Siedziałam ostatnio wieczorem i gapiłam się w niebo, i przyszła mi do głowy myśl, której nie mogę się pozbyć. Konstelacje nie są przypadkowe, a ich układ od zawsze był interpretowany przez różne kultury. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, czy za ich rozmieszczeniem kryją się liczby? Mam na myśli konkretne wartości numerologiczne, które mogłyby tłumaczyć, dlaczego akurat te gwiazdy były łączone ze sobą, a nie inne. Orion ma trzy gwiazdy w pasie - trójka to liczba twórczości i ekspresji. Wielka Niedźwiedzica to siedem jasnych gwiazd - siódemka to liczba duchowości i poszukiwań. Czy to zbieg okoliczności, czy starożytni wiedzieli coś, o czym my powoli zapominamy? Ciekawa jestem waszych myśli, bo to temat, który siedzi mi w głowie od dłuższego czasu.
To ciekawe zestawienie, ale zaraz powiem, co mi tu zgrzyta. Trójka i siódemka to rzeczywiście liczby o silnym znaczeniu w numerologii, ale Orion ma znacznie więcej gwiazd niż trzy - tylko te trzy są akurat w pasie. Czy nie jest tak, że dobieramy liczby do konkluzji, którą już mamy w głowie? Pytam serio, bo sam pracuję z numerologią i wiem, że to pułapka, w którą łatwo wpaść. Chętnie bym się pomylił.
Ja się dopiero uczę numerologii, więc może to głupie pytanie, ale jak oblicza się tę wibrację dla całej konstelacji? Czy bierze się liczbę gwiazd, czy może coś z współrzędnych na niebie? Bo jak to tłumaczyliście z Orionem i Niedźwiedzicą, to rozumiałam, ale nie wiem, od czego zacząć, jak samej to policzyć.
Słucham tej rozmowy z dużym zainteresowaniem, bo w tarota wchodzą konstelacje i liczby razem, szczególnie w arcana major. Ale mam pytanie do Apolonii - czy ta liczba 8 dla Oriona jest stała przy każdej metodzie przeliczania, czy tylko przy chaldejskiej? Bo jeśli zmienia się zależnie od metody, to trochę trudno traktować to jako klucz do czegoś realnego.
To argument ma sens, bo Babilończycy rzeczywiście są u źródeł. Ale z drugiej strony nazwy konstelacji, których używamy dziś, to w większości greckie wersje, nie babilońskie. Orion po babilońsku to był Sipzianna. Jak liczysz tę nazwę tablicą chaldejską, to wyjdzie zupełnie inny wynik. Nie wiem, czy to obala całą koncepcję, ale warto zapytać, która nazwa jest "prawdziwa" dla danej konstelacji.
Ja miałam takie doświadczenie. Obliczałam wartości dla konstelacji dominujących w czasie rytuałów, które przeprowadzałam, i faktycznie zauważyłam pewne wzorce. Kiedy niebo miało dominującą siódemkę, rytuały wyciszające wychodziły inaczej niż przy trójce. Ale sama przyznam, że nie wiem, czy to efekt liczb, czy efekt tego, że byłam bardziej skupiona, bo "wiedziałam", że warunki są odpowiednie. Trudno to rozdzielić.
Systematyczne badania w numerologii to trochę temat rzeka, bo ta wiedza jest z natury intuicyjna i holistyczna, nie laboratoryjna. Ale słyszałam o tradycji sabeańskiej, gdzie kapłani przypisywali każdej gwieździe liczbę i cały system był ściśle skodyfikowany. To nie było losowe dobieranie, to był zamknięty system z konkretnymi zasadami. Może właśnie tam jest odpowiedź na pytanie Apolonii o to, czy konstelacje powstały z powodu liczb.
Słucham tej rozmowy od początku i mam takie proste pytanie, może naiwne: skoro różne kultury patrzyły na to samo niebo i tworzyły zupełnie różne konstelacje z tych samych gwiazd, to czy liczby mogły być wspólnym mianownikiem mimo różnic w formach? Tzn. może nie chodzi o konkretny kształt konstelacji, ale o liczbę gwiazd, które "pracują" razem?
Mnie to wszystko bardzo ciekawi, bo zupełnie nie myślałam o niebie w taki sposób. Ale jak słucham o tych Plejadach i różnych kulturach, to mam wrażenie, że to może być tak samo jak z duchami, każda kultura je widzi, bo jest w tym jakaś głębsza prawda. Czy numerologia gwiezdna ma coś wspólnego z tym, co duchy czy energie zostawiają w miejscach powiązanych z gwiazdami? Pytam, bo mnie interesuje bardziej ta paranormalna strona.
To mnie też zastanawia, ale podejrzewam, że to nie było jedno odkrycie jednej osoby. Raczej coś, co narastało przez pokolenia obserwacji. Mam takie wrażenie, że liczby i gwiazdy rosły razem w świadomości starożytnych, nie jedno po drugim. Zresztą jak sobie obliczam wartości metodą chaldejską dla nazw różnych kapłańskich funkcji z Mezopotamii, to wychodzą mi liczby, które odpowiadają planetom patronom tych funkcji. Przypadek?
Słucham i mam pytanie z boku, może naiwne, ale skąd pewność, że używamy tej samej tablicy chaldejskiej co starożytni? Różne źródła podają różne przypisania liter do liczb, widziałam przynajmniej trzy wersje w różnych książkach. Czy nie jest tak, że każdy numerolog de facto używa nieco innej wersji i nazywa ją tą samą nazwą?
Zresztą dochodzimy tu do absurdu, bo jeśli każde tłumaczenie nazwy konstelacji daje inną liczbę, a każda tablica daje inną liczbę, to liczba wynikowa zależy od tylu zmiennych, że można dostać dowolny wynik. Naprawdę nikogo to nie niepokoi? Pytam szczerze, bo chcę zrozumieć, jak wyznawcy tej metody radzą sobie z taką dowolnością.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Pentagramy - jak to wygląda praktycznie? Czyli mówisz, że zanim robisz rytuał, obliczasz wartość konstelacji, która jest wtedy widoczna, i na podstawie tej liczby decydujesz, jaki rytuał robić? Czy to chodzi o coś innego?
A jak wychodzi ci wartość dla konstelacji, która akurat jest blisko horyzontu, a nie w zenicie? Czy pozycja na niebie też coś zmienia, czy liczy się sama liczba niezależnie od tego, gdzie gwiazdy się znajdują? Pytam, bo wydaje mi się, że to powinno mieć znaczenie.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że schodzi ona coraz bardziej w stronę rytuałów, a trochę odchodzi od głównego pytania Apolonii, czy konstelacje w ogóle powstały z powodu liczb. Może warto wrócić do tego? Bo mam takie pytanie: skoro liczba gwiazd w konstelacji często nie jest oczywista, bo zależy od tego, ile gwiazd uzna się za część figury, czy to mogło być celowe? Że starożytni dobrali liczbę gwiazd tak, żeby figura miała odpowiednią wartość?
Ale chwilę - Orion ma tradycyjnie siedem głównych gwiazd w pasie i ramionach, a Plejady też siedem. Jeśli ktoś to projektował numerycznie, to dlaczego obie konstelacje mają tę samą wartość? Czy nie powinny mieć różnych, żeby nieść różne energie? A może właśnie siódemka była tak ważna, że umyślnie ją powielono?
Słucham tej rozmowy o hermetycznej zasadzie i muszę przyznać, że brzmi pięknie, ale zastanawiam się, czy to nie jest tautologia. Czyli mówimy: kosmos i umysł działają tak samo, dlatego te same liczby. Ale skąd wiemy, że działają tak samo, skoro właśnie obserwujemy, że te same liczby się pojawiają? Czy to nie jest trochę w kółko?
Wchodzę w to pytanie Halnego, bo mnie samą nurtuje od jakiegoś czasu. Kiedy obliczam czakrę konstelacji i wychodzi mi liczba, która pasuje do opisu w jednej książce, a nie pasuje w drugiej, to jak decyduję, która jest trafna? Do tej pory kierowałam się intuicją, ale to chyba trochę mało jako kryterium.
Wracam do pytania, które zadałam na początku, bo chyba trochę zapomnieliśmy o sednie. Skoro mówimy, że liczby i konstelacje mogą być powiązane, to czy ktoś ma konkretny przykład takiego powiązania, które można by sprawdzić? Nie udowodnić, tylko sprawdzić w praktyce - wziąć konkretną konstelację, wyliczyć jej liczbę i zobaczyć, czy jej tradycyjna symbolika zgadza się z tym, co ta liczba oznacza w numerologii?
Próbowałem czegoś podobnego z Orionem. Nazwa grecka daje przez tablicę pitagorejską wartość 6, przez chaldejską 5. Symbolika Oriona w mitologii - myśliwy, siła, dominacja, ale też tragiczna śmierć i przemiana. Szóstka to harmonia, piątka to dynamika i zmiana. Można powiedzieć, że piątka lepiej pasuje do tej narracji, ale to nadal jest dopasowanie post-factum, nie przepowiednia.
Olaf powiedział coś ważnego - gdzieś wchłonął i stosuje. Myślę, że wiele z nas tak robi. Pytanie do grupy - czy ktoś kiedykolwiek próbował sprawdzić źródło tej reguły, że chaldejska do rytuałów, pitagorejska do charakteru? Bo nigdzie nie widziałam tego zapisanego jako ogólna zasada w żadnym poważnym tekście numerologicznym.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i chciałem zapytać o coś, co mnie chodzi po głowie. Czy nie jest tak, że kiedy starożytni nazywali konstelacje, to wybierali nazwy, które numerycznie pasowały do charakteru tej gwiezdnej grupy? Czyli nie liczba gwiazd, ale liczba imienia była celowa. Że ktoś wiedział, że Orion ma być piątką dynamiki i dlatego dał mu takie imię, które daje piątkę?
Pytanie Olafa jest kluczowe, bo zakłada, że istniał jeden system. A materiały, z którymi pracuję, sugerują raczej, że różne tradycje astronomiczne rozwijały się niezależnie i dopiero później próbowano je scalić. Babilońska matematyka gwiazd była inna niż grecka spekulacja filozoficzna. Czy ktoś wie, jak to się ma do tradycji chaldejskiej, którą stosujemy przy rytuałach?
Wracam do Astrolaba, bo jego pytanie cały czas mnie kręci. Powiedział, że może nazwy konstelacji były wybierane z numeryczną intencją. Ale mam jeszcze inną możliwość - co jeśli to nie kapłani projektowali nazwy, tylko same liczby "przyciągały" nazwy naturalnie przez zbiorową intuicję? Że społeczność, patrząc na daną konstelację, intuicyjnie wybierała imię, które numerycznie pasowało, bez świadomości tego procesu?
Siedzę, patrzę na mapę nieba lub rysunek konstelacji, zamykam oczy i pozwalam, żeby coś samo przyszło - cyfra, barwa, temperatura. Potem sprawdzam obliczeniowo i porównuję. Wyniki bywają różne, ale czasem zgodność jest uderzająca. Nie twierdzę, że to dowód, tylko że warto to obserwować.
Mam pytanie do Magicwoman, bo to mnie bardzo ciekawi. Mówisz "pozycja na mapie" - czy chodzi ci o ekliptykę, czy o pozycję względem bieguna? Bo te dwie różne pozycje dają zupełnie inną liczbę, jeśli ktoś by to chciał przeliczyć geometrycznie.
Przy temacie pozycji na mapie chcę dodać coś, co być może trochę to porządkuje. W tradycji, którą znam, stosuje się tzw. stopnie zodiakalne konstelacji - nie jako pozycję samą w sobie, ale jako wartość zredukowaną numerologicznie. Czyli np. konstelacja w 27 stopniu daje 2+7=9. To ma konkretne oparcie w tekstach hermetycznych, choć w różnych źródłach ta metoda jest nieco różnie opisana.
