Czytam ten wątek i mam pytanie trochę z boku - czy przy pracy z takimi materiałami zwierzęcymi numerologia daty śmierci zwierzęcia albo daty zebrania materiału ma jakiekolwiek znaczenie? Kuzyn Leszka pewnie wie kiedy polował, a Golta wie kiedy obcinała pazurki papudze. Zastanawiam się czy to wpływa na wibrację materiału.
Ale czy to nie jest tak że my nakładamy na ten materiał tyle znaczeń i zasad że w końcu zamiast pracować z czymś co ma naturalną energię, to tworzymy coś co jest całkowicie nasze - nasze strachy, nasze przekonania, nasze daty? Nie mówię że to złe, ale zastanawiam się czy ten materiał w ogóle działa sam z siebie czy to my go całkowicie programujemy.
Dobra wyjąłem te łapki z szufladz, leżą teraz na parapecie przy oknie. Nie wiedziałem że szuflada może tak szkodzić. A skoro mowa o dacie - kuzyn powiedział że to był październik, ale dokładnego dnia nie pamięta. Co wtedy z tą numerologią Gerwazy? Można coś zrobić bez pełnej daty?
Babcia miała zawsze tylną łapkę i mówiła że właśnie ta przynosi szczęście w drodze. Nigdy nie słyszałam żeby ktoś przywiązywał wagę do przedniej. Ale może to była tylko lokalna tradycja bo ona była z Podlasia. Czy ktoś zna inne regionalne różnice w tym?
A wracając do moich ścinków - przestawiłam je z okna południowego na półkę przy ścianie, z dala od okna. Papuga od ostatnio jakby spokojniejsza. Może to zbieg okoliczności ale jednak. Czy powinam teraz zrobić to zamknięcie połączenia o którym Heliotrop pisał, skoro papuga żyje?
Ja to czułam wyraźnie przy szponach jastrzębia - martwego ptaka, znalezionego. Były zimne energetycznie przy pierwszym kontakcie, dosłownie miałam wrażenie jakby ciągnęły ciepło z dłoni. Dopiero po kilku tygodniach przechowywania zrobiły się neutralne. Czy ktoś ma podobne doświadczenie z materiałem od martwego drapieżnika?
Chcę tu wejść z czymś konkretnym bo to ważne. W tradycji syberyjskiej i w kilku nurtach słowiańskich jest rozróżnienie między materiałem z "dobrej śmierci" i "złej śmierci" - po rosyjsku mówi się o "niechistoj sile" w kontekście zwierząt zabitych nagle lub przypadkowo. Materiał z takiego źródła nie jest zły sam w sobie, ale wymaga dłuższego oczyszczania i intencjonalnego przeprogramowania zanim trafi do pracy rytualnej. To nie jest ezoteryczna metafora, to jest zasada bezpieczeństwa.
Zastanawiam się czy nie wracamy tu do tego co mówiłam - że może te "duchy" i "zła energia" to jest właśnie nasz lęk zmaterializowany w obiekcie. Nie podważam doświadczeń Filomeny z tym zimnym odczuciem, ale czy ktoś ma jakiś przykład że materiał z nagłej śmierci faktycznie coś zrobił niezależnie od przekonań osoby która go miała?
O jej, czyli ja nie jestem jedyna która zebrała materiał i potem nie wiedziała co z nim zrobić. To trochę pocieszające ale też trochę zastanawiam się czy taki materiał bez intencji leżący gdzieś na półce nie robi czegoś sam z siebie. Heliotrop wcześniej mówił że materiał otwarty to nie to samo co zablokowany, ale czy on po prostu czeka czy też powoli coś jednak robi?
Wchodzę tu bo mam konkretne pytanie do Filomeny. Ten talizman w szufladzie - czy był robiony pod konkretną intencję i ta intencja się skończyła, czy też nigdy nie do końca zadziałał? Bo to są dwie bardzo różne sytuacje energetycznie i różnie mogą wpływać na to co jest obok.
Słucham tej rozmowy o szufladzie i trochę mi włosy stają. Czyli to co trzymamy razem ze sobą zaczyna na siebie wpływać? I szpony jastrzębia mogą "zabarwiać" to co leży obok, albo odwrotnie? Czy jest jakaś zasada co można przechowywać razem a co absolutnie nie?
Talizman był robiony pod ochronę. Sznurek, kilka gałązek jałowca, fragment kości - nie wiem czyjej, dostałam od osoby która zbierała takie materiały. Zawiesiłam go nad drzwiami, po jakimś czasie zdjęłam bo przeprowadzałam się, i nie wiedziałam co z nim zrobić w nowym miejscu. Nie był rozładowywany. Leży od tamtego czasu.
Zaraz, zaraz - czy my nie zaczęliśmy mówić wyłącznie o szufladzie Filomeny? Bo to ciekawe, ale ktoś wcześniej pytał o ptasie pazury kontra ssacze szpony i ta różnica gdzieś nam uciekła. Czy ptak drapieżny jest jednak inny niż na przykład niedźwiedź albo ryś? Bo intuicyjnie czuję że tak, ale nie umiem tego uzasadnić.
Zaraz, zaraz - czy my nie zaczęliśmy mówić wyłącznie o szufladzie Filomeny? Bo to ciekawe, ale ktoś wcześniej pytał o ptasie pazury kontra ssacze szpony i ta różnica gdzieś nam uciekła. Czy ptak drapieżny jest jednak inny niż na przykład niedźwiedź albo ryś? Bo babcia mówiła że sowa to co innego niż lis, ale nie umiała powiedzieć dlaczego.
Wracając do ptaki/ssaki - mam wrażenie że ta różnica jest bardziej złożona niż góra/dół albo niebo/ziemia. Pracowałem z pazurem jastrzębia i szponem rysia i dla mnie kluczowa była nie tyle przynależność gatunkowa ile charakter polowania. Jastrząb uderza z powietrza, błyskawicznie, jest w tym coś z nagłego wglądu. Ryś czeka. Podkrada się. To cierpliwość i precyzja. Oba drapieżniki, ale kompletnie inny typ energii.
Dodam coś z innej strony. W tradycji nordyckiej i słowiańskiej ptaki drapieżne - szczególnie orzeł i sokół - były ściśle powiązane z bogami i władzą. Szpony orła w pochówkach wojowników nie były tam przypadkowo. Ssacze kły i pazury - wilcze, niedźwiedzie - miały z kolei związek z siłą plemienia, z totemem ochronnym klanu. Oba kierunki ochronne, ale jeden sięga w górę a drugi w głąb.
Wracam do kwestii bezpieczeństwa bo wcześniej to padło i trochę umknęło. Pracuję z materiałem kostnym i pazurami już parę lat i mam jedną zasadę której nigdy nie łamię: jeśli nie wiem skąd pochodzi materiał, nie zaczynam pracy bez oczyszczenia. Nie mówię o symbolicznym machaniu dymem, ale o kilkudniowym wystawieniu na żywioły - ziemia, woda, słońce. Dopiero potem dotykam z intencją.
Mam pytanie bo może głupie ale - jak oczyszczasz materiał który masz podejrzenie że był do czegoś używany przez kogoś innego przed tobą? Dostałam niedawno pazur od koleżanki która sama nie wiedziała skąd go ma, dostała w prezencie. Trzymam go zamiliony ale nie wiem jak do niego podejść żeby nie zabrać czegoś co nie jest moje.
A czy nie jest tak, że intencja osoby która dotyka materiału jest ważniejsza niż historia samego materiału? Bo czytałam że wystarczy mocno sobie wyobrazić biel i czystość i materiał zostaje oczyszczony przez samą afirmację. Że to nasze myśli kształtują rzeczywistość wokół nas, a nie odwrotnie.
To co mówi Seid o kurzu jakoś do mnie trafia. Babcia miała zasadę że po każdym znalezionym kościuchu ptasim trzeba było go okadzić i zakopać na dobę zanim wziął go do ręki ktoś z rodziny. Mówiła że inaczej "idzie za tym nieswoje". Nie użyłaby słowa energetycznie, ale myślę że mówiła o tym samym co wy tutaj.
To co babcia robiła z tym zakopaniem - mam wrażenie że to nie był przypadek. Ona chyba rozumiała że materiał znaleziony ma inną wagę niż kupiony, choć nie umiałaby tego wytłumaczyć w żaden ezoteryczny sposób. To "nieswoje" które mówiła - to mogło być właśnie to co wy tu nazywacie cudzym ładunkiem energetycznym? Tylko w innych słowach?
