To jest mocne. Czyli myślę że jestem bez ramy, ale moje przeświadczenie że brak ramy jest lepszy, też jest ramą. To mnie trochę wywróciło.
To ciekawe bo zakładałam że jeśli ktoś zaawansowany jest w tym od lat, to raczej utwierdza się w swoim podejściu a nie zmienia. Czyli Obsydianka ma rację że brak ramy też jest ramą i nawet długa praktyka solo może cię zamknąć w niewidocznym schemacie?
Siedzę z tym co Obsydianka napisała wcześniej i nadal mnie to gryzie. Bo jeśli nawet moje poczucie że siedzę bez ramy jest ramą, to jak w ogóle można cokolwiek ocenić? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam.
To co mówi Olaf jest bliskie temu co mi się przydarzyło kiedy zaczynałem. Ale wracając do pytania które zadałem, bo chciałbym wiedzieć czy ktoś inny też coś zmienił. Cesarzowna, czytasz to? Czy ta rozmowa coś ruszyła?
Czytam. Nie wiem czy zmieniłam zdanie, ale mniej się boję tego o czym mówiłam wcześniej. Trochę. Chyba przez to co napisała Morganitka o definiowaniu doświadczenia, że to moje prawo a nie obowiązek.
To co Cesarzowna mówi jest ważne, bo brak planu na trudną sytuację w grupie to jest realna przeszkoda, nie wymówka. Dobra grupa powinna dać ci przestrzeń na milczenie bez presji komentowania własnego stanu. Jeśli nie daje, to faktycznie lepiej wyjść.
Ja bym dodała że można też po prostu zapytać organizatora przed przyjściem jak to wygląda. Sama to zrobiłam i dużo mi to powiedziało nie tyle z odpowiedzi, co z tego jak odpowiedział. Czy był otwarty na to pytanie czy zbył mnie ogólnikiem.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się nad czymś innym. Wszyscy mówią o grupie jako o czymś czego szukasz albo unikasz. A co z osobami które nie mają dostępu do żadnej grupy w swoim mieście? To nie jest wybór tylko domyślne solo.
Myślę że tak, bo samo wiedzenie że nie masz opcji zmienia nastawienie. Inaczej siedzisz kiedy solo jest twoim wyborem a inaczej kiedy jest jedynym wyjściem. To musi wpływać na stan w trakcie, nawet jeśli nie chcesz żeby wpływało.
To co Antek mówi o nastawieniu jest ciekawe, bo sam się łapię że jak mam wybór i decyduję się siedzieć solo, to czuję z tym inaczej niż kiedy akurat nie ma grupy i siedzę bo nie ma opcji. Ale nie wiem czy to zmienia jakość praktyki czy tylko mój nastrój przed.
Mnie to pytanie też interesuje, bo właśnie jestem w tej sytuacji. Nie mam grupy w pobliżu i nie mam wyboru, siedzę sama. I nie wiem czy jak kiedyś trafi mi się możliwość grupy, to będę z tym gotowa czy już za bardzo przyzwyczajona do swojego rytmu.
To rozbicie rytmu które opisuje Eliksiriaa, to jest właśnie coś co w grupie dzieje się trochę mimowolnie. Nie zawsze chcesz, ale tempo jest inne, cisza jest w innym miejscu, ktoś kasłał i już siedzisz inaczej. To może być irytujące albo odkrywcze, zależy od dnia.
To jest ważne co mówi Obsydianka, bo często te opisy grupowych sesji brzmią jak coś szczególnego i odmienionego. A tu słyszę że bywa też po prostu nieudanie. To jest normalniejszy obraz.
Chciałem zapytać o to co powiedziała Eliksiriaa wcześniej, o tym że solo jest dla niej domyślne a nie wybrane. Bo kiedy ja zaczynałem, miałem wybór ale i tak siedziałem sam, i zastanawiam się czy moje pierwsze doświadczenia z grupą byłyby inne gdybym wcześniej przez kilka miesięcy nie miał wyjścia. Czy ten brak wyboru coś zahartowuje?
Zahartowuje to może za mocne słowo. Ale myślę że wymusza pewną samodzielność w interpretacji własnego stanu, bo nie masz nikogo kto powie ci jak to wygląda z zewnątrz. To może być zarówno siła jak i ograniczenie.
Ale skąd wiesz że ta osoba z oddechem jako ucieczką robiła coś złego? Może to był jej sposób i działało?
To jest coś co mnie uderzyło, ta rozbieżność między intencją i efektem. Bo ja sama nie wiem czy to co robię przynosi to co chcę. I nie mam nikogo kto by to ocenił z zewnątrz. Skąd właściwie wiesz że twoja praktyka idzie w dobrą stronę, niezależnie czy siedzisz z grupą czy sama?
Myślę że miara jak się czujesz ogólnie to jednak jest coś. Może nie precyzyjna, ale jeśli przez kilka tygodni po regularnym siedzeniu jesteś spokojniejsza w sytuacjach które wcześniej cię trzęsły, to jest jakiś sygnał. Ale to nie mówi nic o tym czy metoda jest dobra, tylko że coś działa. A czy to jest to samo, tego nie wiem.
To co napisał Olaf86 o spokoju w trudnych sytuacjach jako mierniku, to ma sens, ale zastanawiam się czy to wystarczy żeby ocenić czy sposób w jaki siedzisz, sam czy w grupie, jest ten właściwy. Bo można być spokojniejsza ogólnie i mimo to utrwalać ten błędny wzorzec który opisywał Felicjan99. Jak to rozdzielić?
Ale nie każdy ma dostęp do grupy gdzie ktokolwiek cokolwiek widzi. Większość grup które znam to po prostu razem siedzenie w ciszy i nic poza tym. Nikt nic nie ocenia, nikt nic nie mówi. To jaki to punkt odniesienia?
Właśnie to mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Kiedy siadałem sam, miałem przestrzeń, ale zero informacji. Kiedy poszedłem do grupy, miałem trochę informacji, ale przestrzeń była jakby wspólna, nie moja. I nie jestem pewien czy to kwestia formy czy po prostu mojej konkretnej grupy.
To rozróżnienie które robi Emilian, przestrzeń moja kontra wspólna, to jest coś czego nie umiałam wcześniej nazwać a teraz myślę że to jest serce całego tematu. Bo nie chodzi o to czy jesteś sama czy z ludźmi, chodzi o to kto jest właścicielem tej ciszy w danym momencie.
Słucham tej rozmowy o własności ciszy i z jednej strony rozumiem co Obsydianka ma na myśli, ale z drugiej zastanawiam się czy to nie jest sposób na uzasadnienie tego że po prostu wygodniej nam solo. Bo może ta wspólna cisza nie jest zagrożeniem tylko czymś czego nie znamy?
Mnie to pytanie Orlikowej trafia w czuły punkt. Bo chyba sama sobie od jakiegoś czasu tłumaczę że solo jest lepsze dla mnie, ale nie wiem czy to jest naprawdę moje przekonanie czy po prostu nie miałam możliwości sprawdzić inaczej i to jest moja wersja wygody.
To co opisuje Eliksiriaa to dla mnie istotna różnica. Nagranie to jest instrukcja, a inna osoba w tym samym pomieszczeniu to jest obecność. I te dwie rzeczy robią zupełnie inne rzeczy z ciałem i z głową, nawet jeśli technicznie siedzisz tak samo.
Zastanawiam się czy ta czujność którą opisuje Felicjan99 to jest przeszkoda czy może jest też informacją. Jak jesteś na tyle czujna że nie możesz wejść głębiej, to może to mówi coś o tym jak reagujesz na ludzi poza medytacją?
To co mówi Morganitka to właściwie odpowiada na to co mnie nurtowało na początku tego wątku. Może różnica między solo a grupą nie polega na tym która forma lepiej uspokaja, ale na tym że dotykają różnych rzeczy. I może obie są potrzebne, ale w różnych momentach.
