Mam ostatnio duży problem z zasypianiem. Budzę się w środku nocy z tym nieprzyjemnym uczuciem w klatce, jakby coś leżało na piersi, i potem godzinami nie mogę zasnąć. Próbowałam różnych technik oddechowych, ale nic nie trzyma się kupy. Słyszałam, że medytacja przed snem połączona z afirmacjami może naprawdę pomóc, ale nie wiem, ile razy trzeba powtórzyć afirmację, żeby w ogóle cokolwiek poczuć. Czy ktoś to praktykuje regularnie i może powiedzieć, jak to wygląda w praktyce? Szczególnie chodzi mi o ten lęk przed zaśnięciem, bo to coś więcej niż zwykły stres.
To uczucie na klatce to może być kilka rzeczy naraz i nie spieszyłabym się z jedną odpowiedzią. Ale zacznę od afirmacji, bo pytałaś konkretnie. Ile razy powtarzać? To zależy od techniki. Jeśli robisz to tuż przed snem w stanie półsnu, czyli w tej granicy między jawą a snem, wystarczy spokojnie 21 razy. Mózg jest wtedy najbardziej chłonny i afirmacja dosłownie zapada głębiej. Przy pełnej przytomności niektórzy potrzebują 108 powtórzeń, bo tyle razy umysł musi to usłyszeć, żeby przestać się bronić. Ale mam do Ciebie pytanie: czy ten lęk pojawia się zanim się kładziesz, czy dopiero jak gasną światła?
Ja też się zastanawiam nad tą liczbą 108, bo gdzieś o tym czytałam. Skąd w ogóle pochodzi ta liczba? Rozumiem, że coś za nią stoi, bo pojawia się chyba w każdym systemie, ale czy to nie jest trochę za dużo na wieczór, jak się jest zmęczoną? Sama mam problem z koncentracją przy afirmacjach i często gubię liczenie po jakichś 30 powtórzeniach.
Ale serio, 108 razy? Ja bym zasnęła przy 20 z nudów, zanim afirmacja w ogóle zadziała. Ile czasu to zajmuje w praktyce? Może jest jakiś skrót?
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym się rzadko mówi. Mianowicie pora. Przed snem umysł przechodzi przez stan alfa, zanim wejdzie w theta. I właśnie w tej chwili przejścia afirmacja ma największą siłę. Pytanie do Kamilki65 i do reszty, którzy to praktykują: czy robicie to w pozycji siedzącej czy leżącej? Bo pozycja zmienia stan świadomości i może o tym decydować, czy wejdziecie w alfę czy od razu w sen.
Mozna rozpoznać po tym, że ciało jest ciężkie ale myśl jeszcze jasna. Przynajmniej tak to u mnie wygląda. I jakby obrazy same przychodzą, takie urywki, nie sny jeszcze. To chyba właśnie alfa. Tylko ja mam problem z utrzymaniem afirmacji w tej chwili, bo jak tylko te obrazy się pojawiają, zaczynam je śledzić i afirmacja się urywa.
A próbowałaś dodać do tego coś zapachowego? Lawenda albo melisa przed snem naprawdę wprowadzają w spokojniejszy stan i jakoś ułatwiają tę koncentrację. Ja paląc lawendę przy medytacji zauważyłam, że szybciej wchodzę w ten stan, który opisujesz. Wtedy afirmacje idą jakby same, bez wysiłku liczenia.
A czy lawendę trzeba palić, czy wystarczy olejek? Bo słyszałam, że olejki przy wdychaniu mogą być szkodliwe w dużych ilościach i się trochę boję.
Jeśli lęk jest głównym problemem, to afirmacje mogą nie wystarczyć same w sobie. Mam na myśli to, że lęk przed zaśnięciem bywa zakorzeniony głębiej i czasem potrzebuje innej pracy niż powtarzanie zdań. Znam technikę skanowania ciała przed snem, gdzie zamiast liczyć afirmacje, przechodzisz świadomością przez każdą część ciała i pytasz, czy tam jest napięcie. To nie jest afirmacja, ale potrafi zrobić więcej dla spokoju niż 108 powtórzeń zdania, które głowa i tak odrzuca ze strachu.
To jest właśnie to, o czym mówiłem wcześniej. Stan, nie liczba. Ale rozumiem, że dla osób zaczynających ta liczba jest jak kotwica, coś konkretnego do trzymania się. Jak nie wiesz, kiedy jesteś wystarczająco głęboko, liczysz, bo to daje poczucie kontroli. Sam przez długi czas tak miałem.
Słucham tej rozmowy i mam jedno naiwne pytanie, bo dopiero zaczynam. Skąd wiadomo, że afirmacja w ogóle dociera do podświadomości, a nie jest tylko mechanicznym powtarzaniem? Czy jest jakiś znak, że coś się zmienia?
To jest akurat dobrze znany podział i faktycznie ma znaczenie. Tryb deklaratywny kontra intencja. Ale powiem szczerze, że ważniejsze od gramatyki afirmacji jest to, w jakim stanie ją wypowiadasz. Można powiedzieć idealne zdanie w stanie pełnego napięcia i nic z tego nie wyjdzie.
Pół godziny skanowania zanim zasnę? Ja bym zwariowała. Serio pytam, czy nie ma czegoś krótszego dla kogoś, kto nie ma takiej cierpliwości? Bo czytam ten wątek od początku i wszystkie techniki brzmią jak projekty na weekend.
Można próbować z afirmacją ukierunkowaną właśnie na bezpieczeństwo, nie na spokój w ogóle. Coś jak "moje ciało wie, jak odpoczywać, nie muszę kontrolować tego procesu". To bardziej celuje w ten mechanizm niż ogólne uspokajanie.
Dodam do tego, że niektóre zioła w tradycji słowiańskiej były stosowane właśnie przy takim lęku przed snem, nie jako środek usypiający, ale jako coś, co miało pomóc ciału poczuć się bezpiecznie w nocy. Waleriana i chmiel w poduszce, nie w herbacie, bo przy poduszce działa inaczej, bardziej subtelnie.
Czytam ten wątek i mam pytanie z innej strony. Czy ktoś próbował dobierać afirmacje według numerologii, żeby liczba sylab albo liter w afirmacji coś wzmacniała? Wiem, że to brzmi szczegółowo, ale gdzieś czytałam, że to może mieć znaczenie przy pracowaniu z podświadomością przed snem.
To bardzo ważna obserwacja. Że zadziałała na wejście w sen, to już coś. Wybudzenie po godzinie może być zupełnie niezwiązane z afirmacją, bo to jest często naturalny cykl snu. Ale to uczucie w piersiach, o którym piszesz, czy pojawia się zaraz po wybudzeniu, czy dopiero jak zaczynasz myśleć?
Nie całkiem. Kotwica to raczej gest albo rytm, który w stanie czuwania łączysz ze spokojem, a potem ma szansę uruchomić się przy wybudzeniu. Coś jak warunkowanie, tylko świadome. Słyszałam o tym w kontekście rytuałów zasypiania, ale nie wiem, czy to działa na takie głębokie wybudzenia jak twoje.
Przy tych wybudzeniach w nocy to jeszcze jedna rzecz, którą znam z praktyki zielarskiej. Bergamotka w dyfuzorze ustawiona na minutnik może działać inaczej niż lawenda, właśnie przy tym rodzaju lęku cielesnego. Lawenda usypia, ale bergamotka bardziej reguluje. Ktoś próbował porównywać te dwa zapachy przy nocnych wybudzeniach?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, bo może to głupie, ale nie rozumiem. Czy te wszystkie techniki, skanowanie, afirmacje, zapachy, mają działać razem czy każda z osobna? Bo jak czytam, to każda jest osobną metodą i nie wiem, czy łączyć je w jeden wieczorny rytuał czy wybierać jedną na raz.
Przepraszam, że wchodzę w wasze pytania, ale ja mam z tym dokładnie ten sam problem. Jak liczę, to się skupiam na liczeniu, jak nie liczę, to myślę o tym, czy już wystarczy, i to mi zabija całą afirmację. Czy jest jakaś metoda, żeby w ogóle nie musieć się tym przejmować?
Hej, ale chwila, bo mam pytanie do całej tej dyskusji o liczeniu. Czy my zakładamy, że liczba powtórzeń w ogóle robi różnicę sama w sobie, czy chodzi wyłącznie o to, żeby nie tracić uwagi? Bo te dwie rzeczy to zupełnie inne założenia i chyba mieszamy je ze sobą od paru postów.
To co piszecie o uwadze kontra liczbie, trafia do mnie bardzo. Ja jak szepczę afirmację, to nie liczę, ale czuję, kiedy coś się zmienia w ciele. Jest taki moment, kiedy oddech zwalnia sam z siebie i to jakby sygnał, że wystarczy. Czy ktoś jeszcze rozpoznaje coś takiego, ten moment, kiedy ciało mówi stop?
Czytam i właściwie wychodzi mi z tego, że nie ma jednej dobrej liczby, tylko każdy ma swoją. Ale jeśli ktoś zaczyna i jeszcze nie wie, jaką ma swoją, to od czego zacząć? Czy jest jakaś sensowna liczba startowa, od której się zaczyna i potem koryguje?
A ja mam wrażenie, że my tu w kółko wracamy do tego samego pytania i nie możemy go rozstrzygnąć, bo każdy ma inne ciało i inną praktykę. Może po prostu nie ma odpowiedzi na to ile powtórzeń wystarczy i tyle?
No ale jak ktoś nie czuje żadnych sygnałów z ciała i nie wie ile robić i nie ma mentora, to co ma robić? Zbiera się tu masa ogólnych prawd i zero praktycznej rady dla kogoś, kto po prostu nie śpi i chce żeby afirmacja działała.
Próbowałam. Jak zmieniłam tekst, to przez kilka pierwszych nocy było gorzej. Jakby musiałam na nowo budować ten spokój od zera. Potem wróciło, ale zajęło trochę czasu.
