to jest pytanie, na które szczerze nie znam jednej odpowiedzi, bo różne tradycje podchodzą do tego inaczej. Ale logika strukturalna by wskazywała, że dwójka - receptywna, pasywna - powinna mieć szczególny kontakt z nowiem i ostatnią kwadra. Te fazy mają podobną energię zatrzymania. Tylko to nie znaczy że pełnia jest wyłączona z roku dwójki, raczej że jej odczuwanie może być inne.
To co Kasjopea opisuje z ulgą po pełni, mam dokładnie odwrotnie - po pełni mam wrażenie że coś mi ucieka, jakby fala się cofnęła. U mnie ta ulga przychodzi z nowiem. Zastanawiam się czy to jest właśnie ta różnica między czwórką a dwójką, czy raczej indywidualne.
Chcę tu wtrącić jedną rzecz, bo ta rozmowa o odczuwaniu faz i liczbach trochę krąży wokół czegoś, co starożytni Grecy nazywali sympatheia - współodczuwaniem kosmosu. Plotyn pisał o tym, że wszystko jest połączone przez współodczuwanie i jeden element może wpływać na drugi nie przez przyczynowość, ale przez analogię struktury. To jest inna logika niż "księżyc wpływa na mnie" - raczej "moja liczba i faza księżyca mają podobną strukturę".
Przepraszam że się wtrącam ale mam pytanie trochę z boku - czy mówicie o liczbie ścieżki życia liczonej z daty urodzenia, czy z jakiegoś innego obliczenia? Bo słyszałam że można liczyć też z imienia i nazwiska i wychodzą inne liczby. Która ma związek z fazami?
bo mam czwórkę z daty urodzenia, ale zupełnie inne liczby z imienia. I właśnie przy fazach zanikających czuję się fatalnie, a nie spokojnie. Więc albo u mnie nie działa ta korelacja czwórka-faza zanikająca, albo ważniejsza jest inna liczba. Stąd pytanie.
Ale mi sie wydaje że Celestyna ma rację że może inna licba jest ważniejsza. Bo jak mam szóstke i pełnia mi pasuje, to może to dlatego że moja licba z imienia tez jest inna i to one razem robią tę szóstke-pełnie? Nie wiem, może głupie.
Wracając do tego co Kasjopea mówiła o uldze po pełni - zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten wątek odradzania się, który chciałam tu poruszyć od początku. Jeśli pełnia wyrzuca, to zaraz potem zaczyna się coś nowego. Czy ktoś z was czuje ten moment nowiu jako wyraźny reset, taki że dosłownie inne myśli, inne nastawienie niż tydzień wcześniej?
Mnie bardziej interesuje ten punkt między zanikającą a nowiem. Bo tam jest taki moment, kilka dni przed nowiem, kiedy czuję się jakby wszystko było zawieszone. Ani stare ani nowe. I zastanawiam się czy to ma swoją liczbę w tym systemie, czy to jest jakaś strefa bez przypisania.
