Ale zaraz, "kosz na śmieci który zbiera energię" - to brzmi przekonująco jako metafora, ale jak to ma wyglądać fizycznie? Czy ktoś może mi powiedzieć, jak w praktyce wygląda czyszczenie czegoś, co wisi nad drzwiami? Bo to brzmi jak dużo zachodu jak na coś, co ma po prostu wisieć.
A propos czyszczenia - ja mam tę podkowę od jakieś dwóch lat i nigdy jej nie czyściłem, bo szczerze nie wiedziałem, że metal też się czyści. To podkowa też sie "zapycha" tak jak kamień? Pytam bo nigdy o tym nie myslałem.
To właśnie chciałam zapytać - bo wychodzi z tej rozmowy, że każdy amulet wymaga jakiegoś regularnego kontaktu. Ale czy ktoś z was ma jakiś system? Bo jeśli mam pięć rzeczy w różnych miejscach, to kiedy czyszczę, kiedy biorę do ręki, kiedy odnawiam intencję? Czy to w ogóle da się ogarnąć bez notatnika?
Ten notatnik to żart, ale też nie żart - ja przez jakiś czas dosłownie zapisywałem, kiedy co czyściłem. I wiecie co, po miesiącu przestałem, bo to zaczęło być bardziej o notatkach niż o samych przedmiotach. Więc może system to nie jest droga?
Umyka. Serio, nie ma co udawać, że po latach wszystko działa jak zegarek. Miałam okresy, gdzie całymi miesiącami nie dotykałam pewnych rzeczy. I z perspektywy czasu widzę, że te okresy miały swoje konsekwencje, choć nie wiem, czy to przyczyna, czy skutek czegoś innego. Trudno rozdzielić.
Jest kilka tradycji, które bardzo konkretnie określają miejsca - w kabale są mezuzy na framugach, w feng shui są strefy, w słowiańskiej magii ochronnej były konkretne narożniki izby. To nie jest wymysł, to jest skodyfikowana wiedza. Problem jest taki, że większość z nas miesza systemy i dlatego mamy te dyskusje o tym, "co z czym może wisieć". Jeśli trzymasz się jednego systemu, to odpowiedź na pytanie z tytułu jest dość jasna. Jeśli mieszasz, to już musisz improwizować.
To, co powiedział Halny77 o "swoim miejscu", jest akurat zgodne z tym, co mówią tradycje - ale z ważnym zastrzeżeniem. W kabale nie stawiasz mezuzy tam, gdzie czujesz, że "pasuje", tylko na konkretnej framudze, pod konkretnym kątem, z konkretnym tekstem w środku. Precyzja nie jest przypadkowa. Problem ze współczesnym podejściem "wieszam gdzie czuję" polega na tym, że tracimy ten kontekst i zostaje samo wyczucie, bez żadnego oparcia. Czy to złe? Nie wiem. Ale nie udawajmy, że to to samo, co skodyfikowana tradycja. To są dwie różne rzeczy i myślę, że warto to sobie uczciwie powiedzieć.
