Chcę podzielić się czymś co praktykuję od kilku tygodni i zapytać o Wasze doświadczenia. Przy codziennych czynnościach - jedzeniu, praniu, sprzątaniu - próbuję mówić do siebie afirmacje przeproszenia. Takie ciche "przepraszam siebie" za rzeczy które we mnie siedzą. Tylko że jak czuję winę, to mówię je jakby do ściany. Zaczynam odkurzać i nagle lecą myśli o rzeczach, których żałuję. Nie wiem czy to dobrze że wychodzi, czy raczej znak że coś blokuje czakrę serca. Robicie coś podobnego przy zwykłych domowych czynnościach?
To że wychodzi, to nie jest przypadek. Uważność nie wycisza na siłę, ona pokazuje co jest. Pytanie co z tym dalej robisz, jak już to wyjdzie na powierzchnię?
W tradycji słowiańskiej powtarzanie słów przy pracy miało moc rytualną. Kobiety śpiewały przy praniu, nie bez powodu. Słowo wypowiedziane w ruchu inaczej wchodzi w ciało niż recytowane na siedząco.
Ale jak konkretnie ma wyglądać taka afirmacja przeproszenia? Bo ja próbowałam pisać coś w stylu "przepraszam siebie za..." i dalej nie wiem co. Mam wymieniać konkretne rzeczy czy mówić ogólnie?
Ja przez długi czas robiłam to ogólnie i nic nie czułam. Dopiero jak zaczęłam mówić konkretnie do siebie, nawet na głos przy zmywaniu, poczułam że coś się ruszyło. Trochę się popłakałam nad zlewem, ale potem było lżej.
A ja mam pytanie bo nie rozumiem jednej rzeczy - czy ta afirmcja to ma byc skierowana do siebie z przeszłości, jakby do młodszej siebie, czy do siebie teraźniejszej? Bo chyba to robi róznicę?
Z moich doświadczeń z pracą ze snami wynika, że ta "dawna ja" bardzo często pojawia się właśnie w snach kiedy zaczniemy taką praktykę uważności. Jakby podświadomość chciała dokończyć to spotkanie.
Dziękuję że poruszyłeś ten temat, bardzo mi potrzebny. Mam pytanie czy przy sprzątaniu lepiej milczeć i skupiać się na oddechu, czy właśnie mówić te afirmacje na głos? Bo słyszałem różne podejścia i nie wiem które wybrać.
Ja se gotuje i to staje sie taki rodzaj medytacij. Ale jak mam na głos mówić przy gotowaniu to zapomnę pilnować garnka 🙂 Serio pytam, da sie robić to po cichu w głowie?
Nasuwa mi się pytanie do autora wątku - napisałeś że afirmacje mówisz jakby do ściany kiedy czujesz winę. Czy próbowałeś najpierw tę winę po prostu zauważyć i nazwać, zanim zaczniesz przepraszać? Bo może kolejność ma znaczenie.
Słuchajcie, a czy ktoś próbował połączyć to z numerologią osobistą? Konkretnie z datą, kiedy to coś przykrego się wydarzyło? Mam wrażenie że niektóre dni powtarzają się w moim życiu jako te ciężkie.
Dziękuję wszystkim za te wyjaśnienia, naprawdę bardzo mi to pomaga poukładać. Mam jeszcze jedno pytanie - czy ta praktyka przy czynnościach domowych wymaga jakiegoś konkretnego skupienia przed, czy można wejść w to w środku zmywania, kiedy się nagle przypomni?
Dokładnie to opisujecie to jest mechanizm który znam z pracy ze snami - coś co wraca, co się pojawia przy różnych okazjach, to sygnał że jest niedokończone. We śnie wygląda to tak samo. Podświadomość nie odpuszcza dopóki nie zostanie zauważona.
Słuchajcie ale ja wracam do pytania które zadałam wcześniej bo nadal nie wiem - jak konkretnie ma wyglądać ta afirmacja przeproszenia? Mówić "przepraszam siebie za całe życie" czy wymieniać po kolei rzeczy? Bo jak mam wymieniać po kolei to to będzie trwało wieczność.
A u mnie to sie pojawia w klatce piersiowej, nie w żołądku. Czy to może znaczyć ze mam inną czakre zablokowaną? Bo zawsze myslałam ze to jest kwestia serca.
Że ciało reaguje na emocje i wspomnienia - tak, to nie ulega wątpliwości. Tylko mam problem z przypisywaniem tych reakcji konkretnym centrom energetycznym na podstawie wyłącznie subiektywnego odczucia.
Mam inne skojarzenie z tarotem - Dwójka Mieczy to właśnie ta karta kiedy ktoś siedzi z oczami zasłoniętymi i nie chce patrzeć na to co jest przed nim. I zawsze gdy ją widzę w układzie, pytam: czego się boisz zobaczyć? Bo problem nie jest w samym patrzeniu, tylko w tym co się potem z tym robi.
Ale ile można się zatrzymywać? Bo ja czytam ten wątek i mam wrażenie że tu dużo jest o tym żeby być łagodnym dla siebie i nie spieszyć się, ale co jeśli człowiek się zatrzymuje od lat i ta łagodność tylko przedłuża odkładanie na później?
No nie wiem czy to dojrzewanie czy odkładanie, bo jak mam szczerze powiedzieć, to przez te lata nie czuję żeby cokolwiek dojrzewało. Raczej mam wrażenie że ten temat leży i czeka, a ja go omijam przy każdej codziennej czynności. Nawet przy sprzątaniu jak mi coś wypłynie, to szybko zaczynam myśleć o czymś innym.
A wracając do tego co Marcel poruszał na początku z afirmacjami przy codziennych czynnościach - zastanawiam się czy ta forma przeproszenia siebie w trakcie, powiedzmy, zmywania, nie jest właśnie taką bezpieczną wersją kontaktu. Nie siedzisz i nie skupiasz się na tym na sto procent, bo masz ręce w wodzie i możesz w każdej chwili pójść dalej.
Tak, dokładnie to mam przy zmywaniu, bardzo dziękuję że to potwierdzacie, bo miałem wrażenie że to przypadek albo że coś ze mną nie tak. U mnie przy staniu nad zlewem to tamto wspomnienie wraca samo i już nawet przestałem je odpędzać. Ale jeszcze nie wiem co z nim zrobić jak wraca.
A co jezeli przy takim zobaczeniu bez oceniania zaczynam jednak oceniać i nie moge sie zatrzymac? To ze mnie zla praktykujaca czy to noramlne na poczatku?
Czytam o tym zatrzymaniu się przy wspomnieniu i mam skojarzenie ze starymi słowiańskimi wyobrażeniami o granicy. Próg domu był miejscem między tym co wewnątrz i tym co na zewnątrz, i nie można było na nim siedzieć za długo, bo to miejsce przejścia, nie zamieszkania. Ciekawe czy ta praca ze wspomnieniem przy czynnościach nie jest właśnie takim staniem na progu - krótko, z intencją, i dalej.
Ale jak długo w takim razie powinno się przy tym zostawać? Bo ja jak zacznam przy sprzątaniu to albo za szybko uciekam albo wchodzę w to tak głęboko że przestaję sprzątać i siedzę gdzieś w myślach pół godziny. Nie ma jakiejś bardziej konkretnej wskazówki?
Sama przez długi czas szukałam tej jednej właściwej metody i w końcu doszłam do tego że ona nie istnieje w takiej formie. To co u mnie działa, to że zanim zacznę czynność, mówię sobie w myślach jedno krótkie zdanie dotyczące tego co chcę przeprosić. Nie rozwijam, nie analizuję. Tylko to zdanie, potem zmywam. I po fakcie sprawdzam co czuję, ale nie przy samej czynności.
To bardzo pasuje do tego co obserwuję w pracy ze snami - ciało śpiące inaczej przetwarza słowa niż ciało czuwające przy biurku. Przy rytmicznym ruchu, takim jak zamiatanie czy mieszanie, mózg wchodzi w stan który jest bliski granicy między czuwaniem a drzemką. I wtedy sugestia idzie głębiej.
W tarocie są karty które pojawiają się przy takich warstwach - Księżyc często pokazuje właśnie to co jest "w połowie". Nie kłamstwo i nie prawda, tylko coś co czeka żeby zostać do końca zobaczone. Zastanawiam się czy przy zmywaniu czy sprzątaniu nie wychodzą właśnie te kartonowe warstwy a nie te gotowe do puszczenia.
