Zaczęło się od rozmowy z pewną osobą zajmującą się ludową magią słowiańską, która absolutnie odmawiała używania kupnych nici do jakichkolwiek zaklęć wiążących. Mówiła, że nić kupna jest już nasączona intencjami innych - maszyn, pracowników fabryki, transportu. Zacząłem się nad tym zastanawiać głębiej i chciałem was zapytać, bo sam mam mieszane odczucia. Z jednej strony rozumiem argument, że ręczne przędzenie bawełny to akt twórczy, w który wkładasz własną energię od samego początku. Z drugiej - czy nie jest to przypadkiem przerost formy nad treścią? Czy naprawdę materiał ma aż takie znaczenie, czy ważniejsza jest intencja w momencie pracy? Ktoś z was przędzie własne nici albo przynajmniej eksperymentował z porównaniem obu metod?
To jest temat, który bardzo mnie porusza, bo sama przędę od kilku lat i widzę różnicę - ale nie wiem, czy to różnica w samej nici czy w tym, że kiedy przędę, jestem już w odpowiednim stanie skupienia. I to jest właśnie moje pytanie do siebie od dawna. Czy to nić jest naładowana, czy ja jestem naładowana do pracy, bo sam akt przędzenia mnie w to wprowadza?
To co mówi Kapturek jest kluczowe. W tradycjach nordyckich, gdzie przędzenie ma bardzo konkretne znaczenie magiczne - Norny przędą losy - sam proces jest rytuałem. Nie chodzi tylko o gotowy produkt. Kwestia, którą chcę rzucić do dyskusji: czy ktoś próbował oczyszczać kupne nici przed użyciem i porównywał efekty z ręcznie przędzonymi?
Mam w notatnikach kilka prób z tym tematem. Robiłem zaklęcia ochronne raz z kupną nicią bawełnianą oczyszczoną, raz z kupną nieoczyszczoną, i raz prosiłem znajomą, która przędzie, o kawałek ręcznie przędzonej. Subiektywnie - ta trzecia robiła na mnie inne wrażenie już w dotyku. Coś w fakturze, nieregularności. Ale nie mam jak tego zweryfikować obiektywnie, więc nie wiem, ile to moje oczekiwania robiły robotę.
Chcę wejść z nieco innej strony. Mówicie dużo o samej nici, ale mnie interesuje kwestia czasu. Przędzenie własnej nici to są godziny pracy. I przez te godziny jesteś z zamiarem zaklęcia, zanim jeszcze zaklęcie się zaczęło. To jest coś, czego kupna nić nie oferuje. Czy ktoś myślał o tym, że może właśnie ta długość skupienia jest tym, co robi różnicę, a nie sam materiał?
Ale czy ta emocja nie jest właśnie problemem? Słyszałam, że zaklęcia robione w bardzo intensywnym stanie emocjonalnym mogą mieć efekty niezamierzone, bo nie ma jasności intencji, tylko chaos uczuć. To znaczy, że może jednak ta chwila skupienia przy przędzeniu jest ochroną, nie tylko ceremoniałem?
Słucham tej rozmowy i myślę, że wy wszyscy mówicie o czymś, co ja czuję przy kartach - że sposób nasiąka twoją energią przez wielokrotny kontakt. Moje talie, które taszuję od lat, reagują inaczej niż nowe. Czy ktoś myśli, że z nicią jest podobnie - że może kupna nić po długim oczyszczaniu i oswajaniu staje się bardziej twoja?
przepraszam że wchodzę ale czy to nie jest tak, że jak sam przędzesz to po prostu siłą rzeczy myślisz o tym co chcesz zrobić i to idze w nić? a jak bierze gotową to musisz jakoś świadomie to nadrobić? bo to brzmi logicznie nawet dla kogoś takiego jak ja co nie przędzie
A co z kolorem? Bo chyba ręcznie przędzona surowa bawełna jest naturalna, niebarwiona. A w zaklęciach kolor ma znaczenie. Czy to nie jest kompromis, że masz energetycznie czystszą nić, ale bez koloru, który powinien wspierać zaklęcie?
To co mówi Kapturek o barwieniu mechanicznie - bardzo mi to pasuje... przepraszam, chciałam powiedzieć, że to mi się zdarza z zakupionymi świecami. Kupuję zieloną do rytuału finansowego, ale sam zakup był chaotyczny, między zakupami w markecie, bez skupienia. I potem mam wrażenie, że świeca jakoś nie pracuje tak jak powinna. Czy to jest ten sam mechanizm co z nicią?
hej, przepraszam za głupie pytanie, ale co znaczy że intencja jest wbudowana? tzn. czy to jest tak że jak przędzesz i myślisz o czymś to te myśli jakos fizycznie wchodzą w nić? bo staram sie to zrozumieć
Zastanawiam się czy to nie jest podobne do różnicy między czytaniem kart na sobie a czytaniem dla kogoś innego. Przy czytaniu dla siebie przez lata budujesz relację z talią, wchodzisz w nią głęboko. Przy czytaniu dla kogoś obcego musisz się szybko otworzyć i to jest inne skupienie, nie gorsze, tylko inne. Może z nicią jest tak samo?
Hej, to co mówi Zenek o pustej matrycy - czy w takim razie nić od kogoś nieświadomego magicznie jest lepsza niż kupna z fabryki? Bo ta od znajomej była robiona z uwagą, z miłością do procesu, tylko bez konkretnej intencji magicznej. A kupna fabryczna była robiona może bez żadnej uwagi w ogóle.
To jest faktycznie inna kategoria niż to, co omawialiśmy. Mamy więc: ręcznie przędziona z własną intencją, ręcznie przędziona przez kogoś bez intencji magicznej, i kupna fabryczna. Trzy różne punkty startowe dla zaklęcia. I jeszcze barwiona versus naturalna, jak wchodziła Agnese91 wcześniej. To jest dość złożona macierz zmiennych.
A czy ktoś w ogóle próbował świadomie przęść dla kogoś innego, z intencją dla tej osoby? To by była czwarta kategoria - ręcznie przędzona przez kogoś z intencją, ale nie przez osobę robiącą zaklęcie. Zastanawiam się, czy to by wzmocniło czy osłabiło działanie - bo niby masz cudzą pracę, ale z dedykowaną energią.
Wracając trochę do kwestii procesu - mamy już chyba zgodę, że czas spędzony z intencją ma znaczenie. Ale czy ktoś zastanawiał się nad rytmem przędzenia? Czy przędzenie w określonej fazie księżyca, albo o konkretnej porze dnia, dodaje kolejną warstwę do tej nici? Bo jeśli czas ma znaczenie, to może nie tylko ilość czasu, ale i jego jakość.
Rytm przędzenia - to mi skoczyło do głowy, bo ostatnio czytałem o tym, że sam akt kręcenia wrzeciona był kiedyś powiązany z cyklem księżycowym. Że nie bez powodu tkaczki i przędzarki pracowały o konkretnych porach. Azalia, czy ty to masz na myśli, czy bardziej chodzi ci o konkretną energię danej fazy?
Zapisałem sobie to rozróżnienie. Intencja stała kontra intencja procesowa - to jest coś, czego mi brakowało w moich notatkach. Bo dotąd traktowałem każde zaklęcie jak jeden cel. A tu wychodzi na to, że może forma nici powinna odzwierciedlać formę intencji. Czy ktoś próbował dobierać strukturę przędzenia do typu zaklęcia? To brzmi jak coś, co można by systematycznie testować.
Przy tarocie jest podobnie - nigdy nie wiesz, czy to talia, czy twój stan w danym dniu, czy pytanie, które zadałaś, czy coś zupełnie innego. Uczysz się pracować z tą wielowarstwowością, a nie wbrew niej. Może przy przędzeniu to samo - nie da się wyizolować jednej zmiennej, bo cały sens jest właśnie w tym, że wszystkie warstwy są razem.
Sorki ale mam głupie pytanie - jak wogole wiadomo że nić jest "dobra" czy "zła" energetycznie? Bo można to jakoś wyczuć czy to bardziej wiara? Pytam bo staram sie zrozumiec czy to ma jakies fizyczne podstawy czy jest czysto subiektywne
...i skończyłem tuż przed pełnią. Efekt był dla mnie taki, że sznur miał jakąś... gęstość, której nie spodziewałem się przy tak prostym rytuале. Nie wiem czy to przez czas trwania pracy, czy przez to, że zaczynałem w nów. Kogoś coś takiego spotkało przy nici?
A co sie staje jak ktos inny dotknie takiej nici czy sznura? Bo rozumiem ze sie "zanieczyszcza" energetycznie ale czy to nieodwracalne? Pytam bo ciagle moje rzeczy ktos dotykuje w domu i nie wiem co z nimi robić
Wróćmy więc do tego, co mnie najbardziej ciekawi po tej rozmowie - jeśli ręcznie przędzona nić niesie ślady procesu tworzenia, to czy intencja wpisana na końcu, przy zaklęciu, może nadpisać to co było wcześniej? Czy to działa jak warstwy, czy jak zastąpienie?
Ja oczyszczam. Dymem z szałwii, albo zostawiam na soli przez noc. Nigdy się nad tym jakoś głęboko nie zastanawiałam, to był automatyzm. Ale ten wątek mi uświadomił że właściwie - dlaczego oczyszczam kupną nić i traktuję ją potem jako "czystą", skoro ręcznie przędzonej nie musiałabym oczyszczać, bo jej historia jest mi znana?
Ale może to nie ma znaczenia, czy to placebo czy nie? Jeśli po ręcznym przędzeniu moje zaklęcie działa skuteczniej - czyli moje życie się zmienia, mam więcej pewności siebie, rzeczy się układają - to czy naprawdę ważne jest, skąd to pochodzi? Pytam, bo chyba o to w końcu chodzi.
Może nie chodzi o wyjście z tej sytuacji, tylko o uczciwe w niej siedzenie. Tradycje, które znam, nie obiecują weryfikowalności w sensie naukowym. Obiecują coś innego - pogłębienie relacji z własną praktyką, z procesem. I ręczne przędzenie jest właśnie takim pogłębieniem, niezależnie od tego, czy zmienia właściwości nici.
A wracając do tematu nici - to ile czasu zajumuje wogóle ręcznie uprzesc tyle nici co potrzeba do zaklęcia? Bo jak słucham tej rozmowy to wydaje mi się że to tygodnie roboty, nie? Czy to nie jest zbyt dużo żeby to miało sens praktyczny?
