Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad świecami z łoju i chciałam zapytać, czy ktoś z was miał doświadczenie z ich przygotowaniem do pracy rytualnej. Wiem, że w starszych tradycjach słowiańskich i nie tylko używano tłuszczu zwierzęcego zamiast wosku pszczelego, ale czy to ma praktyczne znaczenie z punktu widzenia energetycznego? Łój to coś zupełnie innego niż parafina czy nawet beeswax - pochodzi bezpośrednio od zwierzęcia, niesie ze sobą tę pierwotną, organiczną energię. Czy ktoś próbował robić takie świece samodzielnie i zauważył różnicę w działaniu rytuału?
Robiłam świece z łoju wołowego i powiem ci, że różnica jest odczuwalna. Łój daje zupełnie inne płomień - spokojniejszy, bardziej "mięsisty" jeśli można tak powiedzieć. W tradycji hoodoo i niektórych gałęziach wicca tłuszcz zwierzęcy jest wręcz preferowany do pewnych rytuałów, szczególnie tych związanych z ziemią, przodkami i materią. Przygotowanie jest prostsze niż myślisz - łój trzeba tylko powoli przetopić i kilkakrotnie przecedzić przez gęste sito.
Mam w notatkach kilka wzmiank o świecach łojowych z różnych tradycji i właściwie każda je opisuje trochę inaczej. W niektórych źródłach słowiańskich łój był używany do świec pogrzebowych i do kontaktu z przodkami - co ma sens, bo pochodzi od istoty żywej. W innych kontekstach pojawia się niedźwiedzi lub dziki tłuszcz jako składnik do świec ochronnych. Ciekawi mnie, czy rodzaj zwierzęcia ma znaczenie - wół, świnia, niedźwiedź - czy to symbolicznie przekłada się na charakter rytuału?
Słucham tej dyskusji i mam konkretne pytanie - czy ktoś z was wie, jak właściwie powinno wyglądać oczyszczenie łoju przed użyciem rytualnym? Kupić surowy łój u rzeźnika to jedno, ale zanim trafi do świecy, chyba trzeba go jakoś przygotować, nie tylko fizycznie ale i energetycznie? Zastanawiam się, czy są do tego jakieś tradycyjne metody.
Fizyczne oczyszczenie łoju to proces zwany renderingiem - topienie w niskiej temperaturze, oddzielenie od zanieczyszczeń, czasem kilkukrotne przetopienie z wodą. To bardzo ważne, bo surowy łój ma dużo błon i resztek tkanki, które się przypalają i dają brzydki zapach. Co do oczyszczenia energetycznego - w tradycjach, które znam, często stosuje się dym z ziół oczyszczających podczas topienia albo dodaje się sól do wody przy pierwszym przetopie. Ale Ewunia70, chcę zaznaczyć, że nie ma jednego "właściwego" sposobu - to zależy od tradycji, którą praktykujesz.
Chcę dodać, że przy robieniu świec rytualnych z łoju bardzo ważne jest, żeby topić go wyłącznie w nów albo w pełnię - zależy od celu rytuału. Nów do przyciągania, pełnia do wzmocnienia. Robiłam raz świecę w złej fazie i efekty były odwrócone, więc to nie jest bez znaczenia.
Wracając do pierwotnego pytania o właściwości - robiłem kiedyś eksperyment porównawczy. Te same zioła, ta sama intencja, dwie świece: jedna z wosku pszczelego, jedna z łoju wołowego. Przy łojowej płomień rzeczywiście zachowywał się inaczej - był mniej równy, bardziej "żywy". Nie wiem czy to kwestia składu fizycznego czy czegoś innego, ale odnotowałem to. Łój też dymił inaczej i dym miał specyficzny ciężar - jakby bardziej osiadał niż unosił się w górę. Moje odczucie było takie, że łojowa świeca jest bardziej "ziemna", a woskowa bardziej eteryczna.
Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam zapytać - czy do takiej świecy rytualnej można dodać cokolwiek innego, jak zioła czy olejki, żeby wzmocnić działanie? Bo robiłam kiedyś świecę woskową z lawendą i działało, więc myślę, że do łojowej też można?
Dziękuję za tę rozmowę, czytam i strasznie dużo się uczę! Chciałam zapytać, bo może to głupie pytanie - czy łój można kupić gotowy do użycia, czy naprawdę trzeba go samodzielnie renderować? I czy jest jakaś różnica między łojem wołowym a baranim jeśli chodzi o właściwości?
Słyszałam kiedyś, że w niektórych starych tradycjach świece łojowe palono wyłącznie na cmentarzach albo w kontekście rytuałów dla zmarłych - i że w domu to przynosi złą energię. Nie wiem skąd to pochodzi, ale czy ktoś się z czymś takim spotkał? Bo teraz trochę się zastanawiam, czy nie ma jakiegoś powodu żeby jednak trzymać się wosku w codziennej praktyce.
Okej, to trochę mnie uspokaja, bo przez chwilę pomyślałam, że przez samą rozmowę o tym przyciągam coś niechcianego 🙂 Ale wróćmy do meritum - czy ktoś wie, czy ta cięższa energia łoju ma znaczenie przy rytuałach, które nie są związane ze śmiercią ani przodkami? Bo Jarzebina pytała ogólnie o właściwości i zastanawiam się, czy do czegoś jak np. ochrona miejsca ta ziemskość działa na plus.
mam dokładnie to samo przeczucie i właściwie jeden rytuał ochronny z łojem robiłem - owijałem knot ziołami ochronnymi przed wlaniem tłuszczu. Efekt ciężko ocenić obiektywnie, ale energetycznie przestrzeń po rytualne czuła się inaczej niż po świecy woskowej. Taka bardziej... szczelna? Nie wiem jak to lepiej opisać.
To jest uczciwe podejście, Adept. Właśnie o taką metodologię mi chodzi, gdy zbieram notatki. Za mało osób opisuje swoje eksperymenty w sposób, który pozwala cokolwiek porównać. Dominisio, a masz gdzieś konkretne źródło na to twierdzenie o działaniu przez dobę? Bo chętnie bym to odnotował z numerem strony albo tytułem.
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy ktoś próbował użyć takiej świecy łojowej do czegoś związanego ze snami albo z kontaktem przez sen? Skoro łój jest ziemski i ciężki energetycznie, to wydaje mi się, że mogłoby to zakotwiczać sen zamiast go otwierać. Albo może właśnie o to chodzi - o zakotwiczenie przekazu?
Mam notatkę właśnie o tym - że świnie w magii ludowej były zwierzętami progowymi, a ich tłuszcz był używany przy rytuałach, które dotyczyły ochrony granicy między tym co znane i nieznane. Bogusia, czy to się jakoś przekłada na właściwości świecy łojowej z łoju wieprzowego versus wołowego? Pytam, bo te dwie opcje najłatwiej dostać.
A czy ktoś próbował łoju baraniego? Czytałam, że w tradycjach bałkańskich był używany przy rytuałach wróżebnych, właśnie ze względu na jakieś specyficzne właściwości. Ale nie wiem, czy to nie jest kolejna rzecz, którą ktoś wymyślił w internecie.
W tradycji greckiej i anatołowskiej faktycznie pojawia się tłuszcz barani w kontekście wyroczni - ale tam chodziło o ofiarowanie, nie o świecę jako taką. Pyromancja z łoju to coś innego niż użycie go jako materiału do świecy rytualnej. Nie mieszałbym tych zastosowań, bo cel i mechanizm są różne.
Czytam i się gubię troszkę. Czy te różne rodzaje łoju - wołowy, wieprzowy, barany - to jest coś, co można w ogóle zastosować jako regularną praktykę, czy raczej każdy musi to wypracować sam przez eksperymenty? Bo mam wrażenie, że za dużo tu zmiennych.
A ja w sumie mam pytanie może naiwne, ale czy w sklepach z artykułami ezotycznymi nie sprzedają gotowych świec łojowych? Bo to brzmi wszystko trochę skomplikowanie z tym zamawianiem od rolnika, topnieniem, ziołami... czy jest jakiś krótszy sposób?
Dobra, rozumiem to rozróżnienie. Czyli przy tarota ta moja kupna świeca jest okej, bo ona bardziej "ustawia klimat" niż coś robi? Chyba nigdy o tym nie myślałam w tych kategoriach.
Mam w notatkach wzmiankę o tym, że w niektórych opisach ludowych kształty z zastyganego łoju były "bardziej chropowate i niejednoznaczne" niż z wosku, i że to było uznawane za znak, że przepowiednia dotyczy spraw nierozstrzygniętych albo granicznych. Ale nie pamiętam źródła, więc traktuję to jako ciekawostkę, nie pewnik.
Ten wątek z "granicznym" charakterem łoju mnie zatrzymał. Czy ktoś próbował używać świecy łojowej przy pracy ze snami właśnie jako elementu przejścia? Nie pytam o żaden konkretny rytuał, tylko czy ktokolwiek to eksperymentalnie sprawdzał.
A czy ta świeca w ogóle musi płonąć podczas snu? Wydawało mi się, że to niebezpieczne, zostawiać płonącą świecę na noc. Może ją się gasi przed zaśnięciem i jakoś inaczej to działa?
A właśnie - zioła w łoju. Wcześniej w wątku chyba to padało, ale nie było rozwinięte. Jakie zioła się dodaje do świec łojowych i czy zasada jest inna niż przy woskowych? Bo wyobrażam sobie, że temperatura topnienia jest inna i mogłoby to coś zmieniać w kontekście tego, co można do środka włożyć.
Dokończyłem myśl - zioła suszone i korzenie lepiej trzymają się w łoju niż świeże lub olejkowe, bo nie ma czego parować. Przy woskowych świecach olejek możesz dodać na końcu, bo wosk pszczeli ma wyższy punkt topnienia i olejek nie wybucha od razu. Przy łoju musisz albo działać w niższej temperaturze, albo po prostu odpuścić olejki i zostać przy suchych dodatkach. To mnie interesuje jako różnica czysto praktyczna, bo potem wyobraźcie sobie, że chcecie do świecy ochronnej dodać lawendę - i co, olejek lawendowy przepada zanim masa zastygnie?
A czy ktoś w ogóle wie, skąd się wzięło to skojarzenie bylicy ze snami? Pytam, bo wszędzie to słyszę i jakoś nikt nie mówi dlaczego, po prostu "bylica przy snach" i tyle.
Dobrze, ale my znów trochę odpłynęliśmy od łoju 🙂 Chcę dopytać o jedną rzecz praktyczną, bo mam zamiar spróbować zrobić świecę łojową i nie wiem od czego zacząć. Jarzebina na początku wątku wspominała o przygotowaniu surowca - topienie, oczyszczanie. Czy ktoś ma konkrety, ile razy się go przetapia przed użyciem rytualnym? Bo widziałam różne podejścia i nie wiem, które ma sens.
