Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy moje dolegliwości nie mają związku z miejscem, w którym śpię. Chodzi o to, że od przeprowadzki do nowego mieszkania budzę się zmęczona, mam napięciowe bóle głowy głównie rano i śpię bardzo płytko mimo że idę spać wcześnie. Lekarz nie znalazł nic niepokojącego. Zaczęłam czytać o promieniowaniu geopatycznym i dużo się zgadza. Czy jest tu ktoś, kto rozpoznał u siebie takie objawy i potwierdził je później badaniem radiestezyjnym? Chciałabym wiedzieć, od czego zacząć i czy w ogóle da się to samodzielnie sprawdzić.
Ból głowy zaraz po przebudzeniu to jeden z klasycznych sygnałów. Ale zanim przejdziemy do diagnozy, jedno pytanie: czy w starym mieszkaniu spałaś spokojnie? Bo jeśli tak, a teraz jest inaczej, to naprawdę warto sprawdzić, czy łóżko nie stoi na przecięciu siatki Hartmanna albo nad ciekiem wodnym. Te dwa źródła dają bardzo podobne objawy do tych, które opisujesz.
A jak długo mieszkasz w nowym miejscu? Pytam, bo czasem organizm potrzebuje kilku tygodni na aklimatyzację i te objawy mogą być po prostu stresem związanym z przeprowadzką. Nie mówię, że to wyklucza geopatię, ale warto to rozważyć zanim się zacznie szukać z wahadłem.
To co opisujesz z tym poprawianiem się w ciągu dnia jest bardzo typowe. Leżysz przez kilka godzin w jednym miejscu i organizm cały czas jest w strefie oddziaływania. Wstajesz, zaczynasz się poruszać po mieszkaniu i stopniowo wychodzisz z zasięgu. Miałam podobnie i dopiero kiedy ktoś mi to wyjaśnił, zrozumiałam, dlaczego zawsze czułam się gorzej w sypialni niż w kuchni.
Przepraszam że się wtrącę, bo nie bardzo znam się na tych sieciach, ale skąd ta geopatia właściwie pochodzi? Tzn. czy to coś z ziemi, z budynku, czy to działa wszędzie tak samo? Pytam bo moja mama też się skarży na złe sny odkąd przeprowadzili się do nowego domu i zastanawiam się czy to może być to samo.
Dodam do tego co napisała Blanka, że siatka Hartmanna biegnie w kierunkach północ-południe i wschód-zachód, a Curry'ego jest obrócona mniej więcej o 45 stopni. Pasy Hartmanna mają szerokość około 20-25 cm, a odległości między nimi to mniej więcej 2 metry w jednym kierunku i 2,5 metra w drugim. Węzeł to nie jest wielka strefa, to punkt. Dlatego przesunięcie łóżka o pół metra może całkowicie zmienić sytuację.
nie powiedziałabym, że najpierw przesuwaj, bo możesz je przesunąć w inne złe miejsce. Najpierw zbadaj, potem przesuń. Chyba że nie masz wahadła ani różdżek i chcesz zaryzykować metodą prób — wtedy tak, próbuj różnych ustawień i obserwuj czy coś się zmienia po tygodniu. Ale to długa droga.
A czy ktoś może powiedzieć więcej o konkretnych objawach? Bo Celestyna wymienia ból głowy i płytki sen, ale mnie interesuje czy są inne rzeczy, po których można podejrzewać geopatię zanim jeszcze zrobi się pomiary. Czytałam o problemach z koncentracją, ale nie wiem czy to nie jest zbyt ogólne żeby cokolwiek znaczyło.
O rany, czytam ten wątek i mam ciarki, bo u mnie jest dokładnie tak samo jak u Celestyny. Budzę się jak zmęczona i mam wrażenie że wcale nie spałam. Nawet o tym nie pomyślałam że to może mieć związek z miejscem. Czy to możliwe żeby te objawy narastały z czasem? Bo u mnie jest coraz gorzej od jakichś trzech miesięcy.
Wracając do pytania Siodemki o objawy — słyszałem też o tym, że zwierzęta domowe zachowują się inaczej w strefach geopatycznych. Koty podobno szukają takich miejsc, a psy ich unikają. Czy to jest rzeczywiście wiarygodny sygnał? Bo u znajomych pies nie wchodzi do jednego pokoju i zastanawiam się czy to ma związek.
Mam pytanie może trochę z boku, ale zastanawiam się — jeśli ktoś nie ma wahadła ani różdżki i nie umie jeszcze pracować z tymi narzędziami, to czy są jakieś inne sposoby na wstępne rozpoznanie, że dane miejsce może być obciążone? Coś, co można zrobić zanim nauczymy się radiestezji?
Właśnie o to chciałam zapytać dalej — jak zacząć z wahadłem żeby zbadać własne mieszkanie? Czy to się da zrobić bez dużego doświadczenia, czy jest ryzyko że odczytam wszystko błędnie i się zagubię? Nie chcę kupować sprzętu i nie wiedzieć co z nim zrobić.
zaczęłam od zwykłego wahadełka na nitce, nic specjalnego. Pierwsze tygodnie to była kalibracja — ustalanie odpowiedzi tak i nie, ćwiczenie spokojnego trzymania, uczenie się odróżniania drżenia mięśni od faktycznej odpowiedzi. Do badania mieszkania przeszłam po jakimś czasie, bo wcześniej po prostu nie byłam gotowa żeby ufać temu co widzę. Myślę że pośpiech tutaj nie pomaga.
I jeszcze jedno do tego co pisałam — przy badaniu mieszkania wahadłem warto zaczynać od sypialni, nie od całego lokalu naraz. To pierwsze co ma sens, skoro objawy pojawiają się głównie w nocy. Resztę można badać stopniowo.
To brzmi wykonalnie. Mam jedno pytanie praktyczne — czy badanie powinno się robić o konkretnej porze? Czytałam gdzieś, że rano siatki mogą być bardziej aktywne, ale nie wiem czy to ma potwierdzenie w praktyce.
Pora dnia ma znaczenie, ale nie jest kluczowa przy pierwszym badaniu. Siatki Hartmanna i Curry'ego są stałe, nie znikają ani nie pojawiają się zależnie od godziny. Natomiast żyły wodne mogą zmieniać intensywność, np. po opadach. Do wstępnej diagnozy mieszkania godzina nie powinna przeszkodzić, ważniejsze jest spokojny stan wewnętrzny osoby badającej.
Mam trochę inne pytanie, bo zupełnie o tym nie pomyślałam — czy promieniowanie geopatyczne może wpływać inaczej na różne osoby śpiące w tym samym łóżku? Bo mój mąż śpi jak kamień, żadnych problemów, a ja budzę się kilka razy w nocy. Czy to możliwe, że on po prostu tego nie czuje?
Dokładnie to samo słyszałam od radiestety, który badał nam mieszkanie. Powiedział, że niektórzy mówią, że są odporni, bo nie czują objawów, ale po przesunięciu łóżka nagle zaczynają lepiej spać i dopiero wtedy widzą różnicę. Brak objawów to nie to samo co brak wpływu.
A jak to jest z dziećmi — jeśli dziecko często płacze w nocy albo nie chce spać w swoim łóżeczku, to czy to może być właśnie to? Pytam bo moja znajoma ma taki problem z maluchem i szuka przyczyny, a ta opcja w ogóle jej nie przyszła do głowy.
U mnie sytuacja była podobna — córka nie chciała spać w swoim pokoju od małego i zawsze mówiliśmy że to kaprysy. Jak w końcu zrobiliśmy badanie mieszkania, wyszło że właśnie w rogu gdzie stało jej łóżeczko był węzeł Hartmanna. Przesunęliśmy łóżko dosłownie o metr i po kilu tygodniach problem zaczął się zmniejszać. Może zbieg okoliczności ale to zmiana jedynej rzeczy jaką zrobiliśmy.
To mnie skłania do pytania — czy jest jakaś różnica między samodzielnym badaniem a badaniem przez kogoś z zewnątrz? Nie chodzi mi o kwestię umiejętności, tylko o to, czy obecność właściciela mieszkania może zakłócić pomiar. Słyszałam taką teorię, że silne emocje osoby, której dotyczy sprawa, mogą wpływać na wynik.
To jest faktycznie dyskutowane w środowisku. Część radiestów woli badać bez obecności właściciela albo prosi go żeby siedział w jednym miejscu i nie koncentrował się na wyniku. Inni twierdzą, że to nie ma znaczenia, bo pracują nad materią fizyczną, nie nad polem osoby. Sam Ernest Hartmann zalecał powtarzalność pomiaru jako weryfikację, więc sprawdzian jest prosty — czy drugi pomiar daje te same linie.
To brzmi rozsądnie. Ale mam wątpliwość — jeśli dwóch radiestów niezależnie bada to samo mieszkanie, czy zazwyczaj wychodzą im te same wyniki? Czy zdarzają się duże rozbieżności?
Czytam od jakiegoś czasu ten wątek i mam szczere pytanie, nie złośliwe — skoro siatki Hartmanna mają stały, przewidywalny rozstaw, to czy można by z góry obliczyć gdzie wypadają linie w konkretnym mieszkaniu na podstawie współrzędnych? Czy to jest robione? Bo jeśli tak, to byłoby ciekawe porównanie z wynikiem wahadła.
Właśnie, bo z tej logiki wynika że albo siatka jest na tyle regularna, żeby ją obliczyć, albo na tyle nieregularna, że wymaga pomiaru. Które z tego jest prawdą w praktyce? Bo jedno drugiemu trochę przeczy.
Wracając do sedna tematu, bo trochę odeszliśmy od objawów w organizmie — czy ktoś z was miał taką sytuację, że objawy były bardzo niespecyficzne i długo nie wiązał ich z miejscem? Pytam bo sama mam od kilku miesięcy nawracające bóle głowy, które lekarze kwitują jako napięciowe, ale mam wrażenie że coś tu nie gra.
U mnie tak było z chronicznym zmęczeniem. Nie bóle głowy, ale takie uczucie że wstaje się bardziej zmęczona niż się kładła. Przez rok myślałam że to stres albo niedobory, zrobiłam wszystkie możliwe badania i nic. Dopiero jak przesunęłam łóżko wyszło że ten kąt był obciążony — i różnica była naprawdę wyraźna po niedługim czasie.
