Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, czego nigdzie nie mogę znaleźć porządnie opisanego. Chodzi mi o liczby, które pojawiają się w konkretnych zdarzeniach - nie w dacie urodzenia, nie w imieniu, ale właśnie w sytuacjach życiowych. Na przykład wypadek, który zdarza się 13. dnia miesiąca, albo ważna rozmowa, która trwa dokładnie 11 minut. Czy te liczby coś mówią o tym, co będzie dalej? Czy ktoś w ogóle liczy takie rzeczy i wyciąga z nich wnioski? Mnie to zaczęło chodzić po głowie, bo kilka razy z rzędu ważne dla mnie rzeczy działy się w dniach, które sumują się do 7. Przypadek? Nie wiem. Chciałabym usłyszeć, co wy o tym myślicie.
Też coś takiego zauważyłem. Nie wiem jak to nazwać, ale mam wrażenie że pewne liczby po prostu za mną chodzą. 22 szczególnie. Pojawia się w różnych miejscach, nie tylko przy dacie urodzenia.
Mam podobne spostrzeżenia i nawet mam to zapisane w notatniku - od kiedy zaczęłam notować liczby pojawiające się przy istotnych zdarzeniach, wyszedł mi dość wyraźny wzorzec. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę tak, że po prostu zauważamy te liczby, które chcemy zauważyć? Michasia99, jak ty to rozróżniasz - że dana liczba jest znacząca, a nie że po prostu akurat zwróciłaś na nią uwagę?
To co opisujecie dotyczy czegoś, co w numerologii bywa nazywane liczbami wydarzeń albo liczbami cyklicznymi - i to jest trochę inny obszar niż portret numerologiczny człowieka. Liczby zapisane w zdarzeniach mogą działać jak sygnały dotyczące aktualnego cyklu, w którym jesteś. Ale żeby to sensownie odczytać, trzeba wiedzieć, z jakiego cyklu osobistego wychodzisz. Michasia99, znasz swój rok osobisty i miesiąc osobisty? Bo bez tego trudno powiedzieć, czy ta siódemka to zakończenie czegoś, czy właśnie otwieranie nowego etapu.
Przepraszam, że wchodzę z pytaniem podstawowym, ale co to jest rok osobisty? W astrologii mamy coś podobnego, ale nie wiem czy to ta sama zasada.
Ten ciąg, o którym mówisz, jest moim zdaniem bardziej interesujący niż sama liczba. Cykle siedmioletnie, siedmiotygodniowe - to pojawia się w wielu systemach, nie tylko w numerologii. Ale jeżeli to ma coś mówić o przyszłości, to właśnie przez cykl, a nie przez pojedynczą liczbę. Jakbyś opisała konkretniej, co się w tych momentach działo?
Słucham tej rozmowy i myślę sobie - czy to znaczy, że jak zaczynam zauważać jakąś liczbę, to powinam zacząć zapisywać kiedy dokładnie się pojawia? Nigdy tak nie robiłam, wydawało mi się to trochę przesadzone.
To brzmi jak klasyczna siódemka - w numerologii odpowiada refleksji i zamknięciu. Jak masz siódemkę w roku osobistym, to właśnie o to chodzi. A liczba w zdarzeniu ją potwierdza. Moim zdaniem można z tego wróżyć o kolejnych zakończeniach, bo cykl się powtórzy.
Mam pytanie, bo ta dyskusja mnie bardzo wciągnęła. Mówimy o liczbach w zdarzeniach - ale jak liczycie liczbę zdarzenia? Bierzecie dzień miesiąca? Całą datę? Godzinę? Bo to chyba ma znaczenie i chciałabym wiedzieć, jak wy to robicie w praktyce.
To zależy od tego, co chcesz sprawdzić. Jeśli pytamy o sygnał w konkretnym dniu, bierze się pełną datę. Jeśli o miesięczny rytm - dzień i miesiąc. A jeśli ktoś pracuje z godzinami, to dochodzi jeszcze jedna warstwa. Nie ma jednej jedynej metody - są szkoły i każda ma swoją logikę. Ale Michasia99, jak ty to liczyłaś?
Przepraszam że wchodzę tak nagle, ale czytam i mam podobną sytuację - tylko u mnie to nie jest siódemka, tylko trójka. I za każdym razem jak się pojawia, to coś idzie nie tak. Trzy razy w rzędzie. Czy trójka w numerologii może być zła?
Trzy zdarzenia w odstępach mniej więcej tygodniowych. I za każdym razem data redukuje się do trójki. Nie szukałem tego celowo, po prostu w pewnym momencie zauważyłem. Nie wiem nawet jak to liczyć porządnie, wyszło mi przypadkowo.
To jest w ogóle ciekawy problem metodologiczny dla całej tej rozmowy. Jeżeli liczby mają mówić o przyszłości, to musimy je czytać zanim zdarzenie nastąpi, nie po. A większość z nas, jak rozumiem, działa odwrotnie - najpierw zdarzenie, potem patrzymy na datę. To jest wróżenie wstecz, nie prognozowanie.
Czekajcie, chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Rok osobisty to jedno, ale jest jeszcze ta liczba drogi życia? To są dwie różne rzeczy? I co to jest ta droga życia, czy to też wyliczam z daty urodzenia?
A czy droga życia może to kolidować z rokiem osobistym? Bo mam drogę życia 3 i teraz chyba mam rok 5 czy 6, nie liczyłem dokłanie, i nigdy nie wiem, która liczba jest ważniejsza jak coś się dzieje.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy liczba w zdarzeniu może zaprzeczać rokowi osobistemu? Czyli mam na przykład rok osobisty 1, co według numerologii to nowe początki, a zdarzenia z liczbą 9 się powtarzają i to są zamknięcia. Co wtedy?
To nie jest konflikt, to jest napięcie, które samo w sobie jest informacją. Rok 1 przy dominujących zdarzeniach 9 może oznaczać, że zanim zaczną się nowe początki, musisz jeszcze domknąć stary etap. Dziewiątka jest zamknięciem cyklu, jedynka jego otwarciem. Czasem to idzie sekwencyjnie w obrębie jednego roku.
I to jest właśnie odpowiedź na tytułowe pytanie tego wątku, jak dla mnie. Liczby w zdarzeniach nie mówią prostego "to się stanie", ale pokazują, w którym miejscu cyklu jesteś. A jeśli wiesz gdzie jesteś, możesz coś powiedzieć o tym, co prawdopodobnie będzie dalej. Nie przepowiednia, ale kierunek.
Klimcia powiedziała to ładnie, bo to jest właśnie to, czego szukam w moich notatkach. Nie chcę wiedzieć co dokładnie się stanie. Chcę wiedzieć, jakie pytania warto sobie zadawać w danym okresie. Czy to jest akurat dobry moment na decyzje, czy na wycofanie. I liczby w zdarzeniach mi w tym trochę pomagają, nawet jeśli nie są stuprocentowe.
Wracając do mojej trójki - rozumiem teraz, że może nie chodzi o to, że jest zła, ale o to, że w tym momencie mnie ta liczba aktywuje i może akurat jestem w jakimś miejscu cyklu, gdzie coś musi się rozpaść, żeby pójść dalej? Niekoniecznie przez trójkę, ale trójka jest widoczna? Czy dobrze to rozumiem?
Czyli jak dobrze rozumiem, trójka u mnie nie jest "zła", tylko mówi mi, że jestem w jakimś przełomowym miejscu cyklu? To trochę zmienia perspektywę. Ale mam pytanie do Nyi albo do kogokolwiek, kto to rozumie - jak mam wiedzieć, kiedy ten cykl się skończy? Czy liczby mi to powiedzą z wyprzedzeniem, czy zawsze dowiem się po fakcie?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale nie do końca rozumiem - jak się robi te własne obserwacje? Mamy notować każde zdarzenie z datą i potem szukać liczb? Bo to brzmi jak mnóstwo roboty i nie wiem od czego zacząć.
A jak redukujesz date do jednej cyfry? Bo chyba nie dodajesz dzień plus miesac plus rok? Bo rok to czterocyfrowa liczba i nie wiem jak to liczyć. Pytam bo chce spróbowac, ale boję sie ze zle policzę i będę mial bezsens.
Wracając do tego co powiedziała Nyja o napięciu między rokiem a zdarzeniami - mam wrażenie, że to napięcie to właśnie jest informacja, którą można czytać do przodu. Jeśli widzę, że mój rok mówi jedno a zdarzenia dają inne liczby, to może to mi mówi, że jest jakiś nieuporządkowany element, który musi się rozwiązać zanim rok będzie działał zgodnie z oczekiwaniami.
Czarek00 właśnie powiedział to, co ja próbowałam sformułować od dawna i nie umiałam. To napięcie to sygnał, nie błąd w systemie. Mam pytanie do Nyi - czy jest jakiś sposób, żeby ocenić, jak długo to napięcie będzie trwało? Czy liczby mogą dać wskazówkę co do czasu?
To jest właśnie pytanie, które sprawia, że numerologia jest tak trudna do omówienia na serio. Michasia99, myślę, że to co opisujesz - ta niemożność rozdzielenia - może być sama w sobie informacją. Ale pozwól, że najpierw zapytam: kiedy te raz czy dwa razy coś cię uderzyło przed faktem, to czy był jakiś konkretny rodzaj zdarzenia? Coś życiowego, czy raczej drobniejsze rzeczy?
Słucham tego i mam wrażenie, że właśnie dotarliśmy do sedna tytułowego pytania. Jeśli liczby zapisane w zdarzeniach mają mówić o przyszłości, to muszą być jakoś weryfikowalne - a Hubert72 i Gienia98 właśnie pokazują, że weryfikacja jest naprawdę trudna. Czy ktoś w ogóle próbował to robić systematycznie, z jakimś zapisem zarówno trafień jak i pomyłek?
