Zbierałam ostatnio różne materiały do jesiennych rytuałów i zaczęłam się zastanawiać nad muszlami. Mam kilka muszli po ślimakach z ogrodu, pare małżowych z plaży i nawet jakieś drobne ślimazki wodne. Zawsze traktowałam je jako jeden woreczek "rzeczy z natury", ale czy to właściwe podejście? Bo muszla ślimaka lądowego chyba ma inne "ładowanie" niż muszla morska, skoro żywy stwór żył w zupełnie innym środowisku. I jak to się ma do materiałów roślinnych, bo lubię łączyć z ziołami albo suszonymi kwiatami. Zastanawiam się, czy przypadkowe mieszanie to błąd.
Dobre pytanie i wcale nie oczywista odpowiedź. Muszla ślimaka lądowego i muszla morskiego małża to faktycznie dwa różne żywioły w pracy magicznej. Muszla morska niesie wodę, ruch, przypływ, zmianę. Muszla z ogrodu czy lasu to bardziej ziemia, cykl, powolność. Zanim zacznę mówić więcej, chciałbym wiedzieć, do jakiego celu chcesz ich używać, bo to mocno zmienia podejście.
Ja też mam podobne pytanie przy okazji, bo sama mam garść muszli zebranych nad morzem i nigdy nie myślałam o tym, że mogą mieć inne zastosowanie niż "coś wodnego". Czy w przypadku muszli morskich ma znaczenie, z jakiego gatunku pochodzi muszla? Słyszałam kiedyś, że spiralna forma to coś innego niż płaska małżowa, ale nie pamiętam skąd.
Chciałem dodać jedno zastrzeżenie. To, że muszla ma określoną formę, nie znaczy, że jej energia jest jednolita. Muszla znaleziona na plaży po sztormie niesie inny ładunek niż ta kupiona w sklepie z biżuterią. Podobnie z materiałem roślinnym, zioło zebrane samodzielnie i zioło z torebki to nie jest to samo. Czy przy łączeniu tych materiałów robicie jakieś wcześniejsze oczyszczenie?
Oczyszczenie nie resetuje, tylko czyści. To jak mycie warzyw, nie zmienia co to za warzywo, tylko zdejmujesz brud. Energia gatunkowa zostaje. W tradycjach słowiańskich muszle nie były zresztą specjalnie wyróżniane, bardziej kamienie i kości, ale woda jako żywioł była ważna i muszle jako jej ślad jak najbardziej mają sens.
A czy jest w ogóle jakaś szybka metoda, żeby sprawdzić czy muszla "działa"? Bo te opisy energii są bardzo ogólne i człowiek nie wie, czy to co trzyma robi cokolwiek.
Ja mam właśnie wahadełko i mógłbym przetestować nad muszlą. Ale nie wiem jak to zrobić, czy trzymam wahadełko normalnie i pytam wprost, czy jest jakaś specjalna procedura do badania przedmiotów?
A co z muszlami landyszów? W tytule jest o roślinach, a rozmawiamy głównie o ślimakach. Landysze mają takie małe owoce, ale czy chodzi o samą roślinę, jej nasiona? Trochę nie rozumiem, co to są "muszle landyszów".
Właśnie ta para, zwierzęce i roślinne, jest ciekawa. W rytuałach łączenia lub przyciągania często zestawia się elementy o pozornie różnym pochodzeniu, żeby stworzyć napięcie i dopełnienie. Muszla ślimaka to forma schronienia, dom, coś co otacza i chroni. Owoc landyszów, zamknięty i nasieniony, to potencjał, ziarno czegoś co ma się zacząć. Czy ktoś próbował ich razem w kontekście rytuałów związanych z początkiem czegoś nowego?
Mam pytanie trochę z boku, ale związane. Czy muszle z pełzaków znalezionych przy rzece mają inne właściwości niż morskie? Chodzi mi o małe muszle słodkowodnych ślimaków, bo nad naszą rzeką jest ich pełno i zastanawiałam się, czy warto je zbierać.
A co jesli muszla jest pęknięta albo niekopleta? Mam kilka takich z plaży, troche nadłamanych. Czy to znaczy że są bezuźyteczne czy może mają jakiś inny potencjał niz cale?
Widzę, że rozmowa idzie w dobrym kierunku, ale rzucę jedno uzupełnienie. Przy łączeniu materiałów roślinnych i zwierzęcych warto patrzeć na synchronizację pór roku i cykli. Landysze to roślina wiosenna, ślimak lądowy jest aktywny wiosną i latem. Użyte razem latem mają inne naładowanie niż zimą, kiedy oba są uśpione. Ta sezonowość nie jest dekoracją, ale częścią tego, co wnoszą do rytuału.
Wracając do owoców landyszów, bo chyba trochę uciekłyśmy. Miałam je raz w mieszance z muszlą ślimaków winniczków i suszonymi liśćmi brzozy. Chodziło mi o rytuał związany z przejściem, taką zmianą etapu życia. W tamtym momencie działało to dla mnie spójnie, ale nie potrafiłam do końca wyjaśnić, dlaczego akurat te składniki. Czy ktoś miał podobne intuicyjne dobieranie materiałów bez mocnego uzasadnienia tradycyjnego?
A jak to oczyszczenie intencji miałoby wyglądać w praktyce? Bo brzmi jak kolejny krok, który trzeba zrobić zanim zrobi się właściwy krok. Ile tych przygotowań jest w ogóle potrzebnych?
Ja ciągle wracam myślami do tych landyszów, bo to mnie najbardziej zaintrygowało w tytule. Rumianek79 mówiła o owocach, ale landysze przecież kwitną, a kwiat wygląda zupełnie inaczej niż owoc. Czy kwiat landysza miałby inne zastosowanie niż owoc, czy one mogą ze sobą współpracować?
Ta interpretacja jest spójna wewnętrznie i to się liczy. Kwiat to otwieranie, owoc to zamknięcie i przechowanie. Przy rytuałach związanych z cyklem życia można pracować kolejno, najpierw z kwiatem przy wypowiadaniu intencji, potem z owocem przy jej zapieczętowaniu. Ale oczywiście landysze są trujące i trzeba uważać na manipulację nimi w zamkniętych przestrzeniach.
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale czytam ten watek od jakiegoś czasu i mam pytanie. Czy kok muszla możę pojawiac się w snach jako symbol? Bo ostatnio śniła mi się muszla taka biała, duza, i nie wiedziałam skad ją wziąc ani czy to był jakiś znak ze powinnam zaczac z nimi pracować.
To co opisuje Gabrysia98 jest ciekawe w kontekście całego wątku. Muszla we śnie może wskazywać na potrzebę ochrony albo na proces, który dopiero się zamyka. Biała muszla to często symbol oczyszczenia lub początku. Ale żeby to sensownie odczytać, trzeba by wiedzieć więcej o kontekście snu, co się wokół działo, jakie emocje towarzyszyły. Sam obraz bez kontekstu niewiele mówi.
Słuchajcie, ja nie do końca rozumiem jednej rzeczy. Cały czas mówicie o energii muszli, ale ślimak to zwierzę lądowe a małż wodny. Czy to nie jest ważniejsze niż kształt? Bo wydaje mi się, że żywioł powinien mieć pierwszeństwo.
Przy tej rozmowie o żywiołach przypomniało mi się, że gdy miałam tę mieszankę z winniczkami i liśćmi brzozy, nigdy nie myślałam o tym świadomie. Brałam to, co miałam pod ręką i co czułam. Teraz słyszę te rozróżnienia i zastanawiam się, czy działało dlatego, czy mimo tego.
Ja mam trochę inne pytanie, bo słucham tej rozmowy i cały czas zastanawiam się nad tym landyszem. Mówiliście, że jest toksyczny. Ale czy muszla też może mieć jakieś właściwości, które nie są bezpieczne? Nie chodzi mi o fizyczne zagrożenie, ale energetyczne. Czy muszla z martwego zwierzęcia może nieść coś ciężkiego?
Wróćcie na chwilę do połączenia muszli z materiałem roślinnym, bo to mnie najbardziej interesuje. Czy jest jakaś zasada, która mówi, że rośliny związane z wodą lepiej łączą się z muszlami morskimi? Na przykład tatarak albo skrzyp rosną przy wodzie. Czy to by działało spójniej niż brzozy i winniczek razem?
Dobra, ale czy ktoś tu pracował z muszlami do czegoś konkretnego i widział realne efekty? Bo ta rozmowa jest ciekawa teoretycznie, ale trochę odpływamy w samo filozofowanie.
Ja pracowałam. Miałam taką muszlę winniczka, którą zbierałam sama w ogrodzie, i kładłam ją przy świecy podczas rytuału ochronnego dla domu. Nie powiem, że coś spektakularnego się stało, ale był taki moment jakby coś się ustabilizowało. Subiektywne, wiem, ale o to w tym chodzi chyba.
I to wystarczyło? Jeden winniczek i świeca? Myślałem, że takie rzeczy wymagają więcej.
Prostota często działa lepiej niż skomplikowane zestawy. Pytanie jest inne, czy ta muszla była intencjonalnie dobrana, czy przypadkowo wzięta?
To właśnie jest ten moment, o którym mówiłam wcześniej. Intuicja jako kanał dostępu, nie analiza. Rumianek79, myślę, że działało właśnie dlatego, że był kontakt z miejscem i z intencją, a nie dlatego że miałaś odpowiednią teorię. Ale Szeptun, też rozumiem tę potrzebę konkretu.
