Chcę wrócić do wątku Teofilki o tym 'inaczej' po przeprowadzce zbiorów, bo to jest coś, o czym się za mało mówi. Miejsca potrzebują czasu, żeby zaabsorbować energię użytkowników. Nowe ściany są energetycznie puste. Jeśli biblioteka jest tam krótko, to może po prostu jeszcze nie nasiąkła. To nie jest kwestia numerologii, tylko czasu i intencji wszystkich, którzy przez nią przechodzą.
Przepraszam że wchodzę z czymś trochę z innej strony, ale czytałam ten wątek i mam pytanie. Czy biblioteki z bardzo starymi zbiorami, jak te przy kościołach albo klasztorach, mają jakąś szczególną numerologię albo energię? Bo mam wrażenie, że takie miejsca są cięższe, jakby bardziej przytłaczające, ale też jakby bardziej naładowane.
O rany, moonchild, a właśnie - biblioteki klasztorne to zupełnie inne środowisko, ale ciekawi mnie, jak to się ma do samego numeru. Czy jeśli takie miejsce ma np. czwórkę w numerze, a działa od pięciuset lat, to ta czwórka w ogóle jeszcze 'mówi', czy jest całkowicie zagłuszona przez tę historię? Bo mam wrażenie że przy tak starych miejscach numerologia mogłaby być pierwszym językiem, a nie jedynym.
