To mnie trochę uspokaja, bo mieszkam właśnie wysoko. Ale z drugiej strony - jak mam sprawdzić czy sieć na moim piętrze jest taka sama jak na dole, jeśli nigdy nie robiłam pomiaru na parterze tego samego budynku? Nie ma punktu odniesienia.
Właśnie - wracając do krzyżowań - czy jest jakaś zasada co do tego jak daleko od węzła trzeba być żeby uznać miejsce za bezpieczne? Bo jeśli linie Hartmanna są co dwa metry, to czy 50 cm od linii to już bezpieczny dystans, czy to nadal strefa wpływu?
Nie znam żadnej ustalonej liczby, szczerze mówiąc. Spotkałem się z różnymi podejściami - jedni mówią że sama linia to kilkanaście centymetrów szerokości, inni że do pół metra. Węzeł to zazwyczaj strefa trochę szersza niż sama linia. Ale czy 50 cm od węzła to bezpiecznie - nie wiem, nie chcę zgadywać.
A czy szerokość linii jest stała czy może się zmieniać? Pytam bo słyszałam kiedyś że w pewnych warunkach - podobno przy pełni albo przy określonej pogodzie - linie mogą być silniejsze. Jeśli tak, to może szerokość też się zmienia?
Mnie to bardzo ciekawi bo jeśli linie są zmienne to cały pomiar zrobiony raz może być nieaktualny po jakimś czasie. To by znaczyło że mapowanie trzeba powtarzać. Czy to jest praktykowane?
no dobra ale to troche bez sensu praktycznie - jesli za kazdym pelniem muszę na nowo mapowac sypialnie to sie nigdy nie wysypiam tylko mierzę 🙂 serio, jak często profesjonalny radiesteta zaleca powtorne badanie?
To ma sens. Ale jeśli natężenie jest zmienne, to czy badanie zrobione w 'słabym' momencie może przeoczyć węzeł który normalnie jest odczuwalny? Innymi słowy - czy są lepsze i gorsze momenty żeby robić badanie?
Ja się umówiłam kiedyś na badanie i nikt mnie o to nie pytał ani nie wspominał. Może to zależy od konkretnej osoby i jej podejścia. Nie wiem czy to jest powszechna praktyka.
Wracając do kwestii węzłów - mam wrażenie że przez całą rozmowę mówimy głównie o miejscach snu, ale co z miejscami pracy? Siedzę przy biurku kilka godzin dziennie, to też jest długotrwała ekspozycja. Czy węzeł pod biurkiem jest mniej groźny niż pod łóżkiem?
Dobre pytanie. Sen chyba jest gorszy bo organizm jest wtedy bezbronny, ale kilka godzin przy biurku dziennie to też nie jest mało. Czy ktoś sprawdzał swoje miejsce pracy pod tym kątem?
Ja nie sprawdzałam, ale teraz się zastanawiam. Mam stanowisko przy ścianie i od jakiegoś czasu po południu czuję niespecyficzne zmęczenie, takie które ciężko wytłumaczyć. Zawsze myślałam że to zwykłe zmęczenie pracą, ale może warto sprawdzić to miejsce.
no ale to chyba nie da sie jednoznacznie stwierdzic bez badania tego konkretnego miejsca, prawda? moze ktos polecilby jak znalezc dobrego radiestetę bo chyba nie wszyscy sa jednakowo wiarygodni i nie wiem jak odroznic fachowca od kogos kto po prostu macha rozdzka
Żeby odpowiedzieć na pytanie Wrozbiarz06 o odróżnianie fachowca - szczerze, nie ma jednej prostej odpowiedzi, ale kilka rzeczy warto sprawdzić. Po pierwsze, dobry radiesteta powinien opisać co robi podczas pomiaru, nie tylko powiedzieć 'mam dar i czuję'. Po drugie, powinien umieć wyjaśnić różnicę między siecią Hartmanna a Curry'ego i wskazać oba typy. Jeśli ktoś mówi tylko ogólnie o 'złej energii' bez konkretów, to bym był ostrożny. Ale Wrozbiarz06 - najlepiej pytać o referencje od konkretnych klientów, nie ogólne opinie z internetu.
Wracając do pytania Ziemowita o miejsce pracy - mam wrażenie że to jest w ogóle niedoceniany temat. Wszyscy mówią o sypialni, o łóżku, o śnie, ale człowiek przy biurku spędza 8 godzin, może więcej. Czy ktoś z was faktycznie sprawdzał swoje miejsce pracy pod kątem węzłów i coś znalazł?
Chciałam wrócić do wątku który trochę urwał się wcześniej - Ziemowit pytał o bezpieczny dystans od węzła. Jeśli szerokość linii jest zmienna, a intensywność też, to chyba nie da się podać jednej liczby. Ale to znaczy że cała kwestia 'bezpiecznej odległości' jest bardzo płynna, nie? Jak w takim razie w ogóle decydować o przesunięciu łóżka albo biurka - o ile i w którą stronę?
Właśnie to mnie najbardziej niepokoi w tej całej dyskusji. Rozmawiamy już dość długo i wyłania się obraz, w którym linie są zmienne, szerokość jest niepewna, węzły mają zasięg trudny do określenia - a ja na początku liczyłem na jakąś konkretną odpowiedź. Czy naprawdę jest tak, że każdy przypadek jest inny i nie ma żadnych ogólnych zasad?
Są pewne ogólne zasady, tylko może nie takie precyzyjne jak byś chciał. Podstawowa to że węzeł podwójny - czyli przecięcie Hartmanna z Curry'ego - jest traktowany jako bardziej obciążający niż samo przecięcie w obrębie jednej sieci. I że strefa bezpośrednia to mniej więcej do pół metra od środka węzła, choć niektórzy podają mniej. Ale Ziemowit - ta nieprecyzyjność jest chyba nieunikniona, bo to nie jest pomiar z linijką, tylko praca z czymś subtelnym.
A czy te dwa rodzaje węzłów - sam Hartmann i Hartmann z Curry'ego razem - są równie powszechne? Bo jeśli co kilka metrów mamy jedną sieć i do tego nakładającą się drugą, to węzłów podwójnych musi być bardzo dużo w każdym mieszkaniu. Nie wiem jak to możliwe, żeby wszystkie były groźne, bo nie byłoby gdzie usiąść.
