Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Cykl księżyca trwa około 29,5 dnia - a to przecież liczba, która w numerologii rozkłada się na 2+9+5 = 16, a potem 1+6 = 7. Siódemka to liczba wewnętrznego poszukiwania, duchowego oczyszczenia, cofnięcia się w głąb siebie. Czy to przypadek, że właśnie pełnia i nów tak bardzo działają na nas emocjonalnie? Mam wrażenie, że każda faza ma swoją liczbę wibracyjną i że one faktycznie przekładają się na to, co czujemy w środku. Czy ktoś z was próbował to kiedyś śledzić i porównywać z własnym cyklem życiowym? Bo ja od jakiegoś czasu obserwuję, że w pewnych dniach cyklu księżyca czuję wyraźną potrzebę zrzucenia z siebie czegoś starego - jakby sama chciałam się odrodzić na nowo. Ciekawi mnie, czy wy też to macie.
To ciekawe, bo w astrologii też te 29,5 dnia ma swoje przełożenie - to tzw. powrót Księżyca do dokładnego miejsca z urodzenia, czyli lunacja zwrotna. Ale nigdy nie patrzyłem na to od strony numerologicznej. Ta redukcja do siódemki ma sens, jeśli tak to rozpatrujesz. Mam pytanie: czy ty przypisujesz konkretne liczby poszczególnym fazom - nowiu, pierwszej kwadrze, pełni, ostatniej kwadrze - czy raczej traktujesz cały cykl jako jedną całość z dominującą liczbą?
W tradycji pitagorejskiej liczba 7 była uważana za liczbę boską, związaną z cyklem czasu i porządkiem kosmosu. Siedem planet w astrologii starożytnej, siedem dni tygodnia - i właśnie siedem jest wynikiem redukcji pełnego cyklu księżycowego, jak już tu wspomniano. Co mnie zastanawia: Pitagoras twierdził, że cały wszechświat opiera się na harmonii liczbowej. Jeśli Księżyc rządzi emocjami i przemianami, to może właśnie dlatego redukcja do 7 nie jest przypadkowa. Ale mam wątpliwość metodologiczną - dlaczego liczyć 29,5 a nie np. dokładny czas synodyczny wynoszący 29 dni 12 godzin i 44 minuty? Ta połówka dnia zmienia wszystko przy redukcji.
Wtrącę się tu, bo to mnie żywo interesuje. Pracuję z fazami księżyca od lat przy rytuałach i z doświadczenia powiem, że ta dyskusja o dokładności liczb jest ważna, ale może iść w złym kierunku. Liczby w numerologii to nie matematyka akademicka. One działają na innym poziomie. 29,5 jako symbol jest pełnoprawne, bo i tak lądujemy na 7. Pytanie, które mnie bardziej nurtuje: czy Eteria odczuwa ten "reset" zawsze w tej samej fazie, czy też zależy to od aktualnej liczby osobistej roku albo miesiąca?
Przepraszam, że wchodzę tu, bo jestem raczej od horoskopów niż numerologii, ale to co tu piszecie bardzo mi odpowiada. Ja też cały czas czuję, jakbym musiała zaczynać od nowa. Niemal co miesiąc. Czy to co opisujecie to coś, co można jakoś zaplanować, żeby wiedzieć kiedy zacząć tę odnowę? Znaczy, czy da się wyliczyć z góry, które dni cyklu księżyca będą dla konkretnej osoby najbardziej transformacyjne?
Słuchajcie, chcę tu powiedzieć jedną rzecz, bo czytam ten wątek i trochę mnie niepokoi kierunek. To "ciągłe odradzanie się i odrzucanie starej wersji siebie" - fajnie brzmi, ale może być też sygnałem, że ktoś unika zakorzenienia. Ciągła transformacja bez okresu stabilizacji to nie jest zawsze coś pozytywnego. Numerologia i księżyc mogą być ramą do rozumienia siebie, ale jeśli co cykl czujesz potrzebę bycia kimś innym, to warto zapytać - po co? Co takiego w "starej wersji" jest tak trudne do zaakceptowania?
Czytam i czuję, że Zaklinacz właśnie opisał mój problem. Bo ja naprawdę co chwilę chcę być kimś innym i zawsze tłumaczyłam sobie, że to przez Venus w moim horoskopie albo przez jakiś cykl. Ale teraz myślę - może on ma rację? Jak odróżnić prawdziwą transformację od tej ucieczki, o której pisze? Czy numerologia może tu w ogóle pomóc?
Trochę się tu gubie z tymi nakładającymi się systemami i chciałam zapytać o coś prostszego. Zaklinacz wcześniej powiedział, że co miesiąc zmieniam "odkrytą prawdę o sobie" i że to może nie być transformacja tylko coś innego. Jak mam w ogóle zacząć odróżniać jedno od drugiego? Czy liczenie faz księżyca i sprawdzanie liczby osobistej może mi w tym pomóc, czy to właśnie ta pułapka, przed którą ostrzegał?
Czytam odpowiedź Zaklinacza i myślę, że to co mówi bardzo do mnie trafia - to rozróżnienie między potwierdzeniem a sugestią. Ale mam inne pytanie: czy jest jakaś faza księżyca, która jest dobra na to żeby w ogóle zacząć obserwować siebie? Tzn. od której fazy warto zacząć jeśli nigdy wcześniej się tego nie robiło? Bo gdzieś trzeba zacząć.
Przepraszam że się wtrącam, bo trochę pogubiłem się w tym wszystkim. Czy te przypisania liczb do konkretnych faz to jest coś ustalonego w numerologii, czy każdy ustala sobie sam? Bo czytam i widzę, że Eteria ma swój system, ale nie wiem czy to jest "oficjalna" numerologia czy autorski pomysł. Pytam szczerze bo chcę to zrozumieć.
Robię to trochę intuicyjnie, ale z czasem zaczęłam to utrwalać. Konkretnie - przy zanikającym księżycu wyciągam runy przed snem, bez konkretnego pytania, i patrzę co wpada. Dagaz powtarza się regularnie w tych momentach, co mnie samo w sobie zatrzymało. Ale powiem Eterii wprost - nie miałam wcześniej ramy numerologicznej dla tego. Dopiero czytając ten wątek zaczynam myśleć, że może numerologia i runy mówią o tym samym, tylko różnym językiem. Tylko mam pytanie - jak ty Eteri sprawdzasz, że dana faza "pasuje" do danej liczby? Masz jakiś punkt odniesienia, czy to jest obserwacja z czasu?
ten wątek z zapiskami mnie bardzo ciekawi, bo robię coś podobnego z astrologią - zestawiam swoje obserwacje z tranzytem planet i po jakimś czasie wzorce są naprawdę widoczne. Ale chciałem zapytać o jedno: czy ty liczysz te cykle księżycowe od nowiu do nowiu, czy od pełni? Bo w astrologii mamy konwencję, że lunarny miesiąc zaczyna się od nowiu, ale słyszałem, że w niektórych tradycjach numerologicznych środek cyklu - czyli pełnia - jest traktowana jako punkt zerowy nowego odliczania.
Ale czekajcie - jeśli różne tradycje liczą od różnych punktów, to wyniki dla tej samej osoby mogą być kompletnie różne, prawda? Tzn. jeśli ja urodzony w konkretnym dniu wyliczę swój cykl od nowiu wychodzi mi jedna liczba, a od pełni inna. I obie mają być "prawdziwe"? Nie rozumiem jak to ma działać praktycznie.
Dobra, ale to trochę przeraża. Jak mam to w ogóle liczyć jeśli muszę zestawić swój rok numerologiczny z konkretnym nowiem i jeszcze fazą? Czy jest jakieś proste wejście w to, żeby zacząć? Bo słucham i rozumiem ogólnie, ale jak miałabym to zrobić na sobie to nie wiem od czego zacząć.
Kasjopeo, ja tez na poczatku sie bałam że to skomplikowane, ale wiesz co mi pomoglo? Najpierw zapisywałam tylko jak sie czuje przy pełni i przy nowiu, i tyle. Bez liczenia. Przez miesiąc. Potem dopiero zaczełam sprawdzać liczby i zobaczyłam że moje samopoczucie jakoś pasowalo do tego co sa pisało o konkretnych liczbach. Nie rób wszystkiego naraz.
mam ścieżkę cztery i zawsze mi odpowiada faza zanikania. Lubię kończyć, lubię zamykać. Może dlatego cztery jest liczbą struktury i domknięcia - i księżyc zanikający "robi to samo"? To tylko moje przypuszczenie, nie wiem czy to ma potwierdzenie w jakiejś tradycji.
Dobra, ale właśnie o to mi chodziło gdy wcześniej pytałam - skąd wiadomo że Saturn odpowiada czwórce a nie szóstce? W runach mam Futhark, mam stare kenningi, mam kontekst historyczny. W numerologii co jest tym punktem oparcia? Bo jeśli każda szkoła inaczej przypisuje planety do liczb, to jak Lucjan i Gnostyk mogą razem budować jeden wniosek?
Właśnie chciałem powiedzieć, że u mnie to nie była analogia, ja to czułem zanim to zestawiłem z liczbami. Faza zanikająca zawsze była dla mnie spokojniejsza, bardziej "moja". Potem zobaczyłem, że mam czwórkę, i zaczęło mi to układać się w całość. Czy to weryfikacja empiryczna? Nie wiem, może nie w sensie naukowym. Ale coś tam jest.
To co Dobrusia opisuje jest bliskie temu, co w praktyce szamańskiej nazywamy rozpoznaniem własnego rytmu. Zanim sięgniesz po jakikolwiek system - numerologię, astrologie, cokolwiek - ciało i psychika już wiedzą. System tylko daje ci język. Ale Alinka ma rację, że warto wiedzieć, z jakiego systemu ten język pochodzi.
Wracając do kwestii, od której zaczęłyśmy z Dobrusia - czy liczba ścieżki życia koresponduje z preferowaną fazą. Mam wrażenie, że to może być osobny wątek do badania, bo teraz widzę kilka osób, które intuicyjnie potwierdzają jakiś wzorzec. Dobrusia czwórka i zanikanie, ja piątka i narastanie. Czy ktoś ma dane z inną liczbą?
Ja mam szóstkę! I bardzo lubię pełnię. Nie nowiu, nie śodek cyklu, właśnie pełnię. Zawsze w pełnię mam jakies spotkania, kontakty z ludźmi, jakby samo się organizuje. Może szóstka i pełnia jakoś pasują do siebie? Nie wiem jak liczyć ale tak czuje.
Czekajcie, bo zaczynam coś rozumieć. Czyli jeśli mam rok numerologiczny dwójkę to powinnam teraz w tych cyklach szukać czegoś innego niż rok trójki? Bo rok trójki właśnie skończyłam i to był czas kiedy chciałam wszystko robić, a teraz jest jakieś spowolnienie.
hm. Przy ostatnim nowiu byłam bardzo spokojna, trochę jakby zamknięta. A przy pełni miesiąc temu byłam zmęczona, nie nakręcona jak zwykle. Może coś w tym jest z tą dwójką.
Ja mam pytanie może głupie, ale - czy ta numerologia księżycowa działa tak samo jak numerologia daty urodzenia, czy to są osobne systemy? Bo słucham i mam wrażenie, że te liczby z cyklu księżycowego to nie to samo co liczba ścieżki życia. Chodzi mi o to, czy to się sumuje, czy raczej patrzy się na nie oddzielnie?
Ok ale ile czasu to zajmuje, bo tu mówicie o miesiącach obserwacji i warstwach i systemach. Ja chcę wiedzieć jedno - czy jest jakiś szybszy sposób żeby zrozumieć który moment cyklu jest dla mnie najlepszy na działanie? Bez kilku miesięcy notowania.
No dobra, przyjmuję że nie ma skrótu. Ale powiedz mi jedno - te kilka miesięcy obserwacji, to muszę notować dosłownie każdy dzień, czy wystarczy zaznaczać same fazy? Bo to brzmi jakbym miała prowadzić drugi dziennik.
Wracam do pytania Kasjopei sprzed chwili, bo myślę że zgubiliśmy ważną nitka. Mówiłaś że rok dwójki jest spokojniejszy, bardziej zamknięty. Ale czy ta dwójka w roku numerologicznym ma jakieś specyficzne dni w cyklu księżycowym, które są dla niej kluczowe? Tzn. czy rok dwójki wzmacnia nów w każdym miesiącu, czy tylko w pewnych?
