Zaczęłam ostatnio eksperymentować z czymś, co chyba nie ma jeszcze polskiej nazwy - czytaniem grzbietów książek jako formą wróżby. Chodzi o to, żeby podejść do półki z zamkniętymi oczami, wyciągnąć losową książkę i zinterpretować jej tytuł jako odpowiedź na zadane pytanie. Ale idę o krok dalej - czy można w ten sposób wejść w kontakt z wiedzą zawartą w tomie, którego nigdy nie czytałyśmy? Tzn. czy sama energia grzbietu, tytuł, materiał okładki mogą coś przekazać? Spotkałam się z tym w kontekście bibliomancji, ale większość źródeł skupia się na otwieraniu na losowej stronie, a nie na samym grzbieciku. Ktoś próbował?
Bibliomancja to stara praktyka, ale to co opisujesz brzmi bardziej jak stelecja albo stochomancja - wybór przez dotyk. Pytanie jest ciekawe, bo dotykając grzbietu nie masz dostępu do treści, tylko do energii fizycznego obiektu. Czy uważasz, że wiedza zawarta w tekście jakoś impregnatuje papier i okładkę? Bo to byłoby już zupełnie inne założenie niż klasyczna bibliomancja.
Ale czy nie o to właśnie chodzi, że każda książka ma swoją aurę? Czytałam, że stare tomy potrafią przechowywać emocje całych pokoleń czytelników. Jak ktoś płakał nad stroną, to ta energia gdzieś zostaje, nie?
Zatrzymajmy się chwilę, bo mieszacie kilka pojęć. Bibliomancja to otwieranie na losowej stronie i czytanie fragmentu - tu jest kontakt z treścią. To co opisuje Jarzyna to bardziej psychometria stosowana do przedmiotów papierniczych. Psychometria zakłada, że dotykając obiektu możesz odbierać wrażenia z jego historii. Ale "wiedza z nieznanych tomów" przez sam grzbiet? To jest zupełnie inne twierdzenie i chciałabym wiedzieć, na czym miałoby się opierać.
Szczerze? Brzmi to dla mnie trochę jak autosugestia. Widzisz tytuł "Sztuka uwalniania", zadajesz sobie pytanie o związek i nagle masz "odpowiedź". Ale to chyba ty sama interpretujesz, a nie książka coś przekazuje, nie?
Przepraszam, że się wtrącam, ale nie rozumiem jednej rzeczy - jak to możliwe, że ręka "czuje ciepło" przy grzbiecie? Ciepło od czego? Książka nie jest żywym obiektem.
Mnie zastanawia coś innego. Mówimy o książkach z własnej półki czy o obcych? Bo jeśli własne - to znasz przecież tytuły, nawet nieświadomie, i selekcja może być pamięcią mięśniową. Przy cudzej bibliotece byłoby inaczej. Czy próbowałaś w obu wariantach?
A ja myślałam, że do takich pytań używa się tarota, bo tam są konkretne karty jak tak czy nie i odpowiedź jest jasna. Grzbiet książki to chyba za mało precyzyjne, żeby się na tym opierać w ważnych sprawach, nie?
A właśnie - czy to nie jest trochę podobne do dobierania kamieni do zestawu? Też nie bierzesz pierwszego z brzegu, tylko te, do których czujesz jakieś przyciąganie. Może półka ma znaczenie nie przez sam fakt posiadania, ale przez to, że każdą z tych książek kiedyś wybrałaś?
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale co znaczy "zamknięcie pętli"? Nie do końca rozumiem, jak fizyczny przedmiot może cokolwiek "zamknąć".
To brzmi bardziej psychologicznie niż ezoteryczne. Czy wy w ogóle wierzycie, że coś faktycznie "przychodzi z zewnątrz", czy według was to zawsze jest tylko nasz własny umysł, który coś wybiera?
Pracując z runami mam podobny dylemat za każdym razem. Czy ją wybrałam, czy ona mnie wybrała? Po pewnym czasie przestałam się tym pytaniem zajmować, bo praktyka i tak daje odpowiedzi, niezależnie od tego, który mechanizm stoi za tym. Może z grzbietami jest tak samo.
To ważne rozróżnienie. W runach jest element losowania - ty nie kierujesz ręką świadomie. U mnie jest ruch i zatrzymanie, co jest bliższe wahadełku albo właśnie radiestezji jak mówił Edek. Ale efekt końcowy jest podobny - jeden przedmiot spośród wielu, który ma odpowiedzieć.
Słuchajcie, ale mam takie głupie pytanie. A co jeśli zatrzymasz się na jakiejś książce i tytuł jest zupełnie bez sensu w kontekście pytania? Nie wiem, "Encyklopedia grzybów jadalnych" czy coś równie kompletnie niezwiązanego. Co wtedy? Uznajecie, że sesja się nie udała?
Zazwyczaj kilkanaście sekund, maksymalnie minuta. Ale to wymaga, żebyś rzeczywiście miała pytanie sformułowane zanim zaczniesz. Jeśli wchodzisz do tego z głową pełną różnych myśli, ruch może być nerwowy i nie ma zatrzymania. Kluczowe jest to jedno konkretne pytanie przed.
Słucham tej dyskusji i mam takie pytanie do tych, którzy próbowali: czy robiliście to kiedyś w bibliotece albo w księgarni z półką, której zawartości nie znaliście? Bo jeśli to działa tylko na własnej półce, to argumenty o "energii wyborów" mają sens. Jeśli działa też na obcej - to może jednak mechanizm jest inny.
Próbowałam raz w antykwariacie, z pytaniem dość prostym. Ręka zatrzymała się na zbiorze poezji, autora nie znałam. Tytuł był ogólny i nijaki. Ale kiedy wzięłam tom do ręki i otworzyłam losową stronę - i tu przechodzimy już w bibliomancję właściwą - wiersz był absolutnie na temat. Czy to nie był jednak dostęp do zawartości, nie grzbiet? Nie wiem. To mnie samą zastanawia.
Ale to nadal nie wyklucza percepcji nieświadomej. Mogłaś peryferyjnie zobaczyć grzbiet wcześniej, kolor, układ liter. Mózg przechowuje rzeczy, o których nie wiemy. Nie mówię, że tak było - mówię tylko, że od strony metodologicznej to jest wciąż otwarte.
Ale ja mam bardzo praktyczne pytanie, bo od jakiegoś czasu chcę to wypróbować. Czy to musi być własna półka? Bo mieszkam w kawalerce i mam może ze czterdzieści książek, połowa to podręczniki. To mi mocno ogranicza pole.
Podręczniki nie są problemem, jeśli jesteś gotowa na odpowiedzi, które przychodzą przez skojarzenia z tytułem, a nie dosłowność. Gramatyka angielska może być odpowiedzią o potrzebie porządku w komunikacji. Ale czterdzieści tomów to naprawdę mało - pole wyboru jest zbyt wąskie. Doświadczenie Jarzyny z antykwariatem sugeruje, że obca półka może działać lepiej niż mała własna.
Czytam ten wątek od początku i próbowałam rozumieć, ale jedno mnie gubi. Mówicie o energii wyboru, o zatrzymaniu ręki, o sygnałach - ale co tak naprawdę WYSYŁA ten sygnał? Bo przy tarotu zakładam, że to jakaś wyższa siła układa karty, ale tu to ty sama trzymasz rękę. Kto to robi?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam głupie pytanie. Czy to musi być konkretny gatunek książek? Tzn. czy beletrystyka działa tak samo jak np. poradniki? Albo albumy fotograficzne bez słów?
Zresztą historycznie wróżby z losowo wybranych tekstów nie były zarezerwowane dla żadnego gatunku. W tradycji sortes Vergilianae używano Eneidy Wergiliusza, w sortes Biblicae - Pisma. Nikt wtedy nie pytał, czy poradnik zadziała lepiej niż epos. Kryterium był autorytet tekstu, nie jego forma. Pytanie do Jarzyny: czy ty masz jakieś teksty, którym ufasz bardziej przy tym skanowaniu?
Czekaj, to ja właściwie mam nadzieję. Mam jeden tomik wierszy po babci i nie wiem czemu go trzymam, bo nawet go nie lubię szczególnie. Ale może właśnie dlatego? Bo jest jakieś napięcie z tym tomem? Albo właśnie dlatego nie powinnam go używać?
