Ale jak w takim razie wiesz kiedy jest ten moment na grupę a kiedy na solo? Bo to co piszecie brzmi sensownie, ale ja ciągle nie mam żadnego kryterium żeby się zdecydować.
Ale jak w takim razie wiesz kiedy jest ten moment na grupę a kiedy na solo? Bo to co piszecie brzmi sensownie, ale ja ciągle nie mam żadnego kryterium żeby się zdecydować.
Dla mnie tym kryterium jest to czego szukam w danej chwili. Jak chcę się uspokoić to idę solo, jak chcę zobaczyć coś o sobie czego sama nie widzę to grupowo. Ale to przyszło po czasie, nie z góry.
To pytanie Bazylki jest moim zdaniem ważniejsze niż cała poprzednia dyskusja o własności ciszy. Bo można rozumieć różnicę między solo a grupą bardzo dobrze, a i tak nie wiedzieć co wybrać kiedy stoisz przed tym wyborem w środę o osiemnastej.
Zgadzam się z Felicjanem, to jest sedno. Mnie też nie pomogło to że rozumiem różnicę teoretycznie. Ostatnio przez kilka tygodni robiłem tylko solo bo nie miałem siły na grupę, ale nie byłem pewien czy to było dobre dla mnie czy po prostu wygodne.
To brzmi jak odpowiedź, która nic nie odpowiada. Każdy musi sam wypracować, osobiste sygnały, własna droga. Okej, ale jak ktoś dopiero zaczyna to skąd ma wiedzieć jakie ma sygnały jeśli ich jeszcze nie wypracował?
To co mówi Obsydianka mi coś otwiera. Bo ja zawsze oceniałam sesję na gorąco i jak było trudno to myślałam że źle poszło. A może to nie jest dobry moment na ocenianie?
To co opisuje Eliksiriaa jest chyba jedną z największych pułapek grupy, że zaczynasz mierzyć siebie cudzą twarzą po medytacji. W solo nie masz tego problemu, ale za to nie wiesz czy twoja twarz jest w ogóle w normie.
To porównywanie w grupie to jest coś czego nie przewidziałem zanim tam poszedłem. Myślałem że po prostu będziemy siedzieć razem, a tymczasem przez pierwszych kilka sesji myślałem głównie o tym co inni o mnie myślą siedząc obok. To zabierało sporą część uwagi.
No właśnie i to jest mój argument od początku. Jak połowę energii wydajesz na to żeby wyglądać właściwie to co to jest za medytacja. Solo nie masz tego problemu i możesz się po prostu rozłożyć jak chcesz.
To co opisuje Morganitka jest chyba jakimś procesem adaptacji, a nie błędem który trzeba naprawić. Może te pierwsze sesje grupowe po prostu tak muszą wyglądać i dopiero za tym przychodzi coś innego?
To zestawienie mi zostało w głowie. Własny chaos kontra cudzy cudzysłów normalności. Nie wiem które jest trudniejsze do opanowania, ale cudzy chyba bardziej boli, bo czujesz że coś z tobą nie tak.
Dokładnie to czułem przez pierwsze sesje grupowe. Mój własny chaos w domu był po prostu chaosem, ale w grupie ten sam chaos wyglądał jak porażka.
To jak sobie z tym poradziłeś? Czy samo minęło, czy zrobiłeś coś konkretnego żeby przestać się tak oceniać w trakcie?
Ta sztuczka z zamykaniem oczu wcześniej to jest coś co mogłabym zrozumieć. Ale czy to nie jest trochę omijanie problemu zamiast przepracowania go? W sensie czy docelowo chodzi o to żeby nie widzieć innych, czy żeby widzieć i nie oceniać?
To jest chyba clou całej tej rozmowy. Wybieramy formę bez celu, a potem dziwimy się że wyniki są niejasne. Solo czy grupa to jest odpowiedź na pytanie, ale pierwsze jest pytanie po co i na co.
Czytam ten wątek od dawna i jedno mi się kręci w głowie. Wszyscy mówicie o tym jak się czujecie po sesji, w trakcie, po tygodniu. Ale nikt nie mówi o tym czy w ogóle wraca się do tej samej formy drugi raz po złej sesji. Czy zła sesja w grupie skutecznie zniechęca na dłużej niż zła sesja solo?
To co Morganitka opisuje z tym tygodniem wstydu to jest coś o czym się chyba w ogóle nie mówi przed pierwszą sesją grupową. Ja zanim poszłam to słyszałam tylko że będzie miło, że atmosfera, że energia grupy. Nikt nie powiedział że można się rozpaść i że to jest okej. Czy to jest jakiś świadomy zabieg prowadzących że tego nie uprzedzają, czy po prostu nie wpadają na to że ktoś może potrzebować takie rzeczy wiedzieć wcześniej?
Mam wrażenie że to nie jest świadomy zabieg, tylko że prowadzący siedzą tak głęboko w tej praktyce że zapomnieli jak to jest być po raz pierwszy w takiej sali. Dla nich płakanie na sesji to oczywistość, coś co się zdarza i co jest neutralne. Ale dla kogoś kto przyszedł pierwszy raz i myślał że będzie 'siedzieć i oddychać' to jest kompletne zaskoczenie. I do tego wraca trochę to co pisał Felicjan o braku celu, bo gdybyś wiedziała wcześniej że możesz coś poczuć, to inaczej byś to odebrała.
