżowania zaczynamy mieć rzeczywisty problem zdrowotny? Czy samo Hartmanna jest groźne, czy dopiero to co Edmund opisywał jako punkt podwójny?
Z tego co rozumiem z różnych źródeł - samo Hartmanna jest uważane za łagodniejsze niż Curry, a Curry za bardziej agresywne energetycznie. Dlatego krzyżowanie Curry z Hartmannem byłoby gorsze niż samo Hartmanna. Ale to jest uproszczenie i nie jestem pewny czy ta hierarchia jest powszechnie uznawana wśród praktyków. Ktoś, kto realnie bada domy, miałby tu więcej do powiedzenia niż ja.
A skąd w ogóle pochodzi ta opinia że Curry jest 'agresywniejsze'? Mam wrażenie że część rzeczy w tej dziedzinie jest przyjmowana na wiarę bez wyraźnego uzasadnienia. Ktoś kiedyś tak powiedział, potem inni to powtórzyli i teraz wszyscy przyjmują to za pewnik. Nie mówię że jest źle - pytam czy ktoś to faktycznie badał i na podstawie czego?
no właśnie chciałem zapytać czy jest gdzies lista albo mapa że tak powiem gdzie sa te złe punkty w Polsce? albo w ogóle czy ktoś robi takie badania na wieksza skale a nie tylko mieszkanie po mieszkaniu
Dobry pomysł z tą mapą, ale mam wrażenie że siatki są universalne - ich układ nie jest specyficzny dla Polski, bo mają określony azymut i rozstaw wynikający z pola magnetycznego Ziemi. Więc mapa krzyżowań Hartmanna w Warszawie wyglądałaby podobnie jak w Berlinie - tylko przesunięta. Ważniejsze jest to co się dzieje lokalnie pod spodem - geologia, cieki wodne, złoża - to nakłada się na tę siatkę i może wzmacniać albo łagodzić jej oddziaływanie.
To co Ziemowit mówi o siatce Hartmanna mające ten sam układ wszędzie na świecie - to mnie zaskoczyło. Myślałam że to jest coś lokalnego, związanego z konkretnym terenem, geologią. Jeśli to wynika z pola magnetycznego Ziemi, to czy w ogóle ma sens mówienie że jedno miejsce jest bardziej 'geopatyczne' od drugiego? Czy chodzi tylko o to gdzie stoi łóżko względem tej siatki?
Właśnie, wróćmy do sedna całego wątku. Czy te krzyżowania naprawdę są groźne dla zdrowia, czy to jest przesadzone? Bo czytam różne rzeczy i jedni piszą że to może wywoływać choroby nowotworowe, a inni że to tylko kwestia gorszego snu. Jest jakaś hierarchia tych zagrożeń?
Ja właśnie przez to zaczęłam się interesować tym tematem - przez kilka lat spałam słabo, bez widocznego powodu, i dopiero po tym jak znajoma zbadała mi sypialnie i zasugerowała przesunięcie łóżka o niecały metr, po kilku tygodniach naprawdę poczułam różnicę. Nie wiem czy to była żyła, siatka, czy coś innego, ale efekt był wyraźny.
A to jest w ogóle zgodne z tym co tu pisaliśmy - że najpierw wychodzi się z węzła, a neutralizator to plan B albo uzupełnienie. Mam wrażenie że wiele osób od razu sięga po odpromienniki nie ruszając nic innego, i potem się dziwi że nie działa.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tego wątku. Czy neutralizatory faktycznie 'neutralizują' linie, czy tylko jakoś łagodzą ich wpływ na człowieka? Bo to jest zasadnicza różnica. Jeśli linia dalej istnieje ale nie oddziałuje na osobę śpiącą - to jedno. Ale jeśli ktoś myśli że usuwa węzeł, to chyba się myli.
To jest bardzo ważne pytanie Ziemowita. Bo jeśli mam kota który uwielbia leżeć w jednym miejscu na kanapie i potem się okazuje że tam jest węzeł - to podobno koty szukają tych miejsc, nie uciekają od nich. Czy neutralizator działałby też na zwierzę, czy tylko na człowieka? To brzmi absurdalnie ale jakoś pokazuje że to nie jest proste.
No i tu wracamy do pytania Bozenki o hierarchię zagrożeń. Bo jeśli neutralizator nie kasuje linii, tylko chroni osobę - to może ważniejsze jest wiedzieć jak długo jesteśmy eksponowani i w jakiej pozycji ciała. Stanie na węźle przez minutę dziennie a spanie na nim przez osiem godzin to chyba nie to samo?
a co z dziećmi? dzieci śpią dużo, są mniejsze, czy węzeł bardziej na nie działa? bo mam małe dziecko i teraz sie troche niepokoje
Dokładnie, warto sprawdzić a nie wpadać w panikę. I chyba tu jest największa wartość praktyczna tego całego wątku - żeby wiedzieć co sprawdzić i w jakiej kolejności. Najpierw miejsce snu, potem miejsce pracy, reszta domu w dalszej kolejności. Czy ktoś się z tym zgadza czy jest jakaś inna kolejność?
I to by oznaczało że badanie mieszkania to nie jest jednorazowa czynność - bo układ życia się zmienia. Ktoś zaczyna pracować z domu, ktoś przenosi biurko, kupuje nowy fotel w innym miejscu. Czy wtedy trzeba ponownie sprawdzać całe mieszkanie? Trochę to brzmi jak coś co nigdy się nie kończy.
To co napisała Glicynia to ważna uwaga - że układ życia się zmienia. Ale czy to znaczy że ktoś kto pracuje zdalnie od niedawna powinien od razu zlecać ponowne badanie całego mieszkania? Bo to brzmi jak spory wydatek i zachód, jeśli trzeba to robić co kilka lat.
Zastanawiam się czy nie można samemu się tego nauczyć na tyle, żeby robić takie kontrolne sprawdzenia. Nie profesjonalne mapowanie, ale chociażby sprawdzenie nowego miejsca pracy przy biurku wahadłem. Czy to jest w zasięgu osoby która dopiero zaczyna?
wróce do kwestii dzieci bo nikt tego dobrze nie rozwiną. sigilia napisała ze są bardziej wrażliwe - ale skad sie wie ze dziecko ma problem z miejscem snu a nie np. jest chore albo po prostu tak ma? bo objawy chyba moga byc podobne?
Ale tu wracamy do tego samego co z dorosłymi - zmiana miejsca snu jest bezpieczna i nic nie kosztuje, więc można spróbować jako pierwszy krok. Nawet jeśli nie chodzi o węzeł, zmiana ułożenia łóżka nic nie zaszkodzi. Prawda?
To jest właściwie nowa kwestia - że nieumiejętne przestawianie może pogorszyć sytuację. Czy ktoś ma doświadczenie z taką sytuacją? Bo to by zmieniało całą logikę 'najpierw przesuń łóżko'.
Ja nie miałam takiej sytuacji, ale moja mama przesunęła łóżko na własną rękę i po kilku tygodniach mówiła że śpi gorzej niż wcześniej. Nie wiem czy to był zbieg okoliczności czy właśnie wpadła w kolejny węzeł. Nigdy nie zostało to sprawdzone.
To jest coś o czym nie słyszałem wcześniej - że samo przecięcie ma znaczenie, ale też to które miejsce ciała nad nim leży. Czy to jest coś uznanego w radiestezji, czy raczej indywidualne podejście? Bo to komplikuje całą sprawę.
Mnie też to zaciekawiło. Jakby była hierarchia wrażliwości miejsc na ciele - głowa, klatka, nogi. Czy to jest gdzieś opisane czy to wynika z logiki że głowa i serce są ważniejsze?
no to jak juz badamy to warto chyba zaznaczyc na rysunku pokoju gdzie sa linie i sprawdzic gdzie jest glowa spiącego. czy tak to sie robi profesjonalnie?
To jest pytanie które mnie też nurtuje od jakiegoś czasu. Mieszkam na czwartym piętrze i zastanawiam się czy sieci w ogóle tam sięgają w tej samej intensywności co na parterze. Czy ktoś to wie?
