Wracam na chwilę bo czytam o tych przypisanych liczbach i myślę o babci. Ona nic nie obliczała i nic jej nie przypisywano, a jednak coś działało. Czy to znaczy że liczby są tu zupełnie drugorzędne, że to jest system który nakładamy z zewnątrz na coś co istnieje bez nich? Bo mam wrażenie że im więcej czytam, tym bardziej mi się wydaje że bóstwo jest przed liczbą, a nie że liczba bóstwo definiuje.
Celestyna otworzyła właśnie coś bardzo konkretnego. Obliczałam kiedyś kilka epithetów Hekate i wyszły mi różne liczby. Hekate to jedno, Triformis to drugie, Soteira to trzecie. I rzeczywiście każda z tych liczb czuła się jak inny klucz. Nie wiem czy to ma potwierdzenie w jakiejś tradycji, ale numerologicznie to się broni. Ismer, czy pracowałeś kiedyś z epithetami rytualnie zamiast z głównym imieniem?
Malgosia, to co opisujesz z epithetami jest dokładnie tym, nad czym siedziałem ostatnio. Obliczałem greckie epithety kilku bóstw i za każdym razem wychodziły mi różne liczby, ale nie wiedziałem czy to błąd, czy tak ma być. Teraz widzę że może to nie jest błąd, tylko klucze do różnych aspektów. Czy próbowałaś jakoś usystematyzować które epithetyHekate dają które liczby? Bo mnie to zaczyna bardzo interesować.
Próbowałam ale nie do końca mi wyszło coś sensownego, bo nie miałam kryterium według którego mogłabym powiedzieć "ta liczba to aspekt chtoniczny, ta to aspekt niebiański". To były tylko moje odczucia podczas pracy i nie chciałam budować systemu na samych odczuciach. Czy ty masz jakiś sposób na weryfikację?
Ale czy brak zewnętrznego kryterium to znaczy że wszystko jest tak samo trafne? Bo to by było dość problematyczne. Mam wrażenie że jest różnica między "nie mamy pewnego kryterium" a "nie ma żadnego kryterium". Może kryterium jest spójność systemu w czasie, czyli czy ta sama liczba daje podobne doświadczenia przy kolejnych próbach?
Ja nie robię tak systematycznie, ale mam coś w środku co sprawia że po jakimś czasie mówię sobie "przy tej liczbie Hekaty czuję się jakbym stała na rozdrożu, a przy tamtej jakbym była na progu domu". I to się powtarza. Może to nie jest naukowa weryfikacja, ale dla mnie ma wartość. Choć rozumiem że ktoś może powiedzieć że to autosugestia.
To co Rumianek opisuje odwrotnie brzmi ważnie. Czyli idziesz od liczby do aspektu, nie od aspektu do liczby? Mam wrażenie że to jest zupełnie inna praktyka niż obliczanie epithetów. Czy ktoś jeszcze tak pracuje, że zaczyna od liczby?
Bardzo dziękuję za ten kierunek bo mi to coś rozjaśniło. Jak pracuję z tarotem i mam kartę która daje mi silne odczucie, to też chyba idę od odczucia do znaczenia, nie odwrotnie. Czy to jest podobny mechanizm? Że liczba jest jak karta, coś co wywołuje stan, i dopiero z tego stanu rozpoznajesz z którym aspektem masz do czynienia?
przepraszam że wchodzę tak z innej strony, ale mam pytanie praktyczenie. jak w takim razie zaczac pracę z liczbą bóstwa jeśli nie mam jeszcze żadnego doświadczenia z nim? czy jest jakoś kolejnosc, najpierw intuicja, potem liczba, czy mozna zacząc od liczby? pytam bo chciałabym zacząć z Artemidą i nie wiem od czego
Kwestia języka obliczenia to jest temat który mnie nurtuje od dawna w tej rozmowie. Obliczanie Artemidy po polsku da inną liczbę niż Artemis po grecku. Oba są poprawne językowo, ale różne. Czy pracujemy z bóstwem które istnieje niezależnie od języka, czy z jego reprezentacją w konkretnej kulturze językowej? Bo to zmienia wszystko.
To jest jedno z tych pytań na które nie mam ostatecznej odpowiedzi i myślę że dobrze że jej nie mam. Z mojej praktyki powiem tyle, że kiedy pracowałem z greckim zapisem, czułem coś co mogę opisać jako bardziej archaiczne, jakby pierwotna warstwa. Gdy obliczałem zlatynizowaną formę, było bardziej cywilizacyjnie, jakby bóstwo przez Rzym. To są oczywiście moje odczucia, ale powtarzały się.
Ismer, to jest coś na co chcę zareagować bo sama to czuję przy tarocie. Decka które opierają się na greckiej ikonografii kontra te z łacińską tradycją mają inny dotyk, nawet dla tej samej postaci. Więc może ta różnica językowa to nie jest błąd w systemie, tylko informacja o tym którą warstwą tradycji pracujesz? Czy próbowałeś obu wersji w ramach jednego rytuału i co z tego wyszło?
Dwa głosy tej samej postaci, to jest obraz który zostanie ze mną. Dlatego chyba w tradycji nordyckiej imiona bóstw są tak ważne i tak pilnie strzeżone, każde dodatkowe imię Odyna to osobny aspekt, osobna warstwa kontaktu. To nie jest dekoracja, to jest struktura. Może numerologia epithetów i form językowych to jest właśnie takie wchodzenie w strukturę.
Dwa głosy tej samej postaci, to mnie też uderza. Bo jeśli Odyn ma kilkadziesiąt imion i każde jest osobną warstwą kontaktu, to co to znaczy dla numerologii? Czy każde z tych imion niesie własną liczbę, a razem tworzą jakiś system, czy raczej one się nakładają i coś gubi po drodze? Próbowałam kiedyś obliczyć kilka imion Odyna i wyszły mi bardzo różne wartości. Nie wiedziałam co z tym zrobić.
W tradycji runologicznej to nie jest problem tylko numerologii, to jest problem natury bóstwa w ogóle. Odyn jest dosłownie bogiem wieloimiennym i ta wieloimienność jest częścią jego esencji, nie przypadkiem historycznym. Może pytanie nie powinno brzmieć "która liczba jest prawdziwa" tylko "co ta wielość liczb mówi o naturze tego bóstwa".
To co Ludwinia opisuje jest bardzo bliskie temu jak ja pracuję z epithetami greckimi. Tyle że chcę dopytać, czy to znaczy że liczba jest własnością aspektu, czy własnością funkcji w rytuale? Bo to jest subtelna różnica. Aspekt istnieje niezależnie ode mnie, funkcja w rytuale jest już po części moja.
Jeśli liczba powstaje z relacji, to czy każda osoba pracująca z tym samym aspektem Odyna ma inną liczbę? To wydaje się dość chaotyczne. Czy jest jakiś element wspólny między praktykami?
Dziękuję za ten wątek bo mi to coś wyjaśniło na swój sposób. Przy tarocie mam podobny dylemat, Hermit ma swoją esencję ale każda talia rysuje go inaczej i odczucie jest różne. Chcę zapytać, czy ktoś próbował połączyć liczbę bóstwa z liczbą karty tarotowej z nim związanej? Apollon i Słońce na przykład? Czy te liczby coś razem tworzą?
Bard i Edytka poruszają coś co mnie też interesuje od strony numerologicznej. Mamy wiele systemów przypisywania liczb, pitagorejski, chaldejski, kabalistyczny, i każdy mógłby inaczej policzyć to samo imię. Czy bóstwo ma różne liczby w różnych systemach i wszystkie są prawdziwe, czy szukamy jednego który bardziej pasuje do danej tradycji bóstwa?
Olaf, to jest pytanie które mnie blokowało na początku tej praktyki. W końcu przyjęłam zasadę że system powinien być spójny z kulturą bóstwa. Do greckich bóstw pitagorejski ma sens historyczny, do nordyckich może chaldejski jest mniej naturalny. Ale to jest moje robocze założenie, nie pewność. Czy ktoś miał powód żeby wybrać inaczej?
mam pytanie moze glupie ale czemu nie moznaby uzywac kabaly dla wszystkich bostw? Widzialem ze nekotorzy tak robia i mowi że numerologia jest powszechna. czy tradycja musi byc dopasowana?
wracając troche do Artemidy bo zaczełam medytację od liczby po polsku i bylo dziwnie. poczułam cos blednego ale nie wie jak to opisac. czy to normalene ze pierwsze razy nie sa jasne? czy musze zmenic na Artemis po grecku i spróbowac jeszcze raz?
Wracając do wątku który Olaf zaczął bo mi się wydaje że gdzieś nam uciekło, mamy tu dwie rzeczy naraz. Pierwsza to kwestia systemu numerologicznego, pitagorejski, chaldejski, kabała. Druga to kwestia formy imienia, oryginalna, spolszczona, przetłumaczona. I te dwa problemy nakładają się na siebie, bo zmiana formy imienia zmienia liczbę nawet w tym samym systemie. Czy to znaczy że bóstwo ma tyle liczb co wariantów swojego imienia w różnych językach? To brzmi absurdalnie, ale może właśnie o to chodzi, że liczba jest zawsze po naszej stronie, nie po stronie bóstwa.
