Przy rytuałach miłosnych, które znam, czas poświęcony na przygotowanie zawsze był traktowany jako część samego rytuału, nie jako wstęp do niego. Jeśli szłaś zbierać zioła, to zbieranie było już rytuałem. Wydaje mi się, że przy przędzeniu jest dokładnie tak samo - ale chciałabym zapytać Kapturek, czy w tradycjach, które zna, jest jakaś zasada dotycząca długości tego procesu przygotowania?
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie, które mnie trochę blokuje: czy ktoś z was zaczął od ręcznego przędzenia bez żadnej wiedzy o tradycji i po prostu intuicyjnie to rozwinął? Pytam, bo mam wrażenie, że tu wszyscy albo mają wiedzę tradycyjną, albo podchodzą analitycznie. A co z osobami, które po prostu czują, że chcą spróbować?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co znaczy kierunek skrętu? To chodzi o to, w którą stronę kręcisz wrzecionem? I skąd w ogóle wiadomo, który kierunek do czego służy?
A jak to jest z bawełną kontra inne materiały? Tytuł wątku mówi o bawełnie, ale słyszałem że llen albo wełna mają inne własnoci energetyczne. Czy bawełna jest tu wyjątkowa czy chodzi tylko o ręczne przędzenie jako takie?
Słucham tej rozmowy o kierunku skrętu i materiałach i myślę o czymś, co chyba nie padło wprost: czy kupując gotową nić w sklepie w ogóle wiemy, w którym kierunku była skręcona i z jakim nastawieniem? Przy ręcznym przędzeniu masz nad tym kontrolę. Przy kupnej - nie masz żadnej. Nie wiesz, kto to robił, w jakim stanie, jakie maszyny, jakie procesy. Z perspektywy pracy energetycznej to jest dość fundamentalna różnica.
Sorki że przerwe, ale mam pytanie do Seid: jak odróżniasz, czy obiekt jest nadpisany czy tylko osłabiony? Bo to brzmni jakby był jakiś sposób na sprawdzenie? Albo to bardziej czujesz?
Czytam o tych węzłach zamykających i mam pytanie, które może być naiwne: czy węzeł na końcu nici to to samo co węzeł w zaklęciu wiązania? Znaczy, czy to jeden symbol o różnych zastosowaniach, czy to przypadkowe podobieństwo nazwy?
Wracam do pytania Zenek75 sprzed kilku postów, bo ono mi nie daje spokoju. Powiedział, że ręczne przędzenie daje przewagę startową, nie trwałą. Ale przy kartach tarota byłoby podobnie - karta jako przedmiot fizyczny jest nośnikiem, ale bez praktyki czytającego, bez regularnego kontaktu, ta relacja słabnie. Czy nie jest tak, że wszystkie przedmioty magiczne wymagają podtrzymania? A jeśli tak, to może przewaga ręcznego przędzenia jest właśnie w tym, że od początku budujesz relację, nie tylko ładujesz obiekt?
Ale chwila - czy historia początku zawsze jest zaletą? Jeśli ktoś zaczął przęść w złym nastroju, z rozproszeniem, z wątpliwościami - ta historia jest wbudowana w materiał. Przy kupnej nici oczyszczonej masz czystą kartę. Czy naprawdę zawsze lepsza jest nić z historią niż bez niej?
To wszystko brzmi dla mnie jak argument za tym, żeby przed przędzeniem robić coś podobnego do tego, co robię przed rozkładaniem tarota - wyciszenie, wyraźne ustawienie intencji, może krótki rytuał otwarcia. Czy ktoś z was faktycznie tak to strukturuje? I czy to działa inaczej przy przędzeniu niż przy pracy z kartami?
