Bardzo dobre pytanie i niestety nie mam pewnej odpowiedzi. Z tego co czytałem, żeglarze liczyli głównie numer rejestracyjny, ale nazwa statku też była traktowana jako znacząca - osobno, nie razem. Dlatego złą wróżbą było przemianowanie statku, bo zmieniałeś jego wibrację imienną nie zmieniając rejestrowej i powstawał dysonans. Przy pociągach z nazwami własnymi to mogłoby oznaczać dwie odrębne analizy: jedną z numeru, drugą z imienia. Wyjdą zapewne różne liczby i to byłoby kolejne pytanie - która ważniejsza?
Dopisuję to do notatek. Dysonans między wibracją rejestrową a imienną - to jest coś, o czym nigdy wcześniej nie myślałam. Mam w zeszycie przykład składu "Lajkonik" który kiedyś analizowałam tylko przez numer. Teraz ciekawa jestem jak wyjdzie analiza imienia. L+A+J+K+O+N+I+K to 3+1+1+2+7+5+9+2=30, 3+0=3. Trójka to twórczość, ruch, ekspresja. Czy ktoś wie jaki był numer eksploatacyjny Lajkonika? To byłby dobry test tej teorii o dysonansie.
Wchodzę w ten wątek o systemach bo mnie on trapi od jakiegoś czasu. Przy czakrach i energiach mamy podobny problem - różne tradycje przypisują różne kolory i właściwości tym samym czakrom i każda tradycja twierdzi że jej system jest "właściwy". W praktyce większość praktyków wybiera jeden system i trzyma się go konsekwentnie, bo spójność wewnętrzna jest ważniejsza niż to, który system jest "prawdziwszy". Może z numerologią pojazdów jest podobnie?
Amulecja ma rację i chcę to podkreślić. Spójność systemu jest zasadą nadrzędną. Ale to rodzi kolejne pytanie do tej rozmowy: skoro różne systemy dają różne wyniki, to jak weryfikować czy numerologia składu "zadziałała"? Tzn. co byłoby potwierdzeniem, że wibracja siódemki faktycznie wpłynęła na tę konkretną podróż??
Igorek, właśnie. Sama zaczynam myśleć o tym żeby prowadzić taki dziennik. Ale jak go skonstruować, żeby miał jakąś wartość? Bo sama "czułam się spokojnie" to za mało. Czy ktoś ma pomysł co konkretnie notować przy każdej podróży, żeby po kilku miesiącach można było coś z tego wyciągnąć?
Zenek, właśnie tak to czuję - nie oczekuję, że po trzech miesiącach będę miała tabelkę z dowodem. Ale chcę wiedzieć, czy mój odbiór "dziewiątek" w numerach pociągów jest powtarzalny dla mnie samej, czy to jednorazowe wrażenie. Sigilia, a co z pogodą i opóźnieniami - wpisujesz je?
Zisia ma punkt. Im więcej zmiennych, tym mniej czytelny sygnał. Pamiętam z materiałów o numerologii morskiej, że żeglarze trzymali się jednego wyznacznika na raz - albo numer, albo data wypłynięcia, ale nie oba razem przy tej samej decyzji. Może dlatego te tradycje były czytelniejsze??
Naparstnica, i właśnie to mnie niepokoi w tym wszystkim od początku. Mówisz "negocjować z systemem" i to jest dokładnie to - system staje się sposóbm potwierdzania tego, co już chcemy zrobić, a nie rzeczywistym wskaźnikiem. Czy ktoś ma przykład gdzie numerologia składu go odwiodła od podróży i miało to sens?
Kazik pyta o konkretny przykład i ja się przyłączam do tego pytania. Sam nie mam takiego doświadczenia, ale słyszałem od kolegi z grupy runowej, że jego znajoma przez rok omijala podróże składami z liczbą ostateczną 4 i twierdziła, że jej podróże były spokojniejsze. Tylko że ona też zmieniła pracodawcę w tym czasie i mniej podróżowała służbowo...
Tobiasz, ale czy w praktykach energetycznych to rozróżnienie jest zawsze możliwe? Przy pracy z czakrami mam podobny dylemat - nie wiem, czy czuję obiektywną energię centrum sercowego, czy sama siebie uspokajam i skupiam. I jakoś nie przeszkadza mi to w regularnej praktyce.
Tolek, to jest naprawdę dobry pomysł metodologiczny. Do dziennika to wprowadzam - wchodzę, notuję pierwsze odczucie jednym słowem na kartce, dopiero potem sprawdzam numer. Bez tej kolejności cały eksperyment traci sens, bo i tak nasz mózg dopasuje odczucie do liczby.
Wchodzę w temat bo mnie zaciekawił ten dziennik podróży. W astologii też sie robi dzienniki tranzytow żeby zobaczyć czy coś działa, więc analogia jest dobra. Ale mam pytanie - co Tekla zrobi jeśli przez pierwsze dwa miesiące wyniki nie pokażą żadnego wzorca? rezygnuje z założenia, że numerologia składów ma znaczenie, czy szuka błędu w metodzie?
Zenek, to świetne pytanie i sama sobie je zadaję. Myślę, że jeśli przez dwa miesiące nie zobaczę żadnego wzorca, to... uczciwie przyznam, że może tego wzorca nie ma. Albo przynajmniej nie w tej formie, którą chcę obserwować. Ale muszę skończyć eksperyment zanim wydam werdykt - inaczej zatrzymuję się zbyt wcześnie.
Ale właśnie - jak długo jest "zbyt wcześnie", a jak długo jest "zbyt długo i nie chcę widzieć braku wyników"? To jest naprawdę trudna granica i nie mówię tego złośliwie, sam z tym siedzę przy pracy z czakrami. Ile obserwacji uznasz za wystarczającą próbę? 🙂
Igorek dotknął czegoś ważnego. W tarocie też jest ten problem - ile rzutów kartami to "wystarczająca próba"? Kiedyś ktoś mi powiedział, że minimum trzydzieści obserwacji żeby zacząć mówić o wzorcu, ale przy pociągach trzydzieści podróży to może być rok albo dwa.
Czekajcie, bo mi się tu coś kręci w głowie. Mówimy o tym żeby Tekla wchodziła do pociągu przed sprawdzeniem numeru i notowała odczucie - ale czy ona ma notować odczucie wobec podróży wogóle, czy wobec samego wagonu, czy już od wejścia na peron? Bo to są różne momenty wibracyjne chyba??
Sigilia, kupno biletu to ciekawy trop. W numerologii datowej liczy się moment podjęcia decyzji nie samo zdarzenie. Więc może wibracja zaczyna się już przy wyborze połączenia - czyli numer składu "wybiera się" jakoś razem z nami zanim jeszcze ruszymy?
Kazik trafił w bardzo praktyczny problem. Miałem to ostatnio - bilet na jeden skład, podstawili inny. I wtedy co - jesteś w energii swojego pierwotnego wyboru czy w energii faktycznego pojazdu którym jedziesz? Bo to są potencjalnie dwie różne liczby.
To co Bronek opisuje z podmianą składu to jest moim zdaniem bardzo ważny przypadek testowy. Bo jeśli teoria mówi że "twoja" podróż ma wibrację numeru, to podmiana jest albo zakłóceniem, albo - i tu jest ciekawiej - może to właśnie jest informacja? Że energetycznie musisz jechać tym a nie tamtym składem?
Hej mam takie może naiwne pytanie ale czemu nikt nie mówi o numerze peronu? Jak jedzie pociąg z peronu 3 to może to tez ma znaczenie? Albo numer miejsca w wagonie? Bo siedzę w miejscu 44 i to jest całkiem inna energia niż 17...
Amulecja ma rację że lepiej jeden niz dziesięć, ale ja bym chciała wiedzieć który wybrać. Numer pociagu jest chyba najważniejszy bo to jest jego identyfiakcja, tak? Jak imię człowieka. Miejsce to bardziej jak adres, prawda?
Hortensja poruszyła coś czego jeszcze nie omawialiśmy - czy numer składu to numer "urodzeniowy" tego pojazdu, czy może zmienia się w zależności od trasy i kursu? Bo jeśli ten sam fizyczny skład jeździ raz jako IC 4321 a raz jako TLK 8765, to który numer jest jego "prawdziwym" numerem?
Zenek, to jest dokładnie to co mnie nurtuje w tej całej dyskusji od początku. W tradycji numerologicznej którą znam numer jest trwały - data urodzenia, imię to coś co nie znika. Tymczasem numer kursu pociągu jest jak... rola w spektaklu. Ten sam aktor, inna rola każdego wieczoru. Czy badamy aktora czy postać?
Sigilia, właśnie o to chciałem zapytać - czy ktoś z was w ogóle próbował sprawdzać numer taborowy zamiast numeru kursu? Bo to jest zupełnie inna liczba zazwyczaj gdzieś wybita na ścianie wagonu. Przy numerologii imienia przecież liczy się to pierwotne nadanie, nie pseudonim z pracy.
Ines zadała pytanie które dla mnie jest kluczowe dla całej tej dyskusji. Bo jeśli przyjmiemy że vibracja działa bez świadomości pasażera, to skąd wiemy ze chodzi o liczbę a nie o setki innych czynników - stan techniczny pojazdu, trasa, kto nim jechał wcześniej? 🙁
Naparstnica, dokładnie to samo mnie nurtuje. Kiedy zaczynałam obserwować numery składów, zakładałam że to ja wchodzę w jakąś relacje z tą liczbą. Ale może to działa inaczej - może to raczej suma wibracji całego pojazdu, a numer kursowy jest tylko jakimś sygnałem, nie przyczyną? 😉
No nie wiem, to co opisujesz to już jest spora zmiana założeń względem początku wątku. Zaczynałyście od pytania czy numer determinuje bezpieczeństwo, a teraz jesteśmy przy tym czy numer jest w ogóle czymś więcej niż wskaźnikiem. Moim zdaniem to ważne rozróżnienie - determinanta to jedno, a wskaźnik to coś zupełnie innego. Czy ktoś ma zdanie czy tu chodziło od początku o determinację czy o korelację?
