Mnie też zastanawia to co Franek pyta, bo nie chcę tkwić w etapie obserwacji zbyt długo myśląc że to wystarczy, ale z drugiej strony nie chcę też za szybko skakać do czegoś bardziej zaawansowanego. Czy jest jakiś znak że już 'czas'?
Nie ma jednej liczby tygodni ani jednego znaku. Dla mnie wskaźnikiem było to, że obserwacja przestała wymagać wysiłku - siedzę i po prostu jestem przy oddechu, bez walki żeby tam zostać. Dopiero wtedy zaczęłam eksperymentować z proporcjami. Ale każdy może mieć swój własny próg.
To jest właśnie pytanie które ma kilka równoprawnych odpowiedzi. Część tradycji mówi o punkcie przy nozdrzach, część o brzuchu, część o całej ścieżce powietrza. Z praktycznego punktu widzenia - zacznij od czegokolwiek co czujesz najwyraźniej i trzymaj się tego jednego miejsca w ramach jednej sesji. Przeskakiwanie między punktami to częsty błąd na początku.
Ja mam podobny dylemat i zawsze szłam za tym co bardziej wyraźne, ale potem miałam poczucie że medytacja była chaotyczna. Czy ta 'chaotyczność' to problem czy nie?
Ta 'faktura rozkojarzenia' to ciekawe określenie. Jak to odróżnić zanim nabierze się tego doświadczenia? Bo na początku pewnie jedno wygląda jak drugie.
Nigdy tak nie myślałam o temperaturze oddechu i teraz mam ochotę po prostu usiąść i sprawdzić czy to faktycznie czuję. Ale wracając do tego co Kornelka pisała wcześniej o naturalnym zwalnianiu rytmu - jak długo to trwało zanim poczułaś różnicę?
Trudno mi powiedzieć dokładnie, bo to nie był jeden moment tylko stopniowy proces. Chyba po kilku tygodniach regularnej praktyki zauważyłam że w ciągu dnia mój oddech jest spokojniejszy bez żadnego wysiłku. Ale to były codzienne sesje, nawet krótkie.
Codzienne, nawet krótkie - to mnie trochę uspokaja, bo myślałem że trzeba długich sesji żeby cokolwiek zmienić. Kornelka, a jak krótkie to jest krótkie? Bo mam wrażenie że 10 minut to za mało żeby 'dotrzeć' do jakiegoś spokoju.
10 minut to absolutnie nie jest za mało, szczególnie jeśli całe 10 minut jest faktycznie przy oddechu a nie przy myślach o liście zakupów. Jakość naprawdę ma znaczenie, a przy tej temperaturze oddechu o której Mamunaa mówiła to nawet 5 minut może być bardzo gęstych.
O, to jest chyba moje największe pytanie od kiedy zaczęłam medytować. Zawsze nie wiem czy dobrze mi idzie czy tylko siedzę i myślę że medytuję.
To co Klarysa pyta to chyba jeden z trudniejszych aspektów całej praktyki. Ja próbowałam przez jakiś czas notować po sesji jak się czuję - nie to co myślałam, ale dosłownie co czułam w ciele. Jeśli po 10 minutach byłam spokojniejsza niż przed, to znaczy że coś działało. Ale to jest bardzo przybliżony wskaźnik.
Ta szybka którą Klarysa opisuje to bardzo trafne. Ja miałam dokładnie to samo i dowiedziałam sie dopiero po długim czasie że to co mi brakowało to nie 'więcej uważności' tylko bardziej fizyczne zakotwiczenie. Nie obserwować oddech ale w ogóle poczuć że się oddycha, że masz klatkę piersiową, że ona się rusza.
Szczerze? Nie bardzo. Ale po tym co napisałyście mam ochotę sprawdzić - może faktycznie przez cały czas jestem 'przy oddechu w głowie' zamiast 'w ciele'. Nie wiedziałam że to różnica.
Bardzo się cieszę że Klarysa to powiedziała bo ja też tego nie wiedziałem i to mi naprawdę otwiera oczy. Ale jak to właściwie ćwiczyć, to 'bycie w ciele'? Czy to jest oddzielna praktyka czy coś co można wpleść w oddechową?
A ja mam pytanie trochę z boku tego wątku - czy jeśli ktoś ma problem z oddychaniem przez nos na przykład przez alergię albo katar, to te wszystkie techniki nazalne mają w ogóle sens? Bo czuję że jestem na straconej pozycji z tym całym wdechem przez nos.
Oczywiście że tak, to jest chyba najnormalniejsza rzecz na świecie. Technika nie jest celem samym w sobie. Jeśli nos nie działa to kierujesz uwagę gdzie indziej. Myślę że ten dogmatyzm 'tylko przez nos' albo 'tylko tak' sprawia że ludzie rezygnują z praktyki zamiast po prostu dostosować.
Właśnie, bo czytam czasem opisy technik i mam wrażenie że jest tyle warunków wstępnych że gdybym spełniała je wszystkie to nie miałabym czasu na samo siedzenie. Odpowiednia pozycja, odpowiedni nos, odpowiedni czas dnia... Kornelka, czy Ty miałaś etap takiego paraliżu przez nadmiar zasad?
Tak i to był jeden z bardziej frustrujących momentów. Wychodzisz z sesji nie czując spokoju tylko zastanawiając się czy wszystko robiłaś dobrze. W pewnym momencie celowo zaczęłam ignorować wskazówki techniczne i po prostu siadałam. Dopiero to pomogło.
To ciekawe podejście, bo ja przez jakiś czas robiłam odwrotnie - tworzyłam sobie coraz bardziej szczegółowe notatki z każdej sesji i bardzo pomagało mi to wychwytywać powtarzające się wzorce. Ale może to kwestia tego jak kto przetwarza doświadczenia. Romualda.x, a jak Ty wiesz że sesja 'była dobra'?
Sprawdziłam tę wskazówkę o temperaturze oddechu o której Mamunaa pisała i to naprawdę coś zmienia. Siedziałam krótko ale pierwszy raz od dawna miałam poczucie że jestem faktycznie w środku oddechu a nie obok niego.
A co z tymi proporcjami wdechu i wydechu o których Kornelka wspominała znacznie wcześniej w tym wątku? Trochę zgubiliśmy ten temat, a mnie interesuje czy te proporcje mają znaczenie dla kogoś kto jest na etapie tej podstawowej obserwacji czy to już jest 'wyższy poziom'.
Okej, to rozumiem. Ale mam wrażenie że ten test który Ostroika opisuje - czy jesteś spokojniejszy czy bardziej spięty - jest niejednoznaczny. Bo ja bywam po sesji i spokojniejsza i jakoś taka trochę poruszona jednocześnie. To co to znaczy?
Poruszona w jakim sensie? Bo to może być kilka różnych rzeczy i nie chciałabym zgadywać. Coś jak niepokój, czy bardziej taka czujność albo że coś się ruszyło ale nie nieprzyjemnie?
właściwie to raczej to drugie. Nie niepokój, bardziej jakby coś się pojawiło do świadomości i jest. Trudno opisać, nie jest to przykre.
Mnie takie stany po medytacji interesują właśnie pod kątem tego co się powtarza. Kenta_88, czy to jest za każdym razem podobne poczucie czy losowe? Pytam bo jeśli powtarzalne to może to jest twój naturalny sygnał że coś się właśnie wydarzyło, nie problem do rozwiązania.
Ale wracając do mojego pytania o nos, bo trochę to zostało bez domknięcia - Kornelka mówiła żeby skierować uwagę gdzie indziej. Próbowałam na ruch brzucha. I jest dziwnie, bo trudniej mi złapać że 'jestem w środku', to o czym Kalia_A pisała. Czy to jest kwestia ćwiczenia czy brzuch po prostu daje mniejszy sygnał niż nos?
To nie jest kwestia że brzuch daje mniejszy sygnał - on daje inny sygnał. Nos jest bardzo precyzyjny, chłód, ciepło, ruch powietrza w konkretnym punkcie. Brzuch to bardziej objętość i ciężar. Niektórym łatwiej właśnie z brzuchem bo jest większy i bardziej wyraźny fizycznie, innym trudniej. Nie ma tu złej odpowiedzi.
