Głos - to mnie uderzyło. Jak czytam tekst na głos to naprawdę czuję go inaczej niż gdy go piszę. A pytania brzmią inaczej gdy je wypowiadam - są bardziej... otwarte? Nie wiem jak to nazwać ale coś w tym jest. Czy ktoś próbował liczyć pytajniki właśnie po takim głośnym czytaniu, jakby to ono było właściwym zakończeniem pisania?
Jalowcowa mówi coś bardzo konkretnego - że pytania brzmią inaczej gdy je wypowiada. To mnie nie dziwi. W praktyce afirmacyjnej głos to jeden z silniejszych nośników intencji. Ale tu pojawia się kwestia która mnie zastanawia - czy mówisz o pytaniu które już napisałaś, czy o pytaniu które dopiero wypowiadasz, jeszcze przed zapisaniem?
Czytam już po napisaniu. Ale zastanawiam się czy nie powinnam spróbować odwrotnie - najpierw wypowiedzieć, potem zapisać. Nie wiem czy to by nie zmieniło całkowicie co wychodzi na papierze, i czy wtedy liczba pytajników byłaby "moja" w innym sensie.
To co Jalowcowa opisuje - mówienie przed zapisaniem - to właściwie inna metoda niż ta którą tu omawiamy. I nie mówię że zła, ale wtedy tekst pisany jest wtórny wobec mówionego. Czy wtedy liczymy pytajniki z zapisu, czy słuchamy ile pytań padło? Bo to już nie jest to samo.
Czytam tę rozmowę i mam wątpliwość. Czy głos nie wprowadza za dużo zewnętrznego do czegoś co powinno być wewnętrzne? Piszę i moje palce reagują na myśl. Mówię i zaczynam słyszeć siebie, co zmienia co mówię. To inne drogi do tego samego miejsca, ale nie wiem czy równorzędne przy tej metodzie.
A jak ktoś nie moze mowic? Jalowcowa piszę o ograniczeniach fizycznych i teraz rozmawiamy o głosie. Czy jest jakas wersja tej metody dla kogoś kto ma trudności i z ręką i z głosem? Pytam serio bo to ważne żeby ta metoda nie byla tylko dla zdrowych.
Przy całym szacunku - jeśli zaczynamy mówić o myśli jako nośniku pytajnika, to wychodzimy poza numerologię tekstu i wchodzimy w coś zupełnie innego. Czego liczyć? Myśli nie mają znaków interpunkcyjnych. Gdzie jest metoda?
Dołączę tu z innej strony - pracuję dużo z czakrą gardła i z czakrą serca i to co tu opisujecie jako różnicę między głosem a ręką a myślą, to dla mnie różne centra energetyczne zaangażowane w ten sam akt. Ręka to działanie gardło to wyrażanie, myśl to... centrum czołowe? Może przy ograniczeniach fizycznych chodzi o to żeby świadomie zaangażować ten ośrodek ktory jest dostępny.
Ja nie porównywałam tekstu pisanego i mówionego, ale robiłam coś innego - pisałam ten sam temat w różne dni i porównywałam liczby pytajników. I wychodziły różne, co mnie nie zdziwiło, ale różne były też tematy które wychodziły jako dominujące. Jakby ta sama sytuacja życiowa inaczej mi się układała w pytania zależnie od tego kiedy pisałam.
Czytam ten wątek od dawna i wchodzę bo chcę zapytać o coś podstawowego. Jalowcowa od początku pyta o ograniczenia fizyczne i wyszło tyle ciekawych ścieżek - pauza, tempo, głos, czakry. Ale czy ktoś tu naprawdę pracuje z tą metodą regularnie i może powiedzieć - co z tego wszystkiego dało mu największą różnicę? Nie teorię, tylko swoje doświadczenie.
To co Karinka.x mówi o zaskoczeniu - to jest chyba kluczowe. Bo ja właśnie tego szukam. Żeby coś wyszło co jest moje ale czego nie kontrolowałam. I teraz zastanawiam się czy ta pauza po pytajniku, głośne czytanie, wolne tempo - to wszystko służy temu samemu: żeby zejść z własnej drogi i pozwolić żeby liczba po prostu była.
Wróciłam do starych notatek i to co znalazłam jest naprawdę ciekawa. Z grubsza - teksty pisane w okolicy pełni miały więcej pytajników niż te z nowiu. Nie zawsze ale na tyle często, że trudno mi to zignorować. Czy ktoś miał podobnie? Nie pytam czy to się zgadza z teorią, pytam o doświadczenie.
Zanim pójdziemy w astrologię chcę wrócić do tego co powiedziała Jalowcowa o zaskoczeniu. To słowo wydaje mi się kluczem do całej tej metody. Jeśli pytajnik ma nieść energię poszukiwania, to tylko wtedy kiedy pytanie jest autentyczne - czyli właśnie niezaplanowane, zaskakujące nas samych. Czy można to zbudować celowo?
Właśnie to mnie w tym wszystkim zatrzymuje. Jeśli mam świadomość że liczę pytajniki, to czy mogę pisać bez tej świadomości? Chyba nie. I nie wiem czy to nie psuje całej metody od środka. Czy jest jakiś sposób żeby to obejść?
problem który opisujesz to klasyczny efekt obserwatora. Znany z fizyki, znany z psychologii, i tu się pojawia w numerologii. Pytanie jest serio - jak jakakolwiek metoda introspekcyjna działa jeśli sam akt obserwacji zmienia wynik? nie pytam złośliwie, naprawdę chcę wiedzieć jak numerolodzy tekstu to rozwiązują.
Mam inne podejście do tego co mówi Edmund. W rytuałach które znam intencja i obserwacja nie są wrogami metody - są jej częścią. Może w numerologii tekstu świadomość liczenia nie psuje, tylko dodaje warstwę. Pytajnik jako obserwowany i obserwujący jednocześnie. Choć to brzmi filozoficznie, nie praktycznie.
Chce wrocic do pytania o dostepnosc bo widzę że juz o tym nie mówimy. Paradoxa wspominala o mysli jako nosiku. Czy ktos probowal pisac wyłacznie oczami - mam na mysli systemy do pisania wzrokiem, są takie urządzenia. Czy intencja przez taki kanał jest pełna?
Prowadzę notatki z różnych sesji od dłuższego czasu i to co Goryczka87 mówi o fazie księżyca pokrywa się u mnie częściowo. Ale mam też inną obserwację - kiedy piszę po medytacji, pytajników jest mniej, ale są jakościowo inne. Trudniej mi to opisać niż policzyć.
Chcę zapytać o coś innego. Mówimy dużo o tym jak pisać i kiedy pisać, ale mało o samej liczbie. Jeśli wychodzi mi na przykład siedem pytajników, to co z tym robię? Czy redukuję jak w klasycznej numerologii i szukam znaczenia jedynki? Czy siódemka ma samo w sobie znaczenie?
Zero to dla mnie nie jest problem - to też odpowiedź. Jeśli tego dnia nie mam pytań, numerologia tekstu mi to mówi. Ale rozumiem że to może być niekomfortowe, szczególnie kiedy ktoś liczy na wgląd a dostaje ciszę. Jalowcowa, jak ty byś to odebrała?
Chyba bym się zastanowiła czy to cisza pełna czy cisza pusta. Pusta to zamknięcie, pełna to nasycenie. Ale nie wiem jak to odróżnić z samej liczby. Może właśnie tu wchodzi intuicja, nie system?
Wtrącę się z boku. Ta rozmowa o obserwatorze, o fazie księżyca i o zero bardzo mi się podoba, ale mam wrażenie że gubimy coś z tytułu wątku. Pytanie było o to czy znak zapytania niesie energię poszukiwania. Czy ktoś może powiedzieć wprost: tak, bo, albo nie, bo? Bez metody na razie, tylko teza.
Wiezowa podsumowała to dobrze, ale chcę dopytać o jeden szczegół. Mówisz "szczere pytanie" - jak to rozumiesz w kontekście samego znaku? Bo znak zapytania jest umowny, graficzny. Czy energia poszukiwania jest w intencji piszącej, czy w samym symbolu, który ma jakąś starą moc niezależną od nas?
Tu jest coś do powiedzenia o tym "wykształcił się z quaestio". Jeśli historia znaku jest zakorzeniona w słowie oznaczającym pytanie, poszukiwanie, dociekanie - to ta etymologiczna memoria może być właśnie warstwą energetyczną. Nie trzeba zakładać że znak był projektowany ezoteryczne - wystarczy że niesie w sobie pamięć znaczenia które mu nadano przez wieki użycia.
Wracam do pytania Zdzichu.x o pisanie wzrokiem bo to nie zostało domknięte i łączy się z tym co teraz mówimy. Jeśli pytajnik niesie energię przez etymologię i intencję, to kanał fizyczny powinien być wtórny. Ale jeśli energia idzie przez czakrę gardła przy mówieniu albo przez dłoń przy pisaniu ręcznym, to wzrok daje inną ścieżkę. Ktoś faktycznie próbował??
Wróćmy do liczby bo mi ten wątek leży na sercu. Jeśli mam w tekście trzy pytajniki, to czy patrzę na trójkę jako na liczbę ekspresji, komunikacji, otwartości? To by układało się z poszukiwaniem. A czternaście pytajników to pięć po redukcji - zmiana, niestabilność, ruch. Czy ktoś pracuje z tym systemem i może potwierdzić że to daje spójne wyniki?
Próg intensywności to interesujące pojęcie. W numerologii tradycyjnej mamy liczby mistrzowskie - jedenaście, dwadzieścia dwa, trzydzieści trzy - które się nie redukuje bo niosą wyższe wibracje. Może dla pytajników w tekście da się wyłonić podobne "progi" przez obserwację, nie przez teorię. Kto ma wystarczająco dużo danych żeby sprawdzić? 😛
