Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad tym, ile amuletów można nosić jednocześnie. Mam ich teraz chyba z sześć - trzy na szyi, dwa na nadgarstku i jeden w torebce. Zaczęłam czuć jakiś dziwny ciężar, nie fizyczny, ale taki energetyczny. Czy to możliwe, że za dużo przedmiotów naraz blokuje zamiast pomagać? I gdzie w ogóle jest ta granica - bo chyba każdy z nas ma inaczej?
To zależy od tradycji, z której amulety pochodzą. Jeśli masz mieszankę ze słowiańskiej symboliki, kryształów new age i czegoś z buddyjskiego sklepu - to naprawdę może się wzajemnie neutralizować. Różne systemy energetyczne niekoniecznie współpracują. Sam przez długi czas nosiłem ich kilka i musiałem dojść do wniosku, że najlepiej pracować z jednym, ale naprawdę świadomie naładowanym, niż z tuzinem przypadkowo zebranych.
Ale jak w ogóle poznać, że jest tego za dużo? Pytam serio, bo sama mam kilka kamieni i talizman od babci i nigdy nie pomyślałam, że to może coś blokować.
a te zmęczenie pojawiło się od razu po tym, jak zaczęłaś nosić więcej naraz, czy narastało stopniowo?
Ja mam jeden amulet który noszę od ponad trzech lat bez zdejmowania i nigdy żadnych problemów. Ale to jest stara słowiańska perenda, robiona specjalnie dla mnie. Może to kwestia tego że są nastawione indywidualnie? Te kupowane w sklepach ezoteryczynych to jednak inna para kaloszy moim zdanem.
A skąd wiadomo, że amulet "zbiera energie"? To znaczy - jest jakiś sposób, żeby to sprawdzić, czy to tylko odczucie subiektywne? Pytam z czystej ciekawości, bo sama mam kilka obsydianów i zawsze słyszałam, że one oczyszczają, ale nie bardzo rozumiem mechanizmu.
Wracając do głównego pytania z początku wątku - czy ktoś stosuje jakąś konkretną zasadę co do liczby? Czytałam, że w niektórych tradycjach liczba przedmiotów nie powinna być parzysta, w innych jest dokładnie odwrotnie. Ktoś z was trzyma się jakichś reguł?
A co z miejscem, gdzie się je wiesza? Bo mi się wydawało, że na szyi to standard, ale ostatnio słyszałam, że niektóre amulety trzeba nosić przy konkretnych czakrach albo na lewej stronie ciała zamiast prawej. To ma znaczenie czy to tylko szczegóły?
Mam pytanie może trochę z boku - jak długo w ogóle jeden amulet powinien być noszony? Czy jest jakiś moment, kiedy "się zużywa" albo trzeba go wymienić? Bo mam jeden, który dostałem i noszę go od dawna, ale ostatnio mam wrażenie że jakby przestał działać.
Słuchajcie, mam inne zdanie w kwestii "zużywania się" - myślę, że to bardziej kwestia psychologiczna. Kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do przedmiotu, przestajemy go "widzieć", więc i efekt placebo słabnie. Nie mówię, że amulety nie działają, ale warto odróżniać, kiedy to energia, a kiedy nasze nastawienie. Nie po to piszę, żeby gasić dyskusję - sam noszę jeden przedmiot od lat - ale mam wrażenie, że to pytanie często jest pomijane.
Mnie bardziej zastanawia inna kwestia, wracając trochę do tego, o czym pisał Jarylo - czy jeśli mam kilka amuletów i noszę je na różnych wysokościach, np. jeden krótszy przy szyi a drugi dłuższy, to każdy i tak pracuje przy tej samej czakrze? Czy ta różnica centymetrów naprawdę coś zmienia?
to jest właśnie ten moment, kiedy warto sprawdzić, czy te intencje w ogóle ze sobą współgrają. Ochrona, miłość i coś robionego pod konkretną intencję - to może być zgrane, ale może też tworzyć napięcie. Co to dokładnie był za trzeci amulet, jeśli możesz powiedzieć?
Przy okazji tego co piszą Talizmana i Jarylo - czy ktoś z was rozdziela amulety, które są noszone fizycznie, od tych, które wiszą w domu? Bo ja mam kilka rzeczy zawieszonych przy wejściu i zastanawiam się, czy to liczyć razem z tym, co noszę na sobie, czy to zupełnie osobna sprawa energetycznie.
Ja mam może głupie pytanie, ale jak długo w ogóle powinien wisieć amulet zanim zacznie działać? Bo dostałam jeden nie tak dawno i chyba oczekiwałam jakiegoś efektu szybciej, a nic szczególnego nie czuję. Może za krótko?
Ale skąd wiesz, że naładowany? Serio pytam, bo to chyba najtrudniejsza część dla takich jak ja, którzy zaczynają. Można coś poczuć fizycznie, czy to raczej sugestia?
To dość typowa sytuacja. Większość ludzi zaczyna dokładnie tak samo i potem się dziwi, że nic nie czuje. To trochę jak zapalać świecę bez ognia i czekać na światło. Jarylo - ty to lepiej wytłumaczysz, bo ja podchodzę do tego bardziej intuicyjnie niż technicznie.
Wracając do mojego pytania, które jakoś uciekło - Jarylo odpowiedział, że amulety w domu i na sobie to osobne sprawy. Ale co jeśli mam np. amulet, który normalnie wisiał w domu, i zaczynam go nosić na sobie? Czy trzeba go wtedy jakoś przeprogramować, czy przestawia się sam?
O, to jest akurat mój przypadek. Mam amulet po babci, o którym pisałam wcześniej - on przez lata wisiał u niej w sypialni i dopiero teraz go noszę. I teraz się zastanawiam, czy to, że on jest "stary" i naładowany jej energią, jest atutem czy problemem. Może nosi w sobie coś, czego już nie potrzebuję?
Ale zaraz, to teraz się boję o tę bransoletkę po mamie. Mówię, że mama była wspaniałą osobą, ale też miała swoje kłopoty i martwiła się często. Nie chcę jej energii z takich miejsc na sobie nosić. Czy to jest odwracalne bez pełnego oczyszczenia?
To może być jedno i drugie naraz - żałoba i energia amuletu. Niekoniecznie się wykluczają. Ale wracając do wątku, bo mi to istotne - czy amulety po bliskich to osobna kategoria pod względem ilości? Bo jeśli niosą tak mocny ślad energetyczny, to czy można traktować je tak samo jak coś, co się samemu wybrało i aktywowało?
To tłumaczy, dlaczego czasem przy wielu amuletach jest chaos, a nie siła. Ale jak to wyczuć, zanim zaczną wchodzić w konflikt? Bo ja niestety uczę się na błędach, a wolałabym nie.
To jest coś, czego szukałam w tym wątku od początku - że ilość naprawdę ma znaczenie i że przyczyna nie zawsze jest oczywista. Przy moim amulecie po babci zastanawiam się teraz, czy nosić go razem z moim bursztynem, który mam od lat, czy jednak osobno. Czy jest jakaś zasada dla takich połączeń?
Ja mam takie pytanie do całego wątku - bo czytam od jakiegoś czasu i się zastanawiam. Czy amulet musi visieć blisko skóry, żeby w ogóle coś robił? Mam jeden na długim sznurku i wisi dość nisko, prawie na brzuchu. Nie wiem, czy to ma znaczenie, czy można go gdziekolwiek nosić.
To co powiedział Jarylo o aktywowanym jednym kontra dziesięć z półki - to chyba najważniejsza rzecz w tym wątku. Bo ja właśnie chyba popełniłam ten błąd. Mam kilka kamieni, które po prostu kupiłam, bo były ładne, i teraz nawet nie wiem, czy któryś z nich cokolwiek robi. Jak sprawdzić, czy kamień jest aktywowany, jeśli sami go nie aktywowaliśmy?
To jest bardzo indywidualne i nie ma co udawać, że jest inaczej. Ktoś czuje ciepło, ktoś lekki puls, ktoś wizualizację koloru. Dla mnie to zawsze było coś w okolicach dłoni, jakby lekki opór - jak powietrze trochę gęstsze. Ale znam osoby, które nie czują nic fizycznie, a mimo to świetnie pracują z kamieniami intuicyjnie.
A co z tymi co nic nie czują? To znaczy, że po prostu nie mają zdolności do pracy z amuletami, czy to się da w ogóle rozwinąć?
A co jeśli amulet w ogóle nie jest noszony przy ciele, tylko leży na biurku albo wisi na ścianie? Bo mam jeden wisior, którego nie zakładam, bo mi nie pasuje do niczego co noszę, ale intuicyjnie czuję, że nie powinnam go chować do szuflady.
