Zacząłem ostatnio przyglądać się drzewom w lesie i uderzyło mnie coś, o czym chyba mało kto mówi w kontekście numerologii - liczba powyginanych, skręconych gałęzi na drzewie. Nie chodzi mi o samo drzewo jako symbol, ale o konkretną liczbę odgałęzień, które zmieniły kierunek wzrostu, skręciły się, przybrały nieregularny kształt. W tradycji słowiańskiej drzewa z powykręcanymi konarami były uważane za miejsca mocy, ale czy ktoś próbował to kiedyś liczyć numerologicznie? Bo mi wyszło, że drzewo przy którym medytuję ma 7 takich wyraźnie wygiętych gałęzi, a liczba 7 to w mojej mapie numerologicznej liczba duchowych poszukiwań. Nie wiem czy to przypadek. I teraz drugi wątek - piszę tu bo mam Słońce w Raku i zastanawiam się, czy ta nadwrażliwość na 'znaki' z natury to właśnie ta rakowa emocjonalność, czy może coś więcej.
To bardzo ciekawe spostrzeżenie z tym liczeniem. Ja bym jednak zapytała - skąd wiadomo, które gałęzie liczyć? Bo każde drzewo ma jakieś wygięcia, sęki, odgałęzienia które zmieniły kierunek. Gdzie jest granica między 'powyginaną' gałęzią a po prostu naturalnym wzrostem? Pytam serio, bo bez jasnego kryterium liczenia każdy dostanie tę liczbę, którą chce dostać.
Znam podobne podejście, choć widziałam je opisane inaczej - tam liczono tylko te skręty, które idą w stronę przeciwną do słońca, czyli jakby wbrew naturalnemu dążeniu rośliny do światła. Numerologicznie taki opór, takie 'wbrew' ma inne znaczenie niż zwykłe wygięcie wymuszone przez wiatr czy przeszkodę. Ale mam pytanie do tego co napisałeś o Słońcu w Raku - czy zauważasz, że ta interpretacja znakow z natury nasila się u ciebie w określonych porach roku albo przy pewnych tranzytach?
Wow, dopiero zaczynam z numerologią i trochę mi się tu kręci w głowie. Czyli jeśli dobrze rozumiem - liczymy gałęzie, wychodzi nam liczba, i tę liczbę interpretujemy jak w klasycznej numerologii? Tak jak liczbę drogi życiowej? Bardzo dziękuję jeśli ktoś to potwierdzi bo chcę dobrze zrozumieć od podstaw.
A ja mam pytanie trochę z boku - czy to musi być drzewo w lesie? bo ja mieszkam w mieście i mam tylko park niedaleko. Czy drzewa sadzone przez człowieka, przycinane, formowane przez ogrodników, też mają tę numerologiczną wartość? Wydaje mi się, że jeśli ogrodnik przyciął gałęzie, to zaburzył naturalny przekaz, nie?
Anastazja, właśnie o to chodzi w pracy z naturą - że nie szukasz falsyfikacji jak w laboratorium, tylko nawiązujesz relację z miejscem. To fundamentalna różnica w podejściu. Ale żeby nie było, że bronię tu każdej dowolnej interpretacji - rzeczywiście jest problem z metodą gdy nie ma żadnego rygoru. Swarog65, wracam do twojego pytania o Raka - czy obserwujesz, że ta skłonność do szukania numerycznych wzorców w naturze jest u ciebie stałą cechą, czy nasila się sezonowo?
Wchodzę tu z małą korektą bo czytam i widzę pewne namieszanie. Słońce w Raku nie oznacza 'zdominowania emocjami' w sensie patologicznym, jak czasem się to upraszcza. Rak to emocjonalna inteligencja, pamięć, intuicja i więź z tym co cykliczne - z porami roku, z naturą, z rytmem. To wytłumaczałoby właśnie tę sezonowość którą opisujesz Swarog65. Nie 'zdominowany emocjami', ale zsynchronizowany z cyklem.
Ok ale ja cały czas mam pytnaie - czy to jest tak ze kazde drzewo nadaje się do tej numerolgi czy są jakies konkretne gatunki? Bo chyba dąb ma inne znaczenie niz brzoza albo wierzba. Wierzba mi się kojarzy z Rakiem akurat, jest taka płacząca, emocjonalna.
Czytam ten wątek z uwagą. Chcę zapytać o coś praktycznego - czy ktoś tu faktycznie stosuje tę metodę regularnie i ma jakieś konkretne obserwacje? Nie teorię, ale doświadczenie. Bo póki co rozmawiamy o koncepcjach. Swarog65, skoro jesteś przy tym od jakiegoś czasu, to co ci ta liczba 7 przy tym drzewie faktycznie powiedziała, poza tym że pasuje do twojej mapy numerologicznej?
A nie jest tak, że mózg po prostu dopasowuje wzorce? Czyli liczymy gałęzie i zawsze znajdziemy taką liczbę, która pasuje do czegoś w naszym życiu, bo system numerologiczny jest na tyle szeroki, że każda liczba coś znaczy. Pytam serio, bo to mnie zawsze zastanawia przy tego typu metodach.
No dobra, ja dopiero raczkuję w numerologii i ten wątek mnie bardzo zaciekawił bo łączy ją z naturą a to mi bliskie. ale mam takie głupie pytanie - co jeśli gałęzie są tak gęste, że nie można ich dokładnie policzyć? Bo na przykład stara wierzba ma ich setki i nie wiadomo które główne a które boczne.
Anastazja podnosi ważną kwestię. Sam też się z tym mierzyłem na początku. Powiem wprost - ta metoda nie jest i nigdy nie była projektowana jako universalna. Liczba powyginanych gałęzi to odczyt bardzo konkretny, związany z miejscem i jego historią energetyczną. Dąb trzyma tę historię inaczej niż wierzba, bo inaczej rośnie, inaczej reaguje na środowisko. To nie jest wada systemu, to jego właściwość.
ale jak to sprawdzić? Mówisz 'dąb trzyma historię energetyczną' - co to znaczy w praktyce? Że dwie osoby liczące te same gałęzie na tym samym drzewie wyjdą z tym samym wynikiem i tą samą interpretacją? Bo jeśli nie, to skąd wiesz, że to w ogóle coś więcej niż osobista projekcja?
Dobra, ale to brzmi jak powiedzenie, że nie ma żadnego sposobu na sprawdzenie czy się myli. Telepatka, nie atakuję, naprawdę pytam.
Akurat ten problem znany jest też w astrologii i inne systemy symboliczne się z nim mierzą. Dwie osoby czytające ten sam horoskop wyjdą z różnymi akcentami, bo każda wnosi swoją perspektywę. To nie przekreśla systemu, ale wymaga uczciwości co do tego, co ten system robi - a nie robi on prognoz pogody, robi mapę możliwości. Egzorcysta czy ta odpowiedź coś zmienia w tym jak patrzysz na pytanie?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam takie z lekka sceptyczne pytanie - czy ktoś tu kiedykolwiek policzył gałęzie, dostał jakąś liczbę i powiedział sobie 'nie, to nie pasuje do tego miejsca, chyba się mylę'? Bo mam wrażenie, że zawsze jakoś pasuje. 😉
Właśnie, ta dziewiątka przy jesienie - to mnie ciekawi. Jesionu nie kojarzyłam z numerologią, ale teraz mi się nasuwa że w nordyckich symbolikach jesion to Yggdrasil, oś światów. Może dziewiątka tam miała sens głębszy niż cykl? Dziewięć światów w tradycji nordyckiej. Notuje to.
Wróćmy moze do struktury liczenia bo chyba nie wszyscy to rozumieją tak samo. Czy liczymy wszystkie powyginane gałęzie na drzewie czy tylko te główne konary? Bo przy dużym drzewie różnica jest ogromna i mogę wyjść z dwójką albo z dwudziestką w zależności od tego co uznam za 'powyginaną gałąź'.
To skoro chodzi o główną strukturę - to co z drzewami, które były formowane? Bo moje drzewo w parku ma wyraźnie przyciętą koronę i nie wiem czy to co widać to jest 'naturalny kształt' drzewa czy kształt narzucony przez ogrodnika. Pytałam o to wcześniej i trochę mi umknęła odpowiedź. 😀
Zaneczka i Anastazja poruszają ten sam węzeł. Uważam, że drzewo formowane też ma swoją historię, ale to jest inna historia - historia środowiska miejskiego, nie dzikiej natury. Można to czytać, ale trzeba wiedzieć że pytasz o inne rzeczy. Tak jak różnica między studzią ze źródła a wodą z kranu - obie to woda, ale nie opowiedzą ci tego samego. 🙁
Bardzo podoba mi się ten obraz ze studnią i kranem, ale mam pytanie - czy w takim razie drzewo miejskie w ogóle warto liczyć, czy lepiej poczekać na kontakt z drzewem w lesie? Dla kogoś kto mieszka w mieście to ma znaczenie praktyczne.
Ojoj, mega dziękuję za to wyjaśnienie Telepatka! Czyli drzewo miejskie to trochę jak inny język, ale nadal można go czytać - dobrze rozumiem? Mam teraz pytanie do Swaroga - czy próbowałeś kiedyś porównać to samo miejsce, ale inne drzewo w tym miejscu? Np. dwa dęby rosnące obok siebie w tym samym parku?
To co mówi Telepatka o drzewie miejskim jako nośniku ludzkiej energii a nie przyrodniczej - to mi się klika z litoterapią. Kamień wydobyty z natury działa inaczej niż ten sam kamień z jubilerki. Pytanie o kontekst jest zawsze wazne. Ale wracając do liczenia - mam w notatniku wyniki z czterech różnych drzew i za każdym razem gatunek miał inne 'zachowanie' przy tej samej liczbie. Czy gatunek drzewa modyfikuje znaczenie liczby, czy jest osobnym kanałem?
Dobra, ale teraz mam pytanie które może wydać się złośliwe, ale naprawdę nie jest - skąd wiemy, że jodła 'trzyma energię pionową'? To brzmi jak metafora, a nie obserwacja. Czy jest jakiś system, z którego to pochodzi, czy to bardziej intuicyjne przypisanie?
No i dochodzimy do tego samego miejsca co wcześniej. Swarog, nie mówię, że kłamiesz. Ale 'żywy system modyfikowany przez lata praktyki' to opis, który pasuje do wszystkiego co ktokolwiek kiedykolwiek wymyślił. Gdzie jest granica między systemem a projekcją? 🙁
Wróćmy moze do tego co powiedziała Gienia - mnie to pytanie o gatunek bardzo trafia. Mam w notatkach dwa liczenia z tej samej okolicy ale różnych gatunków - jeden był leszczynowy, drugi brzozowy - i wyszły mi bliskie liczby ale interpretacje mi się same nasunęły zupełnie inne. Przy brzozie coś o początku, przy leszczynie coś o wyborze. Nie wiedziałam wtedy czy to gatunek to zrobił czy ja sama.
Mam może głupie pytanie ale chcę się upewnić - kiedy Swarog mówi o gałęziach 'powyginanych', to chodzi o takie które rosną krzywo, zygzakowato? Bo ja patrząc na drzewa w parku widzę trochę wszystko - czy jakaś minimalna miara wygięcia obowiązuje, czy każde odchylenie od pionu się liczy?
