Ja mam wrażenie po sesji kiedy było coś a kiedy nic nie było, ale naprawdę nie potrafię powiedzieć co decyduje o tej różnicy. To nie jest czas, to nie jest skupienie, bo czasem przy kiepskim skupieniu coś się dzieje. Nie wiem.
To jest ciekawe, że po grupie nie analizujesz. Zastanawiam się czy to jest dobre, że nie analizujesz, czy może właśnie przez to nie wiesz co tam właściwie dostajesz.
Cesarzowna, to mnie uderzyło. Bo ja też po grupie nie analizuję i myślałem że to jest zaleta. Że po prostu jest dobrze i nie trzeba myśleć. Ale może przez to rzeczywiście nie wiem co dostałem i nie umiem tego potem odtworzyć samemu.
A może analiza po sesji to też jest jakiś rodzaj praktyki? Że nie chodzi tylko o samo siedzenie, ale o to co z tym robisz potem? I wtedy pytanie czy grupy w ogóle tę część obejmują, czy zostawiają cię z tym samego.
To ten wątek z potwierdzeniem przez innych jest dla mnie ważny. Ale jednocześnie mam pytanie czy to potwierdzenie nie prowadzi do tego, że zaczynasz szukać doświadczeń, które pasują do tego co mówi reszta? Czyli trochę nieświadomie kształtujesz swoje odczucia pod grupowy standard?
Ja byłam na jednej grupie gdzie prowadząca miała bardzo specyficzny słownik i po kilku tygodniach wszyscy zaczęli mówić tak samo o swoich doświadczeniach. To mnie trochę zmroziło i odeszłam. Nie wiem czy to co czuli było naprawdę takie samo, czy tylko nauczyli się tego samego opisu.
Ale czy jako początkujący w ogóle wiesz jak odróżnić gotowe ramy od tych które sam tworzysz? Emilian, szczerze, po roku wiesz to?
No i tu mnie masz, Emilian. Bo to jest bardzo uczciwa odpowiedź. Tylko teraz się zastanawiam, czy ta samotna praktyka naprawdę daje to porównanie, które mówisz, czy może po prostu masz mniej bodźców i myślisz że to twoje, a to wciąż jest rama z grupy, tylko że już zainstalowana.
To co powiedziała Antek_52 jest naprawdę ważne i myślę że niedoceniane. Ramy z grupy nie znikają kiedy wychodzisz za drzwi. One są z tobą na macie. Pytanie jak to rozpoznać u siebie i czy w ogóle da się to zrobić bez zewnętrznej perspektywy.
Ale to znaczy że potrzebujesz czasu poza grupą żeby zobaczyć co dostałeś od grupy? To jest trochę paradoks. Czyli grupę oceniasz dopiero gdy od niej odejdziesz.
Ja mam inne pytanie do tego wątku. Mówicie o ramach i zapożyczonych doświadczeniach, ale co jeśli ktoś jak ja zaczyna całkiem od zera, bez żadnych ram? Czy wtedy grupo właśnie jest potrzebna bo daje punkt wyjścia, a nie klatka?
Bazylka, mam podobne odczucie. Jak zaczynałem, to grupa dała mi w ogóle język do opisania tego co się dzieje w głowie podczas siedzenia. Bez tego byłbym zupełnie zagubiony. Nie wiem czy to jest pułapka czy po prostu start.
A czy ten język jest konieczny? Pyta ktoś kto medytuje trochę bez żadnego języka i opisywania, po prostu siedzi.
No i właśnie, Cesarzowna nie wie czy to dobra medytacja. I to chyba jest clou całej tej dyskusji o grupie i solo. Samemu nie wiesz, na grupie dostajesz jakieś potwierdzenie. Czy to jest pułapka zależy od tego czy to potwierdzenie jest uczciwe.
Czyli wróciliśmy do tego co Weronka mówiła wcześniej o ryzyku dopasowywania się do narracji. Uczciwe potwierdzenie to jest coś co daje ci przestrzeń na swoje doświadczenie, a nie na doświadczenie które pasuje do grupy.
I tu mam pytanie do tych z was co siedzą głównie solo. Jak sprawdzacie czy idziecie w dobrym kierunku, jeśli nie macie grupy ani prowadzącego? Co was utrzymuje na kursie?
Dla mnie to są małe znaki w codziennym życiu. Nie w sesji. Łatwiej mi jest wyjść z irytacji, wcześniej to zauważam. To jest wskaźnik który wiem że jest mój bo nikt mi go nie dał.
A to by znaczyło że debata o grupie kontra solo to jest trochę fałszywa, bo może chodzi o to na jakim etapie jesteś? Że jest czas na jedno i czas na drugie.
To co mówi Bazylka i Olaf układa się w coś sensownego, ale mam pytanie, które mnie gryzie. Jeśli proporcje grupy i solo zmieniają się z etapem, to kto decyduje kiedy ten etap się zmienił? Ty sam? Bo jeśli sam, to znowu wracamy do problemu że nie masz zewnętrznego punktu odniesienia.
Mam wrażenie że w tej dyskusji trochę gubimy wątek praktyczny. Wszyscy rozmawiamy o tym co daje co, ale nikt jeszcze nie powiedział czy ma jakiś konkretny rytm. Jak to wygląda u was tygodniowo, czy praktykujecie głównie sami, a na grupę chodzicie rzadziej, czy odwrotnie?
Ja mam teraz tak że w ciągu tygodnia siedzę sam, a raz na dwa tygodnie idę na otwartą grupę. Ale nie wiem czy to jest mądry układ, czy po prostu wyszło z logistyki. Nie planowałem tego świadomie jako balans.
A czujesz różnicę między sesjami przed grupą a po grupie? Czy to jest na tyle blisko siebie że widzisz jakiś wpływ?
A może właśnie to jest sedno, że za dużo analizujemy i za mało siedzimy? Przepraszam że tak ostro, ale ta dyskusja już chwilę trwa i mam wrażenie że kręcimy się w kółko między grupą a solo, a żadne z nas nie zmierzyło się z tym empirycznie, no bo jak.
Słyszę że moje siedzenie bez języka jest traktowane jako coś ciekawego, ale ja sama nie wiem co z tym zrobić. Nie szukam grupy, ale też nie wiem czy mam rację robiąc to sama od początku.
To co mówi Cesarzowna jest bardzo ważne i myślę że nie tylko ona tak ma. Ta obawa przed tym że ktoś zdefiniuje twoje doświadczenie zanim ty je zdefiniujesz. To jest konkretny powód dla którego solo ma sens, szczególnie na początku.
I wracamy do punktu wyjścia tej rozmowy. Samemu nie wiesz, z grupą ryzykujesz cudzą narrację. Może po prostu nie ma bezpiecznej opcji i trzeba wybrać z jakimi ryzykami wolisz żyć?
Czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam inne zdanie niż większość. Wszyscy tutaj zakładają że ryzyko cudzej narracji to coś złego. A co jeśli cudza narracja jest po prostu starsza i bardziej sprawdzona niż twoja? Nie każda tradycja to pułapka.
