Tego nie wiedziałam, że można amulet "przypisać" do miejsca zamiast do osoby. Mam teraz pytanie trochę z boku - czy to znaczy, że jak kogoś zaproszę do swojego pokoju, to on też podlega temu amuletowi? Czy to działa tylko na właściciela?
To jest coś, o czym nigdy nie myślałam. Mam w domu kilka rzeczy, które dostałam od mamy i jej mamy, wiszą na ścianach, i w sumie nigdy ich nie traktowałam jako amuletów, ale może nimi są? Jak w ogóle rozpoznać, że coś wiszącego na ścianie ma jakieś działanie energetyczne?
Ale czy to nie mogło być po prostu przyzwyczajenie wzrokowe? Mózg widzi znane miejsce bez czegoś i rejestruje "brak" - niekoniecznie to musi być energetyczne. Pytam poważnie, bo sama mam takie dylematy z rzeczami po rodzinie i nie wiem, jak odróżnić jedno od drugiego.
A wracając do tych rzeczy po rodzinie, bo to mnie naprawdę nie daje spokoju. Mam na ścianie taką małą figurkę ptaka, glinian, po prababci. Zawsze mi się kojarzyła z domem, z bezpieczeństwem, ale nie wiedziałam czemu. Nigdy o niej nie myślałam jako o amulecie. Teraz zaczynam się zastanawiać, czy ta moja intuicja wobec niej to nie jest właśnie jakiś sygnał.
Mnie w tej rozmowie uderzyło coś zupełnie innego. Wszyscy mówimy o amuletach noszonych albo wiszących, ale nikt nie powiedział, co robić, kiedy kilka rzeczy aktywnych jest w jednym miejscu jednocześnie. Bo wracając do początku wątku - ile tych amuletów na ścianach może być, zanim zaczną sobie przeszkadzać?
Słyszałam o tej zasadzie co do metali, że niektóre blokują inne albo "wchłaniają" ich energię. Szczególnie mówi się o żelazie, że tłumi inne rzeczy w pobliżu. Ale nie wiem, czy to dotyczy amuletów z metalu, czy surowego żelaza jako materiału. Czy ktoś to testował praktycznie?
To znaczy, że w ogóle nie ma sensu pytać o kombinacje, jeśli każdy przypadek jest inny? Trochę frustrujące, bo szukam jakichś ogólnych wskazówek, a tu wychodzi, że nie ma reguł, tylko wyjątki od reguł.
Trzy to akurat liczba, która pojawia się w wielu miejscach, nie tylko tu. Ciekawe, czy to jest coś tradycyjnie ustalonego, czy po prostu ludzie intuicyjnie do tego dochodzą. A co z wiszącymi na ścianie? Tam też trzy, czy inna zasada?
A ja w ogóle nie wiedziałam, że odległość ma znaczenie. Mam wisior po babci na jednym gwoździu z innym, który kupiłam sama, i wiszą stykające się ze sobą. To może być problem?
Słuchajcie, ale skąd w ogóle pochodzi ta wiedza o odległościach? Bo to brzmi jak coś bardzo konkretnego, a ja nie spotkałam się z tym nigdzie poza forumami. Jakieś źródło, tradycja, cokolwiek? Pytam bez złośliwości, naprawdę chcę wiedzieć.
Wedlug mnie każdy i tak robi po swojemu, bo nie ma jednej szkoły amuletow. Wlasnie o tym rozmawiamy od kilkudziesieciu postów - że nie ma reguł. Ale ta kwestia z dotykaniem sie wisiorów naprawde mnie zaciekawila. Bo u mnie w gabinecie kilka kamieni lezy obok siebie w miseczce i nigdy nie pomyslalem ze to moze mieszac ich dzialanie.
To jest właśnie coś, o czym rzadko się mówi. Amulety noszone przy sobie i amulety miejsca to według mnie dwie różne kategorie i może właśnie dlatego te zasady nie są takie same. Ten twój kamień brzmi jak strażnik miejsca, a nie przedmiot osobisty.
Skoro są amulety miejsca i osobiste, to co z amuletami, które zaczęłam jako osobiste, a teraz leżą gdzieś i ich nie noszę? Bo mam kilka bransoletek, które nosiłem przez jakiś czas, a potem przestałem. Teraz leżą w szufladzie. Czy to problem, że nie są ani tu, ani tam?
Ale czy ta "chwila uwagi" przy odkładaniu to coś, co ma faktyczne znaczenie energetyczne, czy po prostu jest dobra dla nas samych psychologicznie? Bo widzę, że często trudno rozróżnić w tej dyskusji, czy mówimy o rzeczywistym działaniu amuletu, czy o naszym stosunku do niego.
A jak ktoś nie wie, w którym modelu działa? Ja na przykład nie mam jednego podejścia, mam raczej poczucie, że coś jest, ale nie wiem co dokładnie. I nie wiem, czy powinnam wtedy liczyć amulety, czy nie liczyć.
Tylko że takie obserwacje mogą trwać tygodniami albo miesiącami, a w tym czasie nie wiadomo, co na co wpływa. Mam wrażenie, że amulety to trudny temat do "testowania", bo zbyt wiele się jednocześnie zmienia w życiu.
Breloczek po mamie to tez amulety? Myslałem że to bedzie troche inna kategoria niż kupione na targu. Choć z drugiej strony te po rodzinie chyba mają nieswoją energię, więc może to jest wazniejsze niż to że nie był "kupiony jako amulet".
Czytałam gdzieś, że przedmioty po bliskich, szczególnie po osobach, które już odeszły, traktuje się osobno i nie powinny wisiеć razem z "aktywnymi" amuletami, bo mają inne zadanie - raczej łączą z przeszłością niż chronią tu i teraz. Ale nie wiem, czy to jest ogólna zasada, czy tylko w jakiejś konkretnej tradycji.
Wracając do pytania Antka o breloczek po mamie - Kasieczka trafiła w coś ważnego. Przedmioty po bliskich mają zupełnie inny charakter energetyczny niż to, co kupujemy z konkretną intencją. Ale to nie znaczy, że muszą wisiеć osobno. Pytanie jest inne: co chcesz, żeby ten breloczek robił w tym przedpokoju?
Chyba kluczowe jest to, że wejście do domu to jeden z tych punktów, gdzie naturalnie skupia się dużo energii i intencji. Właśnie dlatego tam wieszamy amulety - bo to próg. I może właśnie dlatego nakładanie się różnych funkcji w tym miejscu jest mniej problematyczne niż np. w sypialni czy przy biurku.
Czemu sypialnia albo biurko byłyby bardziej problematyczne? Rozumiem próg jako symbol, ale fizycznie to po prostu drzwi.
Ile tych rzeczy miał przy łóżku? I co to były za przedmioty? Bo zastanawiam się, czy sama liczba miała znaczenie, czy akurat ta konkretna kombinacja.
Siedem, osiem przy łóżku to brzmi jak naprawdę dużo. Ja mam dwie rzeczy i czasem zastanawiam się, czy to za dużo. Czy jest jakaś granica, której nie przekraczacie w sypialni?
To słowo "gwarno" jest ciekawe. Ja bym powiedział, że jak mam za dużo naraz, to jest jakiś szum, nie skupienie. Nie wiem, czy to amulety, czy ja sam się rozpraszam, mając ich za dużo.
Ale wtedy dla kogoś "za dużo" to będzie dwa, a dla kogoś innego dwadzieścia, prawda? Nie ma jednej liczby dla wszystkich.
To w takim razie mam pytanie praktyczne: jak mam zdecydować, który z moich trzech amuletów z przedpokoju pasuje tam, a który powinien iść gdzie indziej? Bo po tej dyskusji zaczynam myśleć, że może źle je rozlokowałam, ale nie wiem, jak to sprawdzić bez miesięcy obserwacji.
To jest ważne pytanie, bo z mojego doświadczenia obsydian jest jednym z tych kamieni, które wymagają regularnego czyszczenia bardziej niż inne. Jeśli wisi w przedpokoju jako ochrona wejścia i nigdy go nie czyścisz, to trochę jak kosz na śmieci, który nigdy nie opróżniasz. A co do pytania Antka o rozmieszczenie - intuicja z tym ciepłem przy breloczku wydaje mi się bardzo konkretna.
